Jacek Pałasiński: Drugi obieg (346)13 min czytania

()

05.07.2022

.

1.

6 lipca 2000 roku to był diabelnie upalny dzień, żar lał się z nieba, a na cmentarzu nie wypadało być w stroju plażowym. Chowano dwa dni wcześniej zmarłego Gustawa Herlinga Grudzińskiego. Ten cmentarz przekracza wszelkie polskie wyobrażenia o cmentarzach. To monumentalna nekropolia, pełna pysznych kaplic rodzinnych, przypominających wysokie, wąskie domy. Ale sporo jest tam też budynków wielopiętrowych, dla całych klanów. Wygląda jak miasto w mieście. Jest część dolna, płaska, otoczona kolumnadą z grobami „po amerykańsku”: na dziedzińcu nad ziemię wystają tylko tablice, w mur, okolony kolumnowym podcieniem wmurowane są lokula: podłużne pomieszczenia na trumny. Dalej, za okazałym portykiem, teren zaczyna się wspinać, ale rosnące obficie, wiekowe pinie dają trochę cienia.

Cmentarz monumentalny na Poggioreale w Neapolu. Miejsce spoczynku Gustawa Helinga Grudzińskiego, jego teścia, wielkiego filozofa Benedetto Croce i założycielki rodu Croce – Aldy. Te wszystkie „wieżowce” widoczne na zdjęciu, to też miejsca wiecznego spoczynku dostojnych Neapolitańczyków.

Był premier Buzek razem z jego „wynalazcą” Marianem Krzaklewskim – byli akurat z pielgrzymką u papieża. Z Warszawy specjalnie przyleciał profesor – minister SZ wówczas – Władysław Bartoszewski, był mały tłumek polsko-neapolitański, około 100 osób.

Byłem i ja, zasmucony, bom się z GHG znał i lubił.

Kaplica – grób rodziny Croce, w którą GHG był wżeniony. D.O. bywał wielokrotnie w domu pisarza, kiedy jeszcze w budynku tym mieścił się konsulat Niemiec.

Wiedziałem, że koniec jest bliski. Kiedy poprosiłem go o napisanie wstępu, czy choćby rekomendacji do mojej książki, pan Gustaw wyznał mu to: „zostało mi kilka tygodni, może miesiąc”.

Miał trudny charakter, ale nigdy dla mnie. Teraz trwa głupia, plotkarska, małostkowa dyskusja, czy wielkim ludziom więcej wolno. Och, GHG byłby znacznie wdzięczniejszym tematem do podobnych kanapowych rozważań, bo tzw. charakteru miał na sprzedaż. Ale już starożytni zastanawiali się, czy poecie wolno bić żonę (to synekdocha, nie sugeruję, że GHG to robił). Ale potrafił być tyranem, milczkiem, potrafił wymóc na otoczeniu swoje reguły.

Zabrał mnie kiedyś do Francji, do Masons-Lafitte, na spotkanie z Jerzym Giedroyciem. Opisałem to spotkanie – przeżyłem je głęboko – w „Najpiękniejszych słowach”.

Ale to już była przeszłość. W erupcji swego charakteru i poglądów zerwał z Giedroyciem, zerwał niemal ze wszystkimi. Nie akceptował ludzi, którzy akceptowali współczesną Polskę, z tymi granicami, z tą intelektualną marnością, tą polityczną, wyjałowioną pustynią.

