Padł Trybunał Konstytucyjny. Jego ostatnie posiedzenie w „pełnym składzie” – to więcej niż parodia obrad konstytucyjnego organu, to obraz nędzy i upadku takiego Trybunału, o jaki walczyliśmy przez ponad rok.
Walczyliśmy – i co ? I nic, walec „dobrej zmiany” przejechał równo, i co zostało, zostało g…
Jest coś charakterystycznego w działaniach Prezesa Polski: chodzi w nich nie tylko o to, aby pokonać politycznego przeciwnika, ale aby go również upokorzyć.
- Czym innym, niż upokorzeniem obrońców Trybunału Konstytucyjnego, pojmujących go jako najwyższy organ kontrolujący władzę ustawodawczą i wykonawczą w zakresie przestrzegania przez nie Konstytucji RP, jest postać pani magister Przyłębskiej, zasiadającej na miejscu zastrzeżonym dla Prezesa Trybunału w trakcie posiedzenia TK – i przebieg konferencji prasowej po posiedzeniu TK, na której to konferencji mgr Przyłębska z pełną dezynwolturą nie odpowiada na żadne pytanie przedstawicieli prasy?
- Czym innym, niż upokorzeniem najwyższych dowódców wojskowych jest obecność i działalność w MON młodego człowieka, którego nazwisko stało się symbolem niekompetencji i arogancji ministra obrony narodowej; ministra, którego pozycja w rządzie jest pochodną niejasnych związków ze znanym redemptorystą z Torunia?
- Czym innym, niż celowym działaniem zmierzającym do upokorzenia sędziów Sądu Najwyższego jest powierzenie funkcji ministerialnych panu Jakiemu czy posłowi Mularczykowi funkcji referującego zarzuty wobec sędziów TK?
- Czymże innym wreszcie, niż upokorzeniem wszystkich Polaków, opowiadających się za obecnością Polski w Unii Europejskiej i dalszą jej integracją w zmieniającym się świecie, jest powierzenie misji dyplomatycznej ministrowi Waszczykowskiemu i premier Szydło – misji, której rezultat to więcej niż kompromitacja, to trwała marginalizacja Polski w debacie europejskiej?
Prezes Polski ma plan wymiany elit. To nic nowego ani niespodziewanego. Tak jest przy każdej rewolucji: rewolucyjna miotła wymiata równo, czasem gilotyną, czasem obozem koncentracyjnym, zwykle zwolnieniem bez prawa powrotu na stanowisko…
Częścią tego planu — jego pierwszym etapem –jest pozbawienie członków wymiatanej elity społecznego szacunku i poważania. Mając „narodowe media”, policję i prokuraturę, służby specjalne, a w niedalekiej perspektywie sądy powszechne, można planować każdą akcję. W zasięgu działania władzy jest wszystko, nie ma żadnych ograniczeń.
Jedyne niebezpieczeństwo stanowi przerażająco niski poziom kompetencji ludzi robiących tę rewolucję. To stała cecha każdej rewolucyjnej zmiany; nowe kadry wprawdzie powstaną, ale to musi potrwać…
Co robić? Czy można opracować jakiś całościowy plan, rozpisać działania dla wszystkich aktorów politycznej sceny?
Często, również na łamach SO, pojawiają się takie oczekiwania; więcej, żądania aby taki plan przygotować. Nie zgadzam się z takim stawianiem sprawy, publicystyczne fora to miejsce na formułowanie diagnoz i ocen tego co dzieje się w polityce w kraju i świecie; ocen i diagnoz – tak, planów i działań nie. To nie to miejsce, nie ta forma.
To, co można uzyskać pisząc publicystyczne teksty, to wpływ na postawy społeczne ludzi, ich zachowania (a jest to trzeci, najważniejszy komponent postawy); zachowania, rozumiane jako działania tych ludzi w swoich środowiskach, organizacjach społecznych czy partiach politycznych, które znajdą swój wyraz w wynikach wyborów.
Apelowanie o plan działania, o recepty (najlepiej jedną, cudowną receptę, która pozwoli odsunąć obecnie rządzących od władzy) jest pozbawione sensu. Takie plany muszą tworzyć aktorzy politycznej sceny, partie polityczne, te w parlamencie i te poza parlamentem – bo celem każdej partii winno być zdobycie władzy przez zwycięstwo w wyborach.
Polska scena polityczna cechuje się głębokimi podziałami. Zdecydowanie mniejsza część polskiego społeczeństwa (mniej niż 30% ogółu), zgrupowana wokół wodza rządzącej partii, ma przewagę na całą resztą – ma bowiem poczucie silnej (jak dotychczas) więzi grupowej; więzi, używając pojęć tradycyjnej socjologii, wspólnego losu, wzmacnianej działaniami dominującego w Polsce Kościoła katolickiego.
W zachowaniach zwolenników „dobrej zmiany” nie ma miejsca na subtelne rozważania nad trójpodziałem władzy, nie ma nawet miejsca na refleksje nad obowiązkiem chrześcijanina przyjęcia pod dach ludzi dotkniętych nieszczęściem wojny. Zwolennicy „dobrej zmiany” mają proste widzenie świata, który dzieli się na „naszych” i „obcych”. Łączy ich silna niechęć do „elit” – tych, którzy zajmowali (a właśnie przestają zajmować) wyższe pozycje od nich. I nie jest ważne, że te pozycje są często poza ich zasięgiem, pamiętamy przecież z naszej literatury jak to „szewc zazdrościł kanonikowi, że został biskupem”. Zmieniają się czasy, pozycje i zawody ale ludzkie emocje – nie.
Zwartość grupy zwolenników „dobrej zmiany” może osłabnąć jedynie w przypadku wystąpienia trudności ekonomicznych. Każde takie trudności najszybciej i najmocniej dotkną najsłabszych, tych którzy tworzą „twarde jądro” zwolenników rządu Zjednoczonej Prawicy, a właściwie rządów Prawa i Sprawiedliwości.
