11.12.2018

Czytam nekrologi już 40 lat jakieś, a pewnie i z okładem. Nie z schadenfreude, że ten, ta lub tamten odszedł, a ja trwam. Przeglądam je dlatego, że wiele wiedzy ta lektura mi daje, różnorakiej i ciekawej niemal zawsze.
Zmarł szanowany profesor ekonomii Zdzisław Sadowski. Miałem z nim do czynienia w czasach przykrych, ale nie do wykreślenia, jakbyśmy tego chcieli lub nie chcieli. On ważny członek rządu, ja dziennikarz, który miał go wypytać jak tam, Panie Wicepremierze, z reformami gospodarki. Odpowiedzi nie pamiętam, a wycinki leżą gdzieś głęboko, lecz coś mi w głowie kołacze, że żałować tej niepamięci nie ma czego.
Był Zdzisław Sadowski wicepremierem w rządzie Zbigniewa Messnera, w paru ostatnich latach PRL-u. Nic szczególnego w rządzie nie uczynił, bo nie było jak i z kim. Dobrego w tych czasach nie zaznawaliśmy, ale złego też jednak nic raczej na rządowej posadzie nie zrobił.
Dorobu naukowego śp. Profesora nie ocenię, bo go nie znam, ale po lekturze licznych nekrologów wierzę solennie, że pośledni nie był.
Wnerwiło mnie natomiast i telepnęło jak cholera, gdym zoczył był po wielokroć, że zasmuceni koledzy jego i przyjaciele po fachu, jak jeden mąż (i żona) omijają w pośmiertnej wyliczance zasług, stanowisk i zaszczytów to najwyższe, jakie osiągnął. Za nic mają tekę wicepremiera. Czyżby dlatego, że trzymał ją za rączkę w niedobrym rządzie? Był też szefem od Planowania, ale centralne planowanie było be za Balcerowicza, a według nadchodzącej właśnie mody ma być cacy, więc to jednak nie o planowanie chyba chodzi.
Profesorów mieliśmy przez 100 lat dziesiątki tysięcy, a może i więcej, ministrów — tysiące, wicepremierów też nie liczyłem, ale o zakład szedłbym, że było ich nie więcej niż około setki.
Nie wierzę, żeby wspomnienie udziału w tej setce zaszkodziło jego pamięci. Gdyby zaś chodziło o bramy do św. Piotra, to tam mają akurat pamięć słonia, a słoń ów nieśmiertelny.
Stalin wycinał swoich wrogów ze zdjęć i zbiorowych konterfektów, bo miał po temu powody polityczne, lecz głównie dlatego, że nie przestawał ich nienawidzić, także wtedy gdy był ich już zgładził. U nas wycinają, żeby wycięty miał lepiej. Nie zagłaskujmy jednak naszych zmarłych, bo to nie przystoi. Czuję w tej praktyce fake news’a zapaszek. Zaś poza wszystkim innym, cóż znaczą dwa lata w niesłusznym rządzie wobec ponad 90 lat dobrego życia?
Co sądzicie, dobrych czy niedobrych miał Zdzisław Sadowski kolegów?
Jan Cipiur

Kolegów miał – powiedzmy – jak z tego wynika, średnich. Ale przyczyna prawdziwa obrzydliwego przemilczania faktów – to, ogólnie mówiąc, nasza teraźniejszość. To jeden z intelektualnych dorobków III i IV RP. To polityka „czarnej dziury”, za jaką mali ludzie uznają PRL – bo tak bezpieczniej i tak jest dobrze widziane. Też znałem osobiście prof. Sadowskiego. Zasiadaliśmy wspólnie w Komitecie Prognoz PAN; był wspaniałym uczonym, zawsze otwartym na dyskusję i pełnym humoru.
Mimo podobnego fachu i środowiska zawodowego (wyższe uczelnie) nie miałem okazji znać osobiście Pana Profesora, choć wiele dobrego o nim słyszałem. Cześć jego pamięci!
*
Wycięcie z jego życiorysu udziału w rządzie PRL jest fałszowaniem historii. Taką mieliśmy – PRL nie wziął się z księżyca tylko z nieszczęścia geopolitycznego Polski, a Polacy, podobnie Pan Profesor, próbowali to nieszczęście trochę łagodzić. To przemilczenie dziwi tym bardziej, że dzisiaj w glorii i chwale partii rządzącej chodzą eksponenci tamtej władzy, którzy z własnej woli pełnili dużo mniej chwalebne role w PRL, co podają sami jako powód do dumy! Małość niektórych ludzi nie jest w stanie przyćmić wielkości innych.
Kolegów i bliskich Pana Profesora akurat nie osądzam za to przemilczenie, ponieważ to nie oni powinni być heroiczni a stosunki społeczne po tylu latach winny być oczyszczone z odium nienawiści. Ale na to potrzeba jeszcze wielu zmian, których pewnie większość z nas nie doczeka.
Tak sie złożyło że Profesora Sadowskiego także poznałem podczas pracy w Komitecie Badań i Prognoz Polska 2000, a spotykaliśmy się dość często, zarówno przed wprowadzenium stanu wojennego jak i po jego zakończeniu. Najbardziej jednak zapadł mi w pamięci wykład, a właściwie „briefing” Profesora, kiedy na następny dzień ” po wyłączeniu telefonów” poważnie wystraszeni czekaliśmy na kolejne katastrofy. I właśnie wtedy Profesor nie tylko przyszedł do naszego biura, mimo że chyba był mocno zajęty na „linii frontu”, ale także dodał energii na kilka tygodni, a może nawet miesięcy. Okazało się że miał oprócz poczucia humoru, także dużo nadziei w tych latach które nastąpiły.
O swoim Honorowym prezesie Polskie Towarzystwo Ekonomistów w nekrologu pisze: „Wybitny ekonomista, nauczyciel i wychowawca, autor wielu prac naukowych. W latach 1985-2005 Prezes Polskiego Towarzystwa Ekonomicznego, a od 2005 r. Prezes Honorowy PTE, odznaczony Złotą Odznaką Honorową PTE z Wieńcem. W latach 1991-2018 Redaktor Naczelny dwumiesięcznika „Ekonomista”. Odznaczony…itd”. Wstydzą się wicepremiera… Ne wypada przyznawać się, gdy z obecną władzą trzeba się liczyć, bo ta – poza wyjątkami, jak prokuratorzyna z Krosna – chętnie gromi ludzi związanych z rządami w PRL. Dobrze, że Janek napisał o tym konformizmie