– pada odpowiedź na pytanie: co będziesz pić: piwo czy wódkę?
A ostatnio trwa dyskusja na temat co najbardziej potrzebne jest teraz Ukrainie; broń czy pieniądze? Sensowna odpowiedź powinna brzmieć; a także sankcje przeciwko Rosji.
O księciu Eugeniuszu Sabaudzkim, jednym z największych wodzów w historii, wie się na ogół tyle, że powiedział, iż do wygrania wojny potrzebne są trzy rzeczy; pieniądze, pieniądze i jeszcze raz pieniądze. Inni wodzowie dodaliby, że przydałoby się jeszcze parę rzeczy, lecz bez pieniędzy raczej – zaznaczam raczej, bo bywają rzadkie wyjątki – wojen się nie wygrywa. A wojnę z Rosją Ukraina bez kasy może jedynie przegrać.
O zwycięstwie w ogóle się w tym przypadku nie mówi, chyba że za zwycięstwo Ukrainy uznane zostanie jej w miarę spokojne trwanie bez Krymu i z obecną linią demarkacyjną w Donbasie. Same pieniądze nie załatwią jej tego problemu. Dają jej i oby dawali więcej, nie na broń, lecz na ratowanie się przed bankructwem i ściśle określone cele gospodarcze.
Wojna wojną, ale tego wsparcia i nacisku na zmiany nie wolno osłabiać. Stan katastrofy nie tylko jest uzasadnieniem dla podjęcia radykalnej transformacji, lecz również niezbędnym tego warunkiem. Teoretycznie dla koniecznych reform są warunki kiedy jest pokój i spokój, kiedy ogólnie nie jest źle, czy choćby jako tako, a katastrofa rysuje się w jakiejś perspektywie. Wtedy jednak zwyciężają naturalne opory przed dodatkowym wysiłkiem, przed zmianami, których przebiegu nie można dokładnie przewidzieć i nieuchronnym kosztem dokonywanych przemian. „Póki piorun nie zagrzmi chłop się nie przeżegna” – powiedzenie rosyjskie, ale to na Ukrainie nie tylko błyska i grzmi, lecz już pioruny padają. Z tej katastrofy społecznej i gospodarczej może ona wyjść tylko przez radykalną modernizację. I nie można czekać na pokój, bo go nie będzie dopóki kraj nie stanie mocno na nogi, a to jest już jest niemożliwe bez utworzenia w miarę uczciwej gospodarki, w miarę sprawnego państwa, któremu trzeba pomóc w reformowaniu i wytrzymaniu wojny.
Bis dat qui cito dat
Zawierając porozumienie Mińsk II separatyści – będziemy od tego momentu nazywać ich rebeliantami – zastrzegli, że nie będą go przestrzegać w dwóch punktach. Jeśli chodzi Debalcewe okazali się słowni. Teraz przymierzają się do Mariupola. Debalcewe to duży sukces rebeliantów, bo opanowali połączenie między Donieckiem i Ługańskiem, ale niewielka strata Ukrainy. Natomiast Mariupol to pokaźne miasto, które nie pozwala Rosji na uzyskanie lądowego połączenia z Krymem. Jego zdobycie ma dla Rosji sens jeśli następnym krokiem byłoby zdobycie Pieriekopu, przesmyku między półwyspem i kontynentem. I nawet gdyby Kijów dostał worek pieniędzy na zakup broni gdziekolwiek w świecie, to może nie zdążyć przed bitwą o Mariupol. A zresztą, niezależnie od tego czyj ten Mariupol będzie, Putin może respektować zawieszenie broni, ale nie musi. Może zaatakować kiedy chce i gdzie chce, a pretekst sobie wymyśli. Gotowość bojowa jest potrzebna na już. „Łyżka jest droga przy obiedzie” – kolejne rosyjskie powiedzenie pasujące do Ukrainy.
