29.03.2023
1.
Poroztrząsajmy geopolitykę.

https://www.reuters.com/…/xi-biden-knock-off-democracy…/
Jest taka maszyna, która służy do roztrząsania pewnej substancji po polach, ale nie ma nic wspólnego z poniższym roztrząsaniem. Chociaż…
Założenie 1: Joe Biden ma rację, twierdząc, że trwa globalna wojna między Demokracją a Autokracją.
Demokrację reprezentuje szeroko rozumiany Zachód, Autokrację – szeroko rozumiany Wschód, do którego na własne życzenie przystąpili Polacy i Węgrzy.
Jaki jest obecnie potencjał militarny walczących ze sobą stron – D.O. nie rozstrzygnie. Podejrzewa, że również i specjaliści mieliby z tym kłopoty, bo w wojnie grają także imponderabilia i przypadki, więc kto tę wojnę wygra okaże się dopiero na polu bitwy, po wojny zakończeniu.
Założenie 2: Kluczową sprawą w trwającej obecnie wojnie między Demokracją a Autokracją odgrywa energia. To dzięki niej można produkować broń i dostarczać ją na pole bitwy, to ona utrzyma lub nie w jakim-takim pokoju zaplecze cywilne każdej ze stron.
Energię podzielmy z grubsza na dwie części: jedna to ta, którą wytwarzamy z paliw kopalnianych, druga to energia ze źródeł odnawialnych, przede wszystkim z wiatru i słońca.
Niezależnie od sposobu wytwarzania energii, siły Demokracji stoją pozornie na straconej pozycji.
A dzieje się tak dlatego, że do niedawna jeszcze niemalże monopol na produkcję energii z paliw kopalnianych miała Rosja, przynajmniej, jeśli chodzi o Europę.
I również dlatego, że do dzisiaj niemalże monopol na urządzenia niezbędne do produkcji energii odnawialnej mają Chiny.
To dlatego sojusz Rosji z Chinami jest śmiertelnie niebezpieczny dla sił Demokracji (z których dobrowolnie wystąpiły Polska i Węgry, przechodząc zdradziecko na stronę Autokracji).
2.

https://www.visualcapitalist.com/mapped-the-state-of…/
Na nic zdałyby się chińskie zakusy dominacji nad światem, jeśli kraj ten nie miałby wystarczająco dużo energii, by produkować urządzenia niezbędne do produkcji energii alternatywnej, do produkcji broni i by był w stanie tę broń dostarczyć na pole bitwy. Bez rosyjskiej ropy takie zakusy byłyby groteskowe, trochę w stylu Kima.
Co gorsza, cywilne zaplecze chińskiego reżimu mogłoby się zbuntować i strząsnąć z siebie jarzmo komunizmu.
Dlatego, kiedy zapytasz, Czytelniku czy Chińczycy oszaleli, wdając się w alians ze zdychającym, notorycznie niewydajnym przeżartym do szpiku korupcją reżimem rosyjskim, odpowiedź będzie brzmieć: nie.
3.

https://www.statista.com/…/democracies-and-autocracies…/
Stara teoria ekonomiczno-polityczno-fizjologiczna powiada, że organizmy – ludzkie, ekonomiczne i polityczne – gdy dochodzą do szczytowego punktu swojego rozwoju stają przed alternatywą: umrzeć lub zacząć się rozrastać i umrzeć później i bardziej katastrofalnie.

https://www.ecosocsrcc.com/…/politics/Economic-Development
Taki D.O. nie umarł, tylko się rozrasta ze szkodą dla zdrowia. Podobnie wielkie koncerny i korporacje – vide Discovery – też ze szkodą dla swojego zdrowia, bo z firmy zarabiającej na siebie, dzięki rozrostowi złapała dług w wysokości 50 miliardów dolarów i to w okresie, w którym kończy się stara telewizja, a na nowej jeszcze się nie zarabia.
Chiny są dokładnie w tym samym momencie historycznym. Odniosły sensacyjny, historyczny sukces, a ponieważ komunizm niesie w sobie zalążek autodestrukcji, stanęły właśnie w obliczu alternatywy: umrzeć lub się rozrastać. Postanowiły, co naturalne, rozrastać się, a do tego niezbędne jest mnóstwo energii.
D.O. czerpie ją z obżerania się, Discovery z banków, a Chiny z Rosji.
4.
Ale, żeby mieć tę rosyjską energię na swoich warunkach, Chiny potrzebują Rosji słabej. Takiej, której można narzucić np. ceny ropy i gazu. I taką Rosję właśnie teraz mają. Strzelają korki od chińskich szampanów w Zakazanym Mieście.

