Któż to jeszcze pamięta, że w 1987 roku nasz święty papież Jan Paweł II spotkał się w stolicy Chile Santiago z ówczesnym dyktatorem Augusto Pinochetem, który wykorzystał polskiego papieża do uwiarygodnienia swojego zbrodniczego rządzenia?
Warto przypomnieć, że w ciągu 17 (od 1973 do 1990) lat rządów Pinocheta śmierć poniosło 2095 osób, zaś 1102 osoby zostały uznane za „zaginione bez wieści”. Wizyta Franciszka miała zapewne zatrzeć tamten fatalny efekt, gdy Watykan, przynajmniej takie wrażenie stwarzał generał Pinochet, stanął po stronie reżimu. Nie do końca się to udało gdyż razem doszło do fatalnej wpadki.
Wprawdzie w oficjalnych przekazach słyszymy, że podczas pobytu w Santiago de Chile, papież Franciszek spotkał się z ofiarami księży pedofilów, że „papież wysłuchał ich, a także modlił się i płakał razem z nimi”. Również w czasie spotkania z przedstawicielami władz Chile, papież mówił o skandalu pedofilii w tamtejszym Kościele katolickim. Jak się wyraził, „nie jest w stanie wyrazić bólu i wstydu, jakie odczuwa w obliczu niemożliwych do naprawienia szkód, wyrządzonych dzieciom przez sługi Kościoła”.
Wszystko to piękne i poruszające. Ale jednocześnie ten sam papież bronił mianowanego przez siebie biskupa diecezji Osorno, że wobec niego „padają kalumnie”. A właśnie biskup Barros Madrid jest oskarżany o to, że był wspólnikiem księdza pedofila Fernanda Karadimy i pomagał tuszować jego czyny. Zapewnie nie bez powodu wierni od trzech lat domagają się odwołania biskupa.
Do słów papieża odniósł się kardynał Sean O’Malley z Bostonu (następca innego kardynała, który przeszedł do historii dzięki filmowi „Spotlight” jako ten, który tuszował przypadki pedofilii wśród księży); stoi on na czele powołanej w Watykanie komisji do walki z pedofilią. O’Malley napisał: „Zrozumiałe jest to, że wypowiedź papieża Franciszka jest źródłem wielkiego bólu dla ofiar seksualnego wykorzystywania ze strony duchowieństwa czy innych sprawców”.
Ma oczywiście rację.
Teraz będzie znacznie trudniej uwierzyć, w szczerość zapewnień papieża Franciszka, że „w pełni uznaje ewidentne upadki Kościoła i duchowieństwa, które wykorzystywało dzieci, a także niszczący wpływ, jaki przestępstwa te miały na ofiary i ich bliskich”. Tym bardziej, że jak podają media, Franciszek nie spotkał się z trzema ofiarami Karadimy i dał do zrozumienia, że ich oskarżenia pod adresem Barrosa są niewiarygodne.
A to właśnie zeznania Juana Carlosa Cruza, Jose Andresa Murillo i Jamesa Hamiltona doprowadziły w 2004 r. do oskarżenia księdza i do skazania go siedem lat później przez watykański sąd kościelny oraz sąd cywilny w Chile. Pierwszy z nich komentował: „To znaczy, że może powinienem sobie zrobić selfie z księdzem Karadimą, jak mnie molestował, i księdzem Barrosem, który się przyglądał”.
Zresztą również niektórzy biskupi chilijscy wyrazili swoje niezadowolenie, a jeden z nich przyznał, że gorzko przeżył fakt, iż „brat Barros afiszował się ze swoją obecnością na wszystkich spotkaniach z papieżem w Chile”.
Przypomina mi się inny biskup, tym razem polski, który „afiszował się ze swoją obecnością na wszystkich spotkaniach” w Poznaniu…
Oglądam sobie na stronie watykańskiej bogaty program pielgrzymi w Chile i w Peru
Viaggio Apostolico del Santo Padre in Cile e Perù (15-22 gennaio 2018) | Francesco
Papa Francesco compie un Viaggio Apostolico in Cile dal 15 al 18 gennaio, visitando le città di Santiago, Temuco e Iquique, e in Perù dal 18 al 22 gennaio, toccando le città di Lima, Puerto Maldonado e Trujillo.
Na niektóre wystąpienia Franciszka – i to w różnych językach – spoglądam nie bez ciekawości. Ale jakoś i dla mnie brzmią one mniej wiarygodnie po wspomnianej wyżej wpadce. Niestety nie pierwsza ona i zapewne nie ostatnia.
Może odzyskam zaufanie do papieża Franciszka, gdy zacznie swoje wpadki naprawiać. Najlepiej gdyby zaczął od tych, do jakich doszło w Polsce przy mianowaniu niektórych biskupów. Ojcze święty, naprawdę nie warto ich bronić bo z tego tylko same kłopoty.
A poza tym w Polsce nie ma kardynała Seana O’Malley’a który by ci zwrócił uwagę na niefortunność niektórych słów i decyzji.
Nie bez satysfakcji odnotowałem, że w czasie powrotu z Peru do Rzymu papież Franciszek w czasie rozmowy z dziennikarzami przeprosił, za swoje niefortunne słowa związane z obroną biskupa Barroso. Otóż papież powiedział, że popełnił błąd i zdaje sobie sprawę, że jego słowa były „policzkiem dla ofiar pedofilii” i że kardynał O’Malley miał rację zwracając mu uwagę na ich niestosowność. Dodał jednak, że biskup pozostaje na swoim miejscu, bo nie ma dowodów, że krył księdza pedofila. Wydarzenie odnotowały gazety hiszpańska „El Pais” i włoska „La Repubblica” już w poniedziałek 22 stycznia. Zapewne odnotuje je również prasa polska. Dla mnie to ważne, bo odzyskałem wiarę w uczciwość i dobrą wolę papieża jezuity.
