13.03.2021

Nie da się uciec od „bieżączki”, od tego, co niesie kolejny dzień w polskiej polityce. Ilość absurdów i kompletnych szaleństw przekracza wszelkie granice – a i tak nie widać końca tego pokazu kompletnego oderwania od rzeczywistości i cynizmu, powodowanego, jak sądzę, zimną kalkulacją. Trzeba zrobić wszystko – a nawet więcej; trzeba mówić całkowitą nieprawdę, ale taką, która wywoła wzmożenie moralne twardego elektoratu wierzącego nadal w rządy „dobrej zmiany”. Widać i słychać to w „kurwizji” Jacka Kurskiego, słychać to na fali radia Maryja ojca dyrektora.
Tylko krańcowym cynizmem można wytłumaczyć narrację Solidarnej Polski Zbigniewa Ziobro o tym, że przyjęcie pakietu pomocowego opracowanego dla całej Unii, pakietu przyjętego przez premiera Morawieckiego i przedstawianego przez niego jako wielki sukces – oznacza utratę niepodległości. Według tych wielkich strategów: ministrów Ziobry, Wójcika i do niedawna Kowalskiego pakiet pomocy to dług zaciągnięty przez Unię, a to oznacza, że mamy nowy twór – państwo Unia Europejska.
To nowa mowa nienawiści wobec Unii. Dotychczas pan Zbyszek opowiadał, że Unia, wiążąc pieniądze z praworządnością narzuci nam takie prawa, że zginie polskie państwo i zatracone zostaną wartości chrześcijańskie, fundament naszej cywilizacji. To było absurdalne, ale mieściło się w repertuarze politycznych zagrań cynicznych polityków.
Ta nowa mowa o utracie niepodległości przekracza wszystko, co dotychczas widzieliśmy i słyszeliśmy. Jeżeli straszenie narzucaniem Polsce praw, zgodnych zresztą z wartościami traktatu podpisanego przez wszystkie państwa członkowskie – w tym Polskę – miało oddziaływać na miękką sferę polityki, to straszenie utratą niepodległości wkracza w sferę problemów twardych, a w Polsce, która przez wiele lat nie istniała jako samodzielne państwo to wywoływanie demonów przeszłości.
Słucham tych ludzi, wyniesionych przez układ polityczny na wysokie stanowiska państwowe i wiem – oni w to, co mówią nie wierzą. To jest nie do pogodzenia z elementarną logiką i wiedzą, a są to przecież ludzie wykształceni. Jeżeli jednak się mylę, to jest jeszcze gorzej – oni świadomie i celowo kłamią i oszukują swoich wyborców.
Cyniczne kłamstwo i kolejne transze pieniędzy wprost do kieszeni w formie 13. a potem 14. emerytury – to pomysł na to, jak nie oddać władzy. Oddanie władzy jest niemożliwe, oznacza ono koniec wszystkiego a dla wielu procesy i wyroki za to wszystko, co zostało zrobione z praworządnością, niezależnością sędziów i prokuratorów.
Musiałyby wyjść na jaw wszystkie interesy w stylu Obajtka, wszystkie przekręty wysokich urzędników szastających pieniędzmi publicznymi.
To naprawdę byłby koniec świata dla bardzo wielu ludzi obecnej władzy.
Koniec świata poprzedzony ma być wielkimi katastrofami, nagłymi i bolesnymi wydarzeniami – tak to jest w naukowej i nienaukowej wizji.
A jak może wyglądać koniec świata państwa PiS?
Albo wewnętrzny rozpad Zjednoczonej Prawicy, albo taki poziom protestu społecznego z licznymi ofiarami, jaki pamiętamy z Grudnia 70’. Liczenie, że da się to załatwić przy pomocy kartki wyborczej jest łudzeniem się. Ta władza, gdy będzie potrzeba, sfałszuje każde wybory – patrz pocztowe wybory Sasina – albo je odwoła, powołując się na stany zagrożenia epidemicznego czy jakiegoś innego. A że oznacza to wyjście z Unii – to przecież nie jest obce prezesowi wszystkich prezesów, a panu Zbyszkowi jest jeszcze bardziej na rękę. Mamy za najbliższą granicą państwo rządzone przez prezydenta, który wie – nie mogę oddać władzy, bo to byłby koniec świata. I co? I nic, prezydent Łukaszenko ma się dobrze a świat ma większe problemy.
