W roku 1683 Imperium Otomańskie miało już apogeum mocy i świetności za sobą, lecz pozostawało przemożną siłą militarną. Po Wiedniu, a raczej po, nie tak spektakularnej, drugiej bitwie pod Parkanami, przestało w Europie być groźnym rozgrywającym, zmierzając do statusu chorego człowieka Europy.
Imperium Zwykłego Posła jest jeszcze na linii wznoszącej się. Nie jest to jednak linia prosta: od zwycięstwa do zwycięstwa. PiS zalicza właśnie drugą poważną porażkę. Pierwszą było zastopowanie totalnego zakazu usuwania ciąży. Drugą jest zastopowanie ustawy metropolitalnej dla miasta Warszawy.
W obu przypadkach używam słowa „zastopowanie”. Nieco złagodzony projekt ustawy domacicznej już jest w Sejmie. Fanatycy działający pro Ecclesiae nigdy się nie męczą, a liczą, że zmęczą się panie z parasolkami i po którejś tam akcji załamią się i odpuszczą. Z naszą, pożal się Boże, metropolią może być podobny scenariusz. Kaczyński Warszawie nie odpuści.
Głównym i prawie wyłącznym celem projektowanej przez nieuków struktury jest opanowanie Warszawy przez PiS. Nic innego się tu nie liczy i projekt jest merytorycznie do d…, co wykazuje na naszej stronie – fachowa analiza pt. „Bałagan zamiast demokracji…”, autorstwa Marcina Skubiszewskiego – polecam.
Pomijając zawartą w nim krytykę z punktu widzenia zasad prawa, praktyki administracyjnej, techniki zarządzania i tp., należy zwrócić uwagę na te esencjonalne uchybienia, które przemawiają do wyobraźni wyborców całej metropolii.
Prawdopodobnie mogliby oni znieść wydzielenie obszaru metropolitalnego z województwa mazowieckiego, czyli przywrócenia de facto województwa stołecznego z początków III RP. Byłby to czytelny układ kompetencyjny, w którym wszystkie jednostki, łącznie z Warszawą miałyby nadal swoje, wybrane u siebie, władze. Ale przecież nie o to chodzi żeby Warszawa sobie wybrała… Celem jest podporządkowanie mieszkańców Warszawy radzie i „burmistrzowi”? – znika prezydent! – władzy, którą wybiera im Kobyłka, Wołomin i Pruszków, i które będą w Radzie rządziły Warszawą. To jest mocny, czytelny powód oburzenia Warszawiaków.
Dla mieszkańców przyłączanych jednostek, Kobyłki, Wołomina, Pruszkowa, takim powodem jest pozbawienie samodzielności w ramach województwa i podporządkowanie miastu Warszawa. To że będzie ta władza wybrana przy udziale tejże Kobyłki etc. nie zmienia faktu, że interesy stolicy, choćby z jej masą ludności, będą dominowały tym układzie. Wołomin będzie miał gorzej niż niedaleki Tłuszcz, a ten będzie mógł zazdrościć Wołominowi uzyskanych przywilejów metropolitalnych.
Złapał Kozak Tatarzyna…Wielu potencjalnych wyborców może to nie obchodzić, lecz ci który głosują w lokalnych wyborach na ogół wiedzą na kogo i po co głosują. I nie znoszą traktowania ich jak idiotów.
Być może Prezes Tysiąclecia znowu – jak przy aborcji – nie zdał sobie sprawy, że jego reforma narusza nie tylko zasady prawa i reguły administracji, lecz również bezpośrednie interesy ludzi, w tym przypadku mieszkańców Warszawy i gmin, które mają być do niej podczepione. Ich wybrane przez mieszkańców władze są przeciw. Rada Warszawy uchwaliła przeprowadzenie referendum w sprawie reformy. KOD zapowiedział demonstrację na jedenastego, sobotę. Wypowiedzi większości ekspertów są jednoznaczne. Suma tych faktów skłoniła PiS do powstrzymania akcji.
Niedoszły Oberburgmeister Jacek Sasin, który na chama forsował tę ustawę, a argumentów nie słyszał i nie miał, zmienił front z wieczora na rano. Już nie rozumie po co ta cała histeria, przecież będziemy sobie dyskutowali nad tym projektem. Ale projekt już w Sejmie jest, pierwsze czytanie ma się odbyć natychmiast.
Może się jednak na chwilę odwlecze. Władza zapewne chce mieć spokój – kiedy jest w Warszawie Angela Merkel i stado dziennikarzy przy tej okazji. Najprawdopodobniej jednak czeka na sobotnią demonstrację w Warszawie. Wiele może zależeć od jej przebiegu, a od frekwencji jeszcze więcej.
Już widać w Internecie uwagi, że po co ta demonstracja, skoro się PS wycofuje. Nie będzie demonstracji – to będzie argument, że wichrzyciele nie mają poparcia. Coś się w projekcie poprzestawia, coś zmieni i jadziem! Noc jeszcze w lutym długa i starczy jej na uchwalenie czego potrzeba. Podobnie może być gdy demonstracja będzie żenująco nieliczna. Wiele może zależeć od nas.
Przed 11 listopada w zeszłym roku, Kazimiera Szczuka zapowiedziała, że nie pójdzie na demonstrację KOD, bo tam ma być portret Dmowskiego. Jan Wróbel wobec tego oświadczył, że nie pójdzie, bo Kijowski zapowiedział, że tego portretu ma nie być. (Był, widziałem) Dla naszego inteligenta – demokraty jego partykularny pogląd, jego osobiste odczucie jest ważniejsze od celu, dla którego się uważa za demokratę. Teraz przeszkodą będzie osoba Kijowskiego. Dla naszych PT Autorów i Dyskutantów na Stronie Opinii będzie to dowód, że Kijowski szkodzi. A dwie trzecie koderów naszego regionu ma zdanie odmienne i tylko co wybrało go, razem ze wszystkim co go obciąża, na swego szefa.
I jak pan, drogi kolego z łamów SO, zareaguje w sobotę na wezwanie demokratycznie wybranego lidera? Wzruszeniem ramion, zgodnie z wcześniejszą zapowiedzią?
Ernest Skalski



Ponieważ Pan Redaktor Skalski raczył był wywołać mnie do odpowiedzi, a ściślej biorąc nawet mniej mnie samego a bardziej moje wzruszenie ramion, spieszę z przedstawieniem stanowiska.
