Sędziowie są u nas niezależni jak biskupi – mogą działać i wyrokować jak chcą, nie oglądając się na to jak działają i co mówią koledzy, ani na zasady logiki.
Niedawno skazano kilku panów na 25 lat więzienia za morderstwo i jego zlecenie. Jeden z nich przyszedł wysłuchać wyroku, po czym spokojnie opuścił salę i zniknął. Sędzi nie wpadło do głowy aby nakazać natychmiastowe aresztowanie skazanego. Może była oszołomiona faktem, że już po 16 latach procesu doszło do jego zakończenia.
Inny sędzia zwolnił z odsiadywania wyroku (z powodu stanu zdrowia) człowieka skazanego za zgwałcenie jednorocznej wnuczki. Oczywiście skazany wrócił do domu, do rodziny. Zorganizowano jakieś zastępcze pomieszczenie rodzinie. Nikomu nie wpadło do głowy żeby ochronić rodzinę przed obecnością gwałciciela.
Przypomnieć warto zdumiewający wyrok sądu, który skazał Jerzego Urbana za obrazę premiera Tuska. Urban w primaaprilisowym numerze NIE zamieścił rzekomy zapis rozmów Donalda Tuska na meczu, jego dość szydercze i raczej prymitywne wypowiedzi pod adresem znanych osobistości. Zaraz w następnym numerze NIE Urban ogłosił, że był to tradycyjny żart primaaprilisowy, a cała historia została zmyślona.
Wydawałoby się że sprawa jest zamknięta, ale premier pozwał redaktora Urbana do sądu, a sąd uznał winę redaktora i nakazał przeprosiny. Cała sprawa odbyła się jak na polskie warunki w oszałamiającym tempie, bo trwała tylko kilka miesięcy. Normalnie słyszymy o wyrokach za obrazę wydawanych po latach, kiedy już nikt nie pamięta o co poszło.
Prawie nikt nie ujął się za skazanym. A taka była okazja dla prawicowej opozycji żeby skrytykować idiotyczne działania wymiaru sprawiedliwości i małostkowość premiera (porównywalną z obrażeniem się braci Kaczyńskich na dziennik „Der Tagesspiegel”). Nikt też nie wyszedł protestować na ulice przeciwko kompromitującemu wyrokowi, mimo że zdaniem PiS nasz reżim już przypomina ten na Białorusi.
* * *We wszystkich telewizjach omawiano mijający rok. Komentatorzy narzekali na liczne afery, jakie miały miejsce i na to że żadna nie została do końca wyjaśniona i załatwiona, tak aby podobna w przyszłości już się nie mogła zdarzyć.
Przypomniało mi się jak wiele lat temu Unia Pracy postanowiła rozprawić się z sektami, zapewne pod wpływem Centrum Dominikanów, które zwracało uwagę na niebezpieczeństwo ze strony takich sekt. Jako jedną z sekt uznano buddyzm.
Przyjaciele buddyści byli zaniepokojeni i słali listy oraz telefonowali żeby pójść do Sejmu i dać odpór. Szykowała się okazja do wyjaśnienia posłom, że buddyzm to nie jest groźna sekta, ale religia starsza o ponad 500 lat od chrześcijaństwa, a angielski wyraz sect powinien w tym przypadku być tłumaczony jako szkoła. Buddyjskie szkoły wszystkie uznają nauki Buddy a różnią się między sobą głównie metodami praktyki.
Sprawa była głośna i budziła niepokój.
Uspokajałem przyjaciół buddystów (szczególnie tych zza granicy) wyjaśniając, że w Polsce żadna afera nie trwa dłużej niż dwa-trzy tygodnie, a potem się o niej zapomina i na ogół już nigdy nie wraca. I tak też się stało.
Afera Watergate w Polsce nie miałaby okazji zaistnieć i spowodować takie skutki jak w Ameryce, bo nikt by nie był nią zainteresowany już po kilku tygodniach.