Cynizm polityków to jedno – a szaleństwo widoczne u niektórych to drugie. Jeżeli jest tak, że podkomisja do spraw wyjaśnienia katastrofy smoleńskiej po wielu latach bezowocnych poszukiwań dowodów na zamach i winę Tuska, miała w planach zakupienie w Rosji żywej brzozy i wysłanie jej do Stanów Zjednoczonych, aby tam przeprowadzić eksperyment udowadniający, że owa brzoza nie mogła pozbawić Tupolewa części skrzydła (a tym samym musiał być wybuch) to jak to nazwać, jak nie szaleństwem jej przewodniczącego, pełniącego nadal funkcję wiceprzewodniczącego Prawa i Sprawiedliwości?
Mniejsza z tym (ale nie do końca), że miało to kosztować dwa i pół miliona złotych; sam pomysł jest dowodem, że ktoś postradał zmysły.
Na tej samej szali trzeba umieścić pomysł, aby w czasie nasilania się trzeciej fali zarazy stawiać na wokandę propozycje rozwiązań prawnych uniemożliwiających adopcję dzieci przez pary jednopłciowe.
To jest cynizm i szaleństwo – nie ma takiego zagrożenia, polskie prawo jest tu wystarczająco precyzyjne.
Dla Solidarnej Polski Zbigniewa Ziobry – to pomysł na umocnienie swojej pozycji najbardziej radykalnej części rządzącej prawicy i zwiększenie pewności dalszego samodzielnego bytu na scenie politycznej. Zaciętość, z jaką minister Ziobro prezentował te pomysły – dodajmy, w dniu podjęcia uchwały przez Parlament Europejski o niedopuszczalności wykluczania osób LGBT przez prawo żadnego państwa – to przekroczenie granicy normalności.
To szaleństwo właśnie.
Czas jakiś temu pisałem o potrzebie wydania przez polskich lekarzy psychiatrów świadectwa zdrowia rządzącym. Pisałem, że jest to możliwe na podstawie analizy formy i treści ich wystąpień, zachowań na scenie publicznej, w kuluarach i na sali sejmowej. Z pewną satysfakcją przyjąłem tekst Ewy Wilk zamieszczony w ostatniej „Polityce”, poświęcony właśnie temu – co psychiatra powiedziałby o polskich politykach. W artykule tym możemy zapoznać się z testem Owena – to14 prostych pytań. Wystarczy potwierdzenie kilku z opisanych w pytaniach testu zachowań polityka, aby uznać, że mamy problem. On, ale i my wszyscy zależni w jakimś stopniu od polityków właśnie.
Stawiam dolary przeciw orzechom, że żaden z obecnych polityków sprawujących władzę nie zdołałby się obronić przed diagnozą jakiegoś stadium szaleństwa a wszystkim trzeba by zaaplikować odpowiednią terapię.
W czasie epidemii służba zdrowia staje na granicy wydolności, odsuwane są planowane zabiegi i badania. Może jednak dałoby się znaleźć kompetentny zespół lekarzy i zbadać naszych polityków. Choćby pośrednio, na podstawie tego, co mówią i jak to mówią, jak zachowują się w życiu i w polityce.
To jest możliwe. To jest potrzebne. I im i nam.

Zbigniew Szczypiński
Polski socjolog i polityk. Założyciel i wieloletni prezes Stowarzyszenia Strażników Pamięci Stoczni Gdańskiej.

