14.07.2024
O Stanisławie Lemie pisałem dość obszernie na tych łamach pod koniec maja 2020 roku (https://studioopinii.pl/archiwa/198626). Nie będę więc wracał do opisanych tam szczegółów mojej znajomości ze znakomitym pisarzem. Tym razem do nawiązania do jego twórczości zachęcił mnie kolega, którego zdanie nie tylko sobie cenię, ale jego sugestie traktuję jako polecenia, które należy spełniać, więc to robię
Pretekstem jest pewien tekst. Otóż w lutowym numerze kultowego pisma amerykańskiej inteligencji „The New Yorker” ukazał się esej poświęcony Stanisławowi Lemowi i jego możliwemu stosunkowi do sztucznej inteligencji, a zwłaszcza jej najnowszego produktu ChatGPT. (Thinking About A.I. with Stanisław Lem. The science-fiction writer didn’t live to see ChatGPT, but he foresaw so much of its promise and peril) Autorka The New Yorkera Rivka Galchen nie kryje swego podziwu i uznania dla naszego wybitnego pisarza. Koncentruje się jednak, co jest zrozumiałe, na jego amerykańskiej percepcji, a zwłaszcza jej braku. Galchen tego nie pisze, ale ja dodam, że dla większości amerykańskich konsumentów książek science fiction, książki Lema były i pozostają zbyt „filozoficzne” dostarczają nie tyle rozrywki, co zmuszają do myślenia. A tego, zresztą nie tylko amerykański, ale również polski czytelnik, specjalnie nie lubi.
Natomiast sporo uwagi poświęca też dość bezceremonialnej, by nie powiedzieć druzgocącej ocenie przez Lema tamtejszej produkcji science fiction. Lem jedyny wyjątek zrobił dla dość dziwacznego pisarza tego rodzaju książek Philipa K. Dicka. Co ciekawe, to właśnie ten ceniony przez autora „Solaris” Dick uważał, że książki samego Lema pisze jakaś grupa wrogich USA agentów, którymi FBI powinna się zająć. Jak wiadomo agenci amerykańskich służb specjalnych nie skorzystali z sugestii.
Moim zdaniem w całym tym eseju Rivki Galchen, w dużej mierze opartej na “Summa Technologiae,” najciekawsze jest końcowe pytanie nawiązujące do ośmieszonych przez Lema obaw związanych z usamodzielnieniem się sztucznej inteligencji, która w konsekwencji miałaby zagrozić ludzkiej kreatywności. Krótko mówiąc, Lem uważał, że jest to obawa płonna, a pytanie jest źle postawione. Jeśli tak, to autorka The New Yorkera pozostawia czytelnika z intrygującym nowym pytaniem. Każe się zastanowić, że skoro zagrożenie ze strony sztucznej inteligencji (a dzisiaj możemy dodać Chata GPT) nie istnieje, to w takim razie, co nam zagraża?
W moich kontaktach ze Stanisławem Lemem ceniłem dwie rzeczy: absolutną niezależność myślenia i zjadliwą złośliwość wobec każdego fałszu, również dostrzeganego w mojej obronie religii, a dokładniej filozofii Waltera Onga. Sztuczna inteligencja nie ma ani jednego, ani drugiego. Jest pasożytem żerującym na ludzkiej inteligencji i pochlebcą, który każe wierzyć, że jej użytkownik wymyśla coś oryginalnego.
Tak więc problem nie w sztucznej inteligencji, czy w Chat GPT, ale w ich użytkownikach.


Idźmy więc za ciosem… Zachęcam Autora do przypomnienia poglądów Lema na religię i teologię. Przyda się to Polakom 'na rozdrożu’., którzy intuicyjnie zerwali z Kościołem i wiarą, ale ciągle szukają racjonalnego (dla siebie) uzasadnienia tego kroku.
To duże wyzwanie bo Stanisław Lem niechętnie się na ten temat wypowiadał. Pamietam jak na moje wyznanie, ze jego ateistyczny światopogląd mnie pociąga odpisał, ze uchowaj Boże by miał mnie pozbawić pociechy płynącej z religii. W tym sensie jest zaprzeczeniem arogancji pewnych siebie wierzących, którzy z politowaniem patrzą na ateistów. I może to warto zgłębiać. Co sprawia, ze niektórzy ateiści zachowują szacunek wobec religii, a niektórzy wierzący gardzą ateistami. No i co na to bóg/Bóg/bogowie.
To ważne – postać Stanisława Lema i pytania o przyszłość sztucznej inteligencji. Dzięki za przypomnienie postawy naszego pisarza wobec SI ale skoro tak to odpowiedź na pytanie co nam zagraża – skoro nie SI – jest prosta – to my ludzie, zagrażamy ludziom i dalszemu ich istnieniu.
Tak było zawsze z tym, że teraz mamy skuteczne narzędzia by zniszczyć świat i siebie.
W „Dziennikach czasów wojny”, pod datą 28 lipca 1944 r. Zofia Nałkowska zapisała: „Ludzie ludziom gotują ten los”; trochę inaczej niż brzmi motto „Medalionów”… To że my ludzie jesteśmy – jak żaden inny gatunek na Ziemi – zagrożeniem dla siebie samych – to 'oczywista oczywistość’!
Lem odszedł ok.18,5 roku temu. W dziejach rozwoju sztucznej inteligencji (AI) to więcej niż jedna epoka. Można się zgodzić z Autorem, że to użytkownicy a nie sama AI stanowi główne zagrożenie nie tylko kreatywnosci ale w ogóle egzystencji homo sapiens. Czy sama AI takie zagrożenie stanowi lub będzie stwarzała okaże się chyba niezadługo.
Elektrybałt Trurla ?
„Żadna broń nie jest mocniejsza od ręki, co ją trzyma”. Chińskie, stare. Ale nie przestarzałe, jeśli przyjmiemy, że „ręka” może być tu użyta w przenośni.
Sztuczna inteligencja pozostanie tylko narzędziem, rodzajem robota językowego dopóki to sam człowiek nie nada jej wyższego znaczenia i w nie sam uwierzy. To ciekawy temat dla psychologii która bada te różne nasze ludzkie „matrixy”. W filmie z 1968 roku „2001 Odyseja kosmiczna” Kubricka chyba najbardziej dramatycznym momentem była scena kiedy AI odwołała się do emocji głównego bohatera by ten z niej nie „wyciągnął wtyczki”. Kluczowe zawsze będą raczej emocje. Mnie osobiście AI trochę już znudziła przez szablonowe odpowiedzi. Obecnie jest dość klerykalna jakby wykarmiona apologetyką, dobra w sprawach technicznych a kilka razy zadziwiła mnie stworzeniem opisu obrazu malarskiego na jakiś temat. Napisałem „ona”? Tak emocje raczej będą kluczowe dla nadawania tego znaczenia