Po raz kolejny panowie składający przysięgi wierności watykańskiemu monarsze pozwolili sobie uszanować autonomię państwa polskiego i powstrzymać się od wywierania wpływu na jego suwerenne decyzje.
W duchu szacunku dla polskiej suwerenności owi wolni polscy obywatele, ani troszkę niedziałający w imię interesów żadnego obcego państwa i w żaden sposób niezwiązani obcą niedemokratyczną władzą, owi tzw. biskupi byli łaskawi określić nasze europejskie standardy moralne jako wykwit zdeprawowanej „ideologii gender”. Po raz kolejny zaprosili Polaków i polski rząd do wypowiadania się na temat tego, jakie dokumenty ma podpisywać papież i jakie prawa rządzić mają w monarchii absolutnej, zwanej dumnie Stolicą Apostolską.
Zdaniem lokalnych reprezentantów zaprzyjaźnionego, zbierającego w Polsce podatki państewka, zagubionego pośród zabytków Rzymu, „Konwencja ws. przeciwdziałania przemocy wobec kobiet wynika ze skrajnej, neomarksistowskiej ideologii gender”. A to tylko dlatego, że wspomina się w niej, że bicia nie wolno usprawiedliwiać tradycją i religią. […] do bólu rozumiecie, że proste stwierdzenie, że bicia nie wolno niczym usprawiedliwiać, nie jest składnikiem żadnej ideologii, ale prostym aktem moralności, dokładnie tym, czym jest: niezgodą na bicie i jego usprawiedliwianie. Ale co z tego! […]
Konwencje, srencje – ważne, żeby nikt na tym świecie nie ważył się publicznie uznać czegoś, co mogłoby być zinterpretowane w sposób naruszający waszą nietykalną cześć, w sposób, który zawiera choćby hipotetyczne wątpliwości co do waszej wyniosłej godności i moralnej przewagi nad światem. Otóż cała wasza przewaga nad tymi wszystkimi, których z obłudnym wyrazem troski na twarzy tak podle znieważacie i prześladujcie, streszcza się w jednym słowie: pycha. [..]
Śmiecie miotać w wolnych i postępowych obywateli swoje wyzwiska: gender, ideologia, deprawacja, dehumanizacja? Jak szamańskie zaklęcie bezsilnie powtarzacie te nic w waszych ustach nieznaczące słowa. Ani przez chwilę nie zastanowiliście się, co te wyrażenia miałyby znaczyć. Ale to przecież nieważne. Ważne jest tylko samo plucie, ów żałosny egzorcyzm, który ma przekonać lud, że diabeł nie zginął i w was tylko nadzieja.
To ja wam może przypomnę, co to jest ideologia… Otóż słowem „ideologia” nazywa się system silnych przekonań i stanowczych postulatów odnośnie do tego, w jaki sposób należy prowadzić życie osobiste i organizować życie społeczne, połączony z przyzwoleniem na posługiwanie się przez władze środkami propagandy i przymusu w dążeniu do upowszechniania owych pożądanych stosunków.
Inaczej mówiąc, ideologia to program obejmujący życie prywatne i publiczne, kierowany przez pewien ideał ostatecznego celu i ostatecznego stadium życia ludzkości. Otóż matką wszystkich takich projektów i wszystkich ideologii jest… no co? Kto? Oczywiście chrześcijaństwo. […]
Co jest istotą chrześcijańskiej, a w tym i katolickiej ideologii? Ano jest nią przekonanie, że dążyć należy do takiego świata, w którym nie będzie już żadnej innej władzy niż boska, a więc nie będzie państw i klas, żadnych różnic wyznaniowych ani herezji. Ani własności prywatnej. Świata, w którym wszyscy będą dla siebie braćmi i siostrami. Do tego świata (który z pewnością kiedyś nastanie, gdyż Bóg to obiecał!) dążyć należy ze wszystkich sił.