https://www.ecb.europa.eu/…/ecb.ebbox202302_02…
Ale ponieważ Chińczycy – jedna z najstarszych, wciąż trwających cywilizacji na świecie – są mistrzami planowania, więc z pewnością rozważają różne scenariusze.
Jeden z nich to: „Rosja się demokratyzuje i staje się silniejsza”.
Taki wariant jest dla Pekinu ze wszech miar niekorzystny, bo „addio tania energia z półupadłej Rosji”.
Drugi scenariusz to „Rosja upada, załamuje się, odłączają się od Federacji kluczowe Republiki, zapanowuje chaos”.
To wariant najmniej korzystny dla Chin, bo „addio jakakolwiek energia z upadłej Rosji”.
„Co z tego wynika, towarzysze”? – pyta Xi Jinping swoich współpracowników.
I towarzysze odpowiadają: „Nie możemy do upadku Rosji dopuścić, bo to zachwieje podstawami naszej egzystencji”.
Xi zadaje kolejne pytanie: „A jeśli mimo wszystko do tego dojdzie i Rosja stanie się upadłym państwem, towarzysze”?
I towarzysze odpowiadają po raz wtóry: „Cóż – wtedy będziemy musieli w Rosji bezpośrednio interweniować, zająć przynajmniej część Syberii, tę roponośną i szybko ją zaludnić, tak, jak zrobiliśmy to w Tybecie i Turkiestanie Wschodnim”.
Gdyby władze Federacji Rosyjskiej posługiwały się rozumem branym z głowy, a nie z innych części ciała, to byłyby świadome, że w okolicach Placu Tienanmen takie rozmowy trwają nie od dziś. I postawiły sobie kilka zasadniczych pytań, dotyczących przyszłości Rosji i dobrały odpowiednią strategię. Ale władze Federacji Rosyjskiej do myślenia używają właśnie innych części ciała, a nie głowy.
5.
Najsłuszniej w świecie, zapytasz D.O. Czytelniku: „a Indie”?
Och, drogi Czytelniku, Indie są od kilku lat rządzone przez skrajnie prawicową, nacjonalistyczno-religijną partię Bharatiya Janata Party (Indyjska Partia Ludowa) Narendry Modiego.
Indie nie mają ambicji globalnych, ale regionalne i owszem. Ich śmiertelnym wrogiem jest Pakistan. To brat, który wyznaje inną religię i ma w samych Indiach potężną V kolumnę w postaci 215 milionów muzułmanów, czyli niewiele mniej niż w 240-milionowym Pakistanie. Bratobójcze wojny są najkrwawsze.
Pakistan nie ma własnych źródeł paliw kopalnianych i konkuruje o nie z Indiami na rynkach światowych. Ma sprzymierzeńców – braci w wierze – na Bliskim Wschodzie i dzięki temu jakoś prosperuje. Ale pod względem politycznym, militarnym i technologicznym jest niemal kolonią Chin.
Tak więc Indie przygotowują się do wojny z Pakistanem, ale wiedzą, że ich głównym wrogiem zawsze będą Chiny. Cały wysiłek technologiczny ostatnich dwóch dekad skierowany jest na rozwój technologii rakiet dalekiego zasięgu, do wojny z Pakistanem zupełnie zbędnych. Cała rodzina rakiet „Agni” od III powyżej ma za zadanie dolecieć do Pekinu i zniszczyć go w razie potrzeby.
Ale wszystkie te plany rządu Narendry Modiego byłyby czystą groteską, gdyby nie … ropa z Rosji. W 2022 r. kupił jej dziesięciokrotnie więcej niż w r. 2021: 1 milion baryłek dziennie zamiast 100.000 rok wcześniej. Płaci za nie niewiele, bo średnio 64$/baryłkę, czyli niewiele więcej niż wynosi „price cap” narzucone przez UE na rosyjską ropę. Ale koszty wysyłki ropy do Indii są o wiele, wiele wyższe i znacznie mniej dla Rosji opłacalne.
6.
To wszystko jest bardzo groźne, ale też stanowi źródło pewnej nadziei dla Zachodu. Sojusz Wielkiego Wschodu – Rosja, Chiny, Indie – jest sojuszem ognia i wody. Jest sojuszem taktycznym, na czas. Kiedy przyjdzie pora próby, kiedy dojdzie o otwartej realizacji celów strategicznych każdego z tych państw, z sojuszników staną się wrogami. I być może nie będą miały głowy do zajmowania się walką z Zachodem.

