29.10.2022

Każda wieś ma co roku fundusz sołecki. Czyli kasę, którą mieszkańcy mogą wydać na co chcą w ramach prawa (drobne ograniczenia są – np. nie można wydać na pomalowanie ścian paskudnie wyglądającego budynku w środku wsi – bo budynek własnością prywatną). Ten fundusz jest całkiem solidny – u nas w Najdymowie to ok. 30 000 PLN na rok.
Z tego funduszu zbudowaliśmy między innymi plac zabaw dla dzieci, siłownię plenerową czy też kupiliśmy kolejny traktorek do koszenia trawy (stary się rozleciał a koszenia placu zabaw, boiska itd. jest naprawdę sporo).
Aby te pieniądze wydać, to trzeba każdy wydatek przegłosować na zebraniu wiejskim.
Demokracja i bardziej niż serio. Nie są to łatwe boje i dyskusje. Ale prawdziwe do bólu. I odniosłem sukces demokratyczny w głosowaniu. Po paru latach „walki”.
Po pierwsze zakupiliśmy i posadziliśmy samodzielnie (ja wykopałem 17 dołów) 50 sadzonek drzew owocowych (śliwki, jabłka, gruszki, morele, wiśnie – cholerna i kochane szpaki itd.) w naszej wsi (na terenach formalnie należących do naszej gminy – bo tylko tam nam wolno). Wzdłuż drogi przechodzącej przez naszą wieś.
Czułem się (kopiąc) super, bo parę lat przekonywałem do hasła „Kwitnąca wieś” czy też „Owocowa wieś” i się udało. Wyobrażałem sobie, jak za kilka lat te drzewa urosną, zakwitną i każdy, kto chce będzie mógł nazrywać sobie owoców do woli. I stało się (na początek pierwsze 50). Będzie więcej, bo ludzie się przekonają.
Po drugie: mamy w środku wsi taką starą ręczną pompę. Nie działała od lat. Też próbowałem przekonać do jej remontu. Nie było łatwo.
I udało się. Kluczowym argumentem było (a w całej wsi mamy wodę z wodociągu miejskiego i kanalizację też): „A jak – wojna w Ukrainie – zabraknie prądu, to skąd weźmiemy wodę?”
I udało się.
Pompa wyremontowana i działa. Daje wspaniałą, czystą i smaczną wodę.
No tak…trzeba pompować ręcznie… (mieszczuchy).
Oprócz tych powyższych sukcesów najlepsze jest to, że w naszej wsi jest więcej niż równouprawnienie płci.
Od lat Sołtysem („Sołtysiną” ?) jest kobieta. Już druga z kolei. Obie działały i działają fantastycznie. Żadnemu facetowi tak by się nie chciało. Serio.
P.S: W naszej wsi (obwodzie wyborczym) PiS przegrywa. Może nie tak bardzo, jak bym chciał, ale miło.
P.S II: A o tym, że zajęliśmy jako wieś w ciągu ostatnich 3 lat I a potem II miejsce w Gminnym Konkursie na Wieniec Dożynkowy to nie ma co mówić. Bo to była tylko kilkutygodniowa wielka i mozolna praca naszych Utalentowanych Kobiet. Chwała im za to.
P.S. III: Ponieważ ten fundusz sołecki jest przyzwoity, to powstaje kolejny problem. Serio. Na co wydać w kolejnych latach?
U nas mamy to wszystko, co było oczywiste (patrz wyżej).
Mamy o tyle wygodnie, że jeszcze zagospodarujemy naszą plażę (mieszkamy nad dużym jeziorem Dadaj) itd. Świetlica wiejska też odnowiona, namiot na święto wsi kupiony, skromne, ale silne nagłośnienie też….
Ale co dalej? Za rok, dwa, trzy… Drzewka owocowe kosztują mało a kasa będzie. Są jakieś pomysły/podpowiedzi?
Poproszę ….
P.S. IV: I moja przyśpiewka ludowa, którą nucę pod nosem, robiąc wszystko na polu:
„Jeszcze parę rzeczy
Jeszcze parę rzeczy
Zanim Mąż Mej Żony
Całkiem się rozleci”
Uściski dla Was.

Tak się złożyło że czytałem ten tekst, słuchając o poranku „słowiańskich tańców” Dworzaka.
I poskładało mi się nagle, że jako fragment większej całości, pasowałoby jako jeden z głosów w „Salonie Warszawskim” (Mickiewicz – „Dziady”) .
Bo my, Sławianie, lubim sielanki.