Ernest Skalski: Komu lewica, komu?

ZL-header-1-400x2502015-10-04.

O potrzebie silnej lewicy stale mówią lewicowi politycy, publicyści o lewicowych poglądach, liczni artyści i naukowcy.

Zapotrzebowanie polityków na silną lewicę jest zrozumiałe. Widzą w tym interes społeczny i własny. U lewicowych twórców opinii wynika z ich zapatrywań i powiązań. Dostrzegają społeczną potrzebę istnienia lewicy, której jakoś nie chce dostrzec społeczeństwo. Przyczyny tego stanu rzeczy lewicowcy szukali u siebie jeszcze przed wyborami. A teraz politycy, którzy nie potrafili za sobą działać i obrzucali się  nawzajem oskarżeniami stworzyli wreszcie pstre ugrupowanie, które ma szanse na wejście do Sejmu i wsparcie antypisowskiej koalicji. Dobre i to.

Ich krytyka-samokrytyka omija  zasadniczą przyczynę słabości. Zagospodarowanie większości aktywnego elektoratu przez PO i PIS jeszcze nie zostawia miejsca na inne duże siły. Dwie partie zaspakajają potrzeby jego dwóch podstawowych części. Kukiz, to w tej chwili raczej jeszcze efemeryda, lecz nie pomaga lewicy. Blokuje jej ewentualną próbę  nawrotu do starych, buntowniczych tradycji.

Normalnie już było

W dojrzałych demokracjach tę decydującą większość elektoratu dzielą między siebie dwie siły. Jedna wywodzi się z tradycji socjalistycznych i uważana  jest za lewicę, druga – tradycyjnie konserwatywna i umiarkowanie prawicowa. Partia świadczeń socjalnych vs. partia niskich podatków. Obie mieszczą się w akceptowanych ramach demokracji parlamentarnej i gospodarki rynkowej.

Różnice? Angela Merkel, na którą znów się powołam, zanim została kanclerzem, powiedziała  na spotkaniu w ”Gazecie Wyborczej”, że przy rządach SPD statystyczny Niemiec z wypracowanego przez siebie euro ma na rękę pięćdziesiąt centów, a ona uważa, że powinien zatrzymywać sześćdziesiąt. Jeśli wziąć pod uwagę, że wtedy, przy socjaldemokratycznym rządzie Schroedera, ograniczano socjał w ramach tzw. Agendy 2010, to widać, że różnica poglądów prawicy i lewicy nie oznacza nieprzekraczalnego podziału. W Niemczech możliwe są nawet koalicje chadeków i socjaldemokratów, a w prawie całej demokratycznej Europie zmiana rządów prawicy na lewicę – i odwrotnie – nie powoduje wstrząsu.

Tak już było i w III RP między latami 1991 (pierwsze demokratyczne wybory parlamentarne) i 2005. Oba ówczesne nurty miały inne niż w zachodniej Europie rodowody. Jeden był postsolidarnościowy, drugi – SLD/PSL –  miał pochodzenie peerelowskie, ale też wpisywał się w reguły rynku i demokracji. Zwycięstwo lewicy w roku 1993 nie oznaczało restauracji ancien regime’u i wydawało się, że  jesteśmy zabezpieczeni przed gwałtownymi zmianami w niepożądanym kierunku. Spór między nurtami nie dotyczył polityki finansowej i socjalnej. Rządy, bez względu na ich opcję, prowadziły taką politykę gospodarczą, na jaką pozwalały warunki. Wszystkie muszą utrzymywać, narzuconą przez ustawy politykę socjalną. Przy dobrej koniunkturze zarówno rząd SLD-PSL, jak i PIS z przystawkami osłabiały fiskalizm. W europejskim kryzysie, za rządu Platformy, nie bacząc na jej liberalny background, fiskus wyciskał ile się dało bez drastycznego podniesienia podatków. Różnice mieściły w obszarze szeroko rozumianej nadbudowy. Określał to rodowód; dawna władza i opozycja.

I komu to przeszkadzało?

Podział ten w XXI wieku stał się już całkowicie anachroniczny. SLD, z Millerem, Hausnerem, Belką, to była pragmatyczna partia władzy. Podobnie Platforma Obywatelska. Wnioski wyciągnął w roku 2005 Jarosław Kaczyński. Gdy Cimoszewicz wycofał się z wyborów prezydenckich,  kampania PIS skierowana przeciw dość już iluzorycznym postkomunistom trafiałaby w próżnię. Wtedy prezes PIS proklamował dwie Polski; ”solidarną i liberalną”, stając się rzecznikiem tej pierwszej i pozycjonując PO w liberalnej.