I prawie przypadkiem natknąłem się na niego w Warszawie, podczas jego pierwszego od 1939 r. pobytu. Też to opisywałem, ale przypomnę. Mieszkałem w Rzymie i byłem w Warszawie na wakacjach. Przypadkiem dowiedziałem się, że GHG ma spotkanie z czytelnikami w „Czytelniku”, więc się wybrałem. Miało się ku wieczorowi. Po spotkaniu goście zaczęli się rozchodzić, stała jeszcze mała kolejka łowców autografów. Widziałem, że coś z nim nie tak, nie czuł się pewnie. Nagle zobaczył mnie w końcu sali i wbił we mnie wzrok. Podszedł w końcu bardziej przyjacielski niż zwykle. Zależało mu na moim towarzystwie. Przyjechał do miasta, które nazywało się „Warszawa”, ale była zupełnie innym miastem, niż to, które opuszczał. Miałem niemal namacalne wrażenie, że to rozchwiało mu psychikę. A ja byłem jakimś kawałkiem Włoch, które były mu bardziej przyjazne i mniej obce, niż miasto, o którym tyle razy śnił.

I teraz stałem na cmentarzu monumentalnym Poggio Reale w Neapolu, ociekając potem, jak i wszyscy inni obecni, oszołomiony niewiarygodnym przepychem tego miejsca, wsłuchując się w przemówienia.

Och, jakże przydałby się wtedy dobry literat! Tylko profesor Bartoszewski mówił jakoś od serca, ale, jak to on, improwizował. A ja miałem poczucie, że nad trumną zmarłego pisarza powinny były paść słowa wielkie i patetyczne. Jemu Kongenialne.

Bo w wielkiej Domenie Słowa słów jest nieskończenie wiele. Ale oblekać w nie myśli ważne, to boski przywilej nielicznych.

2.

Ciekawe, jak się czują dziś ci wszyscy „redaktorzy”, którzy wieszczyli dymisję papieża Franciszka?

Bo go kolano boli, bo jedzie do l’Aquili. A w tej Aquili, stolicy Abruzji, schronił się przecież Celestyn V, pierwszy papież, który zrezygnował z tronu piotrowego i powrócił do samotnego życia monastycznego, przekonany, że bardziej zbliży go to do Boga.

I co oni zrobią, ci redaktorzy? Nie ma już potwora z Loch Ness, a i papież nie podaje się do dymisji… Uciągną do kolejnej wojny na samym księciu Harrym?

Już raz papież powiedział biskupom brazylijskimi, że nawet mu przez myśl to nie przeszło, ale znaliśmy tę wersję tylko z ust światków. Teraz powiedział to expressis verbis Philowi Pulelli z Reutera (https://www.reuters.com/…/exclusive-pope-francis…/). Swoją drogą, teraz na wyścigi Phila wszyscy chcą nazywać „nestorem watykanistów”. A D.O. zachował pod powiekami obraz młodego, energicznego Amerykanina, tak przebiegłego w tym dziwnym środowisku, że aż trochę manipulatora, któremu zdarzało się też być „chłopcem na posyłki” – kiedy papież nie chciał czegoś powiedzieć osobiście, Phil zgadzał się podawać newsa „z wysoko postawionych kół watykańskich”. Raz to środowisko było na niego naprawdę złe: byliśmy w Kazachstanie, kiedy USA dokonały inwazji na Afganistan. Czekano na reakcję JPII. Mijały godziny i nic. I o drugiej w nocy, wezwano Phila z hotelu do nuncjatury, gdzie Sodano podyktował mu pokrętny komunikat, niby wywiad. Tak pokrętny, że niewprawnym trudno było się zorientować, czy papież jest „za”, czy „przeciw” inwazji.

Tak trochę D.O. podejrzewa, że i tym razem odbyła się podobna operacja: za dużo było tych plotek o dymisji Franciszka, a ponieważ, gdy kota nie ma myszy w domu harcują, więc by te harce myszy w sutannach powstrzymać, papież znowu wezwał Phila.

Jak było, tak było, to drugorzędne.

Ważne jest, by myśleć własnym rozumem, a nie „redaktorów”, rozpaczliwie szukających newsa w sezonie ogórkowym. Odkąd potwór z Loch Ness utonął, chwytają się wszystkiego, nawet papieża. D.O. stara się w tych sprawach zachować rozsądek, wynikający z doświadczenia i logiki.