Władzy jednak zawsze zostaną igrzyska. Kompensacją trudności życia mas, mogą być – i będą – na przykład spektakularne procesy ważnych przedstawicieli wrogich elit; to zawsze się podoba, zawsze i wszędzie…
To, nad czym trzeba pracować to wykształcenie „postawy rozumiejącej” u wszystkich, którzy nie zgadzają się na rządy „dobrej zmiany”, na zbudowanie silnych więzi ideacyjnych łączących ludzi, różniących się w wielu sprawach, ale rozumiejących, jak dramatyczne będą skutki rządów frustratów i nieudaczników.
To można osiągnąć, o to trzeba walczyć. Każdy tam, gdzie jego naturalne miejsce i mając do dyspozycji tylko takie środki jakie faktycznie ma. Nie oczekując, że ktoś – na przykład jakiś lider wybrany czy samozwańczy – zrobi to za niego.
Bo nie zrobi…
Gdańsk


Myślę że ważne jest uświadomienie jak największej liczbie osób, jakie to marne kreatury rządzą krajem i próbują tworzyć elity.
Przypuszczam że wiele osób, także w szeregach PiS, ma poczucie zażenowania kiedy słucha wrzasków pani Pawłowicz, bełkotu zadowolonej z siebie pani Przyłębskiej, bezczelnych wypowiedzi Macierewicza, czy krętactw i chamstwa prezesa. Oni czują się silni i pewni bo są w grupie i nie budzi w nich obrzydzenia konieczność podporządkowania się prymitywnej propagandzie. Są odporni na krytykę, bo uważają ją za ataki przeciwnika. Powinni spotkać się z jak najszerszą pogardą, niech widzą że ich działania są żenujące a oni sami daleko odbiegają od nawet minimalnych standardów i wręcz budzą obrzydzenie i politowanie.
Pozwalam sobie nie zgodzić się z Panem. Myślę, że ludzie są uświadomieni. My i oni jesteśmy świadomi, że rozwalenie TK (etc.) oznacza niszczenie demokratycznego państwa prawa. Tylko, że nam to państwo jest potrzebne, a im nie. To już nie jest sprawa świadomości bądź jej braku. Jak na dłoni widoczne są dwa projekty polityczne. PiS, jego akolici wszelkiej maści i ich wyborcy popierają projekt zamordystyczny. Oni są świadomi tego upokarzania ludzi, o którym pisze autor artykułu, i to im się podoba. Politycy PiS-u spotykają się z pogardą i szyderstwem (niezliczone artykuły, komentarze, memy, dowcipy bardzo okrutne), ponoszą klęski w instytucjach europejskich – i nic. To ich tylko utwierdza w rewolucyjnym zapale. Moja Mama powtarzała mi: „szukaj towarzystwa wyłącznie ludzi mądrzejszych od siebie – czegoś się nauczysz”. Mam wrażenie, że ta jedna trzecia Polaków postąpiła inaczej i znalazła w PiS ludzi idealnie tożsamych z nimi.
Zakon PiS to zdyscyplinowani brutalni rycerze i ogłupiały lud, który spełni każdy rozkaz wodza. Z drugiej strony mamy ludzi, takich jak my: niby mądrych/uczciwych/sympatycznych, ale uwielbiających pokazywać innym, że się jest mądrzejszym/uczciwszym/sympatyczniejszym od innych. Musimy nauczyć się działać razem.
Powtarzam się, ale uważam, że każdy powinien zadać sobie pytanie, czy oprócz biadolenia, że PiS jest be, zrobił cokolwiek, żeby ta partia nie niszczyła naszego kraju. Można wstąpić do którejś z opozycyjnych partii lub KOD, można wspierać finansowo wybraną partię lub KOD, można edukować młodych ludzi, można…
„Musimy nauczyć się działać razem”. Razem? Nie rozumiem. Pan razem z prof. Rzeplińskim? Czy Pan razem z posłem Jakim-ś tam?
Tak, biadolę. ale chodzę i wspieram finansowo. Czyli mogę biadolić?
Tak 🙂
„publicystyczne fora to miejsce na formułowanie diagnoz i ocen tego co dzieje się w polityce w kraju i świecie; ocen i diagnoz – tak, planów i działań nie. To nie to miejsce, nie ta forma.”
Ok, załóżmy, że tak jest. I co? Gdzie jest „to miejsce i ta forma”?
Opozycja partyjna nie pokazuje żadnych dróg wyjścia poza „dajta nam władzę, to będzie jak dawniej”. Tyle, że coraz większa cześć społeczeństwa nie chce by było „jak dawniej” i to wcale nie ci co popierają PiS.
Proszę wybaczyć, ale „wykształcenie postawy rozumiejącej” to naiwność bądź brak rzetelnego oglądu rzeczywistości. Nikt nikogo nie „wykształci”, bo coraz mniejsza cześć rodaków w ogóle chce się kształcić. Dominują emocje i wiara „ja se jakoś poradzę”, a popękane więzi społeczne nie dają szans na nową „Solidarność” pisaną i z małej i z wielkiej litery. Wielu z tych, którzy nawet widzą zło, ale nie wiedzą jak mu zaradzić, nie dostaje w tekstach narzekających, nawet wspaniale analitycznych, żadnej podpowiedzi, żadnego rozwiązania problemu.
Dlatego uważam, że trzeba pokazywać właśnie w tekstach publicystycznych (jako względnie często branych do ręki) sposoby zapobieżenia złu, które się dzieje, ponieważ bez nich teksty te pozostaną jedynie kwękaniem, które łatwo zdezawuować przylepiając mu łatkę „wroga ludu”, kwękaniem bezsilnym i bezproduktywnym. Jeden czy drugi podchwycony z takich tekstów pomysł, może paść na żyzną glebę i wykiełkować.
Chyba, że wystarczy nam narzekanie, jak zwykle.