* * *Nie śledziłem reportaży z różnych marszów, ale telewizje wracają wciąż do zdarzeń minionego roku i zobaczyłem fragment jednej z manifestacji, gdzie niesiono m.in. transparent z napisem „Kościół walczący”. Zdaje się że nikogo to nie dziwi. A przecież zadaniem Kościoła nie jest walka, ale doskonalenie duchowe w ramach wspólnoty wiernych. Przesłanie Ewangelii to miłość bliźniego, niekrzywdzenie nikogo, wybaczanie nawet nieprzyjaciołom i gnębicielom. Nie ma tam miejsca na walkę.
Można by wszystko tradycyjnie zrzucić na komunę, gdzie stale z czymś lub o coś walczono, a to o wykonanie czy przekroczenie planu, a to z jakimiś niedociągnięciami, czy wreszcie o jasną przyszłość. To mogło przejść w nawyk. Jednak tradycja walki z inaczej myślącymi jest starsza od poprzedniego ustroju i typowa dla wszelkich religii i ideologii.
Ludzie zniekształcają szlachetne wezwania proroków i myślicieli i przekształcają je najczęściej w jedno: „Zabić, zniszczyć wszystkich inaczej myślących”.
Chrześcijaństwo przestało być chrześcijaństwem, kiedy w imię Jezusa doszło do zwalczania inaczej myślących, wojen religijnych, krucjat, inkwizycji, nawracania ogniem i mieczem. Dalej jednak wzywający do narzucania innym swojej woli i wyobrażenia świata nazywają siebie chrześcijanami, mimo że mówią językiem nienawiści.
Podstawą islamu nie jest zabijanie ludzi, ale jego samozwańczy wyznawcy mordują „niewiernych”, do których zaliczają także swych współbraci z innych odłamów tej religii. Fanatycy nie wnikają w istotę przekazu Proroka, wystarczy im sama nazwa i interpretacja nauczycieli.
Szlachetne wezwanie komunizmu do sprawiedliwości społecznej nie skłoniło ludzi do współpracy, ale najczęściej przeradzało się w mordowanie myślących inaczej niż przywódcy.
To, że ktoś nazywa siebie chrześcijaninem, muzułmaninem, komunistą, nic nie znaczy.
* * *Rzadko zdarza mi się oglądać reklamy. Zastanawiam się, kto je ogląda. Są w ogromnej większości głupie, prymitywne, bez polotu. W dodatku są powtarzane bez przerwy, bywa że w jednym bloku reklamowym po kilka razy. Występują w nich dzieci, co jest podobno zabronione. Występują znani aktorzy, sportowcy i coraz częściej różne znane postaci. Otrzymuję reklamy przysłane SMS-em i dzwonią do mnie różne firmy oferując okazyjne sprzęty, badania, wyroby.
Ani mnie to ziębi ani grzeje, bo reklamy nie zachęcają mnie do kupna czegokolwiek, a osoby reklamujące traktuję obojętnie lub z zażenowaniem, kiedy wypada im wygłaszać jakieś wyjątkowo durne kwestie. Ale okazuje się, że nie wszystkim jest to obojętne. Niedawno na plakatach reklamujących Empik pojawiła się pani Maria Czubaszek i Adam „Nergal” Darski. Kampania kościelna przeciwko Nergalowi, a częściowo przeciw pani Czubaszek, przyniosła efekt. Nergala już zwolniono z zasiadania w pewnym jury w telewizji, a teraz prezes Empiku wycofał plakaty w których oboje reklamowali Empik i PRZEPROSIŁ PUBLICZNIE ZA TAKI WYBÓR BOHATERÓW KAMPANII REKLAMOWEJ, ZAPEWNIAJĄC ŻE NIE BYŁA TO PROWOKACJA.
