Telewizja pokazała (503)13 min czytania

()

16.03.2019

Fragment listu, jaki otrzymałem:

Moja przyjaciółka opowiadała mi swoje perypetie związane z próbą odnalezienia zagubionych okularów. Miała bardzo charakterystyczne, trochę nietypowe okulary, które najprawdopodobniej zgubiła w metrze (były bardzo lekkie, a używała ich tylko do czytania). Zadzwoniła do biura Metra i opowiedziała swoje przypuszczenia o zgubie. Uprzejma pani powiedziała, że oni wszystkie znalezione rzeczy oddają do Centralnego Biura Rzeczy Znalezionych, ale okulary to biuro im zwraca, bo jest tego mnóstwo.

Pani z Metra zaproponowała, żeby przyjść i sprawdzić osobiście u nich w biurze (ostatnia stacja metra — Kabaty). Przyjaciółka mieszka akurat w tamtej okolicy, więc szybko pobiegła, a tam pełna bariera dostępu. Najpierw na portierni wytłumaczyła, po co przyszła, następnie połączono ją z jakimś pracownikiem, któremu ponownie wytłumaczyła cel wizyty i już miała nadzieję, że za chwilę będzie przerzucała te setki okularów. Pan wysłuchał i powiedział, że niestety nie będzie mogła sprawdzić, bo ona nie może wejść na teren tego ich biura rzeczy znalezionych. Zdziwiona zapytała, to co w takiej sytuacji ma zrobić. Pan powiedział, że nie wie, ale takie są przepisy i on nic na to nie poradzi. Nie może jej wpuścić i koniec. Nie wiem, jak to się skończy, ale zapowiedziała, że napisze do Dyrekcji Metra i jeszcze gdzieś tam i nie odpuści.

Sytuacja jest paradoksalna, ale przypomniała mi drogę przez mękę, jaką przeszłam, usiłując złożyć pismo do MSWiA do którego należało dołączyć znaczki skarbowe, ale nikt ani przez telefon, ani jak byłam osobiście nie potrafił mi dać odpowiedzi: na jaką kwotę mają być te znaczki.

W biurze na Rakowieckiej przeszłam przez kilka portierni, na których byłam szczegółowo wypytywana do kogo i po co idę (wiedziałam po co, ale tak na dobrą sprawę nie wiedziałam do kogo). W biurze podawczym pani przez okienko powiedziała, że ona nie wie. Wysłano mnie na I piętro i tam rozmawiałam z kilkoma osobami, ale tylko przez okienko w drzwiach, które były zamknięte. Co przyszła jakaś kolejna osoba i wysłuchała mnie, to zaraz dzwoniła gdzieś tam i tłumaczyła, że jest tu taka osoba i ma pytanie o znaczki skarbowe. Przyjście kolejnej osoby niczego nie rozwiązało. Wkurzona zapytałam w końcu, czy jest tu ktoś kompetentny do udzielenia mi informacji, a wówczas zza kontuaru podniósł się jakiś facet i podszedł do tego okienka z kartką papieru i powiedział: „skoro nie jest pani zadowolona, to proszę napisać skargę”. Powiedziałam, że nie przyszłam ze skargą, ale po informację, a widząc beznamiętny wyraz twarzy, zapytałam faceta: „to do kogo mam tę skargę adresować”, a on na to z poważną miną: „nie wiem, do kogo pani uważa”. Machnęłam ręką i wyszłam z tego Urzędu. W domu poszukałam w internecie informacji na stronie Urzędu Skarbowego. Nie byłam pewna czy wybrałam prawidłową taryfę, ale pismo wysłałam i odpowiedź uzyskałam, więc może było ok.

Strzeż Panie Boże od konieczności kontaktów z wszelkimi Urzędami i urzędasami.

* * *

Historię ostatnich kilkudziesięciu lat w Polsce charakteryzuje poszukiwanie winnych. Kto jest winien rozbiorom, przegranym powstaniom, kto winien temu, że Polacy bywają mało rozgarnięci, że robili czasem różne nieładne rzeczy, że coś nie idzie zgodnie z przewidywaniami itd. Ach, jakie piękne mamy tłumaczenia. A to wielosetletnia pańszczyzna. A to okupant, który przymuszał do mordowania i rabowania. I wyzysk kapitalistyczny. I kułacy, którzy brużdżą. I imperialiści, którzy knują. I komuniści, którzy gnębią i upijają naród, żeby łatwiej nim rządzić. I sąsiedzi Polski którzy marzą tylko o tym, żeby ją pognębić, zabrać ziemie, zniewolić. A wszystko, co się dzieje złego, np. katastrofa samolotu, to wynik spisku.