*
Sformułowanie „Kaczyński Warszawie nie odpuści.” trafnie oddaje postawę groteskowego satrapy. Onże, nie wiedzieć czemu, uznawany przez pewną część wybitnych polskich intelektualistów za wielce inteligentną jednostkę czy jeszcze gorzej – wielkiego stratega, czegokolwiek się nie dotknie to : „niczemu nie odpuści”. Ta zawziętość nosząca wszelkie cechy zemsty czy odwetu za całość własnej mizerii życiowej i moralnej, odbywa się według pewnej sekwencji. Najpierw instytucję, osobę, grupę społeczną, etc. należy upokorzyć, a potem zniszczyć jej niezależność podporządkowując ją sobie; ergo -zmarginalizować jej funkcje. To upokarzanie świadczy moim zdaniem o małości człowieczeństwa tego indywiduum, a z kolei niszczenie niezależności oraz podporządkowanie wskazuje na głupotę i ślepotę polityczną. Głupota wynika z niezrozumienia współczesnego świata i niezdolności do uznania nieodwracalności zmian cywilizacyjnych, takich jak internet, cyfryzacja, komunikacja elektroniczna, globalizacja, otwartość, zastępowanie struktur hierarchicznych strukturami poziomymi, organicznymi i sieciowymi. Forsowanie na siłę koncepcji dyktatury, spóźnione nawet w stosunku do Piłsudskiego, oraz jego koncepcji i praktyki Sanacji, w świecie dzisiejszym jest głupotą samobójczą. I dla Polski ale też i dla jej autora. Tu do głupoty dochodzi ślepota – takie zachowanie prowadzi wprost do skutków porównywalnych z rozbiorami Polski z końca XVIII wieku przez zniszczenie okoliczności dzięki którym od XVI wieku Polska miała najlepszą koniunkturę polityczna dla budowania sukcesu cywilizacyjnego. Kompletne zerwanie ciągłości polityki zagranicznej z trójkątem weimarskim jako kotwicą naszej pozycji w UE, skłócenie się z PE i Komisją Europejską, wchodzenie w egzotyczne sojusze z Węgrami i Anglią, skutkuje sytuacją w której po po zwycięstwie Trumpa nie mamy już żadnych wiarygodnych sojuszników a wypięcie się na UE należy wprost uznać za zdradę stanu. Pewnym pocieszeniem pozostają skutki społeczne takich działań: zniszczenie niezależności i funkcjonalności TK, prokuratury, policji, służb specjalnych, wojska, systemu edukacji publicznej (deforma oświaty), zapowiedź zniszczenia samorządów terytorialnych, katastrofalne skutki uderzenia w gospodarkę (obniżenie tempa wzrostu o 1,1% rocznie oznacza w stosunku do roku 2015 zmniejszenie tempa wzrostu PKB o 28%), wreszcie zapowiedź uderzenia w niezależność sądownictwa KRS oraz teraz kuriozalny projekt metropolii warszawskiej powoduje przebudzenie społeczeństwa obywatelskiego tak, że na wiosnę i latem możemy być świadkami protestów na niespotykana dotąd skalę. Moim zdaniem to początek końca władzy PiS.
*
Zgadzam się co do absurdalności propozycji Sasina. Współczynnik inteligencji tego pana zwalnia mnie z szerszego komentowania jego „koncepcji”. Przypuszczam, że dał się wpuścić przez JK aby pilnie przedstawił projekt metropolii warszawskiej. Zrobił to tak nieudolnie, że wywołał burzę. Większość około warszawskich gmin ustami, swoich samorządowców wyraziła stanowczy protest i zjednoczenie wysiłków na rzecz utrącenia tego rodzaju koncepcji. Władze Warszawy podjęły decyzję o rozpisaniu referendum na ten temat. Ulubiony przez Pana redaktora termin publicystyczny przejawił się tym razem w wersji” „wzmożenie” samorządowe.
*
Wywołując mnie do odpowiedzi Pan Redaktor kompletnie ignoruje argumenty jakie wielu komentatorów na SO (nie tylko moja skromna osoba) przywołuje od szeregu miesięcy. Szereguje mnie Pan (i wielu innych) jako bezrozumnych „demokratów” upierających się w swoim pięknoduchostwie, jednocześnie kompletnie zamkniętych na kryterium skuteczności. Tak własnie rozumiem zdanie „Dla naszego inteligenta – demokraty jego partykularny pogląd, jego osobiste odczucie jest ważniejsze od celu, dla którego się uważa za demokratę.” I dalej Pan Redaktor piętnuje nieracjonalność takiej postawy „Teraz przeszkodą będzie osoba Kijowskiego. Dla naszych PT Autorów i Dyskutantów na Stronie Opinii będzie to dowód, że Kijowski szkodzi. A dwie trzecie koderów naszego regionu ma zdanie odmienne i tylko co wybrało go, razem ze wszystkim co go obciąża, na swego szefa. ”
I na co to ma być argument Szanowny Panie Erneście? Niestety na nic. Kijowski okazał się oszustem, kłamcą, mataczem i krętaczem. Na zgromadzeniu MK dostał ok. 67,2% głosów spośród 722 osób głosujących. W regionie Mazowsze jest ok. 2.0oo,- członków Stowarzyszenia KOD. Z tej liczby około 24,4 % wybrało go na szefa regionu. To tzw. murarze czyli emocjonalni wyznawcy religii MK. Oni będę bronić MK wbrew wszelkim argumentom. Czy to zmienia w jakikolwiek sposób sytuację, że MK jest oszustem, kłamcą, mataczem i krętaczem? Nie, nie zmienia. Jacek Parol w komentarzu na FB napisał słusznie, iż tym wyborem demokracja w stowarzyszeniu wygrała, ale Demokracja czyli sprawa o która KOD walczy przegrała z kretesem.
Przecież 19% wyborców wybrało do władzy JK i PiS, a oni niszczą Polskę. Czy mamy uznać, iż wybór demokratyczny unieważnia ich szkodnictwo? PiS jest szkodnikiem w Polsce a MK szkodnikiem w KOD. Czy to tak trudno przyjąć do wiadomości?
