28.11.2025
W ostatnim czasie przydarzyły się nam dwie nieprzyjemne sprawy: pominięto nas przy negocjacjach genewskich dotyczących warunków pokoju w Ukrainie oraz kolejny raz przypisano Polsce haniebną postawę w czasie II WŚ, tym razem w postaci fałszywego oskarżenia ze strony Jad Waszem o wprowadzenie, jako pierwsi, oznakowania społeczności żydowskiej dla ułatwienia jej eksterminacji. Zastanawiające są te powtarzające się oskarżenia i uniki, żeby powiedzieć jasno, że w tym i innych podobnych zdarzeniach (polskie obozy koncentracyjne) autorstwo zbrodniczych praktyk należało do Niemców na terytorium okupowanej przez nich Polski i to właśnie starał się przypomnieć polski minister spraw zagranicznych izraelskiemu ambasadorowi. Jad Waszem jednak nie dostrzegł potrzeby sprostowania przypisując nam nadinterpretację poprawnego tekstu i w rezultacie ponieśliśmy uszczerbek na wizerunku w medialnej przestrzeni.
Tyle o zgrzytach w relacjach z Izraelem z tym, że w niektórych komentarzach zawarta jest sugestia o nieprzypadkowej zbieżności w czasie tego incydentu ze sprawą zawieszenia broni w Ukrainie animowanej na nowo przez USA za cenę kolejnego resetu z Rosją, co uwidocznił prorosyjski 28 – punktowy plan pokojowy firmowany przez amerykańskiego prezydenta, w czym, jak się daje do zrozumienia, mogłaby przeszkadzać Polska, uczulona na rosyjskie zagrożenie. Taką interpretację ma potwierdzać przekonanie, że to właśnie USA miały zdecydować o doborze delegacji do tej fazy negocjacji. Prawdą jest, że o włączenie do nich Polski nikt się nie upomniał, nie zrobił tego Donald Trump mimo (deklarowanej) przyjaźni z polskim prezydentem, nie zrobiły tego europejskie państwa, a także Ukraina. Widocznie dla wszystkich nie byliśmy niezbędni mimo znaczącej skali zaangażowania w pomoc dla walczącego z rosyjską agresją sąsiada.
Ta sekwencja wydarzeń skłania do refleksji na temat naszego miejsca w Europie. Uczestnikami tej fazy rokowań stały się Francja, Niemcy i W. Brytania, a także Włochy i Kanada, oprócz oczywiście Stanów Zjednoczonych, Ukrainy i Rosji. Tworzony u zarania lat 90-tych i mozolnie odbudowywany przez nas Trójkąt Weimarski, będący trampoliną do jądra Europy, wszedł w schyłkową fazę i został zastąpiony przez inny trójkąt: grupę E3 obejmującą Niemcy, Francję i W. Brytanię. Inne nasze, zwłaszcza regionalne, inicjatywy, jak Trójmorze, Grupa Wyszehradzka, Współpraca Bałtycka mogą być pomocne w ograniczonym zakresie w dziedzinie gospodarczej, jednak nie mają większego przełożenia na kluczową kwestię bezpieczeństwa i pozycji w międzynarodowym układzie sił, brakuje im znaczącej podmiotowości i potencjału, a każde z uczestniczących w nich państw szuka oparcia nie w tych słabych strukturach lecz w rozbudowie współpracy z innymi silnymi partnerami. Atroficzne oznaki widać też w Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie-OBWE (przedtem KBWE), która kiedyś bywała istotną dla nas płaszczyzną działania.
Ten smutny obraz opuszczenia nie oznacza, że nie ma już możliwości przedstawienia stanowiska i obrony naszych interesów w sprawie Ukrainy: w szczególności mamy do dyspozycji forum Rady Europejskiej (UE) i tzw. Koalicji Chętnych, chociaż nie są to mechanizmy w obecnej sytuacji decydujące.
Nie ma wątpliwości, że gra toczy się o nowy kształt architektury bezpieczeństwa Europy, z mniejszym zaangażowaniem USA w jej obronę i ponownie, znaczącej obecności Rosji. W nowym, globalnym koncercie mocarstw mamy USA, Chiny i właśnie Rosję, a w Europie: Paryż, Berlin i W. Brytanię. My, jak większość europejskich państw, gramy w drugiej lidze i nasza ostateczna pozycja zależeć będzie od efektywności gospodarczej i obronnej oraz skutecznej polityki zagranicznej. Wewnętrzne skłócenie może nas zepchnąć do trzeciej ligi i skazać na całkowitą marginalizację.


