naśmiewanie się lub mówienie źle o moim koledze z roku jerzym urbanie, tak modne na początku transformacji, trwa jako nieprzemijalna zdobycz polskiej demokracji. ponieważ znam go lepiej od większości czytaczy gazet i połykaczy telewizyjnych niusów, na mnie właśnie spoczywa moralny obowiązek prostowania jawnych nonsensów w tej kampanii zohydzania kolegi. to moje korygowanie nie jest mu zresztą do niczego potrzebnie. jako człowiek inteligentny wie, że ważniejsze od tego co się o nim pisze jest to ile się pisze. wbrew wiodącej modzie nie będzie zatem nikogo pozywał za naruszenie dóbr osobistych, więc bezinteresowność z jaką go bronię dodaje mi otuchy.
jeszcze na pierwszym roku studiów kolega urban wspominał jak to w klasie maturalnej jego liceum przeprowadzono ankietę na temat kim chce się zostać.
– napisałem że pragnę zostać milionerem, powiedział.
najpierw bardzo mu się nie wiodło, bo z powodu ciętego pióra awansował na osobistego wroga gomułki i musiał pisać do rozmaitych mediów pod kilkunastoma pseudonimami. potem już wszyscy wiemy kim był w stanie wojennym, ale nawet stanowisko rzecznika rządu w randze ministra nie zapewniało awansu materialnego, o którym marzył jeszcze na ławie szkolnej. trzeba było dopiero zawalenia się komunizmu wraz z rządem, któremu robił propagandę, by mógł zostać tym, kim chciał być od wczesnej młodości.
są to dość znane fakty i nie wspominałbym o nich, gdyby nie fakt, że to właśnie jego dorobek posłużył jako teoretyczne uzasadnienie obecnego strajku lekarzy. jedną ze złotych myśli urbana stało się hasło: rząd się sam wyżywi.
strajkujący medycy z „porozumienia zielonogórskiego”. którzy trzymają pacjentów jako zakładników w sporze z ministerstwem zdrowia, postępują zgodnie z hasłem lekarze wyżywią się sami – bo chętnie przyjmą tych samych chorych jako prywatnych pacjentów, wręczających im honoraria. wolno to robić w gabinetach szpitalnych (a jeżeli nawet oficjalnie nie wolno, to nikt nie egzekwuje zakazu), więc z jakiej racji lekarze rodzinni mają być dyskryminowani?
i pomyśleć tylko – wszystko to dawno temu wykoncypował urban.
ukarać urbana? – ach, NIE!
natan gurfinkiel



No wyżywią się. I nawet starają się o przyprawy.
http://polska.newsweek.pl/ksieza-wyjasnia-przyczyny-protestu-lekarzy-i-zamkniecia-przychodni-,artykuly,354432,1.html
Słuchając wypowiedzi a to ministra czy jego rzeczniczki, a to lekarzy z zielonogórskiego porozumienia, miałem mieszane uczucia – jak ta pani co mówiła: „Jedni twierdzą że Hitler umarł, drudzy że żyje, a ja nie wierzę ani jednym ani drugim”.
Po przeczytaniu linku zamieszczonego przez pana Łukaszewskiego przychylam się do racji ministra. Przeczytałem ten link ale dalej nie mogę w to uwierzyć.
Tekst Autora to pochwała wiary i cierpliwości (na przykładzie Urbana). Kiedy w klasie maturalnej zastanawialiśmy się nad tym co chcielibyśmy robić w przyszłości, jedna z koleżanek powiedziała, że ona chciałaby przejść na emeryturę. I w jej przypadku wiara i cierpliwość okazały się owocne.
@Pirs: ludzie najczęściej wysoko cenią to, czego im samym brakuje. Podobnie jak Ty chętnie bym wierzył w różne rzeczy, ale (k…a!) nie wychodzi. Z cierpliwością też tak – z wiekiem ubywa. U mnie może jeszcze nie tak drastycznie jak u Niesiołowskiego, ale się niepokoję.
A w tym sporze kluczem jest dla mnie słowo „zakładnik”. Powiedz chory rodaku, czyim zakładnikiem się czujesz? Może to rzeczywiście Arłukowicz walczy o większe pobory i dłuższy urlop? A może ten sadysta chce dopieprzyć kolegom po fachu za swoją pomyłkę życiową, bo nigdy nie lubił tej roboty, co chce nią ich zawalić? Dziwię się, że Panowie Eskulapowie nie wystosowali jeszcze wniosku o zbadanie ministra względem poczytalności. Ale z pewnością jutro się za niego publicznie pomodlą, a może nawet zafundują mszę, na intencję wyzdrowienia… właśnie – Ministra A., czy tych nieprzyjętnych pa…
A. Goryński: A gdzież to znalazłeś moją deklarację wiary? Z cierpliwością też u mnie nie najlepiej. Natomiast jak się dłużej żyje to można doczekać czasem spełnienia marzeń.
Od dziesiątków lat wyjeżdżam do pewnej wsi w górach. Za komuny denerwowało mnie to, że były tam tylko dwa sklepy spożywcze i po zwykły chleb trzeba było długo odstać, bo wczasowiczów, wycieczek, turystów i „gości” były tłumy. Marzyło mi się odwrócenie sytuacji: żeby sklepów było dużo a turystów mało. No i po zmianie ustroju stał się cud: w co drugiej chałupie był sklep (wkrótce większość splajtowała) a turystów jak na lekarstwo.
A ja wysoko cenię J. Urbana za to, że był zdecydowanie najlepszym rzecznikiem rządu, za celne pióro i – za lojalność; zwykłą, ludzką lojalność. Czy ktoś wie o tym że Urban pyskował publicznie na byłych szefów z redakcji albo z rządu? Nie pyskował, nie rozwlekał żałosnych historii po żadnych mediach, przyjaźniom był wierny latami. Język ma niewyparzony, to prawda, ale ja z nim stołu nie dzielę, to co mi tam…
@Jaruta: żałosnych nie, śmieszne tak. Niektóre w tym stylu to ja najwyżej o sobie… Ale to już w starożytnym Rzymie niektórzy narażali kontakty osobiste dla dobrej anegdoty. Jak zajrzysz do tego sprzed 20-tu lat „Alfabetu”… hłehłehłe!
A. Goryński – mam „Alfabet” i lubię do niego wracać. Bywa śmiesznie, ale nie żenująco, jak u Kisiela.