Stanisław Obirek


I co, przeprosiny jak zawsze wszystko załatwiają? Także od zabójców oczekuje się u nas że przeproszą rodziny swoich ofiar – to dla dziennikarzy wydaje się najważniejsze, i często biegną za prowadzonym delikwentem i pytają czy przeprosi.
Kościół nie zmieni się póki będzie organizacją polityczną. Te wszystkie wizyty papieży u różnych dyktatorów mają na celu głównie załatwienie jakiejś sprawy – coś za coś. A przecież Kościół nie został powołany żeby zajmować się polityką. I, przepraszam Autora, ale często Pan (i wielu innych) zachwycacie się jakimś politycznym ruchem papieża czy jakiegoś kardynała – powiedział coś bardziej ludzkiego, zwrócił publicznie uwagę na coś złego w Kościele (ale przecież nic konkretnego nie zrobił żeby to zmienić) – już widzicie w tym oznaki wielkich zmian.
Zacvtuję klasyka: Nie po słowach a po czynach nas sądźcie.
Watykan to Watykan. Państwo ponad jednostką. Dziedzic państwa rzymskiego i jego prawa. Franciszek stara się ocieplić wizerunek państwa kościelnego jednak fakty mówią za siebie. Jan Paweł II też ma na koncie deptanie praw jednostki. I też wydarzyło się to w Ameryce Południowej. W Polsce pewnie mało kto pamięta jego brutalną rozprawę z kapłanami teologii wyzwolenia w Ameryce Łacińskiej? A przecież to był prąd katolicki najbliższy ideałom z czasów pierwszych chrześcijan! I znowu imperialna polityka i interesy były górą. Wtedy i teraz. Dlatego nie miejmy złudzeń co do charakteru KK w Polsce.
Raz jezuita, zawsze jezuita.
Drodzy Komentatorzy, rozumiem irytację postawą religijnych przywódców. Sam ją podzielam i daję temu publiczny wyraz. Jednak warto zauważyć subtelne, ale wyraźne różnice. Jak dotąd to tylko Franciszek przyznał, że się pomylił i to pod wpływem krytyki najbliższych współpracowników. Tego ani JPII, ani BXVI, ani wszyscy inni poprzednicy nie robili. Czyż nie jest to jednak zmiana na lepsze?
Panie Profesorze……”Tego ani JPII, ani BXVI, ani wszyscy inni poprzednicy nie robili. Czyż nie jest to jednak zmiana na lepsze?”
Pan sobie jaja robi??
To trochę jak z bitą żoną…..co prawda oko podbił ale tylko otwartą ręką. A mógł z pięści – musi mnie kocha.
No daj Pan spokój – przecież to żenada.
Pozdrawiam
Ani nie jest to zmiana, ani – tym bardziej – na lepsze.
Wiarygodna informacja o jakiejś zmianie wyjdzie od ofiar księży-pedofilów lub ich bezpośrednich obrońców.
Komentarz dotyczył pewnego stylu argumentacji, potocznie nazywanego jezuickim (czy sprawiedliwie, to inna sprawa).
Spróbuję mimo wszystko jeszcze raz, mimo zachęty by się już nie odzywać („No daj Pan spokój – przecież to żenada”).
Otóż moim zdaniem, opartym na prawie 30-letnim pobycie w zakonie jezuitów i z tym związanym dość ścisłym związku z jego strukturami sięgającymi Watykanu, w chwili obecnej dokonują się ważne zmiany w tej instytucji. Rozumiem inne spojrzenie i komentarze z zewnątrz. W istocie może to wyglądać na zmianę narzędzi w dręczeniu ludzi („prawda oko podbił ale tylko otwartą ręką”). Jednak tak nie jest o czym świadczy dość powszechny szacunek jakim się cieszy papież Franciszek w kręgach liberalnych i rosnąca wściekłość wobec jego gestów i słów w konserwatywnych kręgach w samym kościele. W tym sensie sądzę, że warto go wspierać i dostrzegać jego dobrą wolę.W 2015 roku brałem udział w dwu konferencjach na uniwersytetach w USA poświęconych współczesnemu katolicyzmowi. Proszę mi wierzyć, to nie są zmiany ani kosmetyczne, ani pozorne. Przynajmniej w USA liberalny katolicyzm stanął na nogi właśnie dzięki Franciszkowi. Moje zdanie nie oznacza w żadnym wypadku chęci narzucania go tym, którzy myślą inaczej. Po prostu wydaje mi się, że możemy się różnić i jednocześnie szanować odrębność opinii na tę właśnie sprawę.
Panie Profesorze, jestem pod wrażeniem że nadchodzą Nowe Czasy w KK.
Ach ci jezuici…
>> Otóż moim zdaniem, opartym na prawie 30-letnim pobycie w zakonie jezuitów i z tym związanym dość ścisłym związku z jego strukturami sięgającymi Watykanu, w chwili obecnej dokonują się ważne zmiany w tej instytucji. <<
Czyżby oo Jezuici szykowali się do objawiania światu, że Watykan to jedna wielka sciema?
Fakt nieistnienia Boga jest im znany od dawna czego dawali dowody w działaniu od momentu powstania.
Ale to informacja dla nielicznych, prawda?
Dotknął Pan sprawy, która mnie zajmowała gdy pisałem „Polaka katolika? i na końcu zamieściłem rodzaj dopowiedzenia poświęconego właśnie jezuitom, a ściślej różnym literackim przedstawieniom zakonu, poczynając od Stanisława Brzozowskiego a na Thomasie Mannie kończąc. Polecam:-)