Pan Redaktor ignoruje wszystkie argumenty jakie większość komentatorów prezentowała pod Pana poprzednimi tekstami tak jakby wybór demokratyczny był ważniejszy od argumentów merytorycznych przeciw MK. Nie jest ważniejszy i jeszcze długo nie będzie. MK zademonstrował postawę etyczną i działania, które w każdym prawidłowo skonstruowanym statucie stowarzyszenia powinnny z urzędu pozbawić go biernego prawa wyborczego. Brak takiej regulacji nie zmienia mojej oceny.
Mój osobisty pogląd, który konsekwentnie prezentuję od roku na SO jest następujący:
– MK od początku uwłaszczył się na KOD blokując dyskusję nad celami i programem oraz metodami działania ruchu,
– wylansował się na jedynego „lidera” i twarz KOD, chociaż jest postacią pozbawioną jakiejkolwiek charyzmy, i co ważniejsze elementarnych kwalifikacji zarządczych,
– skłócił się z większością członków zarządu i założycieli KOD, w rezultacie czego z KOD odeszło kilkudziesięcioro wartościowych, bezinteresownych działaczy, którzy naprawdę często wbrew MK stworzyli podwaliny KOD i sukces organizacyjny ruchu,
– mataczył i kręcił z zasadami przyjmowania członków w rezultacie czego dzisiejszy KOD w Polsce liczy niecałe 9000,- członków zamiast np. 30.000,- czy 100.000,-
– te matactwa opóźniły wolne wybory w KOD które są spóźnione co najmniej o pół roku,
– od wiosny 2016 systematycznie spada liczba uczestników demonstracji KOD, ponieważ zwolennicy z zewnątrz widzą nieskuteczność działania i brak jakiejkolwiek wizji oraz programu działań skutecznych,
– wszystkie działania MK były przykrywka dla golenia kasy pod stołem, co pokazały faktury; nawet gdyby były tylko one a o wielu innych podejrzeniach dowiadujemy się od stycznia, to MK jako szef KOD jest zdyskwalifikowany’
– najważniejszym argumentem jest fakt, że nieetyczna postawa MK jest główną przeszkodą dla jego skuteczności jako lidera; uwłaszczenie się MK na ruchu KOD prowadzi do realizacji jego celów prywatnych które stoją w drastycznej sprzeczności z celami społecznymi członków oraz zwolenników KOD.
*
Odpowiadając wprost na pytanie Pana Redaktora – jeśli chodzi o planowaną demonstrację sobotnią – potrójnie wzruszę ramionami:
– po pierwsze dlatego, że nie będę protestował pod przewodnictwem oszusta, matacza, kłamcy i krętacza, bo taki pożal się boże „lider”obraża moje poczucie przyzwoitości i sensu działania,
– po drugie dlatego, że wielu ludzi podziela ten sam co mój punkt widzenia i nie zamierza firmować tego rodzaju hucpy,
– po trzecie ten protest jest bezsensownym dreptaniem w miejscu kiedy do obrony Warszawy przez JK ruszają się całe społeczności samorządowe – nie sądzę, żeby chcieli mieć poparcie pana o takiej reputacji.
Kolejne demonstracje. Tym razem przeciw unicestwieniu Warszawy. Przydałby się moment refleksji. Moim zdaniem, KOD ma dwa problemy. Pierwszy i oczywisty to osoba szefa, który nie okazał się zupełnie kryształowy. Drugi, mniej oczywisty ale ważniejszy, to formuła działania. KOD od początku odwołuje się do etosu KORu i jego metod. Jako główne narzędzie KOD wybrał pokojowe protesty uliczne, co z kolei nawiązuje do gorącego okresu pierwszej Solidarności. Oba te dziedzictwa zostały wypracowane w innych warunkach. KOD nie próbował i nie próbuje znaleźć form działania przystających do obecnej rzeczywistości. W pewnym sensie można to zrozumieć. PiS w swoim myśleniu opiera się na schematach wypracowanych w wieku XIX, zaś w kraju próbuje wprowadzić ustrój gomułkowski. Czyli narzędzia intelektualne PiSu to jest wiek XIX oraz lata sześćdziesiąte. W odpowiedzi na to, narzędzia intelektualne KODu to są lata siedemdziesiąte i osiemdziesiąte. I tutaj pojawia się paradoks. W całkiem nowoczesnym kraju, pod koniec drugiej dekady XXI wieku, odbywa się starcie Polski Gomułki z ruchem oporu przeciwko Jaruzelskiemu. To jest starcie w teatrze cieni.
.
Zilustruje to znanym dowcipem. Pytanie: W jaki sposób matematyk gotuje wodę na herbatę? Odpowiedz: Matematyk rozważa dwa przypadki. Przypadek pierwszy. Czajnik jest pusty. Matematyk nalewa wodę do czajnika i stawia na gazie. Przypadek drugi. Czajnik jest pełen wody. Matematyk wylewa wodę z czajnika i w ten sposób sprowadza zagadnienie do przypadku pierwszego. (@BM, oklaski!)
.
Jak to się ma do sytuacji w kraju? Ano, PiS sprowadza rok 2017 do przypadku lat ’60, zaś KOD sprowadza obecną sytuację do lat ’80. Obie te redukcje są nieadekwatne do rzeczywistości. Obie one ignorują nowe elementy sytuacji kraju. PiS ignoruje zjednoczoną Europę i ogłasza, ze Polska jest opuszczona i w izolacji. Jeśli fakty temu przeczą, tym gorzej dla faktów. Skoro izolacji naprawdę nie ma, to należy do niej doprowadzić. A potem walczyć z wrogami (których PiS wymyśli, co akurat świetnie potrafi), będąc w izolacji jak kiedyś. A co ignoruje KOD? Otóż KOD ignoruje cały skomplikowany mechanizm nowoczesnego państwa. Tak, jakby ten mechanizm w ogóle nie istniał i nie dawał się wykorzystać. KOD wzywa ludzi na ulice, robiąc z tego jedyną formę przeciwdziałania PiSowi.
.
A co można by robić? Proszę przeczytać następujący tekst. Ja wiem, ze USA to nie Polska, zaś Polska to nie USA. Jednak lekcja z tego artykułu powinna być taka, ze najskuteczniejszą formą walki byłoby wykorzystanie wszelkich dostępnych mechanizmów na wszelki możliwy sposób. Protesty uliczne tak, ale tylko jako dopełnienie. A nie jako jedyna forma walki, z pominięciem tych bardziej nowoczesnych opisanych w artykule.
http://www.politico.com/magazine/story/2017/02/eric-schneiderman-donald-trump-new-york-214734
@ NARCIARZ2 – rzeczy jak zwykle są bardziej prozaiczne niż się wydają. Pańskie tłumaczenie postaw JK opierającego się o narzędzia lat 60-tych versus MK z KOD opierającego się o narzędzia lat osiemdziesiątych jest tłumaczeniem trafnym, kiedy idzie o skutki ale zbyt inteligentnym jeśli chodzi o zachowania MK i KOD. Pomijam PiS, bo to odrębna kwestia.