Sowiecka Ukraina była ważną częścią przemysłu zbrojeniowego ZSRR i bez tego komponentu całość znajdująca się w Rosji przeżywa pewne problemy. Lecz jeszcze większe ma Ukraina bo to co jej pozostało z tych mocy produkcyjnych w niewielkiej części nadaje się do samodzielnego wykorzystania na wojnie. Do tego podstawowym czołgiem rosyjskim jest T-90, a ukraińskim – T-72, o generację wcześniejszy. Podobnie wygląda sprawa z innymi rodzajami uzbrojenia. Rosjanie mają też nowe bronie, jak spadające na spadochronach pociski, które się rozpryskują nad ziemią.
Rosja przy Putnie nie powstrzymała do końca procesu degradacji sił zbrojnych, lecz jednocześnie podjęła duży wysiłek celem ich modernizacji i przezbrojenia. Udało się to w stopniu wystarczającym, by uzyskać przewagę nad Ukrainą, której armia ulegała degradacji przez cały okres od uzyskania niepodległości. Niewykluczone, że w interesie Rosji starali się o to miejscowi politycy i dowódcy.
Po stronie ukraińskiej główny ciężar walk zdaje się spoczywać na jednostkach ochotniczych, takich jak Ajdar, Azow, czy – nawet! – OUN, utrzymywanych w części przez oligarchów sprzyjających nowym porządkom. „Zdaje się” bo doniesienia z frontu nie są zbyt precyzyjne. Głównie pokazują mniej czy bardziej dramatyczne fragmenty. Opinie walczących Ukraińców o uzbrojeniu, zaopatrzeniu i przede wszystkim o dowodzeniu są druzgocące. Na pewno, jak to na wojnie, pełne są zrozumiałych emocji, prób wytłumaczenia niepowodzeń. Ale nawet biorąc poprawką na to wszystko sytuacja jest zła.
Ukraina ma problem ze skompletowaniem regularnej armii, którą musi mieć duże i ludne państwo. Nie jest to jej specyficzna cecha. Nasza cywilizacja, z jej indywidualizmem, zanikiem poczucia służby i nawyku posłuszeństwa nie nadaje się do tworzenia masowych armii, zdolnych do podejmowania trudów i ryzyka wojny. Znowu wchodzimy w epokę wojsk zawodowych, złożonych z ludzi mających odpowiednie predyspozycje i motywację. Ci ludzie muszą czuć, że są dobrze uzbrojeni w stosunku do przeciwnika i należycie dowodzeni. I muszą być dobrze opłaceni, wiedzieć że należycie będą zabezpieczone ich rodziny.
A Ukraina nie ma środków by stworzyć takie wojsko na skalę jakiej wymaga narzucona jej wojna i nie ma czasu na długie przygotowania bo już nieprzyjaciel w granicach. Jeśli chce się jej pomóc naprawdę, jeśli się chce ją uratować przed rosyjską dominacją to trzeba jej dostarczać pieniądze, pieniądze i jeszcze raz pieniądze, i to na wojsko, niezależnie od środków przyznawanych na reformy i na przetrwanie. Trzeba jej też dostarczyć brakującego uzbrojenia, zanim je sobie kupi za te nie przyznane jeszcze pieniądze. Te zresztą dawane są z trudem, bo nikt ich nigdy nie da nazbyt wiele, natomiast wszystkie państwa mają sporo różnego sprzętu w arsenałach. Mogą tam znaleźć i to, czego akurat Ukraińcom brakuje – i zapewne łatwiej to bez uszczerbku przekazać, nawet za darmo, niż wyłuskać pieniądze, których każdemu brakuje.
I jeszcze trzeba zrobić to czego jako pierwszy podjął się premier Cameron, który pośle na Ukrainę wojskowych instruktorów różnych specjalności, a w tym fachowców od szkolenia piechoty. W ślad za nim idziemy i my. Polska ma posłać kilkudziesięciu instruktorów szkolących ukraińskich podoficerów, a bez nich nie ma porządnej armii. Broni na razie nikt nie posyła. Prezydent Obama, naciskany już i przez Republikanów i przez swoich Demokratów, rozważa posłanie broni, traktując to jako kolejną odpowiedź na kolejny stopień rosyjskiej agresji.