Tradycyjnie NIC w pańskiej analizie o roli polskiego KRK… jeśli PIS uda się przechwycić mld z UE , to ma on te , jak i te przyszłe wybory z wielkim prawdopodobieństwem wygrane… Bo kasy starczy dla pisowskiej nomenklatury, Kościoła jak i dla pisowskiego suwerena co by on na PIS głosował…
Szanowny Panie Yac, słowo „tradycyjnie” odnosi się do „od dawna stosowanego obyczaju lub zwyczaju” pomijania roli KK w opisywanej często patologii rządów pastwa PiS przez Autora. Słowo „NIC” podkreśla uporczywość tego faktu. Zastanawiam się, używając Pana słów, czy „tradycyjnie” (zwyczajowo) nie pomija Pan KAŻDEJ wzmianki o roli KK w tekstach Zbyszka Szczypińskiego. Pytam, bo ja ich pamiętam mnóstwo i nawet w tym tekście, w samym leadzie jest wzmianka o Radiu Maryja i Rydzyku. Z pozostałymi kwestiami z przykrością muszę się zgodzić.
Szanowna Pani Anno …!
Polski KRK jest jednym z ważniejszych ośrodków trzymających władzę w PL ..( jeśli nie najważniejszym…? ) , dzięki niewyobrażalnej głupocie całej polskiej ” klasy ” politycznej po 1990 zaczynając od T.Mazowieckiego .Moim zdanie jakakolwiek analiza aktualnej sytuacji nie może pominąć jego ( negatywnego ) wpływu..Czy trzeba go przypominać w każdej analizie…? Moim zdaniem tak .. Czytelnicy SO , o tym doskonale wiedzą …Ale akuratnie przypominania o negatywnej roli KRK , na przestrzeni wieków w historii PL nigdy dość…Pozdrawiam…
Jest maleńka różnica taka, jestem, czuję się obywatelem polskiego państwa i nie jestem członkiem zadnego kościoła To może trochę, ale tylko trochę, tłumaczyć różnicę w ilości wątków poświęconych państwu, władzy państwowej wybieranej przez wszystkich obywateli, w tym także przeze mnie, a uwadze poświęconej kościołowi panującej w Polsce religii.
Zgadzam się – kościół w Polsce jest obecnie częścią władzy państwowej. To klęska kościoła i państwa. Ta klęska okaże się już niedługo, oby jak najszybciej, chciałbym to jeszcze zobaczyć…
Politycy opozycyjni, łagodnie mówiąc – nie najwyższych lotów, też nie potrafią wskazać wyborcom tego zagrożenia zdrowotnego przechodzącego już niemal w epidemię psychiczną. Dla mnie zdumiewające jest nawet nie to, że trafili nam się idioci u władzy, ale to, że ludzie tego nie widzą/nie chcą widzieć. I nie wszystko da się wytłumaczyć strumykami pieniędzy płynącymi do kieszeni.
Ostatni pomysł Antoniego dotyczący dekomunizacji Powązek teoretycznie powinien poruszyć wszystkich normalnych. Kogo poruszył?
I – proszę wybaczyć – nie wierzę w te przyszłe procesy, sądy, kary dla pisowskich bandziorów. Zawsze znajdą się jakieś „Kopacze”.
Rządzący są na obraz i podobieństwo pisowskiego suwerena .. By wskazać , to zagrożenie i dotrzeć do suwerena trzeba przedrzeć się przez pisowski system medialno-propagandowy…O którym mówi Anna Mierzyńska tutaj : https://www.youtube.com/watch?v=EmeR6RQuWBo&t=446s
Dzięki za informacje o tym, że Antoni zgłosił pomysł dekomunizacji Powązek, tego nie wiedziałem a to przecież cały Antoni.
Użyta przez niego argumentacja jest co najmniej tak samo chora jak sam pomysł. Tłumaczył to troską o to, by Powązki były skarbem narodowym, a więc nie powinny być zarządzane przez samorząd, który … zmienia się i występują tam różne opcje polityczne.
Kto przyjmie taka argumentację? Człowiek zdrowy?
W tekście znajduje się taki oto fragment:
„Na tej samej szali trzeba umieścić pomysł, aby w czasie nasilania się trzeciej fali zarazy stawiać na wokandę propozycje rozwiązań prawnych uniemożliwiających adopcję dzieci przez pary jednopłciowe.
To jest cynizm i szaleństwo – nie ma takiego zagrożenia, polskie prawo jest tu wystarczająco precyzyjne.”
Czy gdyby nie było 3. fali covidu, propozycje dyskryminujących, homofobicznych rozwiązań uniemożliwiających adopcję dzieci przez pary jednopłciowe byłyby bardziej uprawnione? I JAKIE TO ZAGROŻENIA przed czym wystarczająco precyzyjnie chroni polskie prawo?
