2017-01-05.
Od dawna wiemy, że najtrudniejszym przeciwnikiem racjonalisty jest jego własny umysł. Inteligencja i wykształcenie doskonalą naszą sztukę racjonalizowania i ucieczki od niewygodnych faktów. Artykuł jest bardzo techniczny więc zainteresowanych odsyłam do tekstu angielskiego, ograniczając się do informacji o tym, jak badacze próbowali podejrzeć, co właściwie dzieje się w naszym mózgu, kiedy czytamy (lub słyszymy) coś, czego wolelibyśmy nie czytać i nie słyszeć.
Badanie przeprowadzono na próbie 40 osób (połowa mężczyzn, połowa kobiet) wybranych spośród 116 ochotników, którzy odpowiedzieli na ogłoszenie. Badani znali cel badań i mogli zadawać pytania zarówno o technikę, jak i o organizację badań. Wszyscy byli zdrowi, z płynnym angielskim i znajomością amerykańskiej kultury politycznej. Przed badaniami musieli wypełnić kwestionariusz i przedstawić swoje polityczne poglądy. Odpowiadali również na pytanie, czy są osobami pasjonującymi się polityką. Zakwalifikowano do badania osoby bardzo zainteresowane polityką, które zdefiniowały swoje poglądy jako liberalne. W kwestionariuszu badani oceniali szereg politycznych oraz nie-politycznych twierdzeń podając siłę swojej zgody/odrzucenia.
W trakcie eksperymentu badani czytali 8 twierdzeń politycznych i 8 nie związanych z polityką, które uprzednio wskazali jako takie, z którymi zgadzają się w silnym stopniu. Wszystkim twierdzeniom towarzyszyły pięciopunktowe kontrargumenty bądź dowody przeczące danemu twierdzeniu.
Dokładnie tak jak się spodziewano uczestnicy reagowali bardziej negatywnie na twierdzenia sprzeczne z ich przekonaniami politycznymi. W kolejnej części eksperymentu sprawdzano, na ile siła przekonania została osłabiona. Kontrargumenty osłabiały siłę przekonania, ale ta reakcja była silniejsza w odniesieniu do przekonań niepolitycznych niż politycznych. Również po kilku tygodniach zmiana niepolitycznych przekonań utrzymywała się bardziej.
We wcześniejszych badaniach zaobserwowano, że informacje związane z silną społeczną identyfikacją wywołują wzmożoną aktywność w przedklinku. Wzmożona aktywacja sieci wzbudzeń podstawowych (Default Mode Network – DMN) w związku z kwestionowaniem politycznych przekonań jest więc zgodna z tym, co wiemy na temat tych struktur – piszą autorzy.
Silna aktywacja sieci wzbudzeń podstawowych (DMN) jest obserwowana, kiedy badani zderzają się z kwestionowaniem wartości chronionych. Na podstawie tych badań autorzy formułują tezę, że nasza DMN automatycznie reaguje jako koordynator obszarów czuciowych, motorycznych i pamięciowych, odpowiadając za poszukiwanie i proces integracji wymagany dla stworzenia koherentnego znaczenia przekazu. Zaobserwowana aktywacja tylnej przyśrodkowej kory ciemieniowej zgadza się z wcześniejszymi badaniami reakcji na informacje z dziedziny polityki, kiedy badani reagowali na informacje naruszające obraz obdarzonych poparciem kandydatów w wyborach.
Opór wobec niemiłych twierdzeń powoduje wzmożoną aktywność wyspy i ciała migdałowego, co potwierdza rolę emocji w tym procesie.
Autorzy zwracają uwagę na różnice reakcji na zagrożenie silnych przekonań politycznych i niepolitycznych. Przekonania polityczne są bardziej normatywne, podczas gdy niepolityczne częściej bazują na (prawdziwych bądź nieprawdziwych) faktach.