Fortuna variabilis, para bellum
Europa broni przekazać nie chce. Kanclerz Merkel, skądinąd stanowcza w stosunku do Putina, chce skłonić Amerykę by nie dawała broni. Argumentów jest wiele.
- Konfliktu nie uda się rozwiązać na drodze militarnej, więc nie ma go co podsycać, dosyłając broń.
- W ten sposób tylko się sprowokuje Putina do dalszych aktów agresji i utrudni konieczny dialog.
- Ile by tej broni posłać, Rosja i tak zachowa przewagę nad Ukrainą.
Aleksander Kwaśniewski, który od lat wspiera demokratyzację i modernizację Ukrainy uważa, że nie należy jej przekazywać broni, natomiast należy jej pomóc w reformach, w czym mamy spore umiejętności. Wsparcie jak najbardziej. Leszek Balcerowicz ma przetarte drogi w Kijowie – mogę zaświadczyć, byłem tam z nim jakiś czas temu – i teraz ma tam doradzać rządowi. Ale czy Aleksander Kwaśniewski może dać słowo, że kiedy reformy pójdą dobrze, a Ukraina zacznie się podnosić i zbliżać do standardów europejskich, to Putin właśnie dlatego nie dokona kolejnego aktu agresji, korzystając z wielkiej przewagi militarnej nad Ukrainą? Przecież to perspektywa demokratycznej i coraz lepiej żyjącej Ukrainy, niezwiązanej z jego Wspólnotą i zbliżającej się do UE i NATO skłoniła go napaści.
Dotychczasowy przebieg wojny rosyjsko-ukraińskiej jest ilustracją polskiego powiedzonka, że nim gruby schudnie to chudy zdechnie. Rosyjskie matki żołnierzy, które zorganizowały się podczas wojen czeczeńskich i stanowią już strukturę z jakimś aparatem, oceniają, że straty ludzkie po stronie rosyjskiej – bez miejscowych rebeliantów – wynoszą połowę strat ukraińskich. Putinowi, zgodnie ze starym rosyjskim sposobem wojowania, nie żal jest ludzi, aczkolwiek stwierdzenie ”liudiej u nas mnogo” nie jest już tak aktualne jak w latach 1941-1945. Zwłaszcza jeśli chodzi o ludzi uzbrojonych i wyszkolonych. Ale „ładunek 200”, czyli ciała zabitych żołnierzy, zbyt duży i przywożony przez zbyt długi okres doprowadził w swoim czasie do erozji poparcia dla wojen w Afganistanie i w Czeczenii.
To poparcie w konflikcie z Ukrainą stanowi dla Putina legitymację jego władzy i polityki. I chroni go przed jego otoczeniem, któremu skutki tej polityki przestają się kalkulować. Putin zna tych ludzi, jest jednym z nich. I jeśli organizuje sobie masowy Antymajdan, to nie tylko po to aby przestraszyć opozycjonistów. Z nimi sobie może poradzić policja. To jego kamaryla ma zobaczyć, że naród stoi murem za prezydentem, bez którego może się jej nie udać opanowanie sytuacji. Trochę to – ale naprawdę trochę – przypomina mechanizm rewolucji kulturalnej w Chinach, uruchomiony przez Mao, który się zorientował, że jego najbliższe otoczenie chce go izolować, bo już nie wytrzymuje jego szaleństw.
Ale wracajmy na Ukrainę. Jeśli dozbroi i doszkoli swe siły zbrojne. Jeśli usprawni dowodzenie. Jeśli opanuje anarchiczne skłonności ochotniczych jednostek, a podniesie morale, dyscyplinę i zdolność bojową całości, wówczas, kolejna runda wzmożonych walk będzie wyglądała inaczej, albo do niej w ogóle nie dojdzie. W polityce nowożytnej – od Piotra I – Rosji przeważa zaborczość nad awanturnictwem. Rosja atakuje albo ze wspólnikiem, albo zdecydowanie słabszego. Czasami zdarzają się wypadki przy pracy. Nie doceniono siły oporu Finlandii w roku 1939, Afganistanu czterdzieści lat później i Ukrainy po zajęciu Krymu. Teraz Rosja odnosi na raty pyrrusowe zwycięstwo, ale każde kolejne nasilenie walk przez inspirowanych i wspomaganych rebeliantów wciąż jest natarciem na słabszego.