Tymczasowo musimy tolerować państwa, prywatność, świeckość, obecność nienawróconych jeszcze niewiernych. Ale to się kiedyś zmieni! Cały świat się nawróci i stanie się Kościołem […].
Czy może w czymś się pomyliłem? A może to słowo „ideologia” zostało przeze mnie jakoś nadużyte? A pamiętacie, jak nazywa się ideologie obiecujące raj na ziemi, społeczeństwo bez państw, klas i własności prywatnej? Społeczeństwo braci i sióstr? Otóż to się nazywa komunizm. Tak, tak. Chrześcijaństwo, a w jego ramach katolicyzm, to najstarsza wersja komunizmu. Tego komunizmu, którym tak sobie, dla niepoznaki, gęby wycieracie. Owszem, znacznie później, bo w XIX, wieku powstała wersja judaistyczna komunizmu, a następnie anarchistyczna, ateistyczno-pozytywistyczna i ateistyczno-socjalistyczna.
Ale korzeniem komunizmu jest i na zawsze pozostanie chrześcijaństwo. I dobrze. Ja też chciałbym, tak jak katolicy, żeby ludzie stali się dla siebie jak bracia i siostry. Szkoda mi tylko tych milionów ludzi zamordowanych w imię ślepego ideologicznego fanatyzmu. […]
My was nie zaczepiamy, nie atakujemy. Ale nie pozwolimy się bezkarnie opluwać. Nie przeszkodzicie nam swoimi kalumniami i oszczerstwami budować etycznego, wolnego społeczeństwa na gruzach średniowiecznej, feudalnej smuty, których jesteście ponurymi strażnikami. Wasza brutalna ideologia, nakazująca poddanym bezwzględne posłuszeństwo i daniny, w zamian za mrzonki nagrody na tamtym świecie, ideologia na półtora tysiąclecia mrożąca społeczeństwa Europy w niekończącej się zimie nędzy i strachu, wasz zdradziecki komunizm, który w imię miłości bliźniego mordował, niewolił i poniżał, doszedł swego kresu.
Pozostało już tylko szczekanie na kukły „gender” i straszliwego „neomarksizmu”. […]
Jan Hartman
Blog Autora w portalu Polityka.pl
Tamże cały tekst felietonu. Skróty powyżej – „Studio Opinii”


Wystarczyłoby żeby jeden z drugim zakuty łeb zajrzał do Słownika Wyrazów Obcych, tudzież do wujka Google i wiedziałby co oznacza słowo „ideologia”. Trzymam nerwy na wodzy i nie użyję słów powszechnie uznanych za obraźliwe. Mieć proces o obrazę uczuć(?) religijnych z powodu czegoś co nie warte jest splunięcia? Nie, na to mnie nie stać.
Z poważaniem – cheronea
Autor pisze o biskupach, Andrzej Pokonos o Putinie. Kto od kogo sciagal?
Bardzo ładnie, nic dodać nic ująć. Bardzo mnie ciekawi jednak możliwość dekonstrukcji ideologii w ramach systemu. Myślę, że się dokonuje, szkoda że prof. Hartman nie szuka sojuszników tylko tak na oślep wali. To dość jednak mało skuteczne bo prowokuje równie jednoznaczny wściekły odzew. Dla jasności dodam, że nie wiem jak to zrobić, ale szukać sojuszników słusznej sprawy trzeba również po drugiej stronie.
Szanowny Panie Janie, rozumiem że brak epokowych myśli które mógłby Pan przelać na papier powoduje u Pana depresję wywołującą odruchowe wyrywanie sobie włosów z brody wywołujące ból i emocje zmuszające Pana do publikowania ich po wzbogaceniu mentalnymi cytatami z Gomułki. Proszę także zrozumieć cierpienie czytelników którzy oprócz przedstawionych przez Pana chorych emocji nie widzą w tekście śladu nawet suchej myśli. Cierpliwie czekam na epokowe myśli, bez zrzynania od Gomułki.