2015-01-04.
Przed kilku laty dostałem od niego książkę A God of One’s Own, (tytuł niemiecki Der eigene Gott) dlatego, że mówił mi o niej Zygmunt Bauman, przyjaciel Ulricha Becka. Pisaliśmy wtedy sami książkę o O Bogu i człowieku. Poniżej kilka myśli, które w rzeczonej książce zamieściłem. Szkoda, że odszedł przedwcześnie. Mógł zasygnalizowane tu intuicje rozwinąć w ciekawym kierunku.
To nie jest książka socjologiczna i pewnie dlatego nie przełożono jej na język polski. Dla mnie to najważniejsza książka o Bogu jaką czytałem w ostatnich latach. Otóż w książce Własny Bóg: zdolność religii do tworzenia pokoju i generowania przemocy Beck twierdzi, że „społeczeństwo zsekularyzowane musi się stać społeczeństwem postsekularnym, tzn. sceptycznym i otwartym na głosy religii” I dodaje: „Przyzwolenie na wejście języka religijnego do sfery publicznej powinno być widziane jako wzbogacenie, a nie jako wejście intruza. Taka zmiana jest równie doniosła jak ogólna tolerancja dla świeckiego nihilizmu przez religie”. Nie tylko zgadzam się z postulatem autora Społeczeństwa ryzyka, ale widzę w nim jedyne wyjście z rosnącego fundamentalizmu religijnego. Takie otwarcie może sprawić, że wyznawcy religii przestaną obawiać się sekularyzacji, a różnego autoramentu humaniści i racjonaliści mogą dostrzec w powrocie religii do sfery publicznej (postsekularyzm) sojusznika.
Z jednej bowiem strony Beck pisze o znaczeniu religii w świecie zsekularyzowanym, a więc można w nim widzieć jednego z przedstawicieli postsekularyzmu, z drugiej jednak opowiada się on jednoznacznie za koniecznością zmiany sposobu tej obecności, co z kolei łączy go z sekularyzmem. Główna teza Własnego Boga brzmi: potencjał przemocy zawarty w religiach można zneutralizować dzięki zastosowaniu synkretyzmu i zasady subiektywnego politeizmu.
Wydaje się, że Beck ma rację gdy początków koncepcji „własnego Boga” doszukuje się w reformacji, a zwłaszcza w myśli Marcina Lutra. Dzisiaj, w okresie późnej nowoczesności, żadna z religii, również tych o światowym zasięgu nie może się ograniczać do własnej teodycei, ale musi uwzględniać perspektywy innych – i w tym sensie musi stać się religią kosmopolityczną. Jeśli tak pojęta religia nie zostanie zaakceptowana, to każdej z istniejących form religijności grozi fundamentalizacja.
Śmierć zawsze jest nagła. A ta jednak szczególnie.
Stanisław Obirek



Są dwaj wielcy Profesorowie: Michał Heller i Stanisław Obirek, których, jak czytam, nie rozumiem ni w ząb. Nie jestem jakimś prymitywem z wykształceniem podstawowym, dlatego do Autora mam prośbę o testowanie swoich tekstów na ludziach w parku, i dopiero ich publikowanie.
Przepraszam za szcerośc, ale…
Są dwaj wielcy Profesorowie: Michał Heller i Stanisław Obirek, których, jak czytam, nie rozumiem ni w ząb. Nie jestem jakimś prymitywem z wykształceniem podstawowym, dlatego do Autora mam prośbę o testowanie swoich tekstów na ludziach w parku, i dopiero ich publikowanie.
Po przeczytaniu artykułu Szanownego Pana Profesora przypomniało mi się ubiegłoroczne spotkanie z cyklu „Akademia PWN. Wiedza na łączach”, inspirowane wspólną publikacją Ulricha Becka i jego żony Elizabeth Beck-Gernsheim. Dyskusja poświęcona była wyzwaniom stojącym przed multikulturowymi rodzinami, pytaniom o nowe formy relacji międzyludzkich i o to czy tradycyjny model rodziny jest zagrożony w epoce globalizacji.