W Polsce interes dzieci jest bagatelizowany, dzieci, jak ryby głosu nie mają i nie są szanowane a tzw. dobro dziecka jest pustym frazesem. Przykładów jest wiele: potrafimy najmłodszych złożyć w ofierze pedofilom tylko dla zachowania dobrego imienia instytucji i spójności grupowej wiernych (by nie czynić zgorszenia ;); Potrafimy zakazać adopcji zagranicznych, bo tam to dziecko nie będzie Polakiem katolikiem. Dodam, że adopcje te i tak były realizowane w sytuacjach kiedy ze względu na stan zdrowia lub inne cechy dziecka nie było szansy na znalezienie domu i opiekę w Polsce. Lepiej zatem żeby jako katolik/katoliczka siedziało w placówce opiekuńczo – wychowawczej. Taki kwestii można byłoby mnożyć.
Co do projektu ustawy Zbigniewa Szeryfa Ziobro to chcę jasno powiedzieć, że w Polsce zamiast kolejki LGBT po dzieci z pieczy zastępczej jest lęk przed odebraniem dzieci ich biologicznym matkom. Dlaczego? To pokłosie głośnych spraw sądowych i homofobicznych wyroków. Tęczowe rodziny w Polsce, a jest ich minimum 50 tysięcy są pochowane, bo Polska wg badań jest najbardziej homofobicznym krajem w UE, bo cały czas słyszymy o przemocy wobec LGBT+, bo duża część Polski ogłosiła się, jak za czasów nazistowskich w stosunku do Żydów, strefą wolną od LGBT. Wg badań CBOS tylko niespełna co czwarty Polak i Polka uważa lesbijkę, która urodziła dziecko za rodzinę, w przypadku związku partnerskiego jest to 14%! To jest rzeczywistość polskich rodzin z wyboru (inna nazwa na tęczowe rodziny). To jest „troska” Polski o dzieci, które skazujemy na „tylko nie mów nikomu”, żyj w strachu, z ciągłej zmowie milczenia, bo jeśli się „przyznasz” do dwóch matek będziesz koleżeńsko skończony, a siostra zakonna podczas religii każe się dzieciom za ciebie modlić (autentyczna historia). I znów można byłoby długo wymieniać przypadki opresji religijnej, łamania praw człowieka i braku elementarnego szacunku dla najmłodszych. Gdybyśmy w Polsce mieli na uwadze dobro dziecka to przynajmniej rozwiązalibyśmy problem adopcji wewnętrznej. Chodzi o to żeby mąż / żona czy partner/ partnerka biologicznego rodzica mógł przysposobić wychowywane przez siebie dziecko. Takie adopcje, poprzez tzw. Uznanie więzi dziecka z rodzicem są niekwestionowane np. we Włoszech i innych krajach UE gdzie jeszcze nie ma adopcji zewnętrznej i równości małżeńskiej. W Polsce drugi wychowujący rodzic pozostaje w świetle prawa osobą dla dziecka obcą. Nie muszę mówić, bo wie to każdy rodzic, że w szpitalu, przychodni, przedszkolu, urzędzie i w każdej oficjalnej sytuacji albo nie jest się obsłużonym albo trzeba się gęsto tłumaczyć i pisać pisma upoważniające do najprostszych czynności.
Projekt ustawy Ziobry jest oczywiście reakcją na upominanie się Unii o prawa człowieka oraz jakąś przedziwną strategią na zyskiwanie pozycji władzy w coraz bardziej chwiejnym zjednoczeniu prawicy. Koszty tych działań są jednak dla zwykłych dzieci i ich rodzin bardzo wysokie.
To jest część szerszego zjawiska polegającego na całkowitym ignorowaniu obywateli, ich praw i potrzeb. Wszystkie, dosłownie wszystkie działania władzy wynikają z kalkulacji politycznych, nawet w takich przypadkach jak sprawy rodzinne najważniejsze dla nich jest utrzymanie władzy, a nie dobro dziecka, czy rodziny. Pytanie, czy to przypadkiem nie jest jakiś trend, który pojawił się na długo przed PiS. I czy przypadkiem polskie społeczeństwo samo nie dało przyzwolenia na takie traktowanie samego siebie.
