21.11.2024
Wydawało mi się, że wiem jakie są granice wyznaczone przez naszą cywilizację, w której żyjemy. Tę która zbudowana została na greckiej filozofii, rzymskim prawie i chrześcijańskiej moralności. Wydawało mi się…
Pierwsza sprawa, która wykroczyła poza tę granicę to głośna ostatnio sprawa polowania na ludzi w trakcie wojny na Bałkanach, w której chrześcijańscy Serbowie walczyli z islamskimi Bośniakami o zajęcie Sarajewa, dużego miasta znanego mi z wycieczek do Jugosławii – było takie państwo w Europie, które powstało po drugiej wojnie jako rezultat i efekt polityki przywódcy walki z III Rzeszą Józefa Tito. Gdy Tito umarł zapiekliło na Bałkanach i wybuchła, okrutna jak zawsze, wojna pomiędzy dotychczasowymi sąsiadami. „Bratnie” narody Jugosławii pokazały światu jak słaby był to sojusz polityczny, a jak silne animozje pomiędzy różnymi narodami tworzącymi „socjalistyczną republikę Jugosławii”. W tej wojnie, długiej i okrutnej, szczególne miejsce zajmuje to co działo się w trakcie wielomiesięcznego oblężenia Sarajewa. Oblegające je wojska serbskie przez wiele miesięcy nie mogły go zdobyć, trwało oblężenie i „polowanie na ludzi”, na tych mieszkańców Sarajewa, którzy nie chcieli albo nie mogli go opuścić. Tym, co przekroczyło granice wspomniane na wstępie, była turystyka nazywana tak jak nazywane są wyprawy do Afryki, gdzie bogaci mieszkańcy Zachodu jadą by zapolować na lwa czy inne dzikie zwierzę żyjące w parkach południowej Afryki. Okrutne bo okrutne, ale to jednak polowania na dzikie zwierzęta, a wyprawy takie noszą nazwę safari. Okazało się jednak, że można było znaleźć chętnych na „safari” bez konieczności lotów do Afryki. Okazało się, że byli w Europie ludzie, bogaci ludzie, obywatele takich kulturalnych krajów jak Francja, Anglia czy Niemcy, którzy płacili duże pieniądze – nawet 100 tysięcy dolarów za możliwość postrzelania nie do dzikiej zwierzyny, a do ludzi, do kobiet i dzieci, mieszkańców Sarajewa, przemieszczających się ulicami oblężonego miasta w poszukiwaniu wody czy pożywienia. Bogaty człowiek był wiedziony na granicę Sarajewa, otrzymywał karabin z optycznym celownikiem i siedząc wygodnie w całkowicie bezpiecznym miejscu strzelał do ludzi jak do zwierzyny.
Czy można sobie wyobrazić większą zbrodnię? Kim jest człowiek zdolny do takich czynów? Czy to byli ludzie czy dzikie bestie, jak mogli się oni uchować w tych krajach, podobno cywilizowanych i kulturalnych?
Wojna to zawsze czas w którym objawiają się najgorsze cechy ludzkiego zwierzęcia, na wojnie, każdej wojnie, strzelec wyborowy, który został wyszkolony do „eliminacji siły żywej” nieprzyjaciela, a mówiąc prościej do zabijania żołnierzy armii przeciwnika, w przypadku dostania się do niewoli i wykrycia, że był on strzelcem wyborowym nie trafia do niewoli i zabijany jest natychmiast, bez procesu, bez wyroku. W ten sposób reagują żołnierze na kogoś, kto wyposażony w specjalną broń – karabin snajperski z celownikiem zbijał żołnierzy widząc ich twarze w swojej lunecie. Zabijał jednak żołnierzy, na froncie, w trakcie wojny. Strzelcy cywile, którzy za duże pieniądze przyjeżdżali do Sarajewa strzelali nie do żołnierzy a do cywilów, do kobiet i dzieci – podobno szczególnie wysoko cenione było zabicie dziecka właśnie.
Teraz po trzydziestu latach, rusza dziennikarskie śledztwo mające na celu odszukanie tych zbrodniarzy, ich napiętnowanie i ukaranie, jeśli jeszcze żyją. Przez te wszystkie lata od zakończenia wojny na Bałkanach nikt z tych cywilów nie został ukarany i pewnie nie zostanie. Nawet jeśli już ich nie ma, to trzeba ujawnić ich nazwiska, pokazać kim byli ci ludzie, z jakich pochodzili środowisk… Tyle możemy i tyle trzeba zrobić !
Druga sprawa, która przekroczyła granicę mojej wrażliwości pozornie jest zupełnie inna, ale niekoniecznie.
Świat obiega teraz informacja o tym 26 punktowym planie Trumpa opracowanego na linii prezydent Trump – car Putin, planie który Stany przedstawiły Ukrainie i który prezydent Zełenski ma zaakceptować do 27 listopada, a więc natychmiast. Plan obejmuje uznanie zajętych terytoriów wraz z Krymem i Donbasem za należące do Rosji, uznanie języka rosyjskiego za drugi język państwowy Ukrainy i przywrócenie praw cerkwi prawosławnej, zmniejszenie o połowę liczebności ukraińskiej armii i rezygnację z planów wejścia do NATO, akceptacji planów Trumpa dla jego biznesów i jego rodziny, jakie Trump planuje na Ukrainie wraz z Rosją Putina i wiele jeszcze podobnych punktów „planu pokojowego” dla Ukrainy.