7.
A Zachód? – zapytasz Czytelniku.
Ameryka ma chwilowo wystarczająco dużo nośników energii nie tylko, by zaspokoić swoje potrzeby, ale i by poratować w biedzie swoich europejskich sojuszników.
Bo Europa nie ma energii.
Jej źródła paliw kopalnianych są niewielkie i potrzeb nie zaspokoją. Zwłaszcza odkąd niemieccy Zieloni rozdarli koszulę na progu wydobywania całkiem sporych zasobów naturalnego gazu łupkowego.
I zwłaszcza odkąd niemieccy i wszelcy inni Zieloni zrobili z zakazu stawiania i eksploatowania elektrowni atomowych swoje credo, równie silne, jak nicejskie.
Co jest dość śmieszne, zważywszy, że Niemcy wydobywają swój gaz łupkowy przynajmniej od połowy lat 50. XX wieku i jak dotąd do żadnej katastrofy środowiskowej nie doszło. I eksploatują swoje (przestarzałe) reaktory w elektrowniach atomowych i jak dotąd do żadnej poważniejszej katastrofy też nie doszło. A za to i jedno, i drugie stało u podstaw niemieckiego cudu gospodarczego, kiedy z kraju bardzo po wojnie zniszczonego, stały się w kilka dekad ekonomiczną lokomotywą kontynentu.
A, D.O. z całą odpowiedzialnością doda, w dziedzinie technologii pozyskiwania energii z materiałów rozszczepialnych nastąpił duży postęp, sprawiający, że poziom bezpieczeństwa podniósł się na tyle, że jakakolwiek awaria reaktora jest praktycznie niemożliwa. (W Fukushimie padł stary amerykański reaktor z 1974 r., a nowszy, japoński, przetrwał trzęsienie ziemi i tsunami bez żadnych szkód).
8.
Z tego punktu widzenia należałoby uklęknąć i zmówić dziękczynną modlitwę przed Ursulą von der Leyen i Fransem Timmermansem (a wysłuchałeś, Czytelniku, rozmowy z nim w „Allegro ma non troppo”?!), że
- Uchwalili „Zielony Ład”
- Podjęli wysiłki budowy Unijnego Bieguna Energetycznego, złożonego ze:
- Wspólnych dla wszystkich krajów członkowskich zakupów paliw kopalnianych
- Gigantycznej fabryki baterii najnowszych generacji
- Zaliczenia energii jądrowej do kategorii „energii czystych”
To pewnego dnia zadziała i uczyni Europę poważnym graczem globalnym, wiarygodnym sojusznikiem Stanów Zjednoczonych w wojnie Demokracji z Autokracją.
9.
Ale to wymaga pewnej stanowczości.

Na przykład – eliminacji lub skrajnej marginalizacji – świadomych lub z głupoty – rosyjskich agentów, działających na rzecz pozostania przy paliwach kopalnianych. Do tej grupy D.O. zalicza rządzoną przez szajkę Polskę w pierwszym rzędzie oraz Węgry, budujące za rosyjskie pieniądze i w przestarzałej i niebezpiecznej (i niewydajnej) rosyjskiej technologii elektrownię atomową w Paks, (która to elektrownia dostarcza 50% węgierskiego zapotrzebowania na energię, uzależniając ten kraj od Rosji).
No i wymaga nawrócenia Zielonych na łupki i atom.
To może być najtrudniejsze, ponieważ dowody naukowe przestają się liczyć tam, gdy naruszają one ludzką wiarę religijną, a postawa niektórych Zielonych przypomina postawę fanatyków religijnych, głuchych na wszelkie argumenty i dowody.
10.
Co my możemy na tej wojnie zdziałać? Zakładając, że stoimy po stronie Demokracji, a nie Autokracji?
Na początek możemy pognać szajkę, wyeliminować ją z życia politycznego, pozbyć się wszystkich tych sasinów, oddalających produkujące energię wiatraki o 750 metrów od osad. Walczących o prawo do trucia Polaków i nie tylko ich, węglem, importowanym głównie z okupowanego przez Rosjan Donbasu. Tych górników, palących flagę unijną w obronie prawa do odprowadzania metanu z kopalń węgla do atmosfery, tych kopalń, zrzucających do Odry i innych polskich rzek zasoloną wodę, powodującą ekologiczne hekatomby. Możemy uniemożliwić szajce bezkarne sabotowanie wszystkich pozytywnych planów UE, które mogą zapewnić Polsce i Europie przetrwanie w tej bezpardonowej wojnie Demokracji z Autokracją.
„Możemy? – Naprawdę możemy”? – zapytasz, Czytelniku. – „Przecież wychodziliśmy tyle razy na ulice, protesty były masowe i nic nie uzyskaliśmy”.
No nie, drogi Czytelniku.
Nie wypada mówić takich rzeczy dzień po tym, jak premier nacjonalistyczno-religijnego rządu został zmuszony do ściągnięcia spodni w obliczu 12 tygodni masowych protestów przeciwko „polskiej” „reformie” wymiaru sprawiedliwości.
Możemy, jeśli chcemy.
A jak nie chcemy, to uczmy się mandaryńskiego.
A ponadto…




Jacek Pałasiński
„Drugi obieg” jest publikowany przez Autora na Facebooku. „Studio” udostępnia te teksty Czytelnikom – niekiedy z niewielkimi skrótami w stosunku do oryginału.