Więc jeśli ktoś jeździ po pijaku albo robi przekręty, albo jest zwykłym chamem (a bywa że jednocześnie politykiem), to wszystko jest wina zaszłości historycznych.

Rząd szykował się do wydania dużej sumy na film, który byłby reżyserowany i obsadzony przez gwiazdy Hollywood, gdzie pokazano by jak wspaniali byli zawsze Polacy i jak ich szczególnie gnębiła historia. Musimy poczekać aż ten film powstanie, a na razie pozostaje nam Wojciech Młynarski:

* * *

Jerzy Domański, Przegląd:

Gdyby udało się zajrzeć za kulisy działania PiS i PO i zobaczyć, jaki problem najbardziej spędza im sen z powiek, to sądzę, że politycy obu obozów, ich doradcy i eksperci za najważniejsze uważają utrzymanie obecnego duopolu. Co w praktyce oznacza bezwzględne duszenie w zarodku wszelkich nowych inicjatyw politycznych. By nie zdążyły okrzepnąć i zagrozić duopolowi. A z drugiej strony jest to ciągły proces wasalizacji tych partii, które już są.

Modelowym przykładem jest los Solidarnej Polski w obozie PiS czy Nowoczesnej w Koalicji Obywatelskiej. W zachowaniach liderów pożerających konkurencję nie ma ani odrobiny finezji. Jest tylko brutalna rozgrywka. Z najbardziej prymitywnymi metodami. I takimi działaniami jak kuszenie, przekupywanie i oszukiwanie ofiar. Jak widać, nie za wiele trzeba umieć, by być w Polsce liderem dużej formacji.

Kaczyński i Schetyna nie zapiszą się w historii Polski jako politycy, którzy zbudowali coś trwałego. Takiego z wyobraźnią i sensem. I z pożytkiem dla ludzi na długie lata.

Ich rządy oznaczają stagnację i grę pozorów. Takie mieszanie łyżeczką herbaty bez cukru. Nie są zdolni do reform, które likwidowałyby albo przynajmniej ograniczały nasze największe problemy.

* * *

Oburzamy się na barbarzyństwo talibów, którzy w imię swoiście pojmowanych zasad religii zniszczyli starożytny posąg Buddy. Niszczone są świadectwa starożytnych kultur i cywilizacji Sumeru, Babilonu, i in. Prawda, jaka to ciemna dzicz?

Ale my mamy swoich talibów którzy niszczą świadectwa przeszłości.

Helena Leman w Przeglądzie pisze o tym, jak mieszkańcy różnych miejscowości w Polsce bronią pamiątek historii przed niszczeniem.

We wsi Starzyński Dwór w powiecie puckim stoi pomnik radzieckiego jeńca. Pod nim napis: „Umęczonym Żołnierzom Armii Czerwonej. Jeńcom hitlerowskiego reżimu 1942-1945”. Upamiętnia on jeńców radzieckich, którzy pracowali w czasie wojny w tutejszym majątku i zostali spaleni w stodole przez wycofujących się Niemców. Miejscowi mieszkańcy potajemnie donosili głodnym jeńcom pożywienie, choć groziło to śmiercią.

W ubiegłym roku pisowski wojewoda pomorski zabrał się za dekomunizowanie pomnika, bo to jego zdaniem jest gloryfikacja ustroju totalitarnego. Tylko zdecydowany sprzeciw wszystkich mieszkańców wsi ocalił pomnik.

W Gorzowie Śląskim stoi pomnik „Elzy”. Kobieta trzyma w ręce piastowskiego orła, z tyłu trzy pylony symbolizują trzy powstania śląskie. Jest też motyw pepeszy. To pobudziło dekomunizatorów – pepesza to broń żołnierzy radzieckich. A jeszcze napis „Bohaterom walk z faszyzmem. Wyzwolicielom ziem piastowskich w XXV rocznicę wyzwolenia”. Zdekomunizować! Protestowali mieszkańcy i pomnik pozostał, ale pisowskie władze nakazały zmianę napisu (!).