Tak przy okazji, w tym samym wywiadzie Franciszek powiedział, że chciałby pojechać do Kijowa, lecz parę razy powtórzył, że wcześniej chciałby pojechać do Moskwy, „jeśli tylko Putin da małe okienko”.

Znaczy nikt mu jeszcze nie zdołał wytłumaczyć, co tam w Moskwie naprawdę się dzieje? Znaczy nadal mu NATO szczeka?

Ponadto żaden jeszcze papież do Moskwy nie pojechał; kiedy to się przydarzy, będzie to historyczne wydarzenie i znak, że czasy się zmieniły i Rosja też. Ale czasy się nie zmieniły, a Rosja tak: na gorsze.

Mimo wszystko Kijów ponowił dla papieża Franciszka zaproszenie.

3.

Tymczasem rosyjscy kosmonauci świętują zdobycie ukraińskiego regionu Ługańska. Oleg Artemyjew, Denis Matiwijew i Sergey Korsakow zapozowali z flagą tej operetkowej, choć bardzo krwawej rosyjskiej zdobyczy. Dolecieli do Międzynarodowej Stacji Kosmicznej 19 marca i już wtedy zabrali ze sobą te flagi i proporce, w przewidywaniu zwycięstwa nad prawowitymi gospodarzami obwodu Ługańskiego. Długo musieli czekać, chyba trochę wypłowiały.

Rosjanin nawet wystrzelony w kosmos pozostaje zaborcą…

4.

Może radość popsuło im zdjęcie Wyspy Wężów, nad którą znów załopotała ukraińska flaga.

Niewielka to pociecha, ale zawsze pociecha.

5.

Przedsmak tego, co może nas czekać już niebawem daje nam Śri Lanka: paliwa nie ma i nie będzie. Rozruchy uliczne sprzed kilku tygodni stłumione, ale stoi wszystko, wszystkie tuk-tuki, minibusy i autobusy, wożące turystów do rajskich kurortów. Zamknięto szkoły, dla karetek zostało benzyny na kilka dni, chroni jej wojsko. Na zakupy ropy nie ma pieniędzy. Minister energii zaapelował z Colombo do emigrantów lankijskich o przesyłanie pieniędzy domu za pośrednictwem banków, by rząd mógł sfinansować nowe zakupy ropy.

Dramatyczna sytuacja w turystycznym raju. Nie ma paliwa. Jak nie ma paliwa, to nie ma prądu, nie ma jedzenia, w wielu miejscach nie ma wody.
I nie ma pieniędzy na kupno paliwa od producentów. Co prawda Rosja sprzedaje je tanio, a i Iran obniżył ceny, by sprostać rosyjskiej konkurencji, ale covid niemal zamordował lankijski przemysł turystyczny, jedno ze źródeł dochodu tego pięknego, choć skomplikowanego i wcale nie spokojnego kraju.

Sprawa jest tym poważniejsza, że inflacja poszybowała w górę w niewiarygodnym tempie: praktycznie podwaja się co tydzień. W czerwcu wynosiła 54,6%, czyli nawet więcej niż w Szajkowie. Inflacja „żywnościowa” przekroczyła w czerwcu 80%. W ciągu roku ryż podrożał ze 145 lankijskich rupii za kg do 230. Warzywa są droższe dwukrotnie.

No, ale jest zasadnicza różnica, między sytuacją Europy, a Śri Lanki: tam nie potrzeba ogrzewania.

6.

18 osób zginęło, a 243 zostało rannych podczas zamieszek w autonomicznej prowincji Uzbekistanu Karakalpakstan w związku z planami ograniczenia jej autonomii, poinformowały władze Uzbekistanu. Pod wpływem protestów prezydent Szawkat Mirzijojew zrezygnował z planów zmiany artykułów konstytucji dotyczących autonomii Karakalpakstanu i jego prawa do secesji.