MK zakładając KOD wykombinował sobie scenariusz i go konsekwentnie realizował:
– napisał Manifest programowy, który zakładał obronę demokracji bez celu – takie kręcenie się w kółko własnego ogona; manifest pełen wzniosłych słów i frazesów jest w istocie proponowanych działań zbiorem pustym,
– wylansował się jako lider ignorując statutowe władze, ponieważ ten lans ułatwił mu szeroki dostęp do środków materialnych (także kasy),
– wyjazdy, wycieczki, wystawna konsumpcja, dochody pod stołem (nie tylko faktury, ale część jego współpracowników wskazuje „działki” od zleceń KODu na gadżety demonstracyjne, materiały reklamowe, działki od zawyżonych kosztów obsługi demonstracji, etc.) – dobrobyt i cele materialne MK są kwintesencją celów faktycznych, skrzętnie skrywanych przed opinia publiczną, ale ostatnio ujawnianych w różnej postaci,
– wszelkie inne, ewentualne środki walki o odsunięcie PiS MK starannie blokował i blokuje ponieważ to jest wbrew jego osobistym interesom, (być może dlatego, że jego kwalifikacje nie pozwalają mu dostrzec realizacji własnego interesu),
– już od wielu miesięcy demonstracje uliczne są kompletnie nieskuteczne, ale MK forsuje je z uporem maniaka – dlaczego?, to dość oczywiste i czytelne – bo ma w tym interes.
*
Pańskie rozważania oraz poszukiwania wsparcia są ważne i potrzebne ale dla KOD jeśli MK przegra wybory ogólnopolskie za miesiąc. Jeśli je wygra te narzędzia będą potrzebne tej części ruchu, która odejdzie od takiego KOD.
–
Nie wiem czy Pan ma na myśli jakiegoś konkretnego „inteligentna demokratę” czy rzuca tak ogólnie w przestrzeń SO takie zapytanie.
Wypowiedzieć mogę się jedynie we własnym imieniu.
Owszem, prawdopodobnie wzruszę ramionami. Ponad miesiąc temu kilkakrotnie wspominałem o Opolu i poszerzeniu jego granic absolutnie bez żadnych konsultacji, bez żadnego sensownego uzasadnienia. Mieszkańcy rozbijanych gmin protestowali, prowadzili nawet strajk głodowy i nic…
Pan sam wspominał niedawno hasło „Gdańsk Warszawa wspólna sprawa!”. A tu okazuje się, że Opole nie ważne, Ale Warszawa to już tak. Wtedy nie trzeba było protestować, a teraz alarm?
Nie przemawia to do mnie.
Tak samo nie robi wrażenia ten moralny szantaż. Trzeba pójść bo…
Bo co? Ponad 100.000 protestujących w Warszawie w obronie TK nie przyniosło zadnego rezultatu. Tych się Kaczyński nic a nic nie boi. Przestraszyłby się może, gdyby protestowali mieszkańcy Wołomina, Grodziska czy Góry Kalwarii- ci, którzy mieli pomóc zdobyć Warszawę.
Także niniejszym wzruszam symbolicznie ramionami. ale być może i tak się zobaczymy, bo lubię spacerować. … ; )
Pójdę, bo trzeba…
Moj dłuższy komentarz oczekuje. Na zachętę, żeby go przeczytać, powiem tak: formula KODU się już wyczerpała. Skoro masowe protesty nie przynoszą skutków, zaś małe tym bardziej, to trzeba siebie zapytać „dlaczego” oraz „co trzeba zmienić”. Przy czym „zmienić” niekoniecznie oznacza „co zrobić, żeby nas było więcej”. Bo trudno sobie wyobrazić, ze skoro 100 tysięcy nie pomogło, to 120 tysięcy pomoże. Nie, trzeba raczej stwierdzić „150 tez nie pomoże, a tylu się raczej nie da uzbierać”. Pytanie powinno raczej brzmieć „czego tak naprawdę boi się reżim”? Po czym to właśnie zrobić.
A ja nie mam problemu. Mieszkam 400 km od Warszawy. Bliżej mi do Opola, ale kiedy mieszkańcy gmin przymusowo wcielonych do tego miasta protestowali i podjęli głodówkę protestacyjną, jakoś nie było żadnych dyskusji na szerszym forum. Dostawaliśmy suche informacje, poseł Jaki w krótkich, żołnierskich słowach sprawę wyjaśnił raz na zawsze i jest to jego wielkie Opole. Życzę Warszawie aby pozostała w swoich granicach, żeby poseł Sasin dostał po nosie, ale chyba nie poprzez masowy protest taki finał da się osiągnąć – jeśli się da. PiS się nie cofa. PiS należy unieszkodliwić i nad tym, jak to zrobić, aby się udało trzeba myśleć. Roli KODu jakoś tu nie widzę, co stwierdzam z dużą przykrością.
To jest wojna. Wojna o przyszłość kraju na najbliższych kilkadziesiąt lat. Na każdej wojnie używana jest bron. Na typowej wojnie walczą dwie strony przy pomocy podobnego uzbrojenia, po czym wygrywa ta, która robi to lepiej. Na tej wojnie obie strony używają kompletnie różnych rodzajów uzbrojenia. Jedna strona ciągle wygrywa, choć czasami na chwile się cofa. Druga strona nie odnosi żadnych trwałych sukcesów. Z tego powinien płynąc wniosek, ze narzędzia używane przez stronę przegrywającą są nieadekwatne do narzędzi używanych przez stronę wygrywającą. To powinien być punkt wyjścia do proponowania zmian. Następnym krokiem powinno być wymyślenie nowych narzędzi, albo wybranie z istniejącego arsenału. Trzecim krokiem powinno być wdrożenie.
.
Dla przypomnienia, narzędzia KODu przedstawione są poniżej. Sądząc z wyników, są to narzędzia źle dobrane do sytuacji. Problemem nie jest mala liczba osób na tym akurat zdjęciu. Kiedy tych osób były tysiące, maszerowanie także nie przyniosło trwałych rezultatów.