@Zbigniew Szczypiński: twierdzi Pan, że o zmianę obecnej sytuacji mogą walczyć jedynie partie opozycyjne w parlamencie i poza nim, wygrywając wybory. I tu szkopół. Po pierwsze, mamy rozbite partie opozycyjne, mniej lub bardziej skompromitowane, niezdolne do współdziałania, do których społeczeństwo się nie garnie. Po drugie, stawia Pan na wybory, a pan Kaczyński już manipuluje przy wyborach samorządowych. Zatem jaki jest plan B, jeśli wybory zostaną zagarnięte przez dobrą zmianę?
.
@Pirs: Najbardziej logiczne teraz wydaje się to co Pan proponuje: uświadamianie społeczeństwa i totalny ostracyzm skompromitowanej klasy panującej. Na dziś to najważniejsze zadanie. Nawet w obozie PiSu znajdą się tacy, którzy nie aprobują obecnej hucpy.
.
@Hazelhard: stawianie na i wspieranie którejś z partii opozycyjnych, przy ich niskim postrzeganiu przez społeczeństwo nawet ponad rok od nastania rządów Kaczyńskiego nie wiele da. Już lepiej naciskać na nie, aby się zjednoczyły we wspólny front. Słabe notowania opozycji to znak czasu. Polska polityka potrzebuje nowego rozdania i świeżej krwi. Gdzie ci liderzy?
Ciekawe, czy Sąd Najwyższy byłby kompetentny, by orzec o nieważności wyboru tych „zastępców sędziów TK” i niby prezeski TK…
Skoro rozstrzyga o ważności wyborów do sejmu, senatu, samorządów i na prezydenta…
Gdyby jakiś pozew zbiorowy kilkuset tysięcy Polaków…
Ale SN prześlizgnął się nad problemem wystąpienia jako jednej partii, tzw. zjednoczonej prawicy, faktycznej koalicji 3. Argumentując, że to NIE MIAŁO wpływu na wynik wyborów. Bardzo ciekawe, jakie były przesłanki do takiej tezy. Podejrzewam, że gdyby pojawiło się zaskarżenie akcji wyborczej w kościołach, też by się prześlizgnął, tak jak PKW. To nasz kraj, Polska.
Kłaniam się Autorowi.
Każda z prezentowanych opinii jest słuszna, zgadzam się z nimi całkowicie.. bądź nie..
Najistotniejsze (dla nas) jest aby otoczenie konsekwentnie przygotować na przyjęcie i akceptację naszego widzenia świata.
Proste? Okazuje się że nie.
Dlaczego nie? Bo potrzebny jest czas a biologia czyni swoje. A nasz świat to nisza.
Prawdziwy świat jest na ulicy, w komunikacji publicznej, w magazynach, przed telewizorami gdzie zmuszają nas do śmiechu choć cisną się czasem łzy do oczu. Prawdziwy świat to jest kwesta na chore dziecko w Internecie.
Prawdziwy świat to są bezdomni i bezrobotni czekający cicho w kolejce na darmową zupkę w Caritasie.
Prawdziwy świat to bryka a w niej pijany „dostojnik” państwowy któremu można nafiukać… a zwykły obywatel w konfrontacji z nim jest niczym.
Prezes stoi na krawędzi tego świata i woła, ja chcę dać Wam rybkę a nie wędkę, bo nie zawsze coś złowicie a głodni jesteście. Macie wędki i puste brzuchy bo wszystkie stawy są już ogrodzone i nie wolno w nich wędkować!.
Ja chcę te ogrodzenia pootwierać!
Szamoczemy się aby błyskawicznie osiągnąć określone cele, ponoć jesteśmy intelektualną elitą.
Ale czynimy to dopiero teraz i w sposób urągający zwykłym szarym ludziom, których największym zmartwieniem jest życie , w jakimś tam zdrowiu.
My, piszący na tym forum żyjemy w innym świecie.. Mamy swoje problemy o których inni marzą.
Prezesowi wybaczają biedacy, że ma zapewnione wszystko, bo obiecuje poprawić los tych wszystkich, których my uważamy za zwyczajnych matołów, istoty głupie, od urodzenia do śmierci. A ta masa swój honor posiada, dlatego PRL trwał, aż masy zobaczyły że przyszedł czas na socjalizm z ludzką twarzą. Ktoś musi ich dalej bronić!
Tych głupich, bo w życiu nic nie osiągnęli… mają tylko żądania. PiS obiecuje że da!
PiS wie, że oszukuje ale wystarczy 500 zł. aby obietnice uwiarygodnić. Więc?
Prezes wie, że proles to jest siła i raz tylko wypsło się w rodzinie „spieprzaj dziadu” co świadczy, że prezes jest sprytniejszy od nas. Potem gębę zasznurowali.
Zwyczajnie, od lat JK gra o własne interesy. Tylko skutecznie, w przeciwieństwie do ludzi a cenzusem, którzy karierę rozpoczynali w PRL pobierając nauki w „dziadowskim” systemie edukacyjnym. Tak jak prezes..
Problemem prezesa jest pędzący czas, już wie, że ma go coraz mniej i puszczają mu nerwy.
PiS ma też problem, kto po prezesie? Są dla szefa nikim a ambicje, jak to ludzie, mają.
Recepta na rewolucję, czyli zmiany?
Prawda, rzucona jak goła kość psu aby nie szczekał bez sensu
Prawda boli jak diabli… a to nie każdy zniesie.
Szukajmy więc dalej naszego politycznego kapelana, prolom wystarczy skuteczny pastuch, jak JK
Wymieniając osoby, których występowanie publiczne w mediach jest upokorzeniem i obrazą inteligencji słuchaczy oraz telewidzów, autor chyba niesłusznie pominął najnowsze i bardzo częste komentarze posła Pięty . Ten Naczelny Bigot Narodowy (poziom IQ nieznany) własnie przekwalifikował się z dotychczasowego historycznego dorobku walki z komuną polegającego na bohaterskim włamywaniu do samochodów i stał się głównym ekspertem od komentowania czystki w MON i oceniania liczby oraz przydatności poszczególnych generałów, razem i z osobna. Swoją drogą dziwi mnie fakt, że rozmawiający z posłem Piętą dziennikarze przyjmowali jego komunikaty jak objawienia z Fatimy albo Medżugorie i nie śmieli zadać żadnego pytania dodatkowego.