Do pory, do czasu – mówi kolejne rosyjskie przysłowie. Jeśli Rosja napotka mocniejszy i skuteczniejszy opór, jeśli na większą skalę zacznie przybywać „ładunek 200”, a na jeszcze większą „ładunek 100”, czyli ranni, trudniej będzie udawać przed własnym społeczeństwem, że nie prowadzi się wojny. A do tego zaczną się kumulować skutki dotychczasowych sankcji w połączeniu z nowymi, które się zapewne wprowadzi. Na taką zaciętość w walce, wytrwałość w pracy i wyrzeczeniach, jakie miał Stalin w latach wojny, Putin liczyć nie może.
Nie można wykluczyć, że taka perspektywa może go skłonić do odstąpienia do kolejnych ataków, czyli do osłabienia narzędzi nacisku na Ukrainę, choć szkodzić jej nie przestanie. To zapewne powoduje gwałtowną reakcję na samą możliwość dostarczenia broni na Ukrainę. Putin bezczelnie posyła do Donbasu nowoczesny sprzęt wojskowy oraz żołnierzy, ale grozi gwałtowną reakcją w dowolnie wybranym przez siebie punkcie. Nasuwa się na myśl; Charków, Nikołajew, Mołdawia, Litwa, Łotwa, Estonia. To ma wzmocnić argumentację tych, którzy nie chcą tej broni posyłać, by nie przyczyniać się do dalszej eskalacji konfliktu. Na wszelki wypadek Putin już obwieścił, że broń amerykańska tam jest i w ten sposób uznał, że już może reagować. Czy w tej sytuacji nie lepiej, żeby tam broń już tam była?
Ernest Skalski



W analizie sytuacji pozostaje jeszcze jedno ważne pytanie: a co tam słychać w Rosji ? wydaje się, że dążenie rosyjskiej władzy do jednoznacznie konfrontacyjnej postawy z Europą niesie w sobie informację o tej, być może na razie potencjalnej, lecz niezwykle ważnej słabości imperium. Pamiętam Petersburg sprzed blisko dwóch lat – dynamiczne miasto, które doskonale czułoby się nie w sytuacji konfrontacyjnej z Europą, a gdy ktoś powie, że Petersburg to jeszcze nie Rosja, odpowiem, że o wiele przyjemniej rozwiązuje się problemy wyludniającego się dalekiego wschodu i tam wpływów modernizujących się Chin, zajmując się tym w ojczyźnie, której europejska część przynależy do Europy. Podejrzewam, że Rosjanie, jeżeli jeszcze w swojej większości tego nie wiedzą, to przeczuwają. A więc, co tam słychać w Rosji? może warto wydać na inne Russia Today, pamiętając czasy Wolnej Europy. I nikt tu nie mówi o kolejnej rewolucji, można i trzeba inaczej.
Jednym z elementów realizacji konfliktu przez Zachód jest gra na czas. Ukraina traci, ale także Rosja boleśnie wykrwawia się, tyle że ekonomicznie. Stąd niewykluczone, iż mniej asertywne stanowisko Niemiec to jedynie gra w dobrego i złego (USA i Wielka Brytania) policjanta. Problem z rebeliantami to min. ograniczona nad nimi kontrola. Kreml bez wątpienia spuścił psy ze smyczy, ale ma ograniczoną kontrolę nad ich działaniem. Należy pomagać Ukrainie, także militarnie, ale razem z całym (większością) NATO.
Rosja w ciągu 2 lat wypali swoje rezerwy walutowe, aby trzymać społeczeństwo w garści zapewne wprowadzi elementy terroru. Ale to jedynie wydłuży agonię. Stąd ryzyko szaleńczego kroku rozpoczęcia wojny. Ukraina jest naturalnym buforem i w interesie Polski należy jej pomagać. Równolegle Polska musi kończyć czas pijarowskiej i infantylnej polityki prowadzonej przez niekompetentnych pozerów. Musimy modernizować gospodarkę i zbroić się. Oby po wygraniu wyborów prezydenckich, PBK doszedł do wniosku, że teraz odpowiada jedynie przed Bogiem i Historią i dokona szeregu kroków, które także kosztem swojej partii, spowodują sanację polskiej polityki. Ani NATO, ani UE nie uczyni z Polski silnego kraju, dobrze przygotowanego na ew. szaleństwa geopolityczne Rosji. To jest nasze i tylko nasze zadanie.