Ulrich Becka mówił wtedy, że: „Trzeba się otworzyć na nowy pejzaż. Nie ma jednego ogólnoświatowego modelu rodziny (są tylko modele narodowe); trzeba odkrywać nowe pejzaże, zrozumieć je i podejmować wyzwania. Pojawiły się teraz nowe formy rodziny i związków: to tak samo jak kwiaty które kwitną i mają rożne kolory”( debatę można obejrzeć tu: https://www.youtube.com/watch?v=dIATNBnpu04)
Ta rozmowa wydaje się być ciekawa w kontekście ostatniego synodu nt rodziny. Ciekawe jak nasi polscy biskupi zareagowali by na obserwacje socjologa.
I jak myśl niemieckiego profesora może być alternatywą dla misji naprawczej kościoła czyli „otaczania taką samą troską wszystkich związków nieregularnych, co do tej pory szwankowało i co musi być naprawione”.
To wielka szkoda, że nie dowiemy się już więcej na ten temat od samego profesora Becka.
Panie Hazelhard, nawet tak wykształconym jak Pan zdarza się nie posiąść w pełni sztuki czytania ze zrozumieniem. Proszę się nie poddawać w doskonaleniu tej umiejętności.
@ Morgana
Wyraz „fundamentalizm” jest tak wieloznaczny, że bez objaśnienia, o co chodzi, nie tylko ja nie rozumiem. A jeżeli komuś wydaje się, że rozumie, to niech mi poda definicję wyrazu „fundamentalizm”.
Podobnie mógłbym się „czepnąć” 10 innych wyrazów w tekście.
Panie Hazelhard, ja za pewne posiadam 1/10 pana wiedzy i wykształcenia ,a artykuł powyższy przeczytałam z przyjemnością i co więcej, mam wrażenie ze jego sens pojęłam. Moze więc nie w artykule problem,a w woli czytającego.
@Morgana
Ktoś, kto wybrał pseudonim „Morgana”, nie może mieć 1/10 mojej wiedzy! Ale zadałem pytanie, co to jest „fundamentalizm”. Bez wyjaśnienia tego wyrazu (i paru innych!) artykułu po prostu nie można zrozumieć. To tak jakby wyjaśniać ruch Ziemi wokół Słońca bez wyjaśnienia co znaczy wyraz „grawitacja”.
@Morgana
Ktoś, kto wybrał wspaniały pseudonim „Morgana”, nie może mieć 1/10 mojej wiedzy! Ale zadałem pytanie, co to jest „fundamentalizm”. Bez wyjaśnienia tego wyrazu (i paru innych!) artykułu po prostu nie można zrozumieć. To tak jakby wyjaśniać ruch Ziemi wokół Słońca bez wyjaśnienia co znaczy wyraz „grawitacja”.
Ja trochę z innej beczki. Pytanie do prof. Obirka (nie mam możliwości gdzie indziej zapytać, pytam więc w SO). Często Pan Profesor wyrażał duże nadzieje związane z pontyfikatem Franciszka. Jak Pan ocenia te słowa papieża: „Nie można kochać Chrystusa, ale nie kochać Kościoła, słuchać Chrystusa, ale nie Kościoła, należeć do Chrystusa, ale pozostając poza Kościołem”? Ja, przyznaję, przyjąłem je z dużym zadowoleniem, bo mówią one jasno, że Franciszek to tylko nowy public relations.
Dla mnie to zdanie Franciszka oznacza, że nie czytał Ulricha Becka ani Juergena Habermasa, którzy mówią konieczności i potrzebie respektowania zarówno religii jak i światopoglądów, które do religii się nie odwołują. Nobody is perfect, również papież Franciszek jest dzieckiem swego czasu, a raczej instytucji.
@ Obirek Dziękuję za odpowiedź. Ja też nie czytałem Becka ani Habermasa, ale do głowy by mi nie przyszło gadać takie głupoty, jak Franciszek. Zdaje mi się, że Pan Profesor chowa głowę w piasek. A Franciszek to już nie dziecko, a ojciec tej instytucji.