Nie odnosząc się do tego konkretnie protestu, pozwolę sobie wyrazić ogólny pogląd.
Protesty są konieczne jako wyraz sprzeciwu wobec poczynań PiS. Brak protestów ośmieliłby ciemną stronę sceny politycznej. Ośmielają one też ludzi aby nie zniechęcać się, walczyć o swoje sprawy, tak jak to miało miejsce z protestem kobiet. Nigdy też nie wiadomo jak bardzo protest się rozwinie.
Nie spodziewam się, że w wyniku protestu 100 tys. ludzi nagle rząd upadnie, ale to nie powinno zniechęcać do ponawiania protestów. To jest działalność długodystansowa.
Natomiast protesty powinny mieć jasne przesłanie i dotyczyć wspólnych spraw wszystkich Polaków a nie np. udziału KOD w nabożeństwie w intencji, albo dla uczczenia jakiejś rocznicy, gdzie właściwie konkuruje się z PiS w tym kto jest większym patriotą i kto bardziej czci ofiary wczesnej komuny.
Warszawa moje miasto?
Choć urodziłem się w wychowałem gdzieś tam w Polsce?
Tam jest moja mała ojczyzna i sentymenty z nią związane.
Tam są groby moich przodków, tam nie mogłem spełnić swego dorosłego życia
bo widziałem beznadzieję prowincji. Było tak od zawsze.
Dlatego przesiedlam się do dużego miasta bo praca, kariera, kina, teatry, koncerty, życie kulturalne o drobiazgach typu pub z piwkiem nie wspominając. Że tam prawie nie chodzę? A po co? Cierpię na brak czasu i te koszta….
Sentyment do nowego miejsca pobytu?
A niby dlaczego!
O moim życiu decyduje duża aglomeracja choć w niej mam kłopoty z pracą, mieszkaniem, zwyczajami
i obcymi ludźmi którzy tworzą zamknięte środowiska związane z instytucją w której zarabiają w danym momencie swoje największe.pieniądze.
Jak pojawią się na horyzoncie jeszcze większe perspektywy, to zmienia się miejsce pracy i zamieszkania,
idąc za karierą jaka by ona nie była. Bez sentymentów w pierwszym pokoleniu, dzieci już nie..
Miłość do miasta rodzi się dopiero w trzecim pokoleniu….
Rdzenni Warszawiacy to już relikty przeszłości. Jest nas coraz mniej, a nowi mieszkańcy Warszawy?
A niby dlaczego mają się angażować w problemy miasta które jest tylko tymczasowe?
Może jutro będą mieszkać w NYC albo Londynie albo Paryżu?
Warszawa to europejska i światowa prowincja.
Trzeba ją powiększyć?
Aby była przynajmniej duża, choć dalej będzie to prowincja.
Że wnukom będzie lepiej? To zwyczajny żart. nieprawdaż?
Sentymenty do Pragi, Grochowa, Mokotowa, Nowego Światu i innych miejsc które zmieniają swe oblicze w miarę mijającego czasu.
Jakie sentymenty. Jestem koczownikiem i żyję lepiej niż w poprzednim miejscu, albo i nie, to uciekam.
To jest sens obecnego życia, koczownictwo z przymusu, a i z własnego wyboru.
Czas gna jak szalony, niedawno miałem ści lat, obecnie mam to co mam, siąt.
Mogłem zostać koczownikiem, ale to byłoby bez sensu bo dopiero w trzecim pokoleniu tworzy się sentyment do miejsca zamieszkania. Nie chciałem tułać się na obczyźnie bo wiem od lat, że tam będę zawsze obcy, ten co przychodzi na gotowe.
Dają to często odczuć… albo to przewrażliwienie?
Skoro otrzymuję status obcego to w cholerę z sentymentami, zawsze mogę wyjechać bo
życie zmusiło mnie do opuszczenia miejsca gdzie spędziłem dzieciństwo i gdzie powstawała pierwsza miłość do tego co mnie otaczało. Wszystkie problemy miejsc gdzie mieszkałem były mi obce, za wyjątkiem Warszawy gdzie się urodziłem i widziałem że coś się zmienia na lepsze.
Przez lat dziesięć byłem obcy i jestem teraz w domu, nawet jak meble ktoś ustawia według swego widzimisię.
To jest mój dom, z każdym rokiem ładniejszy. Bo przez lat siedemdziesiąt nikt go nie burzył.
Wołomin, Mińsk Mazowiecki, Góra Kalwaria będą w Warszawie? Czy tak czy siak to się stanie jak będzie zapewniona sensowna komunikacja tej zawsze istniejącej aglomeracji. A to potrwa…
Magog 2017-02-08
Piszesz; „Miłość do miasta rodzi się dopiero w trzecim pokoleniu….”
Nie zgadzam się. Z Warszawy mój ojciec wraz z rodziną – mamą i trójką dzieci został po wojnie wysiedlony z wilczym biletem. Trafiliśmy na Dolny Śląsk, kiedy już sprawdzono, że nie mamy tam nikogo z krewnych ani znajomych. Wylądowaliśmy w Wałbrzychu, po roku przenieśliśmy się do Wrocławia. Tu kończyłam liceum, studiowałam i pracowałam aż do emerytury. Pokochałam to miasto i nie wyobrażam sobie życia gdzie indziej. Moja mama mawiała, że kiedy wysiada z pociągu na dworcu Warszawa Główna – czuje, że jest w domu. Ja nigdy się tak nie czułam. Mój dom to Wrocław piękniejszy z każdym rokiem. Parę lat temu wraz z kuzynkami, które po wojnie znalazły się w Łodzi zrobiliśmy wycieczkę po miejscach, gdzie się urodziliśmy i mieszkaliśmy jako dzieci. Zgodnie stwierdziliśmy, że nigdy w życiu na własne życzenie nie wrócilibyśmy w rodzinne strony. Nic się nam w nich już nie podobało – za dużo złych wspomnień wiązało się z tymi miejscami. Jestem wrocławianką z przypadku a potem już z wyboru i tak pozostanie.
To trzecie pokolenie to jest wyłącznie mój pogląd.
Została Pani wrocławianką, pełnokrwistą i resentymenty pochodzeniowe są wyłącznie opowieściami.