Zgadzam się z autorem. Czas dozbroić Ukrainę i jednocześnie zmusić do szybszych reform. Jedno i drugie równo ważne. A czas ucieka.
Putin jak i cała dotychczasowa polityka rosyjska oparta na sile arsenału nuklearnego powodowała ustępstwa Zachodu i reakcje typu „nie drażnić niedźwiedzia”. Najlepszym dowodem na to były i są prowokacyjne przeloty uzbrojonych rosyjskich bombowców nad wieloma krajami Zachodu. Zapewne bardzo się Putin zdziwił, gdy inaczej niż w przeszłości tym razem np premier Cameron się wściekł i powiedział dość. Może do takiej reakcji przyczyniły się nielegalnie ujawnione ostre komentarze byłego ministra spraw zagranicznych w Polsce Radosława Sikorskiego na temat brytyjskiego premiera. Taka potwarz też motywuje!
Putin liczy na ustępstwa i rozbicie Zachodu. Dozbrojenie Ukrainy może oznaczać dla niego pocałunek śmierci. A tego się boi. Dlatego rozumiem wywody Pana Ernesta i zgadzam się z nimi. Czas aby i Zachód potrząsnął szabelką. Rozmowy i apele możemy już sobie wszyscy wsadzić gdzieś.
Szanowny Panie Autorze, opisał Pan konflikt na Ukrainie jakby to była zabawa ołowianymi żołnierzykami na stole, tam walczą i giną ludzie. Należałoby odpowiedzieć na pytanie o co walczą, czy o przywrócenie urzędowego języka rosyjskiego oraz 360 zlikwidowanych szkół rosyjskich, czy o złoża gazu łupkowego w rejonie Doniecka ( planowano wysiedlenie ludności z terenu o powierzchni kilkuset kilometrów kwadratowych). Oni walczą o wszystko, Rosja nie dopuszcza możliwości konkurencji w strefie wpływów zdefiniowanych przez siebie. Wobec takich uwarunkowań Ukraina nie ma szans z sąsiadem który praktycznie kontroluje jej złoża energetyczne. Hrywna, od czasów Majdanu straciła 400 % do $.. Poroszence trudno będzie znaleźć inwestora gotowego wyłożyć setki miliardów $ z terminem spłaty kilkadziesiąt lat.
Moim zdaniem Europa popełnia zasadniczy błąd wyłącznie mediując między stronami.Pomijam „format normandzki” bo megalomania Niemiec i Francji jest zdaje się nieprzezwyciężalna. (Tymczasem obydwa kraje osłabiają na własne życzenie UE, potem bedą się dziwić, że UE będzie im stawała okoniem.)
Niemcy i Francja popełniaja błąd głosząc, że nie będą dostarczać broni na Ukrainę. Jeżeli Putin jest skłonny czegoś posłuchać to właśnie sytuacji, w której Ukraina będzie uzbrojona wystarczajaco aby koszty dalszej inwazji przestały byc dla Rosji akceptowalne.
Dostarczanie broni na Ukrainę od poczatku wojny w Donbasie dawało by już wcześniej wymierne rezultaty. Rosjanie ponosiliby znacznie większe straty i być może Mińsk I byłby wystarczajacy. A tak zanosi sie na Mińsk III, IV i jaki tam jeszcze, niestety.
Europa Zachodnia nie wyciagnęła lekcji z 1938-1939 r. – Putin zachowuje się geopolitycznie dokładnie tak jak Hitler (pomijam ideologię nazimu) prowadząc Rosję do ekspansji na ościenne państwa. Jeżeli chcemy go zatrzymać należy:
– zbroić Ukrainę,
– zaostrzać sankcje,
– mediować w konflikcie udając głupiego tak jak Putin z Ławrowem.