No więc powiem co myślę. Franciszek jest katolikiem w starym stylu. Utożsamia świat z Kościołem katolickim, którego w istocie jest w tej chwili jej szefem. Dla katolików tradycyjnych nie ma innej możliwości. Wystarczy przeczytać deklarację „Dominus Iesus” napisaną przez kard. Ratzingera. Ja takich nauk nie akceptuję i m.in. dlatego nie jestem już jezuitą. O wiele bliżej jest mi po drodze do Becka i Baumana. Z drugiej jednak strony proszę pamiętać, że ten sam Franciszek powiedział bardzo piękne rzeczy, właśnie w duchu wspomnianych socjologów, w wywiadzie dla Eugenio Scalfari. Dla chętnych link do oficjalnej strony watykańskiej (http://www.vatican-stg.va/content/francesco/it/speeches/2013/october/documents/papa-francesco_20131002_intervista-scalfari.html). To ten sam Kościół. Mnie się podoba tez z wywiadu.
@ Obirek Bardzo dziękuję za, wreszcie, wyczerpującą odpowiedź. Tak, w starym stylu… Zatem Tomasz Terlikowski ma rację, Hoser może spać spokojnie, Lemański powinien szukać nowej roboty, a pieniądze coraz szerszą strugą płynąć od państwa do kościoła. Będę pamiętał, że Franciszek mówi piękne rzeczy.
@wejszyc: trafiłeś przypadkiem w jeden z tych klawiszy, co raptem wywołują mi coś z pamięci. To przepiękne takie suchorośla, osty itp. na bardzo suchym zboczu greckiego pagórka. Zachwycam się, a mój rozmówca pan architekt Sharon mówi: „nienawidzę tego! tyle pracy i pieniędzy kosztuje nas, w Erec Israel, żeby zrekultywować tę beduińską spuściznę. Jak jeszcze byłem w Polsce, też nazywałem ich synami pustyni. Naprawdę są jej ojcami. Oni ją robią.” No więc nie każdy syn ma szansę zostać ojcem czegoś nowego, żyznego, albo jeszcze suchszego i bezpłodnego. W obecnej sytuacji kościół jest tak spetryfikowany, że Franciszek tej szansy nie ma, w obrębie horyzontu czasowego, który sam widzi. Może jednak spłodzi pogrobowca…
@ A. Goryński. Z tego, co powiedział Franciszek i co napisał o nim prof. Obirek („katolik w starym stylu”), wynika, że papieżowi nie chodzi wcale o coś nowego i żyznego. Ot, po prostu dyscyplinuje swoją załogę, bo mu się tak rozbrykała finansowo (bank watykański) i obyczajowo (pedofilia), że zostało to dostrzeżone i przyniosło straty (jak np. w Irlandii).
@Wejszyc
Na czym polega „kochanie Chrystusa”? To jakaś figura retoryczna bez jakiegokolwiek znaczenia…
@ Hezelhard Dla Pana i dla mnie to faktycznie tylko retoryka, ale dla dziewic konsystorskich to już całe życie. Dla prof. Kołakowskiego z niedawnego eseju to fundament naszej cywilizacji. Ja nie wiem, co to znaczy kochać Chrystusa. Przypuszczam, że chodzi o czynienie dobra (złośliwie dodam, że dobrem jest też np. wyłupienie sobie oka, gdy ono zgrzeszy). W wypowiedzi Franciszka niepokoi mnie utożsamienie Chrystusa z kościołem. Czyli z kim? Z ogółem wiernych? Z księżmi? Z hierarchią? Z Lemańskim czy z Hoserem? Protestanci w rozumieniu Franciszka z Chrystusem nie mają nic wspólnego. Gdybym był protestantem, chyba bym się obraził.
@BM Jak wpisuję nowy komentarz, to mi się pokazuje info, że to duplikat komentarza. Dodaję jeden wyraz i wtedy oba komentarze się wgrywają. 🙁
@W. Kiedyś w internecie nie było „panowania”… Ośmielam się to nieśmiało przypomnieć :-).
Co do języka, którego używa KK (ale niestety i Autor notki), to myślę, że naszym „obowiązkiem” jest domaganie się definiowania różnych słów, bo bez tego nie można żadnej logicznej dyskusji prowadzić.