Rzadko się zdarza, że zarówno Autor jak i wszyscy komentatorzy mają rację. A jednak! Na szczęście te racje nie wyczerpują tematu i coś może jeszcze da się wtrącić.
Mechanizm upokarzania, o którym wspomina Autor jest częściowo celowy a częściowo przypadkowy. Celowy, bo JK czuł i nadal się czuje upokorzony, zwłaszcza tym że nie rządzi samodzielnie i niepodzielnie od 1989 r. do dzisiaj. A przecież jego zdaniem tylko ta wizja jest jedynie słuszna (najmojsza). Celowy także przez jego wiarę w nieustanny konflikt, w który wierzy, a jeszcze bardziej wierzy iż potrafi nim zarządzać. Przypadkowy bo otoczył się ignorantami, wszystkich myślących wykluczył lub sami odeszli. Skąd zatem miałby brać ludzi poważnych, godnych i wiarygodnych. Czy pan za przeproszeniem Caryca jest mądrzejszy od pana za jeszcze większym przeproszeniem (byle) Jakiego? Tam nawet nieformalny zastępca pani pełniącej obowiązki szefa TK jest zbyt bystry aby dać się tak wystawić. NAwet według niego istnieją granice kompromitacji. Warto także oddać sprawiedliwość JK, że hoduje sobie „gniew upokorzonych”. Chwała mu za to.
*
Nie podzielam poglądu Autora: „Nie zgadzam się z takim stawianiem sprawy, publicystyczne fora to miejsce na formułowanie diagnoz i ocen tego co dzieje się w polityce w kraju i świecie; ocen i diagnoz – tak, planów i działań nie.” oraz dopełnieni tej myśli: „Apelowanie o plan działania, o recepty (najlepiej jedną, cudowną receptę, która pozwoli odsunąć obecnie rządzących od władzy) jest pozbawione sensu. ”
Moja niezgoda sprowadza się do tego, że obie grupy – publicyści i politycy mają prawo i obowiązek do obydwu rzeczy. Zarówno diagnozowania jak też proponowania recept, programów i planów politycznych. (Marzenie o jednej prostej, uniwersalnej recepcie jest częścią historii ludzkości od zarania dziejów do dzisiaj. Wybitne jednostki także nie były wolne od tego rodzaju myślenia.) Sęk w tym, że jak dotąd ani publicyści, ani politycy nie stworzyli całościowej diagnozy czy choćby poprawnego (nośnego społecznie) programu politycznego umożliwiającego zmianę rządzących. Bez dobrej, całościowej diagnozy taki program jest w ogóle mało prawdopodobny do ułożenia.
Najsilniejsza partia opozycji (PO) wyraźnie nie jest tym zainteresowana. Po zmianie przywództwa, a nawet przy okazji tej zmiany nie przeprowadzono badań i dyskusji nad przyczynami porażki wyborczej, zachowaniami członków PO, organizacji partii, relacjom z elektoratem, etc. Poczynaniami elity partyjnej (być może dołów też) kieruje nabyta w okresie sprawowania władzy „wyuczona nieudolność”. Sprowadza się ona do straszenia PiSem o co nietrudno, bycie antypisem i przeświadczeniu, że partia jest świetna, jej członkowie także, a tylko wyborcy dali się PiSowi omamić. Tak zresztą rozumie się w PO interes partyjny – najwygodniejsza sytuacja to podział sceny politycznej na PiS i anty PiS. Taki podział sam usprawiedliwia postawę, że można nic nie robić i jest się główną partią opozycyjna bądź rządzącą.
Nowoczesna napisała przed wyborami program pod hasłem dla każdego coś miłego, stopniowo go uzupełnia i prostą drogą zmierza w ….niebyt. (Własnie słucham w TOK FM analizy, że następuje przepływ elektoratu z .N do PO bo oryginał jest bardziej wiarygodny od podróbki.) Jedyną partią, która porządnie zdiagnozowała sytuację i zbudowała porządny na swój sposób program jest RAZEM. Z wielu powodów, o których tu nie miejsce, na razie widoków sukcesu to ugrupowanie nie ma. Pozostali jak PSL, czy SLD pozostają więźniami swojej historii.
* * *
Istotniejsze pytanie to dlaczego publicyści nie chcą, czy nie potrafią sformułować porządnej diagnozy? Nie mam na to odpowiedzi a zaledwie podejrzenia. Sprowadzają się one do tego, że trzeba byłoby częściowo przyznać rację PiSowi i uderzyć, we własny inteligencki establishment. Do tego sprowadzałoby się uznanie faktu, że III RP po 1989 r. do 2015 r. była i jest w dużym stopniu państwem przyjaznym elitom a nieprzyjaznym dla tzw. szarych obywateli. Najważniejszym obszarem przewagi elit jest gospodarka. Począwszy od reformy Balcerowicza do dzisiaj skoncentrowaliśmy się na mechanizmach pobudzania wzrostu gospodarczego, a zaniedbaliśmy dbałość o przeciwdziałanie zbyt dużemu rozwarstwieniu dochodowemu. W uproszczeniu zbyt dużo Balcerowicza a zbyt mało Kuronia. Pracodawca wszystkim – pracownik niczym. W rezultacie w okresie największego prosperity Polski 2004-2015 rozwarstwienie wzrosło. Zwykli, szarzy obywatele zasuwający za 1200 zł miesięcznie nikogo nie interesowali. Najlepiej jeszcze żeby zechcieli przechodzić na umowy śmieciowe. Prawie każda sfera życia społecznego jest obarczona dyktatem elit: w szkolnictwie wyższym , którego poziom nieustannie oddala się od świata, mamy do czynienia z dyktatem profesorów, często znacznie słabszych merytorycznie niż rzesza adiunktów. W służbie zdrowia z dyktatem lekarzy, którzy nie dość że bronią kolegów popełniających elementarne błędy medyczne, to blokują rozwój liczebny wielu specjalizacji w celu ochrony wygórowanych zarobków; wreszcie całe środowisko skutecznie od 27 lat broni się przed prywatyzacja służby zdrowia. Sądownictwo pozostaje pod wpływem spetryfikowanej po komunizmie kasty sędziów, przez cały okres broniło się przed zasadniczymi zmianami. Dopiero teraz kiedy PiS robi zamach na sądy pojawiają się pierwsze, nieśmiałe projekty reform ze środowiska – za płytko i za późno. Nauczyciele, górnicy, leśnicy, celnicy, policjanci, wojskowi i wiele innych grup zawodowych bronią swoich przywilejów branżowych wzorując się na „tłustych kotach” z innych grup zawodowych. Osobną czarną księgę niesprawiedliwości zapisała III RP w sprawach sitw towarzyskich elit w małych środowiskach lokalnych – powiatowych, małomiasteczkowych i wiejskich. Sojusz przysłowiowego pana doktora, nauczyciela, sędziego, prokuratora, policjanta, wójta i plebana był i jest niepodzielny i opiera się próbom wszelkich zmian.