Oto rozumowanie tej dziwnej instytucji, jaką jest IPN, dotyczący monumentów tzw. mieczy grunwaldzkich. Aż dziw, że to skrót od Instytutu Pamięci Narodowej. Widać pamięć narodowa różni się od zwykłej pamięci:

Miecze mają formę nadaną przez prosowiecką Gwardię Ludową. Tym samym symbol ten był wytworem sił prosowieckich,, które w sposób siłowy i w oparciu o Związek Socjalistycznych Republik Sowieckich przejęły władzę w Polsce. Wśród odznaczonych Krzyżem Grunwaldu były osoby tworzące Polskę Ludową, m.in. Bolesław Bierut, Władysław Gomułka, Konstanty Rokossowski i Wanda Wasilewska.

Takich przykładów jest więcej. Pisowscy (i nie tylko, bo i PO miała swoje działania, gdy rządziła) zmieniają historię i niszczą zabytki przeszłości. Kiedy cała Polska utonie w pomnikach Jana Pawła II, Lecha Kaczyńskiego i „żołnierzy wyklętych”, to inne będą niepotrzebne. Tak działali ciemniacy wszystkich wieków. Cesarz Chin kazał zniszczyć wszystkie książki poza kilkoma a uczonych zakopać żywcem. Zbiory bibliotek niszczyli fanatycy chrześcijańscy i muzułmańscy. Teraz mamy własnych ciemniaków.

* * *

Tłumaczka rozmowy Tuska i Putina odmówiła zrelacjonowania pisowskim władzom treści rozmowy, mimo że prokurator zwolnił ją z tajemnicy na potrzeby śledztwa (oczywiście chodzi o wykazanie, że ci panowie spiskowali ze szkodą dla Polski). Sprawa oparła się o sąd, a sąd uchylił decyzję prokuratora. Jak powiedział obrońca tłumaczki, zdaniem sądu prokurator nie uzasadnił w wystarczającym stopniu istnienia przesłanki dobra wymiaru sprawiedliwości dla takiego zwolnienia.

Prokurator nie odpuszcza, mimo że wyrok jest prawomocny, i będzie starał się lepiej uzasadnić swoje żądania.

To ciekawa sprawa, mówi o tym że podejrzenia są silniejsze od dowodów. Podobnie pani prokurator Koj rozgrzebała kiedyś grób gen. Sikorskiego, bo miała podejrzenie że znajdzie tam dowody (jakie?) na to że zabili go radzieccy siepacze.

Jarosław Kaczyński musi się z tym liczyć, że jego grób będzie kiedyś wielokrotnie rozgrzebywany, bo ekshumatorzy będą mieli silne podejrzenia, że tak wielki człowiek nie mógł normalnie umrzeć. Chciałbym zobaczyć obrady komisji specjalnej powołanej w tej sprawie, z udziałem ekspertów z komisji Macierewicza. Mało jest teraz rozrywek.

* * *

Otacza nas dziadostwo.

Pewne rzeczy, znane od dawna na Zachodzie, u nas wciąż nie mogą się przyjąć. Na przykład równe chodniki. Nasze chodniki są nierówne, mają liczne zagłębienia, w których zbiera się woda, wystają z nich jakieś fragmenty płyt.

Znalezione obrazy dla zapytania nierówne chodniki na ulicach

Także jezdnie wyglądają, jakby dopiero od niedawna zdecydowano pokryć je twardym materiałem. Wszędzie są liczne zagłębienia po zatrzymujących się samochodach, po deszczu zbiera się tam woda i przechodnie muszą uważać, żeby nie zostać ochlapanym przez przejeżdżające pojazdy. Po zimie powstają liczne dziury i zniszczenia nawierzchni, w lecie staje się ona często miękka. Aż dziw, że w krajach o gorącym klimacie nie ma takich problemów.