Szanowny Panie,
Rozumiem tęsknotę za precyzją. Ja też cenię szkołę Lwowsko-Warszawską, a zwłaszcza Kazimierza Ajdukiewiacza. Jednak warto tę szkołę uzupełnić o Wittgensteina i jego pojęcia rodzinne. Jak Pan wie, szereg pojęć da się zrozumieć w kontekście bez konieczności definiowania. Do takich należą te, których używa Beck. Proszę zważyć. Ja właściwie przytoczyłem jego tekst i swój komentarz ograniczyłem do minimum. A był to ni mniej ni więcej tylko jeden z najważniejszych głosów we współczesnej socjologii. No więc może nie wszystko można zdefiniować. Również fundamentalizm należy do pojęć rodzinnych, rozumie się go w kontekście zachowań fundamentalistycznych. Niestety dyskutowana wyżej opinia papieża Franciszka na temat relacji Chrystus Kościół, do takich należy, czyli fundamentalistycznych.
@ Obirek Czyli co? Franciszek jest fundamentalistą? Fundamentalistą okazjonalnym? Reformatorem? Reformatorem kiedymuwygodnie? Dopytuję się nie ze złośliwości, a z nadziei na zachowanie świeckości RP, której Franciszek volens nolens może być sprzymierzeńcem lub wrogiem.
Na szczęscie Franciszka Polska mało lub wcale nie interesuje. Proszę porównać dzisiejsze nominacje 20 kardynałów, nie tylko, że nie ma Polaka, ale i Europejczyków mało. Jego uwaga przesuwa się na południe. I dobrze. Może czas zacząć myśleć bez odniesień do Franciszka czy Kościoła?
Na szczęście Franciszka czy na szczęście Polski? Ja od dawna myślę bez odniesień do krk, ale niestety ci, którzy urządzają mi życie, myślą o kościele nieustannie.
Ulricha Becka kojarzyłam jako socjologa, przede wszystkim twórcę koncepcji społeczeństwa ryzyka. Dopiero po lekturze „O Bogu i człowieku” dowiedziałam się, że sprawy religii pozostawały także w orbicie jego zainteresowań. A sama koncepcja dotycząca sposobu „neutralizacji potencjału przemocy zawartego w religiach” wydaje się być ze wszech miar słuszna. Gdyby książka Ulricha Becka została przetłumaczona na język polski, zapewne nie stałaby się zarzewiem tak potrzebnej nam dyskusji, tylko od razu zostałaby w stosowny sposób zaszufladkowana przez naszych wspaniałych publicystów (a przynajmniej sporą ich część).
@Autor
Po przeczytaniu zdania: „Również fundamentalizm należy do pojęć rodzinnych, rozumie się go w kontekście zachowań fundamentalistycznych.” wymiękam. Naprawdę namawiam do konsultacji każdego zdania z sąsiadem, czy rozumie.
Za szybko Pan rezygnuje. Polskość rozumiemy gdy myślimy o Polakach, koniowatość gdy myślimy o koniach. To jeśli mnie pamięć nie myli już Platon próbował tak tłumaczyć. Nazywa się do abstrahowaniem. Pewne pojęcia są po prostu nowe i nic na to nie poradzimy. Pierwsi fundamentaliści na początku XX wieku w USA bronili fundamentów swojej wiary i to było w porządku, dzisiejsi chcą urządzać swiat innym według własnych wyobrażeń. A tak na marginesie, skoro Pana tak dużo kosztuje to, co piszę, to po co Pan czyta i jeszcze zadaje sobie (i mnie) trud komentowania i wyrażania niemożności rozumienia. Niech Pan czyta to, co Pan rozumie i dla nas obu będzie lepiej.
@Autor
Proszę się nie obrażać, bo Naukowiec z tytułami powinien być przygotowany na słowa krytyki. Zresztą, gdyby powyższy tekst napisał przysłowiowy Jan Kowalski, to bym się nie czepiał. Natomiast od profesora Obirka (czy Hellera- podobny przypadek) można wymagać, aby tak pisał, żeby przynajmniej profesor fizyki coś zrozumiał. Oczywiście, mogę nie czytać, ale czy jest jakakolwiek przyjemność z pisania, kiedy się wie, że jest się czytanym tylko przez fałszywych pochlebców?
