19.01.2026
Dla nikogo nie będzie chyba zaskoczeniem stwierdzenie faktu, który chyba każdy obserwator dostrzega gołym okiem: Polska 2050 chyli się ku upadkowi. Dzieli tym samym los podobnych bytów jak: Kukiz15, Ruch Palikota, Nowoczesna, czy PJN. W odróżnieniu jednak od powyższych, rozkład tej formacji przebiega w sposób gwałtowny, z wzajemnymi pretensjami i w zasadzie codzienną kłótnią o coraz to nowe kwestie, które poza zainteresowanymi nikogo nie obchodzą. Takie sceny z udziałem niby poważnych polityków budzą niesmak w oczach tych, którzy tak niedawno kibicowali Szymonowi Hołowni i jego drużynie. Dziś to, co się tam wyprawia dowodzi tego czym tak naprawdę był ten projekt.
Na wstępie kilka uwag. Po pierwsze: zdaję sobie sprawę, że w chwili pojawienia się niniejszego tekstu wiele jego wątków straci na aktualności. Wszak dynamika permanentnej kłótni w szeregach żółtej drużyny jest dziś niesamowicie duża. Po drugie: myśli, które chcę tu przekazać formułuję z bólem, gdyż kiedyś współtworzyłem ten projekt, o którym myślałem, że będzie istotnym elementem demokratycznego centrum. Dziś stojąc z boku i patrząc z dystansem cieszę się że już dawno mnie tam nie ma. Po trzecie zaznaczam, że nie chcę generalizować. Wiem że w Polsce 2050 pozostają ludzie przyzwoici, dali się jednak wkręcić w paskudną grę, która także ich kompromituje. Jednocześnie przypominam, że przed tym wszystkim co się teraz tam dzieje ostrzegałem już w 2022 r. na łamach Rzeczpospolitej. Już wówczas stwierdziłem bowiem, że to, co nas kiedyś połączyło, a więc idee społeczeństwa obywatelskiego i budowania wspólnoty, w której jest miejsce dla wszystkich, to są niestety zwyczajne slogany, za pomocą których niektórzy cwaniacy chcieli osiągnąć swoje cele. Sądzę, że wielu działaczy Polski 2050 zebrało się przy Szymonie Hołowni, tak jak ja wierząc, że jest zdeterminowany do budowania nowej Polski, opartej o wymienione wyżej wartości. Myślałem, że ludzie ci weszli do polityki nie dla samego Szymona, że jest on dla nich tylko swego rodzaju banderą, pod którą mogą się identyfikować. To nie PiS przecież, ani nie żadna sekta, która bez wodza naczelnego nie może sobie poradzić – myślałem. Myliłem się jednak, dlatego, podobnie jak Hanny Gil – Piątek, od przeszło dwóch lat nie ma mnie już w Polsce 2050. Każdy powinien mieć przecież jakiś własny moralny GPS i w momencie gdy szef zawodzi to członkom powinno włączać się ostrzeżenie „źle jedziesz”! Tajnym spotkaniem z Jarosławem Kaczyńskim Szymon Hołownia zawiódł. Zawiódł swoich działaczy. Ale oprócz Tomasza Zimocha i Izabeli Bodnar taki GPS nie włączył się nikomu!
Ostatnie działania Polski 2050 kompromitują ją już na całej linii. Po odejściu wodza dzieje się z nimi to, co z sektą. Liderzy grają tylko na siebie, a działacze są pogubieni. Przypomina to trochę kłótnię dzieci w piaskownicy, obrzucają się już wszelkimi możliwymi, ale też i idiotycznymi oskarżeniami. Michałowi Kobosce wypomina się nielojalność (jakby Hołownia zapomniał o nielojalności własnej), do Ryszarda Petru mają pretensje zaś o to, że jako pierwszy wykrył nieprawidłowości podczas głosowania (czyli co? Miało być cicho sza?). To żenujące. To pajdokracja. Nie pierwsza zresztą w tej partii. Pisałem o tym, gdy się z nimi żegnałem. Wówczas młodzi działacze Polski 2050 z Podkarpacia chcieli organizować wybory na lidera regionu za pomocą Messengera! Potem wpadli na pomysł wygenerowania ankiety, ale do dziś my – byli działacze, wspominamy, że pomysły te kwestionowały podstawową zasadę głosowania: TAJNOŚĆ. Widać nic się nie zmieniło. Widać, że każdy pod każdym dołki kopie, a wszyscy demokratyczne procedury mają gdzieś.
