Janina Paradowska: Widoki na starcie

paradowska2015-02-07.

Termin wyborów ogłoszony, kandydaci znani, zaczęły się pierwsze konwencje. Czy to oznacza, że o wyborach prezydenckich wiemy coś więcej, niż wiedzieliśmy dotychczas?

Zaskoczeń nie ma, jedyną mogła być decyzja ludowców o poparciu urzędującego prezydenta. PSL, pod naciskiem prezesa Piechocińskiego, wystawiło własnego kandydata, co może mieć wpływ bardziej niż umiarkowany na ostateczny wynik pierwszej tury.

Zasadniczy problem nie polega przecież na tym, w jakiej kolejności uplasują się Andrzej Duda, Magdalena Ogórek czy Adam Jarubas, choć oczywiście ich rywalizacja, jedyna rzeczywista w tej fazie, a zapewne w całej pierwszej turze, może być ciekawa. Zasadniczy problem polega na tym, że liderzy partyjni schowali się pod pretekstem, że najważniejsze są wybory parlamentarne[..].

Bronisław Komorowski, startując pięć lat temu do prezydentury, był politykiem pełnowymiarowym, marszałkiem Sejmu, obecnie niektórych kandydatów można byłoby ledwie wysłać na staż do prezydenckiego pałacu.

Mamy więc kandydata prawie pewnego i zaciąg młodzieży (politycznej, bo wiekowo w okolicach czterdziestki) lub takich, którzy walczą o przeżycie (Janusz Palikot), o zaistnienie w ogóle własnej partii (Anna Grodzka), czy dlatego, że w ramach promocji swojej osoby startują zawsze (Janusz Korwin-Mikke). Ta stawka już się pewnie nie zmieni[…]. Nie jest także pewne, czy wszyscy, którzy obecnie deklarują chęć startu, dopełnią formalnych wymogów. […]

Zawsze pierwszy pojedynek odbywa się na liczbę zebranych podpisów. Można przewidywać, że wygra go PiS i być może będzie to ostania wygrana tej partii. […]

Co ten zestaw kandydatów nam pokazuje? Przede wszystkim coraz bardziej dramatyczną kadrową pustkę w całej polityce.[…]

Najdramatyczniej rzecz wygląda na szeroko pojętej lewicy, która kiedyś skrzyła się ważnymi nazwiskami. Ale nie lepiej jest w centrum i po prawej. Kogo może wystawić PiS, jeśli ucieka z pola bitwy Kaczyński? Nikogo z szansami na w miarę zrównoważoną walkę. Zresztą gdyby nie Bronisław Komorowski, czy Platforma miałaby kandydata zapasowego? […].

O politycznym znaczeniu kandydata decyduje więc dziś głównie partyjne logo, dzięki któremu np. Andrzej Duda zbiera w sondażach kilkanaście procent, ale jednak dużo mniej niż partia, a nie jakość i powaga kandydatów. Magdalena Ogórek ma mniej więcej tyle co SLD. Adam Jarubas dopiero wszedł na scenę i trudno cokolwiek powiedzieć o jego ostatecznej pozycji, nie jest jednak wykluczone, że zakończy pierwszą turę z niewielkim wynikiem jednocyfrowym (5 proc. będzie mógł uznać za sukces). Właściwie Bronisław Komorowskijuż dziś może czuć się zwycięzcą w tym sensie, że wszystkie partie skapitulowały – i jednak uznały dobrą jakość jego prezydentury.

Na razie mamy czas rytuałów. A więc bezsensowny spór, czy data 10 maja pomaga Komorowskiemu czy nie. Zawsze urzędujący prezydent ma naturalną przewagę i ma zdolność kreowania wydarzeń ogólnokrajowych także pod swoją kampanię. Czyż kampania Lecha Kaczyńskiego nie miała rozpocząć się w Katyniu, gdzie miała się zameldować „cała Polska”? Tyle że zginęła w katastrofie lotniczej, by potem przez wielkie obchody bitwy pod Grunwaldem (zaniechanych po śmierci prezydenta Kaczyńskiego) prowadzić bitewnym szlakiem Małego Rycerza.

Czy siedem dni, gdyby wybory wyznaczyć na ostatni możliwy termin, zwiększy rozpoznawalność Andrzeja Dudy, jeśli nie sprawi tego wielomiesięczna kosztowna kampania? Magdalena Ogórek rozpoznawalność ma już wysoką, tylko dla prezydentury nic z tego nie wynika. Mamy też rytuał wpychania Komorowskiego w ściśle partyjne buty PO. […]

Czy ten mocno egzotyczny zestaw niedoświadczonych kandydatów zastępczych gwarantuje rozstrzygnięcie w pierwszej turze? Nie, nie gwarantuje. Wiele czynników może zadecydować o tym, że w pierwszej frekwencja będzie niska, wyborcy Komorowskiego poczują się zdemobilizowani, bo stawka nie będzie wielka. Lub nie będzie wydawać się wielka.

Na to zapewne liczą inni kandydaci, choćby PiS wierzący w zwartość swojego wiernego elektoratu […]. Ale czy druga tura oznacza porażkę urzędującego prezydenta?

Otóż przekonanie, że tylko zwycięstwo w pierwszej turze oznaczać może sukces, jest mylne. Wygrana w pierwszej turze niewielką przewagą głosów, co może się zdarzyć skutkiem ich rozproszenia, satysfakcji dawać nie musi. Wysokie, przekonujące zwycięstwo w drugiej może okazać się o wiele bardziej efektowne. Nikt nie będzie mówił o zwycięstwie „wymęczonym”.

Dziś najciekawsze pytanie dotyczy nawet nie programów, które nigdy nie są tak ważne jak kilka prostych haseł. Zresztą „programy prezydenckie” wynikają bardziej z konstytucji i uprawnień, jakie daje ona prezydentowi, i pewnego ogólnego przesłania (kiedyś Polskę podzieliło hasło „Polski solidarnej przeciw liberalnej”, dzięki czemu, ale nie tylko dzięki temu, Lech Kaczyński wygrał z Donaldem Tuskiem), a nie ze szczegółowego spisu tak zwanych priorytetów.

Priorytety są bardziej dla rządu, dla prezydenta ogólna linia. Inaczej mamy niszczącą dwuwładzę. […]

Bronisław Komorowski nie ma żadnej potrzeby debatowania już w pierwszej turze z pozostałymi kandydatami. Jego legitymacją jest pięć lat prezydentury. Niech kandydaci debatują między sobą, może pomoże im to w prezydenckich zmaganiach za lat 5, 10, 15, a my zobaczymy, jak i czy rośnie polityczne partyjne zaplecze.

Takiego pożytku z tych wyborów nie należy lekceważyć. Jak ma być zmiana, to trzeba do niej dojrzewać.

Janina Paradowska

Blog Autorki w portalu Polityka.pl

Tamże cały felieton; skróty redakcja „Studia Opinii”

 

Print Friendly, PDF & Email

8 komentarzy

  1. otoosh 2015-02-07
  2. W. Bujak 2015-02-07
  3. Alina Kwapisz-Kulińska 2015-02-08
    • BM 2015-02-08
  4. MaSZ 2015-02-09
  5. Jerzy Łukaszewski 2015-02-09
  6. MaSZ 2015-02-10
    • Jerzy Łukaszewski 2015-02-10
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com