Czytając te punkty nikt normalny nie może zrozumieć jak można przedstawiać takie pomysły jako kolejne osiągnięcie na drodze do kolejnego pokoju, a więc kolejnej przesłanki dla przyznania prezydentowi Trumpowi pokojowej Nagrody Nobla. Przekroczona została każda granica hucpy i bezczelności, jeżeli ktoś jeszcze na poważnie traktował tego człowieka, to teraz musi zmienić zdanie – to nie jest normalny człowiek, to jest całkowite zaprzeczenie tego co składa się na fundament naszej cywilizacji.
I jeszcze na koniec- wszyscy, którzy bezgranicznie uwielbiali i uwielbiają Trumpa jako silnego człowieka, tego który zrobi porządek ze światowym „lewactwem” muszą obudzić się ze snu. Mam na myśli przede wszystkim obecnego lokatora Pałacu Prezydenckiego w Warszawie. Dalsze trzymanie się klamki Trumpa jest i groźne i głupie.
Jeżeli nic się nie zmieni w naszych relacjach ze Stanami Zjednoczonymi prezydenta Trumpa, to będzie koniec, koniec wszystkiego…
Wszystkim, którzy nie „łapią” jak można zestawić takie dwa wydawałoby się odległe przykłady radzę pomyśleć raz jeszcze o tym gdzie jesteśmy i co dzieje się wokół nas.

Zbigniew Szczypiński
Polski socjolog i polityk. Założyciel i wieloletni prezes Stowarzyszenia Strażników Pamięci Stoczni Gdańskiej.

No dobrze. Pan Szczypiński zagrzmiał. I to z rozmachem. Taki felieton to nie felieton, to moralna winda ekspresowa: zjeżdżamy od dna człowieczeństwa na Bałkanach aż do piwnicy zdrowego rozsądku w polityce międzynarodowej. Ciasno, duszno, ale jazda obowiązkowa.
Po pierwsze, safari po Sarajewie – temat tak mroczny, że przy nim „Czas apokalipsy” wygląda jak komedia romantyczna. Szczypiński słusznie wali pięścią w stół, pytając: jakim cudem coś takiego wydarzyło się w Europie, w czasach CNN i Amnesty International? No cóż. Odpowiedź jest bardzo niekomfortowa: cywilizacja to cienka warstwa lakieru na małpie. I jak tylko sytuacja się zagotuje, lakier pęka, a spod spodu wyłazi coś, co ma dużo zębów i zero empatii.
I choć porównanie z polowaniami na lwy w Afryce wydaje się z początku mocno publicystyczne, to im dłużej o nim myślisz, tym bardziej cię mdli. Tylko że lwy mają więcej szans niż dzieci w oblężonym Sarajewie. Lwa przynajmniej nie zabijasz za to, że wyszedł po wodę.
Po drugie, Trump i jego 26-punktowy plan, który wygląda jakby Putin i Lex Luthor usiedli nad kartką papieru, a potem dzwonili do Trumpa z pytaniem: czy chcesz coś jeszcze dodać? Może złote posągi twojej osoby na Majdanie?
Szczypiński tu nie owija w bawełnę: hucpa + bezczelność + geopolityczne dealowanie na poziomie bazaru z wibratorem i granatem ręcznym. I ten apel, by „lokator Pałacu Prezydenckiego” może jednak przestał trzymać się kurczowo klamki Trumpa… to już właściwie elegancki sposób powiedzenia: „Panie Andrzeju, czas się obudzić. To nie jest silny facet. To jest test z godności narodowej i oblał go pan na śpiocha.”
Ale najciekawsze w tym felietonie jest zestawienie dwóch pozornie odległych tematów: polowania na ludzi i planów pokojowych Trumpa. I właśnie w tej paraleli, która początkowo wydaje się nieco na siłę, jest słuszna diagnoza: kiedy dehumanizacja staje się towarem luksusowym – raz w postaci kulki w głowę, raz w postaci podpisu na dokumencie – zawsze kończy się tak samo: ktoś ginie, a ktoś inny mówi, że to dla pokoju.
Podsumowując:
Felieton Szczypińskiego to trochę jak starannie przygotowany koktajl Molotowa – intelektualny, ale nadal zapalny. Ma formę lamentu człowieka, który naprawdę wierzył, że Europa to coś więcej niż tylko wspólny rynek i dobre białe wino. A teraz ten człowiek siedzi, patrzy w wiadomości i myśli: czy ja przez przypadek nie jestem statystą w remake’u najgorszego wieku w historii?
I choć brzmi to wszystko przygnębiająco – dobrze, że ktoś jeszcze się przejmuje. Nawet jeśli musi nas przy tym wstrząsnąć jak choinką po świętach.
Porównanie obydwu faktów szokujące. Każdy z przypadków oznacza radykalne przekroczenie granic – sprawcy i uczestnicy stawiają sie poza obrębem naszej cywilizacji. NIe ma w tym przesady – pozostaje szok, gorycz i pytanie o granice człowieczeństwa.