Każdy kiedyś skądś przyszedł i zapuścił korzenie w tym wybranym przez siebie miejscu.
Właśnie dzisiaj rozmawiałem z Gdańskiem gdzie ciotka po wojnie znalazła dom bo ten warszawski nie ostał się. Pochówek kuzynki, drugie pokolenie warszawiaków co stali się mieszkańcami Gdańska.
Jej dzieci, trzecie pokolenie, ani myślą opuszczać Gdańska.
Gdańsk to ich prawdziwy dom. Są gdańszczanami.
Pani jako dziecko już tworzyła tę miłość do swojego miasta bo tam Pani wyrastała.
To miejsce było związane z Panią i nie dziwi mnie to nic a nic.
Opowieści rodziców czy dziadków to tylko opowieści.
Kiedy z Afryki wróciliśmy do Polski, mój pięcioletni synek prawie dwa lata pytał, tato kiedy wrócimy do domku? Tam był jego dom, kolorowi ludzie, zapachy, kolory kwiatów, morze i rówieśnicy też kolorowi jak on. Warszawa jeszcze nie była jego miastem, potem już było normalnie, pokochał całym sercem swoje miejsce na ziemi, Warszawę.
Pozdrawiam.
ps.
To że jestem warszawiakiem od wielu pokoleń to tylko kwiatek do kożucha..
Nie czuję się w niczym lepszy od mieszkańców innych miast, miasteczek i wsi..
Życie to pasmo zmian, czasem można o czymś zadecydować, czasem..
Najgorsze co może spotkać człowieka to brak tego własnego kąta na świecie z którego nas nie wypędzą.
Jestem u siebie.
Dziękuje. Dobrze to ująłeś. Tu wyrosłam, zapuściłam korzenie i tu żyje. Jestem jak ten krzak.
A to ciekawe, pierwszy raz czytając tekst red Skalskiego nie wiem, czy walczy on z PiS-em (tu zawsze jesteśmy razem) czy z przeciwnikami wyboru na przewodniczącego KOD Mateusza Kijowskiego.
Z PiS-em walczyć trzeba ale końcówka tekstu o zawirowaniach wokół „ustawy Sasina” osłabia wymowę celnego, jak zawsze, głosu red Skalskiego a przywołanie przez niego wyniku wyborczego, tego, że dwie trzecie koderów Regionu Mazowsze oddało głos za Kijowskim jako dowodu (na co ?) to pomyłka. Członków KOD w całej Polsce było około 9 tysięcy, ile jest teraz tego nikt nie wie, jak to się ma do tych masowych manifestacji sprzed afery MK. Powtórzę co już tu padło ten KOD się nie powtórzy i żadne zamazywanie sprawy MK nie pomoże. Potrzebne są nowe formy i one się pojawią, tak jak pojawił się KOD
Narciarz podkreśla konieczność zmiany metod działania.
Mam taką propozycję, po przeczytaniu tego tu artykułu:
http://wyborcza.pl/7,75398,21344995,przypadkowy-skok-pis-na-warszawe-patrzcie-to-ten-projekt.html
I są tam takie informacje:
„Cała historia zaczęła się w gmachu MSWiA. Dlaczego właśnie tam? Bo ustawa metropolitalna, choć sprzedawana jako projekt poselski, powstawała w gabinecie politycznym Mariusza Błaszczaka.”
A więc nie był to projekt poselski, tylko rządowy. Rządowy projekt ma inną drogę legislacyjną, powinien przechodzić konsultacje itp.
„’W klubie dodano podpisy popierających rozwiązanie posłów PiS. Było wśród nich tylko jedno nazwisko z Warszawy (chodzi o Ewę Tomaszewską). Dlaczego? Proste. Według informacji „Wyborczej” do „zebrania” podpisów posłużyły gotowe formularze poparcia, które w wolnych chwilach wypełniają politycy partii rządzącej. Wpisują imię, nazwisko, numer legitymacji poselskiej. I gotowe. Potem nikt już nie musi biegać za posłami. Gdy potrzeba, pracownik klubu wyjmuje podpisy z szuflady i dołącza do projektów ustaw.”
Posłowie, którzy niby zgłosili ten projekt pewnie nawet o tym nie wiedzą. Ale ich nazwiska powinny być do odnalezienia.
Zamiast gonić Saisna, który pojawił się jako twarz projektu, podobnie, jak Roch Kowalski do eskortowania Wołodyowskiego i kompanii (prosty, nieprzemakalny, odporny na argumenty i myślenie – opozycja nie ma Zagłoby, żeby takiego jednak przekręcić), należałoby indagować podpisanych posłow? Dociskać o szczegóły. Dopytywać o Podkowę Leśną. Z troską pytać o to, dlaczego mieszkańcy Góry Kalwarii mieliby być zarządzani przez wyborców z Białołęki itp.
Niech oni (m.in. Ewa Tomaszewska) znajdą się pod gradobiciem pytań. Niech przestaną być anonimowymi posłami (którzy za nic nie odpowiadają), niech wiedzą, że ludzie zwrócili uwagę na to, że podpisali się pod gigantycznym gniotem.
Na dniach wysyłam zapytanie do ewy Tomaszewskiej: Ewa.Tomaszewska@sejm.pl
Procedury procedurami, referendum referendum… a racja musi być po naszej stronie.
Wielka Warszawa będzie, bo TAK!