Googlowe tłumaczenie czołówki uzbeckiego portalu informacyjnego „Kun” po zamieszkach w stolicy prowincji Karakalpakstan – Nukusie. Pan prezydent wpadł na pomysł, by prowincji tej odebrać gwarantowane w Konstytucji autonomię i prawo do secesji.

Uzbekistan jest ściśle kontrolowaną byłą republiką radziecką, w której rząd zdecydowanie ogranicza wszelkie formy sprzeciwu. Był to drugi wybuch niepokojów w Azji Środkowej w tym roku, po tym, jak Kazachstan stłumił masowe protesty w styczniu, a Rosja i inne byłe republiki sowieckie wysłały oddziały, aby pomóc przywrócić porządek. (https://www.theguardian.com/…/uzbekistan-regional-state…)

Prowincja Karakalpakstan najbardziej wysunięta na zachód część Uzbekistanu, miejsce starć z policją i wojskiem, gdy prezydent Mirzijojew chciał zmienić Konstytucję, by odebrać tej prowincji autonomię i prawo do oderwania się od Uzbekistanu.
Mail druha Dworczyka do Ciula Krzywomordego, o tym, jak to uzgodnił trzy wyroki ze znaną kucharką. Czy D.O. musi to komentować? Nie ma siły. Wyręczcie go, P.T. Czytelnicy!
https://tvn24.pl/…/afera-mailowa-michal-dworczyk-mial…
Och, D.O. bardzo by się ucieszył, gdyby ten uśmieszek zmyto z twarzy tego…
Na tych z kolejnego zdjęcia może przyjdzie kryska. A na takich jak on?
„Prokuratorzy, którzy powinni stać na straży prawa, świadomie je łamali, by dopaść znanego adwokata Romana Giertycha. Sąd nakazuje wszcząć śledztwo, uzasadnienie brzmi jak gotowy akt oskarżenia.
Polecenie wszczęcia śledztwa wydał prokuraturze sędzia Marcin Krakowiak z sądu rejonowego na warszawskiej Pradze. W uzasadnieniu wymienia nazwiska pięciorga prokuratorów, którzy świadomie łamali prawo w sprawie Romana Giertycha. To wierni żołnierze prokuratora generalnego Zbigniewa Ziobry.
Uprawnienia przekroczyli: Marcin Jędruszczak, Anna Kijak-Głęboczyk i Jacek Motawski z prokuratury w Poznaniu, Jerzy Ziarkiewicz z Lublina oraz Marek Gołębiewski z Prokuratury Krajowej. Sąd opisuje pięć przestępstw popełnionych przez prokuratorów”.
(https://poznan.wyborcza.pl/…/7,36001,28652426,polowanie…)
Czyżby i na nich kryska? Nieeee… OK, a prześwietlić, co robią z pieniędzmi? Jak w Niemczech? Szara strefa, prawnie usankcjonowana. A szare strefy, to już nie zaproszenie, to wezwanie do malwersacji.
Tyle śmierci dookoła… Ale te przy pracy, te wymuszone nieludzkimi jej warunkami, są najgorsze. Bo są do uniknięcia.
Wystarczy trochę empatii, trochę szacunku dla bliźniego.
W pełni podzielam opinię Jacka Żakowskiego, że lincz jest gorszy niż mobbing. Ale od mobbingu jeszcze gorsze są zabójstwa bezlitosnych pracodawców.
Ponieważ nie każdy pracodawca jest dobrym i współczującym człowiekiem, to tych właśnie powinno do współczucia zmusić państwo. Związki zawodowe. Inspekcja pracy. I kary. Ale takie, żeby bolało.

.

Jacek Pałasiński

„Drugi obieg” jest publikowany przez Autora na Facebooku. „Studio” udostępnia te teksty Czytelnikom – niekiedy z niewielkimi skrótami w stosunku do oryginału.

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.