26.07.2022
Media nasze ojczyźniane donoszą nam od rana, że gensek PiS-u powiedział w Poznaniu, iż w Kórniku były „Rozwrzeszczane grupy ludzi, którzy naprawdę upadli bardzo nisko, biorąc pod uwagę ich język, ich agresję, ich twarze. Te twarze, te zachowania, które przenoszą się także w inne miejsce, może nie aż w tak drastycznym wydaniu, ale nawet i parlament nie jest od tego wolny”.
Setki razy porównywano Jarosława Kaczyńskiego do Władysława Gomułki. Teraz jednak zbliżył się do swojego prototypu w kabaretowym stylu. Gomułka umarł w 1982 roku, więc dla tych, którzy urodzili się już po jego śmierci nic te porównania nie znaczą. Staruszkowie i owszem, mogą pamiętać pierwszego sekretarza PZPR jak kompletnie zapluty wrzeszczał z trybuny o „człowieku o moralności alfonsa”. Na myśli miał ten długoletni władca ludowej Polski autora poematu Towarzysz Szmaciak, w którym prezentował bohaterów polskiej sceny politycznej – Szmaciaka, Buca i Rurkę, zaś satyryczny poemat w nieco jarmarcznym stylu zaczyna się tak:
Straszny miał dzień towarzysz Szmaciak.
Ach, wprost odchodził od rozumu,
kiedy uciekać musiał w gaciach
ścigany wyzwiskami tłumu.
Prawdę mówiąc, towarzysz Gomułka tak okrutnie zdenerwował się na Janusza Szpotańskiego za operę „Cisi i gęgacze” i za tę to operę Szpotański skazany został w 1968 na trzy lata więzienia „za rozpowszechnianie informacji szkodliwych dla interesów państwa”. „Towarzysz Szmaciak” powstał już pod koniec dekady Gierka, ale to drobny szczegół. Ważne, że nasz ojciec narodu, obywatel Kaczyński, trzyma się tradycji, a nawet ją wzmacnia.
Związany z Pcimiem Szmaciak był mocnym ramieniem władzy. I nakopać umiał komu trzeba, i świnię podłożyć, i zadbać o właściwą alokację funduszy publicznych, żeby do swoich trafiły. Dumę też posiadał z tytułu dobrze wykonanej roboty.
A jak umieli my dla władzy
wpoić tu posłuch, respekt, miłość!
Do czerwca bieżącego roku
żadnych warchołów tu nie było!
Szmaciak jest nie tylko stróżem prawa i porządku, ale operatorem nowego ładu, więc kiedy przyszła pora na zagospodarowanie nadmiaru blachy, przestawia produkcję obręczy do kół na medaliki i krzyżyki, bo tu będzie popyt nieograniczony. Szmaciak wie, kogo trzeba łomem załatwić, kogo wsadzić za kratki w majestacie władzy, a kogo jarzębiakiem ugościć w wiadomej sprawie. Szmaciak bowiem: „chce władzy nie dla śmichu/lecz dla bogactwa, dla przepychu”.
Poezji wielkiej w poemacie o Szmaciaku nie szukaj, wszelako obserwacji ponadczasowych jest owszem całkiem sporo. Napisany czterdzieści pięć lat temu poemat nadal nieźle rzeczywistość naszej Najjaśniejszej pokazuje i objaśnia, dlaczego Szmaciak z Bucem tak głośno „Jeszcze Polska” śpiewają. Patrząc na zdjęcie obywatela Kaczyńskiego wysiadającego z limuzyny i na towarzyszące mu postaci mam dziwne wrażenie, że już ich kiedyś widziałem i to na żywo, a nie tylko w literackich obrazach.
Pod doniesieniem o Kaczyńskim w Poznaniu zdjęcie z Kanady z papieżem Franciszkiem w jednych szatach na klęczkach przed wodzem Indian w innych gustownych szatach i z pióropuszem na głowie jak Pan Bóg przykazał.
Przepraszał Franciszek za nie swoje grzechy, bo za jego własne inni będą przepraszać. Prawdę mówiąc, brakowało mi troszkę zdjęcia z dokumentacją, jaką limuzyną wódz Indian na spotkanie z wodzem katolików przyjechał, ale przerwałem studia nad świeżymi doniesieniami i powróciłem myślami do czytanej w nocy książki poznańskiego literata, Ryszarda Ćwirleja, którego kryminał Zaśpiewaj mi kołysankę pokazuje nam Poznań z maja 1922 roku. Świetnie pokazuje i strasznie. Sto lat temu w świeżo odzyskanej niepodległości Szmaciaków i Buców nie brakowało. Książka pisana żywym językiem, pełna soczystej poznańskiej gwary, więc obcujemy z szkiełami, bejmami, girami i gemylą, kajzerki w tytce i kejter za bramą. Na łajdactwo możnych lud reaguje mówiąc, że nie jest glapami futrowany i za pomocą złodziejstwa i cwaniactwa próbuje wyjść na swoje. Świetnie napisany kryminał, autor socjolog i dziennikarz z wyborną znajomością języka poznańskiej ulicy i realiów tamtych czasów. Ciarki po plecach przechodzą, a już w zestawie z napisem nad trybuną, na której Jarosław K. niemal powtarzał słowa Gomułki, to już całkiem człowiekowi niedobrze.

Andrzej Koraszewski
Publicysta i pisarz ekonomiczno-społeczny.
Ur. 26 marca 1940 w Szymbarku, były dziennikarz BBC, wiceszef polskiej sekcji BBC, i publicysta paryskiej „Kultury”. Więcej w Wikipedii.

To, że powtarzał słowa Gomułki wcale mnie nie dziwi. Przecież wychowywał się za jego czasów, a jego związki z ówczesną opozycją demokratyczną były więcej niż znikome. Stąd więc brak zainteresowania jego osobą ze strony wiadomych służb.