http://opole.wyborcza.pl/opole/7,35086,21359314,wieksze-opole-trybunal-konstytucyjny-umorzyl-postepowanie-ws.html
Nie pozwólmy przyłączyć Warszawy do Ząbek …
Zgadzam się z punktem widzenia p.red. Skalskiego przedstawionym w powyższym artykule i dlatego byłam dziś na manifestacji w obronie granic Warszawy. Warszawa to moje miejsce na ziemi, tu się uradziłam jako drugie pokolenie, a moje trzecie pokolenie (córka ze swoją rodziną), właśnie w ostatnich latach wyprowadzili się z Warszawy, nawet pomagałam im sfinansować marzenia o własnym domu za miastem, z ogrodem, ciszą i świeżym powietrzem, więc manifestowałam w obronie granic Warszawy dla mnie i w obronie utrzymania azylu córki, która za nic nie chce znów mieszkać w mieście. Ich dom położony jest w gminie Piaseczno i jak nic włączony został by do metropolii. Dlaczego kocham Warszawę nie będę objaśniać, wiadomo jak się kogoś, czy coś kocha, to przymyka się oko na różne mankamenty, liczą się dziesiątki i setki epizodów związanych z tym miastem i niemal każdą chwilą życia, więc nie jest mi obojętne co się z tym miastem stanie. Gdy byłam nastolatką z wielką satysfakcją chodziłam ze szkołą na akcje porządkowania terenów zielonych w mieście, sadzenie drzewek, krzaczków, grabienie trawników, byłam dumna, że obok dorosłych, którzy odbudowywali Warszawę i ja mogłam się przyczynić czymś aby Warszawa była piękniejsza. Dziś ubolewam, gdy widzę jak niektórzy bez żadnej refleksji zanieczyszczają place i ulice(nie sprzątają po psach) niszczą drobną infrastrukturę miejską. Ale mimo wszystko to moje miasto, więc nie mogło mnie dziś zabraknąć na Pl Bankowym i nie obchodzi mnie problem p.Kijowskiego – naważył piwa, to niech go pije, ale trzeba odróżnić sprawy zasadnicze od mniej ważnych. Ciekawe, jak myślicie Państwo adwersarze, czy jeśli by w latach 80-tych nagłośnione zostało w mediach, że Lech Wałęsa, to jakiś „Bolek”, który bierze pieniądze od SB za donosy, czy wówczas „Solidarność” odniosła by sukces??? Przecież członkowie ówczesnej „Solidarności” przyznają, że coś tam się mówiło, o L.Wałęsie, ale to było nie istotne w porównaniu z jego dokonaniami na rzecz walki z komuną.
Dziś na manifestacji w obronie Warszawy było, w porównaniu z innymi manifestacjami, niewiele ludzi, z różnych ugrupowań, z KOD-u też, kto prowadził nie wiem – jakiś facet w dużych czarnych okularach, p. Kijowski był wśród maszerujących, ale nie słyszałam, żeby zabierał głos, chyba, że na samym początku (spóźniłam się kilkanaście minut). Było smutno, ogólne przygnębienie, nie tylko z tego powodu, że mamy wszyscy świadomość „bicia głową w mur pisowski”, ale sądzę, że także na skutek ujawnienia „afery” z MK, co podcięło KOD-owi i jego zwolennikom, skrzydła do działania. Kto na tym nagłośnieniu wygrał? oczywiście PiS z Kaczyńskim na czele! Czy o to chodziło donosicielom? to gratuluję! Prze wiele lat zajmowałam się kontrolą finansową, skontrolowałam dziesiątki firm i zapewniam Państwa, że po pierwszym roku działalności jakiejś organizacji nie ma szans, aby wszystko działało prawidłowo, po to są kontrole aby wyławiać co trzeba poprawić, aby można było uznać, że jednostka funkcjonuje prawidłowo, to nie oznacza, że nieprawidłowości traktowane są jako afery i komentowane w prasie!!! To co zrobiono z KOD, to zniszczono zapał do działania tysięcy ludzi, w obronie prawa do wolności, poszanowania Konstytucji i innych wartości demokratycznych, o które KOD walczył.
Pojawiają się komentarze, że podejmowane przez KOD działania były nieskuteczne, po części na pewno tak, ale też i wybór środków, czy pomysłów był ograniczony; ktoś nieśmiało wskazuje na zagraniczne publikacje z pomysłami, ale samemu zabłysnąć oryginalnym pomysłem to jakoś nie ma odwagi? Obecna władza, na nieszczęście wybrana w demokratycznych wyborach, ma niestety w rękach wszystkie możliwe środki oddziaływania, co pokazali m.in. 16 grudnia, my jak na razie tylko własne twarze, ręce do transparentów i
nogi do maszerowania, no, są jeszcze głowy do myślenia, jednak ciągle brak nam tych skutecznych pomysłów – jak skutecznie odsunąć PiS od władzy? bo nie dość że źle rządzą, to są niereformowalni.
Widzi Pani, to nie do końca jest tak jak Pani to widzi. Kto zniszczył zapał tysięcy ludzi? Ci, którzy ujawnili aferę, czy ten kto do dziś kłamie i mataczy zapierając się, że wszystko jest ok?
Oczywiście, że na tym wygrał Kaczyński, ale jakoś pana MK Pani za to nie wini. Skoro przeprowadzała Pani kontrole to jakie były ich wnioski? Zamieść wszystko pod dywan i udawać, że nic się nie stało? Nie sądzę.
Ma Pani rację, że niedoróbki zawsze się znajdą, ale to nie była niedoróbka tylko ordynarne oszustwo. I to pan MK NIE CHCE niczego naprawiać, nie przyzna się do błędu. Też by Pani potraktowała lekko kontrolowaną firmę w podobnym przypadku? Jakoś nie wierzę.
Co do Warszawy to się z Panią zgadzam, ale rację ma pan MrE pisząc, że jakoś nie obchodziło Was co się stanie z Opolem. A przecież ta reforma nie dotyczy tylko Warszawy. Już są wyznaczane nowe granice okręgów do wyborów parlamentarnych, przynajmniej na Wybrzeżu są już znane takie projekty.
Jeśli więc robić dym to ogólnopolski, w jednym czasie i o wszystko, nie za jedno miasto.
W sierpniu ’80 przysłano na Wybrzeże wicepremiera Pykę, by się dogadał ze strajkującymi. On miał prikaz gadać z każdym zakładem osobno. No i prawie się dogadał, aż ktoś się zorientował i utworzono Międzyzakładowy Komitet Strajkowy, a poszczególne zakłady odmówiły udziału w rozmowach.
I to już była siła.
Tak, moim zdaniem, należy postąpić i dziś. KOD nie KOD, ktokolwiek niech ogłosi dzień protestu ale nie dla Warszawy, tylko dla całej Polski.
Protestując osobno będziemy wybierani jak raki z saka.
Podobno mamy w kraju jakieś partie opozycyjne. Nie jestem pewien, ale tak słyszałem. One by chciały, aby na nie głosowano.
No to mam pytanie: dlaczego siedzą cicho na dudzie, zamiast robić dym na całą Polskę?
Proszę wybaczyć, ale chyba nie dość uważnie zapoznał się Pan J.LUK z moim komentarzem, więc odniosę się po kolei:
1/ Nie próbuję oceniać postępowania MK, ani tym bardziej wydawać na niego wyrok, nie próbuję nawet być jego adwokatem, stwierdzam jedynie, że ujęcie w księgach rachunkowych jednostki nienależnej, czy błędnej faktury nie jest problemem, z tego względu, że zawsze można ją anulować, czy wystawić fakturę korygującą, w zależności od sytuacji.