Znalezione obrazy dla zapytania uszkodzone jezdnie

Wiele elementów w mieście rozpada się. Wystarczy spojrzeć na betonowe schody prowadzące do przystanków autobusowych – ulegają szybko zniszczeniu. Jeśli nawet dochodzi w końcu do naprawy, to często robiona jest byle jak i wkrótce znowu widać zniszczenia. A niebetonowe elementy, np. schody czy elementy architektoniczne na skwerach, w parkach itp. niszczeją. Może jak się rozpadną, to dużym kosztem się je odtworzy. Na razie konserwacja jest pojęciem obcym. Konserwatorzy powinni regularnie kontrolować podległe im obiekty, nie czekając, aż zdarzy się wypadek, ale nie wiadomo czy władze miejskie już dowiedziały się, że są takie zawody i czym się powinni zajmować tacy ludzie.

Znalezione obrazy dla zapytania uszkodzone schody
C:\Users\Piotr\Pictures\Obrazy\2019\01.jpg
C:\Users\Piotr\Pictures\Obrazy\2019\03.jpg

* * *

Brytyjczycy wsiąkli w brexit przez własną głupotę i brak wyobraźni i nie umieją się znaleźć w nowej roli. Nikt ich nie nauczył, jak się wychodzi po angielsku?

* * *

Plan sejmu przewiduje „usługę zdrowotną świadczoną w przeddzień oraz w trakcie posiedzenia Sejmu”. Chodzi o dyżur lekarski, który pozwoli na szybką interwencję w sytuacji, gdyby np. któryś z posłów zasłabł czy poczuł się źle.

Super Express wyliczył, że wypadnie około 9 tys. zł za pojedynczy dyżur (posiedzenia sejmu zajmują w miesiącu średnio 3 dni, SE wliczył jeszcze jeden dzień w przeddzień posiedzenia). Centrum Informacyjne sejmu informuje, że w ostatnich dwóch latach wydatki na dyżury były niższe, niż wylicza SE i nie przekroczyły 250 tys. złotych rocznie.

Jeżeli założyć, że sejm obraduje przez 11 miesięcy to 250 tys. : 44 dni=5681 zł za dyżur. Na miejscu lekarzy przyjąłbym to wyliczenie za podstawę i domagał się wszędzie odpowiednich zarobków za dyżury. Przecież posłowie chyba się nie różnią od zwykłych obywateli?

* * *

Komentatorzy zastanawiają się, czy znajdzie się taki odważny prokurator, który ośmieli się wezwać na świadka w sprawie „Srebrnej” Jarosława Kaczyńskiego. Prokuratura jest zależna od rządzących i wykonuje zadania stawiane przez tę ekipę.

Ja się zastanawiam, czy po przejęciu władzy przez opozycję znajdzie się ktoś odważny, kto postawi jakiekolwiek zarzuty Kaczyńskiemu. Od lat jest on praktycznie nietykalny, a mimo że przegrał kilka spraw o obrazę i miał nakaz przeproszenia ludzi których oszkalował, nigdy nie wykonał wyroku sądu i nigdy nie miał z tej racji żadnych przykrości.

* * *

Kilkanaście lat temu IPN przeprowadził śledztwo i stwierdził, że Romuald Rajs ps. „Bury” i podległe mu oddziały dokonały ludobójstwa mieszkańców białoruskich wsi na Podlasiu. Teraz IPN, opierając się na artykule jakiegoś prawicowego naukowca, wydał oświadczenie, w którym uznał swoje wcześniejsze ustalenia za „wadliwe”. Okazuje się, że nie było to ludobójstwo, bo „Bury” mógł spalić więcej wsi i wymordować więcej ludzi, ale tego nie zrobił. Szkoda, że Hitler nie znał tej argumentacji, bo niepotrzebnie popełnił samobójstwo – w porównaniu np. z Mao Tse Tungiem miał na sumieniu mniej ofiar.

Ambasador RP został wezwany do MSZ Białorusi w celu udzielenia wyjaśnień. Rzecznik MSZ Białorusi oświadczył:

Oczekujemy od władz Polski publicznego oficjalnego komentarza, czy ta ocena działań »Burego« jest oficjalnym punktem widzenia i jak się to odnosi do kroków na rzecz budowania dialogu, w tym historycznego, podjętego przez oba kraje w ostatnim czasie.

Ponure jest nie tylko to stwierdzenie IPN, ale fakt, że nie wzbudzi ono wielkich protestów, a nawet znajdą się ludzie, dla których będzie ono logiczne.

Ale stawiam dolary przeciw orzechom, że PO, która przyłożyła rękę do powołania IPN, nie zgodzi się na jego likwidację.

PIRS

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.