Wyborcy Platformy już się nie określają jako beneficjenci III RP. Traktują ją jako rzeczywistość zastaną i w niej realizują swe interesy. A ponieważ istnieje element niepewności, boją się pogorszenia, nieufnie podchodzą do perspektywy zmian. Deklaratywnie mogą być zwolennikami reform, lecz w praktyce wolą sprawną władzę, która nie przeszkadza w życiu i interesach. Stosunkowo najbliższa im jest więc Platforma z ”ciepłą wodą”, a jeśli są niezadowoleni z PO, to nie widzą realnej siły, która mogłaby ją zastąpić. Jeszcze. Nowoczesna.pl to jeszcze tylko szana.

Skrzywdzeni, obrażeni, zagrożeni. To elektorat PIS, składający się głównie z ludzi, którzy czują, że im się źle dzieje w III RP i skłonni są to przypisywać jej właściwościom. Zachodzące zmiany odbierają jako atak na wartości narodowe, na Kościół i wiarę,  na rodzinę i obyczajność. Ma to wynikać ze spisku, jest złe w swej istocie, grozi trudną do opisania katastrofą i wymaga nie mozolnego naprawiania, lecz radykalnej zmiany. Tym ocenom, frustracjom i strachom odpowiada PIS, kultywując je i korzystając z nich. Katastrofa smoleńska spowodowała wielkie wzmożenie tych nastrojów. Głosujący na PIS nie wybierają sprawnego administratora, lecz wybór wartości ideowych, przesądzających o kształcie kraju i o ich życiu. Wartości, z którymi nie ma kompromisu.

Radykalne ruchy antysystemowe, z prawa i z lewa przeważnie lokują się na marginesach polityki, choć niekiedy wdzierają się do głównego jej nurtu. Tak było z partią Haidera w Austrii i tak jest teraz z Frontem Narodowym we Francji. I tak się zrobiło w Polsce; Palikot, Korwin, Kukiz. A przede wszystkim Kaczyński,

Komórki już wynajęte

Do takiego układu lewica nie ma się jak wpasować. Tym bardziej, że wszystkie jej odłamy nie mają prawdziwego obrazu rzeczywistości.  Solidarnościowy rodowód PO i PIS przesłania nawet rozsądnym skądinąd lewicowcom głęboki podział kulturowy między zapleczem jednej i drugiej partii. Dla nich to, nieraz expressis verbis, zmyłkowa ustawka miedzy dobrym i złym policjantem. Z taką diagnozą społeczną do nikogo nie można trafić z całościowym programem. I lewica funkcjonuje w postaci różnych grup wysuwających na pierwszy plan zróżnicowane postulaty.

Nie może konkurować z Platformą jako wymienna partia władzy, bo żeby być dostrzeżoną musi mieć wizerunek partii lewicowej, prospołecznej. Wyborcy tracący zaufanie do PO szukaliby lepszej Platformy. Na lewicę nie zagłosują, tak samo jak na PIS.

Podstawowy, tradycyjny kanon postulatów lewicy; praca, płaca, świadczenia socjalne, oświata, ochrona zdrowia, polityka mieszkaniowa został przejęty przez Prawo i Sprawiedliwość, gdzie jest wzmocniony przez bogoojczyźniane wartości. I lewica i PIS domagają się powrotu do wcześniejszych emerytur, lecz nie lewica na tym zyskuje. Lewicowy etos, świecki i swobodny obyczajowo, nie pasuje jej społecznej – teoretycznie – klienteli, w przeważającej mierze wierzącej, związanej z Kościołem, nawet jeśli nie jest zbyt gorliwa w praktykach i nieraz krytycznie nastawiona do księży. A programowo jest wrogo nastawiona do lewicy, niezależnie od tego co ona postuluje.  Szczególnie gdy postuluje zmiany obyczajowe. Mogą się one podobać w innych środowiskach, lecz nie od spraw obyczajowych zależy decyzja większości wyborców. Palikot z takim pakietem zdobył na krótko 10 procent.

Lewicowi intelektualiści nie ograniczają się do oprotestowywania dominacji Kościoła i żądań natury obyczajowej. W zgodzie ze światowym trendem, koncentrują się na nierównościach, na sytuacji młodego pokolenia, a także na prekariacie zależnym od umów śmieciowych, na wykluczonych. A ten znajduje ujście swoich frustracji u Kukiza.

Nierówności epatują czytelników tabloidów, ale ich zawiść koncentruje się na politykach i ”urzędasach”. Miliarderzy to raczej bohaterowie masowej wyobraźni,  celebryci. Mało kto porównuje się do Solorza czy do Kulczyka, a analiza własnej sytuacji skłania by ją jakoś na własną rękę  polepszyć; w biznesie, w pracy, bądź emigrując. Nie zanosi się na masowy ruch ”oburzonych”, na duże radykalne partie lewicowe, takie jak Syriza i Podemos. One zresztą nie postulują by wszystko rozwalić, lecz mają jakieś populistyczne programy. A powstają tam gdzie odczuwa się pogorszenie warunków życia.