W skali makro mamy „Polskę resortową” i fałszywą solidarność elit politycznych skutkującymi bezkarnością urzędników i polityków. To przecież obraz radziwiłłowskiego „postawu sukna” żywcem wyjęty z Sienkiewicza!
Reasumując – jak długo sami nie nazwiemy co nam dolega tak długo będziemy mieli widmo PiSu, Kukizów, Korwinów czy nie przymierzając Kowalskich. Paradoksalnie im więcej instytucji i układów PiS zniszczy, tym więcej zdołamy naprawić po odzyskaniu władzy przez siły prodemokratyczne i proeuropejskie. Czy jednak na pewno zbudujemy je lepiej czy tylko odtworzymy z powrotem Polskę elit?
Jako że, na szczęście, nie doświadczyłem potyczek przed sądem, a znając z relacji braki tej instytucji, uprzejmie proszę o wyjaśnienie, na czym polega to, że „sądownictwo pozostaje pod wpływem spetryfikowanej po komunizmie kasty sędziów”.
@ WEJSZYC to efekt źle rozumianej koegzystencji ideologicznej po Okrągłym Stole. Porozumienia okrągłostołowe zapewniły elicie państwa komunistycznego brak odwetu na jego funkcjonariuszach. Dotyczyło to także sądownictwa, które samo nie umiało, a w zasadzie nie chciało i w związku z tym nie umiało oczyścić środowiska z sędziów przekupnych, łapówkarzy, złodziei, sędziów jawnie niesprawiedliwych. Każda próba podejmowana wewnątrz środowiska była najpierw traktowana jako odwet a z czasem jako wyraz braku solidarności zawodowej. Ta solidarność była podobnie jak w służbie zdrowia źle rozumiana jako obrona przed zewnętrzna oceną. Nie badano zasadności oceny a dawano odpór wszelkim atakom. W ten sposób broniono łapowników, złodziei, szubrawców, oszustów, czy przekupnych ludzi w togach sędziowskich. W ten sposób odium korupcji, braku przyzwoitości, etc. spadało na całe środowisko. Podobne procesy zachodziły w środowiskach notariuszy, adwokatów, radców prawnych czy prokuratorów. W większości tych zawodów, podobnie jak w medycynie nastąpiła tzw. mała oligarchizacja zawodów dzieci często dziedziczą funkcje na zasadzie wprowadzania w zawód przez rodziców. Następuje petryfikacja czyli kostnienie struktur a wraz z nią utrwalanie się patologii. Nie ma wiarygodnych badań, ale badacze społeczni, przypuszczają że chorobą braku elementarnej etyki zawodowej i ludzkiej dotknięte są te środowiska w proporcjach miedzy 5% a 20% ogólnej liczby aktywnych zawodowo. To co napisałem to łagodna ocena. W dyskusjach środowiskowych przywoływane są takie rzeczy, że włosy jeżą się nie tylko na głowie!!! Sędziowie są tak bardzo ponad zwykłymi śmiertelnikami, że nawet zablokowali możliwość inspekcji spoza terytorium jurysdykcji aby nic nie wyszło na jaw. To wiedziałem wcześniej, ale ostatnio przeczytałem w wywiadzie z sędzią Piwnik.
Oczywiście PiS to wszystko wie ale nie to jest przedmiotem zmiany tylko polityczne podporządkowanie sobie sędziów, aby jak pani Przyłębska byli dyspozycyjni.
Hm… Zgadzam się z Panem co do faktu istnienia wielu patologii w środowisku prawników (także w świecie teoretyków prawa – vide doktorat Dudy), to nie ulega wątpliwości. Pytanie – czy to tylko polska przypadłość, szerzej – byłych demoludów, czy także państw starej demokracji? Nie wiem. Drugie pytanie – co w tej patologii jest komunistycznego, postkomunistycznego, co jest brakiem, jak Pan pisze, odwetu? W tej materii Pańska odpowiedź mnie nie przekonuje. Nie widzę w patologiach sądownictwa dziedzictwa komunizmu. Kompletnie zapomniany dziś pisarz, Ignacy biskup warmiński Krasicki, w powieści „Mikołaja Doświadczyńskiego przypadki” portretuje środowisko prawników Polski XVIII-wiecznej jako wyjątkowo podłe, nieuczciwe i skorumpowane do szpiku kości. Czy to byli komuniści lub postkomuniści? Ja w latach 70. i 80. całkowicie, a w 90. jeszcze trochę, całego zła trapiącego ten kraj upatrywałem w komunizmie. Jakże się myliłem. Więc tu się różnimy. Ale zgodzimy się zapewne, że PiS niby walcząc z patologią sądownictwa doprowadzi, już doprowadza (Przyłębska i inni), do totalnej korupcji . Dlatego, wiedząc o patologii, muszę sądownictwa bronić.
@ WEJSZYC – nie upieram się, że wszystkie patologie sądownictwa są dziedzictwem postkomunizmu. Bardziej zależało mi na tym, że argument odwetu był wygodny dla winnych tych patologii aby nie zostać ukaranymi. To był wygodny pretekst bycia nieuczciwym a czy winę za to ponosił komunizm to zupełnie inna dyskusja….