To jedyna strategia jeśli nie liczyć wprowadzenia wojsk NATO na Ukrainę, czego zdaje się nawet NATO na razie nie przewiduje. Wszelkie dywagacje, że Puitn ma rację najeżdżając na Ukrainę warte są popukania się w czoło.
Jeśli idzie o reformy ekonomiczne i szerzej – systemowe na Ukrainie to przydałby się tam:
– pakt polityczny i społeczny na rzecz reform,
– częścią tego paktu powinno być porozumienie z oligarchami ukraińskim, że dadzą z siebie więcej niż przeciętni obywatele,
– zobowiązanie władz do działania na rzecz radykalnych reform,
– dopiero potem wsparcie tych reform pieniędzmi adekwatnie do postepów w ich przeprowadzaniu.
Inaczej będziemy gadali w Polsce i Europie, że reformy są potrzebne a Ukraińcy znowu zmarnują kolejną szansę.
Zawsze lubiłem SF, political fiction też lubię..
Panowie, czytać czytać czytać najlepiej po obcemu a leniuchy znajdą tłumaczenia na nasze..
Naprawdę polecam.. nawet te okropne z ponerologią w tle..
A tak nawiasem to przydałaby się wojenka? żeby dostać w d… i nabrać rozumku?
Wydaje się,że władze Ukrainy zaczynają robić porządki u siebie.Dzisiaj prokurator Generalny Ukrainy,Wiktor Szokin,na 5 kanale ukraińskiej tv powiedział,że w najbliższym czasie zostanie postawione oskarżenie Giennadijowi Kiernesowi,merowi Charkowa.Kiernes to poplecznik Janukowycza i zaufany Putina.
„Prokuratorzy są w drodze do Charkowa” -rzekł Szokin.
*
A kim są rzekomi separatyści?…
Polecam link,na którym rosyjski Jakut katuje Rosjanina z Moskwy,wyzywając go od moskiewskiej bladi za to,że tamtem usiłował zdezerterować z wojsk tak zwanych separatystów z tak zwanej Donieckiej Republiki Ludowej.
Uprzedzam,że obraz jest bardzo drastyczny,słownictwo rynsztokowe.
http://news.bigmir.net/ukraine/877487–Grazhdanskaja-vojna—Jakut-izbivaet-moskvicha-za-dezertirstvo-iz-DNR
Dziś mamy nowy etap rozwoju rosyjskiej „demokracji”: morderstwo Niemcowa. Czyżby został uruchomiony przycisk z napisem TERROR?
Przycisk z napisem terror został uruchomiony za Iwana Groźnego,wyłączono go na kilka lat za czasów późnego Gorbaczowa i pełnego Jelcyna…
*
Mnie nasuwa się na myśl śmierć ks.Popiełuszki,która była cezurą w polskiej historii.Spodziewam się,że śmierć Niemcowa spełni identyczną rolę w historii Rosji.
@Marian: to nie całkiem tak. Rządził Jelcyn ale równolegle rządziła i bezpieka. Nie koniecznie za wiedzą i poparciem Jelcyna – ale o tym może powiedzą materiały udostępnione w przyszłości, jeśli takowe istnieją.
Sprawdzałem wczoraj na Wikipedia ilu dziennikarzy zabito w ostatnich 2,5 dekadach w Rosji:
http://en.m.wikipedia.org/wiki/List_of_journalists_killed_in_Russia#A_list_of_journalists_killed_in_Russia
Za czasów Jelcyna było chyba więcej morderstw, od kilkunastu do ponad 20 rocznie w poszczególnych latach. Podobnie było w ubiegłej dekadzie. Dopiero ostatnie lata przyniosły pozytywną zmianę i zmalała ilość tych mordów do kilku rocznie. Być może terror poprzednich lat przyniósł efekt i wykruszyła się liczba „niewygodnych” dziennikarzy.
Ciekaw jestem jak teraz zareagują sami Rosjanie. To kolejna zbrodnia i wielka prowokacja. I nie wierzę, że stało się to bez wiedzy Putina.