Nie wiem, czy wypada pisać o banalnej przypadłości, kiedy wokół aż huczy od świeżutkich wydarzeń, od których włos się jeży. Wybaczcie, że będę nudził w kółko o tym samym, bo widzę wspólną dla nich przyczynę, której na imię: postępujące ogłupienie. Agresywne, nieuleczalne i wszechobecne tak bardzo, że aż banalne właśnie.
Zgłupieć można zespołowo lub indywidualnie, ale symptomy są podobne: ludzie dotknięci tym defektem muszą koniecznie zainteresować swym stanem większe audytorium. Dlatego grupy złożone z osobników połączonych chęcią publicznego ujawnienia swej przypadłości wypełzają na ulice i tam bez zahamowań demonstrują stopień zaawansowania umysłowej atrofii. To tłumaczy np. marsz zadłużonych w szwajcarskiej walucie, którzy pomimo ostrzeżeń mądrzejszych od siebie podjęli samodzielnie decyzję o zaciągnięciu kredytów bankowych, a teraz, w obliczu zmian kursu franka, domagają się państwowej interwencji. Tak, tak! Ulica to doskonale miejsce, by pokazać swoją krzywdę! Sztandary, transparenty, skandowane hasła – dużo szumu i hałasu, w którym ginie prawda o faktycznych celach zgromadzenia, czyli wymuszenia od państwa pieniędzy na likwidację skutków własnej bezmyślności. Nie oni pierwsi i nie ostatni.
W nadchodzącym sezonie wyborczym pochody i manifestacje „pokrzywdzonych przez rząd” będą normą i mogą doprowadzić do wymiany ekipy PO-PSL na jeszcze gorszą. Związkowi bossowie organizują kolejne protesty i strajki, które pod hasłami „obrony miejsc pracy” mogą jedynie przyspieszyć upadek przedsiębiorstw dających ludziom ową pracę. Ale dla osiągnięcia chwilowych korzyści wyjdą oczywiście na ulicę – ci wyrachowani i ci ogłupiali razem, z Mazurkiem Dąbrowskiego na ustach. Możliwe, że swój cel, jakim jest wymiana ekipy rządzącej osiągną – pozostaje tylko wątpliwość, czy to coś zmieni? Czy w kasie państwa przybędzie od tego pieniędzy, czy zniknie bezrobocie, czy spadnie zadłużenie? Wiarę, że tak będzie, można uważać za naiwność, ale przecież to tylko słabo maskowana głupota.
Tymczasem ujawnianie umysłowych niedostatków przychodzi coraz łatwiej ludziom, którzy z racji pełnionych funkcji powinni zachować choć odrobinę zdrowego rozsądku. Niestety – bez żenady stają oni przed kamerami różnych telewizji, by tam wygłaszać bzdury, zdradzające ich stan. Pan Schetyna opowiada własną oryginalną wersję wydarzeń towarzyszących wyzwoleniu hitlerowskiego obozu w Oświęcimiu, pan Rzepliński, niepomny na niezawisłość Trybunału Konstytucyjnego, którego jest przewodniczącym, przyjmuje watykańskie odznaczenie, a kandydat na najwyższy urząd w Rzeczpospolitej rozpatruje możliwość użycia polskiego wojska w rosyjsko-ukraińskim konflikcie. Więcej przykładów dostarczają nam codziennie media. O poziomie wypowiedzi naszych politycznych celebrytów szkoda gadać – mam o nich taką samą opinię, jak przygniatająca większość społeczeństwa. Człowiek ogląda te popisy i szczypie się z niedowierzaniem na widok nadszarpniętej zębem czasu posłanki dyskutującej o pigułce „dzień po”, dziwi się, że pani rzecznik rządu była także doradcą polityków opozycji, rży z wesołości słuchając przedwyborczego exposé kandydatki Ogórek i z rezygnacją przyjmuje oświadczenie pani Grodzkiej o budowie przez tę doświadczoną przez życie osobę – V Rzeczpospolitej. Już się gubię: czy takie występy to przyczyna, czy skutek powszechnego zgłupienia?
Z powodu marnej kondycji umysłowej postępuje dezorientacja obywateli, rodząca poważne dylematy w każdej dziedzinie życia. Czy opłaca się pracować, czy walczyć o zasiłki? Czy wydawać, czy oszczędzać? Czy Komorowski, czy Duda? Czy zostać, czy wyjechać? Czy do Anglii, czy do Grecji? Czy lepszy był socjalizm niż kapitalizm?