Mój postulat wyrażony pod koniec 2022 r. na łamach Rzeczpospolitej o tym, że Polska 2050 powinna podjąć decyzję o starcie w wyborach ze wspólnej listy, tworzonej przez wszystkie ugrupowania demokratyczne spotkał się w partii z wielką krytyką. Również, jak dziś wobec Michała Koboski, czy Ryszarda Petru pojawiły się zarzuty o nielojalności. Tylko to, co oni nazywają nielojalnością, prawdopodobnie uratowałoby ich przed niebytem politycznym. Faktycznie, być może Polska 2050 rozmyła by się w szerokim tworze pod nazwą Koalicja Obywatelska (choć przecież wcale tak być nie musiało), ale przynajmniej jej działacze utożsamiani byliby z poważną partią rozsądku, merytoryczności i prawdziwie propaństwowego działania. A teraz z czym są oni kojarzeni? Z jałowymi sporami, kłótnią o wybory, dziecinnymi ambicjami personalnymi i … i niczym więcej. Pod warunkiem oczywiście, iż zapomnimy o tym, że ich niedawny, a w obecnej sytuacji wciąż aktualny lider paktował z wrogiem Koalicji 15 października. Dziś Polska 2050 kojarzy się nie tylko z politycznym trupem. To akurat nie byłoby dla nich najgorsze. Dziś bowiem Polska 2050 kojarzy się jedynie z kabaretową groteską. A działacze tej partii są niczym bohaterowie z Tanga Sławomira Mrożka.
Już w 2022 roku pisałem, że polityki nie robi się na zoomach ku samozadowoleniu gawiedzi. Polityka to nie kolejne live na Facebooku, ani dodawanie relacji o tym jakim jest się fajnym posłem, samorządowcem, czy po prostu młodym człowiekiem, jeśli nie ma się nic do powiedzenia, a co gorsza nic konkretnego do zrobienia. Mówiłem wówczas i powtórzę, że prawdziwy polityk to ten, kto wychodzi do ludzi, kto nie boi się nawet trudnej konfrontacji i ze swoimi działaczami i z elektoratem. Takich, niestety, ze świecą szukać w Polsce 2050.
W obliczu blamażu z wewnętrznymi wyborami Hołownia rozważa możliwość ponownego stanięcia na czele swej partii, chociaż formalnie dalej jest jej szefem. To jednak byłaby kpina z sympatyków partii i tych, którzy jeszcze popierają Szymona Hołownię. Choć patrząc na sondaże wielu ich już chyba nie pozostało. Ewentualna zmiana zdania to typowe hamletyzowanie i niejeden słusznie stwierdzi wtedy, że polityk, który nie potrafi nawet określić własnych planów na przyszłość, nie nadaje się do polityki. Sam lider Polski 2050 zrobił już dostatecznie wiele, by jego partia zaczęła tonąć we wzajemnych pretensjach i animozjach.
W Polsce 2050 zawsze brakowało myślenia strategicznego. Młodzi ludzie pełni zapału i energii nie mieli niestety ani krzty pokory. I to chyba udziela się starszym, niby doświadczonym posłom, zachowującym się jak małe dzieci. Bo myślenie o tym, że jest się pępkiem świata do niczego dobrego nie prowadzi. To takie trumpowskie. Jako nauczyciel cieszę się, że młodzi są pełni entuzjazmu, że chcą zdobywać świat. Starsi i doświadczeni powinni jednak przypominać im wersy z piosenki zespołu Kombi: „Każde pokolenie ma własny czas, Każde pokolenie chce zmienić świat […] Droga na sam szczyt, a tam nie ma nic, Tylko ślady po”… No właśnie…
Marcin Jurzysta
Politolog, doktor nauk humanistycznych, nauczyciel i wykładowca akademicki
Lider Podkarpackiej Ekipy Szymona Hołowni z wyborów Prezydenckich 2020
Obecnie Prezes Inicjatywy Społecznej „Dziś dla Jutra.

Polska 2050, jak i sam Szymon Hołownia zawdzięczają startową pozycję w 2024 roku głównie tej części zwolenników PO, którzy oddali swoje głosy na kandydatów tej partii (sam tak zrobiłem), żeby pomóc im przekroczyć próg wyborczy i zagwarantować w Sejmie większość lewicowo-liberalną. Świadczy o tym wynik wyborczy przewyższający wcześniejsze sondaże. Wygląda na to, że o tym nie wiedzą albo zapomnieli. Jeśli się nie opamiętają, uzyskamy w kolejnych wyborach realny wynik: znowu wygra żelazny elektorat PiS, bo „nasi” w znacznej części nie póldą do urn mówiąc, że taka polityka przestała ich interesować. Jedynym rozsądnym wyjściem w tym wypadku byłoby stopienie się z czymś większym, żeby głosy nie poszły „w gwizdek”.
Autor stawia poprawną diagnozę – Polska 2050 rzeczywiście uległa dość gwałtownej dezintegracji. Jego obserwacje o:braku strategicznego myślenia, personalizacji ambicji zamiast merytorycznej pracy, performatywności polityki (relacje na Facebooku zamiast działań), słabości instytucjonalnej partii bez silnego lidera …są trafne i dobrze udokumentowane faktami.
Jurzysta wielokrotnie podkreśla, że on ostrzegał już w 2022 roku. To logika post factum: „Mówiłem, teraz widzisz, że miałem rację”. To nie stanowi argumentu merytorycznego – to raczej ego. Bardziej interesujące byłoby wyjaśnienie, dlaczego jego wcześniejsze ostrzeżenia zostały zignorowane. To pokazałoby coś o DNA Polski 2050.