Co do meritum, to rozumiem, że religijny „niefundamentalista” to ktoś, kto twierdzi, że jajko może być częściowo nieświeże. Czyli, na przykład, wierzy w zmartwychwstanie, a nie wierzy w bajki o Mojżeszu. Albo odwrotnie. Naprawdę, bez dobrej definicji słowa „fundamentalizm” (i innych) tego rodzaju notki tracą sens.
Ależ ja się nie obrażam, tylko mam wrażenie, że mówimy różnymi językami. Więc czasem lepiej się zgodzić na ten prosty fakt, że są tacy którzy lubią Rembranta i tacy, którzy zachwycają się Rubensem. Obaj są świetnymi malarzami, ale nie muszą tych samych oczu cieszyć. Pana cieszy precyzja pojęciowa (mnie też), ale w przypadku religii, a zwłaszcza fundamentalizmu religijnego, nie zawsze da się jednoznacznie powiedzieć, że to be lub cacy. Tylko tyle chciałem napisać powołując się na Becka. Wierzę też w możliwość cywilizowania fundamentalistów zarówno religijnych jak i innych. Dlatego lubię SO bo tu o tym się właśnie dyskutuje.
OK, ale z czego wynika brak definicji słowa „fundamentalizm”? Bo jeżeli jej nie potrafimy podać, to może lepiej tego słowa nie używać?
Słowa papieża Franciszka przytoczone przez @wejszyca są dowodem na to, że nadzieje na prawo wiernych do samodzielnego myślenia są zwykłą mrzonką. Papież, podobnie jak jego poprzednicy, każe mi kochać i słuchać każdego proboszcza, choćby nie grzeszył mądrością ani moralnym prowadzeniem się. Ot, proboszcz, to proboszcz, jest duszpasterzem i jego głos jest wiążący dla parafialnych owieczek, a nie jakieś tam samodzielne poszukiwania Boga. „Święty Kościół grzesznych ludzi”. To bodaj ks. Tischner wymyślił ten dziwaczny paradoks, który ma zagłuszyć wszelką krytyczną samodzielność w myśleniu. ” Żadnych nadziei na odnowę, moi kochani wierni! „- zdaje się mówić hołubiony przez wielu publicystów papież Franciszek.
Problem w tym, że niektórzy z nas spodziewali się po Franciszku więcej niż to możliwe. Papież stoi na czele wielkiej instytucji biurokratycznej, której interesów pilnuje. Zrzucenie z tej instytucji odium demoralizacji księży, pychy, sobiepaństwa, rozwiązłosci, homoseksualizmu, pedofilii oraz innych „słabości” leży w interesie KK. Jeżeli ten i kolejni papieże tych zjawisk nie zmarginalizują KK czeka marny los, tym bardziej że świat współczesny, przez swobodny i błyskawiczny przepływ informacji oraz idei bardzo przyspiesza wszelkie procesy społeczne. Oczekując od Franciszka, że bedzie myślał i postulował idee cywilizacyjne ponad KK jest właśnie spodziewaniem się niemożliwego. Dla Franciszka Chrystus i KK są punktami odniesienia i w tym sensie całym światem, a nie jednym z elementów współczesnego świata. Warto o tym pamiętać aby nie oczekiwać rzeczy wzajemnie się wykluczających. Teksty Becka i Habermasa to przejaw swobodnej refleksji humanistycznej niezwiązanej ograniczeniami żadnego boga, żadnej religii, dogmatami żadnego kościoła. Warto przypomnieć starą regułę: „W każdej sprawie są dwie strony za wyjątkiem sytuacji, kiedy rozpatrujacy jest osobiście zainteresowany – wtedy jest juz tylko jedna strona”. Papież Franciszek reprezentuje tylko tę „jedną stronę”.
Zgoda, ale możemy Franciszkowi pomóc by to powiedział, a jeszcze lepiej napisał. Nikt o zdrowych zmysłach nie oczekuje rezygnacji z tożsamości od nikogo. Przecież ani Habermas, ani Beck nie deklarują, że dla nich Chrystus jest ważny, mówią tylko, że są ludzie dla których jest ważny i oni to szanują. Od Franciszka oczekuję podobnego wysiłku myślowego. Nie sądzę bym wymagał niemożliwego.