2/ Audytor z przeprowadzonej kontroli wystawia opinię bez zastrzeżeń jeśli wszystko jest dobrze, z zastrzeżeniem, jeśli sprawozdanie finansowe jednostki zawiera błędy mniejszej wagi i wyjaśnia w tej opinii przedmiot zastrzeżenia, lub odstępuje od wydania opinii, jeśli stwierdzone nieprawidłowości dyskwalifikują sprawozdanie finansowe i badane księgi rachunkowe. Wszystkie opinie są szczegółowo uzasadnione w raporcie będącym integralną częścią wyników pracy audytora. Audytor w trakcie pracy omawia napotkane błędy i nieprawidłowości z kierownictwem jednostki i jeśli kierownictwo wyrazi wolę usunięcia błędów i nieprawidłowości, audytor wydaje stosownie do sytuacji odpowiedni rodzaj opinii. Zatem, w KOD audytor zapewne zakwestionuje faktury z których wynika konflikt interesów i zaleci ich anulowanie, czy inny dostępny sposób na usunięcie z ksiąg stowarzyszenia. Jeszcze raz podkreślam, że jest to rutynowe działanie audytora, które może się zdarzyć w każdej jednostce. Jeśli kierownictwo nie zareaguje na wnioski audytora, to ma on obowiązek zawiadomienia organów ścigania, jeśli nieprawidłowość ma znamiona przestępstwa.
3/ Upublicznienie całej sprawy było niewątpliwie głównym powodem niskiej frekwencji 11-go na Pl. Bankowym. Brałam w niej udział nie dla Pana Kijowskiego, o co mnie Pan posądza, ale dla Warszawy i 26 marca na referendum też pójdę z tego samego powodu, chociaż wiem, że PiS i tak to zlekceważy, ale na razie nie ma innej alternatywy walki z PiS.
4/ Wspominanie metod działania z pamiętnych lat 80-tych traktuję jako sentyment do heroizmu protestujących w tamtych latach. Dziś mamy zupełnie inne realia, nawet sama idea KOR nie mogła być odwzorowana w KOD, bo nie te czasy. Póki co PiS-owi nadal rosną sondaże i tego akurat zupełnie nie rozumiem. Że jednemu człowiekowi na mózg zaszkodziła żądza nienawiści, mściwości, chęć odegrania się za śmierć brata, to jeszcze jestem w stanie to zrozumieć, ale te tłumy popierające go? Co się z ludźmi stało? Czy okres PRL-u niczego nie nauczył? Dlatego nie wierzę, aby udało się zgromadzić manifestujących w większej ilości, szczególnie po kompromitacji KOD-u! Chyba, że opatrzność pomoże !?
Jestem jak najdalszy od sentymentów. Staram się być pragmatyczny do bólu. Ogólnopolski protest przeciw zmianom granic okręgów, miast itd. to nie jest żaden sentyment. Wspomniałem sierpień’80 wskazując metodę, która zdała egzamin.
Chyba, że nie da się przekonać warszawiaków do boju za Opole. Wtedy inna sprawa. Pozostaje nam modlić się. Najlepiej w Toruniu.
Naprawdę bez satysfakcji stwierdzam, że MK już nikogo nie porwie! Manifestacja w dniu 11.02.2017 r. okazała się frekwencyjną porażką KOD. Po pierwsze dlatego, że problematyka jest bardzo ważna dla mieszkańców Warszawy i ościennych gmin. Po drugie dlatego, że KOD od początku stawiał na masowość demonstracji z braku jakichkolwiek innych, przemyślanych form protestu. Obecność na tej manifie od kilkuset do tysiąca zwolenników (zależnie od źródła) pokazuje, że MK popierają jego wyznawcy i niewielkie grono ich zwolenników. Protest przeszedł prawie niezauważony w mediach i dla sprawy Warszawy, dla której demonstrowano, to żadne wsparcie. Walka z PiS odbywa i odbywać się będzie w innych miejscach i na innych forach.
Do J.LUK – Ok! jestem gotowa dołączyć do protestu, ale kto miałby go zorganizować, bo jak słusznie zauważa Sławek, chyba trzeba uznać, że KOD nie istnieje, a pan MK, raczej nie wzbudzi ludzi do działania pod sztandarem KOD. Sławek zapowiada, że cyt: „Walka z PiS odbywa i odbywać się będzie w innych miejscach i na innych forach.”czyżbym coś przegapiła? Już tworzy się nowa opozycja?
Kto? Już pisałem. Chodzą słuchy, że mamy jakieś partie opozycyjne. Podobno.
Minął już jakiś czas od rzeczonej akcji. Z perspektywy więc moje uwagi będą raczej nie na miejscu. Tym bardziej że sam nie byłem. Z komentarzy pod apelem przebija niechęć do uczestnictwa w marszu. Jako argument przebija się rozczarowanie liderem( MK) i brakiem skuteczności demonstracji KOD. Przyjmując że się zgadzam zarowno z jednym jak i drugim powodem pozwolę sobie jednak nieco zmienić optykę obu problemów.
Marsze KOD nie są być może skuteczną bronią do walki z nieliczącą się z nikim i niczym opozycją. Mają jednak olbrzymie znaczenie dla samych demonstrantow. Budują relację, konsolidują i ładują akumulatory pozytywną energią. To ważna technika przetrwania. Proszę sobie przypomnieć ile czasu kluby GP organizowały swoje spędy aby wreszcie doczekać się po latach wymiernych sukcesów. Marsze KOD były fenomenem i nie widzę powodu aby z nich rezygnować z powodu lidera. Wiadomo że wiece rządzą się swoimi prawami. Mimo że pan Kijowski stara się być animatorem kanalizując manifestacje w stronę ludowego odpustu, manifestanci nie są skazani na grzeczne realizowanie takiego scenariusza. Pan MK ma władzę w stowarzyszeniu ale nie posiada jej na ulicy. A „urodą” marszów KOD od początku były wuwuzele. Jestem pewien że potrafiłyby dużo skuteczniej przekazać liderowi niezadowolenie ze ścieżki jaką obrał dla siebie w stowarzyszeniu. KOD już jest i może jednak warto o niego zawalczyć?