Tekst opisuje symptomy, ale nie pyta o etiologię: Czy problem leży w strukturze modelowej (jeden lider, młoda partia bez instytucji)? Czy w wyborze kadr (zbyt wiele ego, za mało pokory)? Czy w skali politycznej (partia nigdy nie była potrzebna faktycznie – demokratyczne centrum w Polsce jest sztuczne)?
Można zaryzykować tezę: Polska 2050 nie upadła – nigdy naprawdę nie istniała jako projekt polityczny. Była iluzją chwili (2020-2025), która funkcjonowała dopóki była nieznana i niedefinowalna. Gdy trzeba było działać, okazała się być czym jest – grupą ambicyjnych osób bez wspólnego projektu.
Jurzysta mówi: „Polska 2050 powinna wejść na wspólną listę z Koalicją Obywatelską”. Ale to oznaczałoby samolubójstwo polityczne dla partii. Jeśli rzeczywiście miała ambicje bycia trzecim biegunem (między PO a lewicą), to takie rozwiązanie eliminowałoby ją z polityki. Przecież Autor sam pisze: „mogłaby się rozmyć w szerszym tworze” – czyli zniknąć. Czy to rozwiązanie, czy kapitulacja? Jurzysta nie rozstrzyga tej kwestii.
Tekst porusza „tajne spotkanie z Kaczyńskim” – to jest rzeczywisty problem merytoryczny. Ale potem skupia się na wewnętrznych kłótnach o głosowania i procedury. Sformułowanie „Szymon Hołownia zawiódł” jest eufemizmem. Hołownia zdradził własny projekt, koalicję rządzącą, ale przede wszystkim zdradził konstytucję jako marszałek Sejmu – zaprzysiągł Nawrockiego nie mając do tego podstaw prawnych, w postaci prawomocnego orzeczenia SN o ważności wyborów.
Pytanie: czy działacze wybrali złego lidera, czy po prostu polityka przyciąga ludzi, którzy chcą władzy, nie zmiany? To fundamentalne pytanie. Warto pamiętać, że POlska 2050 była projektem zaspokajającym narcyzm jednego człowieka, który nigdy nie został politykiem. Przekonany o swojej wielkości, po przegranych wyborach prezydenckich w 2020 roku włożył wiele wysiłku aby przygotować się do… następnych wyborów prezydenckich. Zbudował partię wodzowską i personalną, która miała być trampoliną do prezydentury. Kiedy to okazało się niemożliwe, porzucił swoją partię i politykę. W tym sensie sam projekt polityczny od początku był skazany na porażkę – był instytucjonalną fikcją – cele faktyczne nie miały nic wspólnego z deklarowanymi.
Z perspektywy obserwatora oceniam, że Polska 2050 jest przykładem kryzysu polityki centrowej w Polsce.
W latach 1989-2000 taką rolę odgrywały: Unia Wolności, Platforma Obywatelska (zanim przesunęła się w lewą), PSL
Po 2015 nikomu to nie przyszło do głowy – bo Polsce brakuje tradycji konserwatywnego liberalizmu (nie: konserwatyzmu lewicowego) Polska 2050 próbowała wypełnić tę niszę, ale bez własnego elektoratu – tylko jako: „nie-PiS i nie-lewica”, jako zaplecze jednego człowieka zaprojektowanego na osobistą karierę. To była polityka bierna (opposition rather than proposition). Bierne projekty polaryzują się albo rozpuszczają – dokładnie jak tu.
Tekst Jurzysty to kronika upadku, ale nie głęboka analiza przyczyn. To pismo człowieka rozczarowanego, który chce sobie przypomnieć, że miał rację. To uczciwe emocjonalnie, ale analitycznie mało objaśniające stan faktyczny.
Wobec upadku partii PL2050 warto wskazać, że nadal jest w Polsce miejsce na konserwatywną partię liberalną, bowiem KO nie wypełnia wielu oczekiwań elektoratu umiarkowanego. Warto pamiętać, że taki projekt nie powinien byc budowany jako anty KO czy anty PiS, bo już Hołownia udowodnił, że to droga donikąd. Nie powinien także w żadnym razie być budowany jako partia wodzowska, bo to droga na polityczne manowce.
Hołownia zdradził. To taki Piotruś Pan, który nie wie co chce od życia. Chce z Koalicją 15 października, czy z PiS? Najpierw chciał zrezygnować z bycia szefem swej partii, potem chciał by go wybrali. Na końcu powiedział, że zabiera swoje zabawki i odchodzi by jednak zostać. On jest nie poważny. On ma chyba problemy ze sobą samym. Nie warto zajmować się nim i tą jego ferajną. W odróżnieniu od autora uważam, że kończą gorzej niż nawet Palikot, Kukiz, czy Petru. Pa pa panie Hołownia.