Bardzo dobry tekst (jak zawsze u Autora), choć, niestety, nie nastraja optymistycznie.
Fałszywe oskarżenia Jad Waszem zbiegają się też z dziwacznym trendem na portalach społecznosciowych: rośnie liczba dziwnych komentarzy oskarżających Polskę o „przesladowanie mniejszosci niemieckiej” w okresie II RP. Niepokojące.
„Wewnętrzne skłócenie może nas zepchnąć do trzeciej ligi i skazać na całkowitą marginalizację.”
*
Postawa Nawrockiego, i jego pożal sie boże doradców, własnie spycha nas do trzeciej ligi.
To felieton nie tyle z gatunku „wiatr w oczy”, co raczej „zimny przeciąg geopolityki w plecy”. Eugeniusz Noworyta, z właściwym sobie spokojem komentatora z termometrem w oku i mapą w duszy, serwuje diagnozę, która bardziej boli niż straszy — bo nie ma w niej przesady, tylko dyskretna elegancja realizmu.
Jest w tym tekście coś bardzo cennego: godność bez zadęcia, krytycyzm bez fochów, dystans bez cynizmu. I co rzadkie – brak językowej fanfaronady, choć temat aż się prosi o rozedrganą tromtadrację. Noworyta nie wali pięścią w stół – on raczej stawia na nim filiżankę i mówi: „spójrz, jesteśmy nieobecni, nawet jeśli nalaliśmy mleka”.
Polecam przeczytać – to świetna okazja, żeby zobaczyć, jak można pisać o sprawach przykrych, nie popadając w melodramat ani nie odklejając się od rzeczywistości. I jeszcze jedno: w tej drugiej lidze, o której mowa, przynajmniej mamy styl.
Polecam konto @k_serpees na portalu X.
Autor przedstawia się jako Krzysztof Serpees i pisze o stosunkach międzynarodowych (głównie) z niemieckiej perspektywy.
Pozwolę sobie wkleić jego wpis o Trójkącie Weimarskim:
„Właśnie dlatego za każdym razem komentując Trójkąt Weimarski, do znudzenia wręcz pisze, że jest on martwy.
Cele są przestarzałe, sprzed wejścia Polski do struktur NATO i UE.
Bardzo często służył spotkaniom pełnym pustych słów, bądź doraźnym decyzja, które trzeba było podjąć.
To nie oznacza jednak, że tego formatu nie da się przerobić i nie da się wykorzystać:
Nadać mu nowe cele, od wspólnej polityki gdzie jest to możliwe (i do znudzenia – polityka zagraniczna to spektrum setek tematów, nie czerń i biel), przez konsultacje trójstronne rządów po być może nawet wpisanie w reformy UE jako krąg prawdziwie decyzyjny.
Czy to dla Polski łatwe zadanie?
Nie, bo jak wciąż też powtarzam to Polsce powinno na tym bardziej zależeć.
Oczywiście w kontekście takich zmian Weimaru przeczytam, że to jest „niemożliwe” bo nad Wisłą wszystko „niemożliwe” co tyczy się Niemiec, bo nas „oleją”, „nie wpuszczą”, tylko zarazem rywalizacja i nowe jądro Europy już jakoś możliwa jest i tu za słabi nie jesteśmy, tu rośniemy w siłę.
Jak rośniemy to zmieńmy Weimar w prawdziwie skuteczny.
I oczywiście w komentarzach V4 się pojawił bo ten format ucieleśnia ukochana RON i tu „my między Rosja a Niemcami”, choć spora część tych krajów – o czym też pisałem – do Rosji i Niemiec (obecnie do Niemiec zwłaszcza) ma inne podejście i nie czeka na Polaków na białym koniu.
Czy Weimar ożywi się na zasadzie czestrzych spotkań, z których będą nawet wynikać konkrety jak zapowiedziany traktat z Francja?
Moim zdaniem tak.
Czy Polska podejmie się zrobić z niego coś o czym pisze wyżej?
Nadać nowy format, podjąć rękawice?
Wątpię, a trochę szkoda.”