Całościowych rozwiązań domagają się więc – dla siebie ! – środowiska zagrożone. Górnicy, co zrozumiałe, nauczyciele w perspektywie niżu demograficznego, a  w czasie transformacji PKP – kolejarze. Okresowo protestują grupy rolników, czasem – pielęgniarki. Te środowiska nie łączą swych żądań z polityką lewicy. Górnicy i rolnicy są programowo jej przeciwnikami. Ale, nie wiedząc o tym, realizują postulaty lewicy; wyższe płace, w tym minimalna, stałe zatrudnienie, poprawa świadczeń socjalnych.

Prywatny biznes, we własnym interesie, realizuje te postulaty w miarę poprawy koniunktury. Ich wymuszanie może spowodować oslabienie aktywność gospodarczej. Realizować je może natomiast sfera budżetowa, raczej kosztem gospodarki. Do czasu ! Ale sądząc po wypowiedziach na forach internetowych i na podstawie sondaży, omawianych w ”Polityce”, coraz powszechniejsze staje się krytyczne podejście do roszczeń poszczególnych grup zawodowych, z wyjątkiem budzących sympatię pielęgniarek.

Nie chce być gorzej

Prawica i lewica mówią z grubsza to samo o fatalnym stanie gospodarki, likwidacji przemysłu, pogłębianiu nierówności, rosnącej biedzie. Ostatnio lewica zaczyna straszyć. W miarę powiększania się nierówności i biedy ma się zbliżać wybuch społeczny. ”Możemy skończyć na latarniach”.

A nierówności nie rosną. Według danych GUS są stabilne, według Eurostatu raczej maleją. Poziom życia większości poprawia się od lat. W różnym tempie. W okresie europejskiego kryzysu na chwilę ten wzrost zastopował, ale nie było spadku. A teraz znowu rosną; produkcja, sprzedaż i eksport. Zmniejsza się bezrobocie, rosną płace. Trend się raczej utrzyma i będzie to odczuwalne. Nota bene, podobnie zaczyna się dziać w Hiszpanii, co w połączeniu ze skutkami rządów Syrizy w Grecji może odsunąć zagrożenie ze strony Podemos, a w Polsce takich zagrożeń nie widać.

Lewicy nie przysparza też poparcia jej ugodowość wobec Rosji i zdecydowana niechęć w stosunku do Ukrainy. Sytuuje to lewicę w opozycji do nastrojów większości, na pozycjach  skrajnej prawicy. Generalnie, lewica przegrywa kiedy jej stanowisko zbliża się do tego co głosi prawa strona.

Można uważać, że scena polityczna wyglądałaby sympatyczniej, gdyby konkurentem i zmiennikiem Platformy pozostawała stojąca nieco na lewo pragmatyczna partia władzy, pozbawiona ciągot autorytarnych. Kto by jednak reprezentował wówczas tę wielką część elektoratu, którą zgromadził PIS?

Intelektualnej części lewicy nie pasowałby pragmatyzm, nieodzowny takiej dużej, cywilizowanej partii. Głównie w sferze obyczajowej. Ale narazie się na żadną silną lewicę nie zanosi. Tym bardziej, że przestaje ona mieć kwalifikacje do sprawowania rządów. Starzy politycy – vide Miller – się opatrzyli. Nowi mogą dopiero terminować w nowym, koalicyjnym rządzie.

Jeśli powstanie.

Ernest Skalski

Print Friendly, PDF & Email

23 komentarze

  1. BM 2015-10-04
  2. PIRS 2015-10-04
  3. andrzej Pokonos 2015-10-04
  4. j.Luk 2015-10-04
  5. andrzej Pokonos 2015-10-04
  6. j.Luk 2015-10-04
  7. andrzej Pokonos 2015-10-04
  8. MaSZ 2015-10-04
  9. dawniej_kuba 2015-10-04
    • BM 2015-10-05
      • dawniej_kuba 2015-10-05
  10. Marian. 2015-10-05
    • BM 2015-10-05
      • Federpusz 2015-10-06
  11. andrzej Pokonos 2015-10-06
  12. andrzej Pokonos 2015-10-06
  13. Marian. 2015-10-06
    • BM 2015-10-06
      • dawniej_kuba 2015-10-06
        • BM 2015-10-07
  14. Marian. 2015-10-06
    • BM 2015-10-06
  15. narciarz2 2015-10-07
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com