2018-06-03.
„Bardzo ładny list”, powiedział dziennikarzom Donald Trump po spotkaniu w Gabinecie Owalnym z wysłannikiem Kima Dżong-una. „Bardzo interesujący”.
Z wysłannikiem Kima, wieloletnim szefem wywiadu Północnej Korei, Trump wylewnie się żegnał i pozował do zdjęć. Tego samego dnia uruchomił sankcje na najbliższych sojuszników. Zapytany o co chodzi Trumpowi, premier Kanady odpowiedział: „nie wiem”. Trump co jakiś czas wypomina sojusznikom ich nadwyżkę w bilansie handlowym z Ameryką. Akurat w relacjach z Kanadą jest odwrotnie, ale to nie ma znaczenia, bo po pierwsze Trump nie zna faktów, a po drugie nie ma elementarnego pojęcia o handlu międzynarodowym, i deficyt handlowy znaczy dla niego oszustwo i dyskryminacja USA.
Kim Dżong-un dostał to, o czym dziadek i tatuś mogli tylko marzyć: Ameryka potraktowała go nie tylko poważnie, ale jak równego. W Singapurze koreański dyktator chce się zatrzymać w luksusowym apartamencie, który kosztuje 6000 dolarów za noc. Nie wiadomo, kto za to zapłaci. Kolejny szczyt, do którego Trump się przymierza to spotkanie z Putinem.
Sojuszników traktuje jako zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego Ameryki; dla tradycyjnych wrogów, takich jak Rosją, Chiny czy Północna Korea ma jedynie miłe słowa. W październiku zeszłego roku Trump groził reżimowi w Pyoungyangu, że „długo nie przetrwają”; napisał na Twiterze:
„Powiedziałem Rexowi Tillersonowi, naszemu cudownemu Sekretarzowi Stanu, że próba negocjacji z Little Rocket Man (tak nazywał Dżonga) to strata czasu.”.
Pół roku później „cudownego Sekretarza Stanu” wyrzucił, a krwawemu Kimowi nie szczędzi komplementów. Dom wariatów. Będzie się działo.
Andrzej Lubowski

Wyliczono, że w czasie swojej kadencji Trump kłamie przeciętnie 6 razy dziennie.
Najgorszy nie jest Trump, ale to że naród widząc i wiedząc to wszystko nadal go kocha.
Naród go nie kocha. Tylko niektórzy, co poszli na wybory…
To coś jak u nas , gdzie suweren za radą plebana kocha starego kawalera z kotem….
Problem w istocie arcypoważny skoro demokracja ze sprawdzonymi mechanizmami kontroli nie radzi sobie z szaleńcem. To wydaje się wskazywać na kompromitację samej demokracji czy ściślej mechanizmów wyłaniania „elit”. Prawo powszechnego wyboru wydaje się służyć wyborowi najgorszych a nie najlepszych.
Może dlatego Kanadyjczyk Jordan Peterson zdobywa coraz większą popularność. Kto wie czy to co głosi nie będzie ratunkiem dla demokracji? (Pisała o nim ostatnio Wyborcza).
Uzupełniająco polecam: https://www.thestar.com/opinion/2018/05/25/i-was-jordan-petersons-strongest-supporter-now-i-think-hes-dangerous.html
@WS: to dobry tekst. Przeczytałem w całości z dużym zainteresowaniem. O co w tym wszystkim chodzi? Jordan Peterson na pewno nie jest tu jedyną wyrocznią. Podobnie jak niektóre pomysły naciąganej na siłę poprawności politycznej. Co jest pozytywne, to wynikająca z tak masowego oddźwięku na jego idee jak i z megatywnych reakcji społeczeństw na niektóre pomysły piewców poprawności politycznej – potrzeba szerszej dyskusji do czego prowadzi dzisiejsza polityka centro-lewicowa, powodująca coraz częściej przejmowanie rządów przez prawicowych ekstremistów. Czy na prawdę nie należy używać takich słów jak matka czy ojciec i zamienić je na rodzice aby uprzyjemnić życie mniejszościom seksualnym? Czy należy wpuszczać masowo imigrantów, którzy nie mają zamiaru się asymilować, czy lepiej pomóc im rozwiązywać problemy w miejscach, z których pochodzą? To coraz większe wyzwania współczesności, które wraz ze zmianami klimatycznymi będą się coraz ostrzej objawiać. Mamy problemy, i na takich problemach rodzą się różni trybuni, nie zawsze najlepsi do ich rozwiązywania.
Kolegium Elektorów wybrało Trumpa, na Clinton zagłosowało 2,864,974 wyborców więcej.
Czasem się pocieszam, że nie tylko nam „wypsło” się coś tak dziwacznego, ale częściej okazuje się, że to trochę za mało do poprawienia nastroju …
być może rzeczywiście był ładny i interesujący, nie czytałem.
nie wykluczone jednak, że nie był interesujący, nie czytałem
mógł być także ładny lecz nie był interesujący, w takim przypadku prezydent by blefował