Jest moim zdaniem promyk nadziei w tym, że pisowska redystrybucja dochodów, która sama w sobie była postępowym działaniem, przemieni postawy beneficjentów 500+ z bezwarunkowego poparcia w oczekiwanie zaspokojenia ich potrzeb na wyższym już poziomie piramidy Maslowa. To będzie oznaczało, jak można sądzić, koniec katolicko-nacjonalistycznych rządów w Polsce ale też koniec dotychczasowego sposobu uprawiania polityki w Polsce, czyli traktowania wyborców jak idiotów (skądinąd dotychczas uzasadnionego).
Pogląd, że po zaspokojeniu potrzeb podstawowych ( w/g Maslova) zaowocuje takim rozbudzeniem w sferze tych z wierzchołka piramidy, że wywróci to dotychczasowy układ rządzący może ale nie musi być prawdziwy. Nawet jeżeli tak, to ile czasu musi upłynąć aby tak się stało – ta władza rozda każde nie swoje pieniądze a te unijne w szczególności aby kupić swój elektorat. Chichotem historii jest to, ze to prezes otrzyma od Unii, której nie lubi, olbrzymie pieniądze i będzie mógł dawać komu będzie chciał i ile będzie chciał.
Co do końca dotychczasowego sposobu uprawiania polityki to raz jeszcze włączę starą płytę – to stanie się wtedy gdy najważniejsze, strategiczne decyzję będą podejmowane przez AI – tak będzie ale to w perspektywie 30 lat, nie wcześniej
Dlatego wspomniałem o promyku nadziei. Moje chciejstwo się włączyło, bo bardzo chciałbym tego dożyc 🙂
Swoją drogą Kaczyński u władzy jest w interesie Niemiec, a one maja decydujący głos w kwestii podziału unijnych pieniędzy. Polska się nie rozwija w kierunku silnego, samodzielnego państwa wysokich technologii, więc w dalszej perspektywie nie zagraża Niemcom, Polacy są trzymani za pysk, a polska gospodarka jeszcze bardziej uzależnia się od niemieckiej.
Ten niemiecki wątek, mimo że kuszący, nie jest wart podnoszenia. To nie Niemcy decydują o tym w co inwestować nasze pieniądze, czy na kolejne transze socjalu do wiernego (do czasu, do czasu) elektoratu czy w rozwój inowacyjnych gałęzi i rozwój nauki. To nasze władze tak postrzegają świat i ludzi. Niemcy nie wybierają polskiego rządu, robimy to sami. Myślenie w kategoriach światowego spisku to jałowe zajęcie, tak myślę
pozdrawiam serdecznie
ZS
Chylę czoła ale ja nie jestem spiskowy. Wyciągam wnioski z tego co obserwuję. Niemcy uparły się na NSII i będą go miały, pomimo desperacji kilku ich wschodnich sąsiadów i wbrew interesom USA, które nawet wprowadziły sankcje. Nie pomogło. Można odnieść wrażenie, że coś, co nie jest korzystne dla Polski musi być korzystne dla Niemiec. W moim poprzednim poście pozwoiłem sobie na spontaniczne poszukanie owych hipotetycznych korzyści. Podniosłem „niemiecki wątek” (jaka wdzięczna nazwa i rzeczywiście kusząca :)) tylko ze względu na kluczowe znaczenie Niemiec w decyzjach o rozdziale pieniędzy unijnych. Równie serdecznie pozdrawiam.
Jestem ostatni by uwierzyć, ze minister(niestety) Ziobro robi coś w trosce o los dzieci, taki naiwny to ja nie jestem.
Dzięki za precyzyjne przedstawienie problemu, człowiek do śmierci się uczy a i tak głupi umiera.
Macierewicz to nie idiota. To jest były agent bezpieki, świetnie wyszkolony w technikach dezinformacji i propagandy. Ma facet naturalny talent, który rozwinął najpierw w służbie SB, a potem w sojuszu z Rosjanami.