Sto smaków Aliny: Wieczorne orzeźwienie3 min czytania

()

Lipiec 22, 2012. Sympatyczny smak, duża porcja orzeźwienia, alkohol, ale zawartość procentów niska. Panowie może uznają, że to damskie trunki. Ale nie mam wątpliwości, że znajdą się tacy, którzy z ulgą przy okazji wieczornego drinka – połasują.

W „Bluszczu” z lat trzydziestych odnalazłam garść przepisów na koktajle, które, oprócz wymienionych wyżej zalet, mają staroświecki urok. Podam dwa. Resztę zostawię na inne czasy. Oba będą idealne na wieczorne lub popołudniowe spotkania z przyjaciółmi. Tylko słomek ze słomy w papierowych opakowaniach już chyba się nie dostanie. Ja dostałam tylko plastikowe; przed laty dwudziestoma był to produkt pożądany, po który jeżdżono do NRD. Dzisiaj chętnie podałabym wzgardzoną wtedy słomkę ze słomki. Nie mam też syfonu. Pamiętam z zamierzchłych czasów te szklane, które się wymieniało w niektórych punktach (z pustych na pełne), albo te „nowoczesne”, sprowadzane z Węgier, napełniane gazem ze specjalnych nabojów. Byłam świadkiem wybuchu takiego syfonu, na szczęście bez konsekwencji zdrowotnych.

Zwracam uwagę na fantazyjne nazwy napojów. Obie błędne. Podaję przepisy w oryginalnej pisowni, która może nas zdziwić. Tak, tak się pisało, „puhar” przez samo „h”.

Podać na tacy: syfon wody selcerskiej lub sodowej, karafkę lub butelkę likieru, talerz drobno porąbanego lodu. Wysokie szklaneczki (szampanki), łyżki do mięszania, słomki opakowane w papierowe tutki. Nałożyć lodu do połowy wysokości szklaneczek, polać dużym kieliszkiem likieru, dopełnić szklaneczką wody z syfonu, zamieszać łyżeczką i pić przez słomkę.

 

Do dużych, wysokich puharków włożyć po plasterku cytryny, napełnić je do połowy pokruszonym lodem, wsypać dwie łyżki cukru i wszystko dobrze wymięszać razem, by cytryna oddała cały swój sok i aromat skórki. Wlać bardzo duży kieliszek Xeresu i pić przez słomkę. Wino powinno być w dobrym gatunku – żadne namiastki na ten napój się nie nadają.
Dlaczego nazwy są błędne? W pierwszym wypadku francuski likier z czarnej porzeczki nazywa się cassis . Jest specjalnością Burgundii. Przedwojenny słownik francusko-polski Pawła Kaliny tłumaczy cassis jako „porzeczkę czarną, czyli smrodynię, a zarazem likier ze smrodyń”. Smorodynie to kresowe określenie czarnych porzeczek. Smorodynówka czy smorodyniówka w Polsce to jednak raczej mocna nalewka niż likier.

Francuzi w dodatku ten likier rozcieńczają, raczej nie piją go bez dodatków. Wyborny jest właśnie rozcieńczony, czasami winem (z białym burgundem nazywa się Kir ; jest popularnym aperitifem) lub szampanem (czyli Kir Royale ). Najsłynniejszy cassis we Francji wytwarza się w Dijon. Istnieją i inne odmiany tych pierwowzorów koktajlów: np. ta zwana mêlé cass (przyjmuje i inne formy regionalne; jest to cassis z mocniejszym alkoholem, czyli wódką lub brandy) lub inna, nazwana kardynałem – zapewne od koloru – gdyż jest mieszaniną cassis z czerwonym beaujolais.

Nazwa drugiego z podanych napojów wzięła się z bardzo częstego mylenia „cherry”, a więc wiśniówki, z „sherry”, a więc z hiszpańskim specyficznym winem, nazywanym xeres lub jerez . Brzmienie podobne, ale zawartość kieliszka – bardzo nie! Sherry to nie jest cherry czy cherrie.

Nie mieliśmy sherry , przyrządziliśmy więc nasze wieczorne orzeźwienie z mocnego porto. Nie dodawaliśmy oczywiście cukru. Tylko cytrynę i zmiażdżony lód. Ponieważ nie mamy lodówki z kostkarką i zmiażdżarką (?) do lodu, kostki lodu zostały zmiażdżone w kamiennym moździerzu. Przed tym zabiegiem warto go potrzymać w lodówce. Jak widać, na wszystko jest sposób.

Alina Kwapisz-Kulińska

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.