To oczywiste, że jeżeli ktoś protestuje przeciw JK to ludzie, którzy upadli bardzo nisko, także w parlamencie. Ciekawe, że ten szkodnik pokazuje ogółowi dobre samopoczucie, kiedy portki ma najwyraźniej corz bardziej pełne męstwa. Już Gomułka był anachroniczny i spóźniony a JK jest jak wyjęty z naftaliny. Gdyby ktoś go gumą po plecach przejechał to na sali zapadłyby egipskie ciemności z powodu tumanów 300-letniego kurzu które wybuchłyby z onego marynarki. Z naciskiem na „tumanów”. Swoją drogą ten osobnik w pierwszej kwarcie XXI wieku nie jest nawet anachronizmem; jest skamieliną, dla niektórych – „zbafcom”. Fenomen socjologiczny jakim jest JK i rzesze cynocznych cwaniaków wokół niego, ale przede wszystkim ich wyborcy, jeszcze długo będzie rozstrząsany w naukach społecznych i obawiam sie, że bez większego powodzenia. Dzieje głupoty i zidiocenia zyskały nowe pokłady badawcze.
Generalnie się zgadzam. Wyjątkiem ostatnia część wypowiedzi.
Przypuszczam, że socjologia już dawno temu przebadała temu podobne przypadki – ludzi wierzących w geniusz tego, który ich wykorzystuje w zamian dając poczucie wyższości.
Będzie to tylko kolejny rozdział o potrzebie posiafania „underdoga”, czyli kogoś, kto jest niżej w hierarchii.
To się przejawia choćby w w cyklu przemocowym: Szef opieprzył pracownika, więc ten wylewa w domu frustracje na małżonce, ta z kolei odreagowuje na dziecku, które potem w szkole dręczy słabsze dzieci.
Nikt nie chce być na dnie.
Podobno przeciw zniesieniu niewolnictwa byli w głównej mierze nie tylko wielcy posiadacze (czy w starożytności, czy w epoce nowożytnej), ale też najbiedniejszy plebs.
Mógł taki przymierać głodem i chodzić odziany w łachmany, ale i tak miał poczucie, że jest lepszy niż niewolnik.
Także w Polsce zagrodowa szlachta „gołota” karmiła raczej swoje ego niż żołądek, ale czuła się lepsza niż w miarę dostatnio żyjący mieszczanie.
Także JK tłumaczący ludziom, że oni są dobrzy, prawi, słuszni – a ci inni, często ci, co się im powiodło, to „lewaccy zdrajcy”, zboczeńcy, obcy, co to jakieś świństwa typu „ośmiorniczki” żrą – nie tyle przywrócił im godność, co dał poczucie, że są istotniejsi.
Inna sprawa to warunki, w których rozbłysł Kaczyński. Fakt, że transformacja i zapatrzenie w neoliberalny kapitalizm sprawiły, że jakieś 50% społeczeństwa poczuło się tymi wykluczonymi z dobrobytu. Ci, co im się nie powiodło, traktowani byli z buta. Królowała „teoria skapywania”, według której większość może liczyć jedynie na to, że „pracowici, dobrzy ludzie” osiągną taki przepych, że ciemnogrodzianie, zasiłkobiorcy, łachmaniarzr i na tych okruszkach się pożywią.
.
Oczywiście grubo przerysowuję. Nie mniej jednak to były warunki, w których gwiazda JK mogła zabłysnąć.
.
Inna kwestia mnie bardziej interesuje – czy za 15 lat ludzie wielbiący „polskęzbawa” wyprą to? Czy podobnie, jak w przypadku Gomułki nagle okaże się, że milionowe tłumy krzyczące „Wiesław! i Polskęzbaw!” to nie oni, to tylko zwieziony aktyw partyjny, a oni, jeśli byli, to tylko po to, by rzucać jajkami.
Drobna korekta , PIS jest bardziej sektą , niż partią polityczną , ma swych wyznawców , a nie wyborców.
To oczywiste, że jeżeli ktoś protestuje przeciw JK to ludzie, którzy upadli bardzo nisko, także w parlamencie. Ciekawe, że ten szkodnik pokazuje ogółowi dobre samopoczucie, kiedy portki ma najwyraźniej corz bardziej pełne męstwa. Już Gomułka był anachroniczny i spóźniony a JK jest jak wyjęty z naftaliny. Gdyby ktoś go gumą po plecach przejechał to na sali zapadłyby egipskie ciemności z powodu tumanów 300-letniego kurzu, które wybuchłyby z onego marynarki. Z naciskiem na „tumanów”. Swoją drogą ten osobnik w pierwszej kwarcie XXI wieku nie jest nawet anachronizmem; jest skamieliną, dla niektórych – „zbafcom”. Fenomen socjologiczny jakim jest JK i rzesze cynicznych cwaniaków wokół niego, ale przede wszystkim ich wyznawcy oraz wyborcy, jeszcze długo będzie rozstrząsany w naukach społecznych i obawiam sie, że bez większego powodzenia. Dzieje głupoty i zidiocenia zyskały nowe pokłady badawcze.
Autorowi, a także kometatorom powyższego tekstu ku uwadzie (a także – przestrodze) polecam powyższy cytat autorstwa innego wodza opatrznościowego, który również za swą misję dziejową uznał podniesienie narodu z kolan (z rezultatem, niestety, katastrofalnym): „Ludzie często śmiali się z moich przewidywań. Jednak większość tych prześmiewców dziś już się nie śmieje, a niebawem odechce się też śmiechu i pozostałym.” Kto jest autorem owego tekstu pozostawiam domyślności Czytelników.