@SLAWEK
Nie istnieje problem stworzenia celu do którego mamy podążać.
Każdy wykształciuch jest w stanie przedstawić autorki program oczyszczenia chlewu politycznego
w którym tkwimy od dawna. Wymyślić można wszystko, jest tytko jeden problem..
KTO MA TO ZREALIZOWAĆ?
Jakość wykonawców decyduje o sukcesie realizowanego projektu.
Mogę skomponować cudowny koncert solowy na coś tam… cudowny bo mój!
Siedzimy przy winku , sami fachowcy, wszyscy nie ukrywają swojego zachwytu nad moim dziełem… ~
Nuty, fortepian i wyobraźnia…
Duma mnie rozsadza do momentu kiedy po drugiej butelczynie jeden z kogów pyta, masz wykonawców?
eeeeee jeszcze nie… Wiesz co, powiada inny, zacznij pisać może symfonię?
Będzie z pewnością piękna…
@ MAGOG ależ własnie problem celu istnieje jak najbardziej. Daleko nie każdy wykształciuch jest w stanie „…przedstawić autorski program oczyszczenia chlewu politycznego w którym tkwimy od dawna.” Chodzi o dobry a nie byle jaki program. Znam wielu profesorów uniwersyteckich, którzy ani pojedynczo ani łącznie niczego takiego nie stworzą. Znam za to paru kompetentnych ludzi, którzy by taki program stworzyli. Tak więc najpierw trzeba stworzyć program, a potem szukać jego wykonawców. Najważniejsze jest jego napisanie, bo utrwalenie na piśmie jest faktem społecznym. Politycy, którym się ten plan przedstawi nie będą mogli powiedzieć, że go nie widzieli. Jeżeli nie znajdziemy takich polityków zainteresowanych dobrym programem to warto szukać aż do skutku. W razie porażki trzeba samemu zakasać rękawy – samo się nie zrobi…. To jest własnie metoda faktów społecznych. Jeżeli założymy, że nie ma wykonawców zainteresowanych takim programem to tym samym skazujemy się na PiS i na pseudo buntowników w stylu Kukiza.
@SLAWEK
Szukanie celu to gonienie króliczka…
Co by nie gadać, gonitwa bez końca jest męcząca.
Złapanie króliczka zawsze jest sukcesem ale też stagnacją wynikającą z tego faktu.
Po cholerę biegać bez końca jak już mam go w łapach?
Do 89-go goniliśmy demokrację i to bogactwo które na nas czekało.
To był ten wspólny cel, który rozsypał się na indywidualne wyścigi.
Jak reanimować tego zdechłego zwierzaka? Nazwano go Soli.. jakoś tam..
Nowa partia? Nowy nawiedzony? Nowa idea w stylu Polska w ruinie z czego śmieją się wszyscy.
Jak teraz mam żyć? zapytał słynny paprykarz..
Co można zaproponować ludziom, lepszą demokrację niż obecna?
Jest piwo, prażona kukurydza i telewizory 4K z fajnymi programami do śmichu. Coś więcej?
Może patriotyzm? Proszę bardzo , przyłączę sie, dajcie słowa a ja podrzucę melodyjkę.
Od lat wyjaśniam młodym że patriotą jest ten co żyje a nie ten zginął w chwale za cudzą sprawę.
A może tym króliczkiem jest wiara w Boga? Na ulicy zatrzymali mnie świadkowie Jehowy na rozmowę o poszukiwaniu celu jakim jest Bóg.
Kiedy zadałem pytanie co zrobią jak tego swojego Boga spotkają zamilkli i był koniec rozmowy..A może szukajmy kosmitów? To że istnieją nie ma wątpliwości, przy takim ogromie Kosmosu są gdzieś tam..
Wracając na ziemię, potrzebna jest partia, taka jak na świecie bywają aby mieć zapewnione poparcie moralne i coś w tym stylu. Nic nie wymyślimy, bo wszystko już było i gonitwa za króliczkami trwa.
Piszę niemiłe rzeczy ale do cholery co należy zrobić? Wojna? i to totalna aby po wiekach znaleźć się w podobnej sytuacji? Bo tacy jesteśmy? Bo sposobem na dostatek jest pasożytowanie na masach? Najlepiej z innej nacji, co ludzkość czyniła z wielką wprawą od stworzenia świata.
Młodzi zwyczajnie szykują się do emigracji. Co mam im zaproponować, bądźcie patriotami i zostańcie, aby wegetować?
Potrzebny jest spontaniczny bunt, masowy, poleje się krew a wtedy, być może, pojawi się kolejny duży króliczek i wszyscy pobiegną…
Dawno, tu nie zaglądałam, a szkoda, bo po zapoznaniu się z dyskusją od razu nastrój mi się poprawił. Najpierw inspirujący artykuł – ukłony w stronę Autora, z którym nie do końca się zgadzam, a na moje wątpliwości i niezgodę znalazłam odpowiedź w poszczególnych komentarzach, bo każdy z komentatorów wnosi do dyskusji cenne uwagi i spostrzeżenia, z którymi się zgadzam, myślę jednak, że czyniąc te rozważania nie możemy zapominać o naszej nieodległej przeszłości, która leży u podstaw obecnego kryzysu politycznego, kulturowego i gospodarczego, a mianowicie okres rozbiorów, następnie działania wojenne, aż wreszcie okres PRL-u. Wszystko to nie pozostaje bez wpływu na obecna sytuacje, więc uważam, że taki bumerang był nie do uniknięcia. W społeczeństwie tkwiły (i tkwią nadal), różnice spowodowane wyżej wymienionymi dziejami i nie ma co frustrować się z tego powodu, że nie wszyscy nadążyli po roku 89 z rozwojem społecznym i własnym. Myślę, że skupiać się powinniśmy nad wydobyciem się z dołka kryzysowego, do którego spycha nas PiS, mając na uwadze, że trzeba pociągnąć za sobą tych którzy nie nadążyli, a którzy stali się właśnie tą masą do zagospodarowania przez PiS.