Nie znam odpowiedzi na takie pytania. Po prostu – jestem głupi i nadszedł odpowiedni moment, by to publicznie ujawnić. Inni i tak mnie wyprzedzili.



Też czasem mam wrażenie, że jedynym tematem, którym warto się interesować jest życie seksualne kwiatów.
Empatia. Ktos kiedys wymyslil taki termin. Nie wiem co on oznacza.
Stanisław Zielinski zapomniany i niezyjacy od wielu lat polski pisarz był człowiekiem bardzo dowcipnym. Dlatego pozwole sobie zacytować mój ulubiony fragment jednego opowiadania ze zbiorku pt „Statek Zezowatych”
„Czego oni nam dosypują do żarcia, niemożliwe żeby człowiek sam z siebie był taki głupi….
-Jacy oni ?
-No ci z Marsa albo z innej planety.Latają wszędzie jak po swoim……”
Pozdrowienia dla autora AK
Kaputalizm. Zbudowaliśmy. Ale jeszcze gorszy zbudował władca Rosji – Kaputin.
Z powodu marnej kondycji umysłowej postępuje dezorientacja obywateli, rodząca poważne dylematy w każdej dziedzinie życia.
……………………………………………………. Czy opłaca się pracować, czy walczyć o zasiłki?
Odpowiedź jest oczywista, brać pieniądze bez pracy!
……………………………………………..
Czy wydawać, czy oszczędzać?
Jasne że wydawać nawet jak się niema kasy, bierze się pożyczkę i ma się na wydatki!
…………………………………….
.Czy Komorowski, czy Duda?
Oczywista oczywistość, ten co obieca więcej!
……………………………………..
Czy zostać, czy wyjechać?
Decyduje wiek i stan zdrowia, tu młodzi mają zdecydowanie przewagę.
…………………………………………….
Czy do Anglii, czy do Grecji?
W Grecji teoretycznie cieplej i ładne niebo, więc..
……………………………………………..
Czy lepszy był socjalizm niż kapitalizm?
Na to pytanie niech odpowiedzą ci co pogonili socjalizm, czyli sól ziemi czarnej – klasa robotnicza co chciała aby Pan Antoni Kopff zadał w swoim felietonie kilka pytań.
PS.
Ach ci ludzie kultury.. zawsze chcą aby było lepiej..
@Magog: lubię jak cię ponosi, tracisz jednak kontakt ziemią. Ta sól, to już od dawna nie ziemi czarnej, tylko na płycie chodnikowej i asfalcie. Stosowny cytat z dobrego poety bratniego socjalizmu:
„dawno uże rosstalis’ my s cepiami.
Nam, sława Bogu, jest czego tierjat’!” (1974)
@A. Goryński
eeee kontakt z ziemią mam stale jak wychodzę z pieskiem na spacer. Była klasa robotnicza też ma pieski, chodzimy, narzekamy, politykujemy itd. itp.
Mamy też pełna świadomość, że możemy tylko pogadać. Była KlR. lepiej obecnie znosi krytykę odnośnie swojej młodości i wiedzy która posiadali te trzydzieści lat wstecz.
Kiedyś, jak mówiłem że tak będzie (te kapitalistyczne choroby..)
to uważali że jestem czarnym krukiem. Ja im mówiłem że wszystko ulegnie przemianom na gorsze w stosunku do tego co znają to pukali się w głowy.. Teraz nie pukają się w czoła, bo emeryturki, zdrówko i parę innych drobiazgów składających się na komfort życia są na planie pierwszym.
A ten komfort.. lista jest długa od zdrówka poczynając.
ps. a ten poet to kto?
Istinnaja prawda.. no trudno ugadat’i kto eta był.
Ostatecznie lepiej znali się na „komunizmie”.
Poeta nazywał się – jak bohater Kiplinga – Kim. Autor piosenek, które wysłuchałem wtedy z taśm drugiego obiegu. Ta pioseneczka była pierwomajska. Kiedy to wsie trudiaszczijesja mira, naszy i nie naszy, jedinstwo demonstrirujut swajo! Nie wiem czy odnajdę ją jeszcze w najdalszym kącie drugiej groty w mojej oublijetce, pod warstwami tysięcy późniejszych kaset.