W sumie badania w zasadzie potwierdzają to, co wiedzieliśmy już wcześniej, dostarczając nam dodatkowych informacji o tym, co zapala się w głowie naszych przeciwników, kiedy prezentujemy fakty rozbijające ich przesądy. Jest to bez wątpienia interesująca informacja. Gorzej, że możemy być pewni, iż podobne obszary rozświetlają się w naszych mózgach, kiedy ktoś bezprawnie zaczyna się dobierać do naszych przesądów.
Nasze mózgi są ewolucyjnie zaprogramowane do tej obrony przed niewygodnymi faktami, a tego rodzaju badania informują nas nie tylko o tym, które obszary mózgu pomogą nam budować akrobatyczne racjonalizacje, ale mogą nam pomóc lokalizować obszary, na których nasz racjonalizm jest zagrożony przez nasz własny umysł.
Odrzucanie niewygodnych faktów to historia stara jak świat, zarzucanie tego paskudnego obyczaju innym znali już starożytni Rzymianie, ale ćwiczenie zauważania, kiedy nasz własny umysł płata nam takie figle, może być atrakcyjną propozycją w ramach poznawania jak działa umysł i dlaczego nasz mózg przypomina noworoczną choinkę, kiedy nasze ja jest oburzone na rzeczywistość wyglądającą inaczej niż byśmy sobie tego życzyli.
Znakomity austriacki biolog, Konrad Lorenz, zwykł mawiać, że naukowiec powinien zaczynać dzień od próby rozbicia w puch najbardziej ukochanej hipotezy. Łatwo powiedzieć, nie jest to jednak aż tak proste, szczególnie, że ta spójność naszych ukochanych poglądów ma nie tylko wady, nie jest również oparta wyłącznie na konformizmie wobec grup odniesienia (aczkolwiek ten czynnik ma niebywale silne znaczenie). Powiedzenie, że możesz mieć umysł tak otwarty, że rozum zgubisz, ma również swoje uzasadnienie i długo możemy się zastanawiać nad ewolucyjną drogą powstawania w naszych mózgach mechanizmów obronnych przed niewygodnymi faktami.
Faktem jest, że te i podobne badania dają wiele do myślenia. Gorzej z wnioskami.
Andrzej Koraszewski
Źródło: Neural correlates of maintaining one’s political beliefs in the face of counterevidence;


Naukowiec zawsze ma sytuacje, że musi swoje stanowisko zmienić diametralnie. Na przykład, uważa na podstawie swoich pomiarów, że coś tam wynosi 5, a inny naukowiec wykazuje błąd, i… 10 lat pracy do kosza. Dlatego ciekawe byłoby porównanie ludzi nauki z ludźmi religijnymi, albo artystami. Poza tym, fakt, że ci ludzie się sami zgłosili, już w pewien sposób zawęża wynik do tych, co się zgłaszają na tego rodzaju badania. Podejrzewam, że nikt, kto ma absorbujący zawód, nie ma czasu na bycie takim królikiem doświadczalnym. Dlatego eksperyment ciekawy, ale nie przekonywujący.
podobne zainteresowania zaprowadziły mnie kiedyś do ciekawej lektury: Timothy Wilson w „Strangers to Ourselves, discovering the adaptive unconscious” (The Belknap Press of Harvard University Press, 2002) argumentuje za tym, że nasza świadomość, a więc także świadomość tycząca sposobu formułowania wniosków, zasad wartościowania, a więc i trwałości przekonań, to jedynie niewielka, o wiele mniejsza niż jeszcze niedawno sądzono w psychologii, część procesu podświadomego „myślenia” zdolnego do samodzielnego rozwiązywania złożonych problemów, tworzenia przewidywań, narracji, a więc warunkującego reakcje. Okazuje się przy tym, że możemy na taką, dlatego nazywaną adaptatywną, podświadomość wpływać, więc można powiedzieć, że warunkować samych siebie, przy czym to w jakim stopniu jest także przedmiotem ciekawych badań (Daniel Kahneman „Thinking, fast and slow”, Penguin Group, 2012).
Politykom można by podobne tezy być może przybliżyć cytatem z Kurta Vonneguta (1966): „jesteśmy kim chcielibyśmy być, powinniśmy być więc ostrożni w tym do bycia kim pretendujemy”.