Zgadzam się z poglądami, które wskazują na potrzebę czerpania dobrych pomysłów z każdego źródła, skąd tylko się da. Opozycja (tak jak już na to wskazano) jest za mało energetyczna, więc każdy pomysł jest dobry, jeśli jest dobry. Przecież wiele radykalnych rozwiązań i wynalazków rodzi się nie koniecznie w laboratoriach naukowców, ale wśród zapaleńców, amatorów; zatem na początek proponuję odejść od stosowania zwrotów podmiotowych „my elita”, „oni głupcy”, a skupić się na problemach przedmiotowych. Tak myślę.
Pozdrawiam szanownego Autora i w wszystkich Komentatorów ciekawej dyskusji!
Dawno, tu nie zaglądałam, a szkoda, bo po zapoznaniu się z dyskusją od razu nastrój mi się poprawił. Najpierw inspirujący artykuł – ukłony w stronę Autora, z którym nie do końca się zgadzam, a na moje wątpliwości i niezgodę znalazłam odpowiedź w poszczególnych komentarzach, bo każdy z komentatorów wnosi do dyskusji cenne uwagi i spostrzeżenia, z którymi się zgadzam, myślę jednak, że czyniąc te rozważania nie możemy zapominać o naszej nieodległej przeszłości, która leży u podstaw obecnego kryzysu politycznego, kulturowego i gospodarczego, a mianowicie okres rozbiorów, następnie działania wojenne, aż wreszcie okres PRL-u. Wszystko to nie pozostaje bez wpływu na obecna sytuacje, więc uważam, że taki bumerang był nie do uniknięcia. W społeczeństwie tkwiły (i tkwią nadal), różnice spowodowane wyżej wymienionymi dziejami i nie ma co frustrować się z tego powodu, że nie wszyscy nadążyli po roku 89 z rozwojem społecznym i własnym. Myślę, że skupiać się powinniśmy nad wydobyciem się z dołka kryzysowego, do którego spycha nas PiS, mając na uwadze, że trzeba pociągnąć za sobą tych którzy nie nadążyli, a którzy stali się właśnie tą masą do zagospodarowania przez PiS.
Zgadzam się z poglądami, które wskazują na potrzebę czerpania dobrych pomysłów z każdego źródła, skąd tylko się da. Opozycja (tak jak już na to wskazano) jest za mało energetyczna, więc każdy pomysł jest dobry, jeśli jest dobry. Przecież wiele radykalnych rozwiązań i wynalazków rodzi się nie koniecznie w laboratoriach naukowców, ale wśród zapaleńców, amatorów; zatem na początek proponuję odejść od stosowania zwrotów podmiotowych „my elita”, „oni głupcy”, a skupić się na problemach przedmiotowych. Tak myślę.
Pozdrawiam szanownego Autora i wszystkich Komentatorów ciekawej dyskusji!
W nawiązaniu do tytułu -„I co dalej ?” odpowiadam : no właśnie tak, taka rozmowa, dyskusja, nawet ostra…
Pamiętając jednak o tych, którzy zarzucali mi, brak propozycji, że trzeba podawać jakieś rozwiązania dostosowane do „tu i teraz” powiem to co raz już, w skrótowej formie, pisałem jako swoją glossę pod artykułem „wiszącym’ na stronie SO.
No to raz jeszcze ale dokładniej :
Proponuję, aby każdy kto czuje się odpowiedzialny za to, co stanie się kraju, naszym kraju, na skutek działań tego rządu i tej ekipy, ekipy która uzyskała w demokratycznych wyborach minimalną większość w Parlamencie a wcześniej, ku własnemu zaskoczeniu, urząd Prezydenta, każdy kto ma dość wyobraźni aby zobaczyć to w jakim stanie będzie Polska pod rządami „dobrej zmiany” za kilka lat, powiedzmy za 5, może za 10 lat jako państwo i jak mogą wyglądać stosunki społeczne, relacje pomiędzy ludźmi, polskimi obywatelami (celowo nie piszę pomiędzy Polakami) zorganizował małą grupę (w socjologii mała grupa to grupa do 12- 15 osób, ale to góra, najlepiej 7 – 9 osób ) składającą się ze znanych mu osobiście ludzi (to ważne, chodzi aby pomiędzy uczestnikami była więź osobowa a nie rzeczowa czy instytucjonalna jak w dużych strukturach, stowarzyszeniach czy partiach)
Niech taka grupa w stałym (względnie stałym) rytmie, powiedzmy co 10 dni, dwa razy w miesiącu, spotyka się towarzysko, przy winku, piwie a nawet malej wódeczce, na grillu, przy kominku i prowadzi rozmowy nie chorobach, które trapią nas wszystkich, nie o ciuchach czy plotkach kto z kim i dlaczego. Niech to będą rozmowy o tym co się dzieje, w Polsce, w UE, na świecie. Nich ma to charakter prawie seminaryjny, można się dzielić wiadomościami, przecież mamy różny dostęp do różnych źródeł, niech się dzieje różnie w różnych miejscach, ale stale, w kolejnych terminach.
Pomysł jest taki aby wytworzyła się świadomość uczestnictwa, więź grupowa ludzi połączonych więzią osobową, pochodną od „face to face contakt”
I kolejna sprawa, to mają być spotkania nie stale u tego samego gospodarza a u kolejnych, tak aby każdy z uczestników miał ten obowiązek co 8 -10 spotkań.
I rzecz najważniejsza – po pierwszej serii spotkań, powiedzmy po pierwszych 4-5, niech każdy z uczestników takiej grupy w której jest tylko członkiem próbuje utworzyć własną grupę przyjaciół, znajomych, tak aby to stało się zaczynem tworzenia sieci.