Ten przypadek pokazuje jak cienkie jest poczucie przyzwoitości, które stoi na straży demokracji. Widziałem w przeszłości wiele takich przypadków serwilizmu. Gdy na początku lat 80. zdobywała przewagę Solidarność, wtedy część karierowiczów próbowała pod tym sztandarem wygrać swoje interesy. Kiedy Solidarność upadła, wrócili do dawnych partyjnych sztandarów. Kiedy za rządów PiS próbowano wprowadzić wymóg lustracji, nawet rektor UJ zarządził wypełnianie odpowiednich ankiet, nie czekając na werdykt Trybunału Konstytucyjnego, do którego zaskarżono tę obrzydliwą ustawę.
Mamy wiele gromkich zapewnień o wywalczonej wolności, o obronie demokracji, pouczamy cały świat o standardach moralności, ale gdyby zmieniły się władze to nie trzeba by było niczego nakazywać – wielu wywąchałoby skąd wiatr wieje i dostosowało swoje działania do oczekiwania nowych władz.
W 1991 r. wiceminister zdrowia Kazimierz Kapera wystąpił w telewizji i potępił środki antykoncepcyjne, które miałyby zapobiegać zachorowaniu na AIDS. Stwierdził, że ta choroba grozi głównie przy kontaktach homoseksualnych, a te są zboczeniem. Premier Bielecki natychmiast zwolnił wiceministra.
Jak daleko odeszliśmy od tamtych standardów?
PIRS



Z cała sympatią dla autora, moja pamięć mi podpowiada, że proces przeciw Urbanowi był procesem z oskarżenia publicznego, z inicjatywy nadgorliwej prokuratury, a sam Tusk od sprawy się odżegnywał. Czy źle pamiętam?
Sroka: Nie wspominam kto wytoczył proces, choć moim zdaniem nie ma to znaczenia. Ale media mówią wyraźnie: „Tusk podjął w tej sprawie kroki prawne. Zrobił to – jak wyjaśnił rzecznik rządu Paweł Graś – jako osoba prywatna, a nie premier” http://www.tvn24.pl/wiadomosci-z-kraju,3/proces-wytoczony-przez-tuska-odroczony-urban-to-udany-zart-nie-przeprosze,325815.html
Współczesny premier Bielecki chyba by nie zwolnił ministra zachowującego się jak Kapera. Taki pesymizm na nowy rok, czy się jednak może mylę?
*
Nb. Badania telemetryczne prowadzi firma, która od nowego roku podniesie panel widzów/oceniaczy z 1750 do 2000 osób/gospodarstw. Na podstawie takich próbek ocenia się oglądalność (za tym zyski z reklam). Tym narzędziem tworzy się 'minutówki’? – gdy widz słyszy słowo kultura – zmienia kanał!? CZY TO NIE SZALEŃSTWO? Uzależniać treści od takich (czy naprawdę wiarygodnych?) wskaźników.
.
W Niemczech taki panel to 5000, ale to ma gwarantować rzetelność? Najbardziej wiarydogne byłyby dane kablówek, ale chyba nie przyznają się, że monitorują widzów.
„Mamy wiele gromkich zapewnień o wywalczonej wolności, o obronie demokracji, pouczamy cały świat o standardach moralności, ale gdyby zmieniły się władze to nie trzeba by było niczego nakazywać – wielu wywąchałoby skąd wiatr wieje i dostosowało swoje działania do oczekiwania nowych władz.” Wszyscy sie z panem zgadzamy, wladzy nie nalezy zmieniac.
@Sroka „Z cała sympatią dla autora, moja pamięć mi podpowiada, że proces przeciw Urbanowi był procesem z oskarżenia publicznego, z inicjatywy nadgorliwej prokuratury, a sam Tusk od sprawy się odżegnywał. Czy źle pamiętam?” – o doskonale Pan pamięta! ja także pamiętam czasy, kiedy władza nie chciała zwalczać opozycji ale domagali się tego robotnicy, chłopi i inteligencjia – masowo i nawet organizując demonstracje poparcia dla surowej polityki względem wichrzycieli 😉