20.04.2026
Nie minipaństwa, jak Lichtenstein czy San Marino, z którymi nawet reprezentacja Polski w piłce nożnej potrafi wygrać 5 czy 6 do 0. Jednak są to państwa małe, nie średnie, tak pod względem liczby ludności, jak i terytorium, ale o dużym rezonansie w świecie.
Pierwsze to Węgry. Zwycięstwo wyborcze demokratycznej opozycji i odsunięcie od władzy Orbana poruszyło światową opinię. Wprawdzie wcześniej, w 2023 roku coś podobnego w starciu z autorytaryzmem udało się Polsce, ale w mniejszej skali, bez niezbędnej większości do odrzucenia rutynowego weta prezydenta, strażnika interesów obozu prawicy i jej ideologii. Węgrom udało się znaczniej: uzyskali większość konstytucyjną umożliwiającą przecinanie zasieków pozostawionych przez Orbana i lepszą perspektywę na realizację swojego programu, tak dokuczliwie blokowanego w przypadku Polski.
Reperkusje wydarzeń nad Dunajem mogą być znaczne. Uzasadnione staje się pytanie o atrakcyjność dla innych krajów modelu MAGA tak nachalnie promowanego przez Trumpa i Vance’a w Budapeszcie w przeddzień wyborów. Nie pomogło, co może innych skłonić do myślenia, chociaż tu i ówdzie nie można wykluczyć trumpowskiej recydywy.
Lepiej wyglądają natomiast sprawy unijne, zwłaszcza perspektywa udzielenia kredytu Ukrainie i sankcyjnej polityki w stosunku do Rosji. Poprawią się też stosunki węgiersko – polskie.
Nowej władzy nie będzie łatwo, bo o swoje interesy zadba oligarchia finansowa utworzona przez Orbana i zależność energetyczna Węgier od Rosji. Ale w szerszej skali jest szansa na ożywienie środowisk demokratycznych, przezwyciężenie ich pasywności, a niekiedy defetyzmu i wzmocnienie przekonania o możliwości zatrzymania prawicowo-populistycznej ofensywy.
Drugi taki mały kraj to Kuba, o której po ponawianych groźbach Trumpa zrobiło się w świecie głośno. Embargo i napięcie w amerykańsko – kubańskich stosunkach jest czymś stałym, chociaż zmienia się jego natężenie, które teraz znowu osiągnęło niebezpieczny poziom. Z Waszyngtonu słychać zapowiedź, że „coś z tym trzeba zrobić”. Jednak Kuba znacznie różni się od Wenezueli. Rozwiązanie konfliktu przez porwanie przywódcy nic by nie dało, bowiem nie ma teraz w Hawanie charyzmatycznego szefa w rodzaju Fidela Castro, którego usunięcie wstrząsnęło by strukturą państwa, a ponadto taka operacja jest w tym kraju mało realna. Kuba jest warownią, z uzbrojoną ludnością, uwrażliwioną na obronę swej niepodległości. Jakaś inwazja jest nie do pomyślenia bez apokaliptycznej wizji jej całkowitego zniszczenia, a taką ewentualność trzeba raczej wykluczyć.
Nie bez znaczenia jest tradycyjna solidarność Ameryki Łacińskiej z Kubą i jej specjalne, utrwalone związki z Hiszpanią, które przetrwały próbę czasu niezależnie od różnic ustrojowych. Tę sytuację dobrze odzwierciedla deklaracja solidarności z Kubą trzech kluczowych dla regionu państw: Meksyku, Brazylii i Hiszpanii opublikowana co dopiero w odpowiedzi na pogróżki Trumpa, dla którego nie jest to chyba bez znaczenia w kontekście polityki zmierzającej do utrwalenia wpływów USA w tym regionie.
Pozostaje zatem stosowana przez Trumpa taktyka presji i równoczesnych rozmów, które rzeczywiście, po raz pierwszy od dłuższego czasu z Kubą, mają miejsce. Jak wynika z prasowych informacji, żądania Waszyngtonu dotyczą zwolnienia więźniów politycznych, demokratyzacji ustroju i odszkodowań za znacjonalizowane amerykańskie mienie. Z doświadczenia wynika, że kluczowe jest to ostatnie: tam jest geneza embarga i wrogości wobec Kuby, i to jest najczęstsza przyczyna amerykańskich interwencji.
Ze strony Kuby też pojawiły się ostatnio znaczące sygnały: zwolniono grupę więźniów politycznych i potwierdzono gotowość do negocjacji. Na organizowaną w Warszawie konferencję o doświadczeniach transformacji ustrojowej przyjeżdża kubańska delegacja, może to zwiastun jakichś zamierzeń? Warto wspomnieć, że w przypadku Wenezueli, podstawą obecnych stosunków z USA stała się zmieniona ustawa gospodarcza, ułatwiająca zagranicznym (amerykańskim) inwestorom dostęp do miejscowych zasobów i rynku. Czy tak będzie w przypadku Kuby?
Omówione przypadki dwóch niewielkich krajów uzasadniają pytanie o miejsce i los małych ( pewnie też średnich, jak Polska) państw w nowym koncercie mocarstw, przy postępującej dewaluacji umów i prawa, osłabieniu organizacji międzynarodowych i sojuszów oraz dominacji siły? Niewiele czasu pozostaje na domowe swary i refleksję.