Co może być łącznikiem organizacyjnym takiej sieci ? Na przykład nazwa, wspólna nazwa dla tych spotkań a właściwie typu rozmów jakie mają im towarzyszyć, niech to będzie na przykład nazwa „Spotkania obywatelskie”, „Obywatelskie rozmowy”,
Te spotkania i rozmowy mają toczyć się „w realu”, to bardzo ważne, to mają być spotkania żywych ludzi. Oczywiście do organizowania się, do wymiany informacji mogą i powinny służyć media społecznościowe, sieć internetu, spotkania muszą być w realu, to daje zupełnie inny typ kontaktu
To jest plan na długą drogę, ale taka przed nami, a gdyby stało się coś, co zawsze stać się może to taka sieć, takie grupy ludzi mających poczucie więzi osobowych, mający wspólnie ukształtowane postawy wobec najważniejszych spraw i problemów kraju będą jak znalazł w tym amorficznym społeczeństwie
To nie jest program partii, nawet nie ruchu społecznego, to jest program jak wyjść z zaklętego kręgu grup koleżeńskich czy przyjacielskich funkcjonujących zawsze i wszędzie ale bez przyjętego świadomie planu i spróbować utworzyć społeczność ludzi rozumiejących, wspólnie odczuwających świat i wspólnie definiujących wyzwania jakie niesie. Każdy, a wśród uczestników SO jest takich wielu, wyliczy jak w funkcji wykładniczej, może wyglądać wielkość takiej sieci „Spotkań obywatelskich” po roku, a po dwóch latach…
Róbmy swoje Panowie, róbmy swoje…
Pomysł wydaje się interesujący, ale Autor pomysłu przesyła go tylko do „Panów”, nie wiadomo o których „panów” chodzi, czy może o tych, o których mówił JK, czy też, ma oznaczać, że dotyczy osobników płci męskiej, to po pierwsze, po drugie jeśli mają z tego urodzić się złote pomysły do wdrożenia, a nie tylko imponderabilia, których konkluzją ma być sztuka dla sztuki, to potrzebna będzie cała otoczka techniczna.
I tu, nieśmiało wskażę ten skompromitowany KOD, bo po tym trzęsieniu ziemi jakie się w KOD-e odbyło, widać, że ten ruch ciągle żyje(chociaż poobijany), a tam już jest wypracowana baza techniczna (Internet, kontakty), a potrzeba im właśnie tej burzy mózgów, z której mogli by czerpać sensowne propozycje do działania. KOD jest tylko ruchem społecznym, więc możliwości oddziaływania na tworzenie prawa w Polsce ma ograniczone, jednakże KOD jest w stanie postawić na nogi w celu poparcia, rzesze ludzi w całej Polsce. W najbliższym czasie mają się odbyć tam wybory nowego przewodniczącego Zarządu Głównego KOD, mam nadzieję, że nie będzie to tym razem MK – może kiedyś jak zrehabilituje swoją reputację, ale teraz nie.
To na tyle – chwilowo, dopóki kierujący portalem SO nie ograniczą prawa wypowiedzi – „tylko dla „Panów”. Pozdrawiam 🙂
Noe ograniczą. Paniom też wolno.
hahahahahaazhhaahahahahahahahahah….no mnie obaliło. A potem z tych grillowo-kominkowych spotkań zbudujemy partię co się zowie. LOL. I wszyscy będą żyli długo i szczęśliwie. Panie Zbigniewie – to jest matematyka magiczna. Baron M. miał kupę lepszych pomysłów – a to wyciągał się za włosy z bagna, a to latał na kuli armatniej.
Jest rzeczą przyjetą towarzysko, że o polityce przy wódeczce (wolę mołdawskie winka) się nie rozmawia. Nooo – ale skoro Pan woli zamiast dobrej zabawy – polityczny galimatias na grillu – kto bogatemu zabroni? Sądzę, że za moment ideotwórczy ferment się skończy bo zostanie kółko wzajemnej adoracji. A szefem kółka zostanie ten, który w najlepszy sposób powie dlaczego JK jest gooopi. Grill obalający………no no……….
uchachany – pozdrawiam serdecznie.
P.S. Pan się nie gniewa – krąg moich znajomych (zapraszanych na grilla i przed kominek) to bezrefleksyjne śmiecho-głąby robiące sobie jaja ze wszystkich…łącznie z sobą. Chyba by poumierali ze śmiechu na sugestię poważnych rozmów. Nie wyobrażam sobie również stenografowania naszych pomysłów grillowych, a byłoby to konieczne, bo człowiek czasami nie pamięta jak go żona do domu przywiozła.
A zupełnie na serio ….: http://wiadomosci.wp.pl/kat,143754,title,Pan-Marszalek-Kochany-trafi-do-Europejskiego-Trybunalu-Skarga-Michala-Szczerby-na-Marka-Kuchcinskiego-zaakceptowana,wid,18733441,wiadomosc.html?ticaid=118d5c&_ticrsn=5
ETPC będzie musiało zbadać zgodność decyzji Kuchcińskiego z regulaminem polskiego sejmu. Aż nogami przebieram z niecierpliwości oczekując na wyrok.
Zacząłem pana ostro lubić.
do sir jarka – czy czytał Pan ze zrozumieniem ? To jest propozycja aby wejść w rytm spotkań seminaryjnych (prawie seminaryjnych) a to, ze przy grillu, kominku to didaskalia. Można na sali ze stołem prezydialnym ale łatwiej będzie na luzie…
To jest propozycja dla tych którzy chcą, nie ma przymusu, to jest propozycja dla tych którzy mają już dość spotkań w których wszyscy robią sobie jaja ze wszystkich i wszystkiego (takie spotkania też są potrzebne ale czy wszystkie ?)
Chciałbym raz jeszcze podkreślić przewagę (moim zdaniem) spotkań na żywo, żywych ludzi, w realu. nad dyskusją na forach internetowych
Zapewniam, ze lepiej by się nam (mnie z Panem, Panu ze mną ) rozmawiało w realu (nawet bez mołdawskiego wina, osobiście lubię wina szczepu shiraz lub primitiwo) niż na stronie SO
Zapewniam, że nie gniewam się (bo niby za co) i proszę o malutką chwilę refleksji na całością poruszanej tu sprawy
Niskie ukłony, czapką do ziemi, po polsku…