Od moich amerykańskich przyjaciół dowiedziałem się, że w Sandomierzu planowana jest ciekawa konferencja, w której oni biorą udział. Bardzo mnie interesuje, ale niestety nie dam rady się tam udać, więc może ktoś z Czytelników Studia Opinii będzie miał okazję.
Konferencja zorganizowana będzie w gmachu Wyższego Seminarium Duchownego. Jak podają organizatorzy, prof. Magda Teter z Wesleyan University zaprezentuje deklarację „Nostra Aetate” w kontekście historii stosunków chrześcijańsko-żydowskich, teologii i prawa kanonicznego. Bp Mieczysław Cisło, przewodniczący Komitetu Konferencji Episkopatu Polski ds. Dialogu z Judaizmem przedstawi aktualny stan dialogu katolicko-żydowskiego. Prof. John Connelly z University of California at Berkeley opowie o tym, w jakie sposób aktualnie postrzegana jest na świecie deklaracja „Nostra Aetate”.
Zaciekawiony jak to w ogóle możliwe, zostałem odesłany do ciekawego artykułu Magdy Teter pod intrygującym tytułem: „Malowidło inspiruje dialog chrześcijan i Żydów w Polsce”. To tekst nie tylko o cieszących się słusznie złą sławą malowidłach w katedrze sandomierskiej, ale omawiający prehistorię tej konferencji.
Nie bez zdumienia odkryłem, że sprężyną przedsięwzięcia jest miejscowy biskup Krzysztof Nitkiewicz, podchodzący zresztą z Białegostoku. Chyba zacznę się interesować tym, co robią biskupi (no, może nie wszyscy) w tym jubileuszowym 2015 roku. Przypominam, że 50 lat temu skończył się Sobór Watykański II, a ja ciągle mam wrażenie, że polscy katolicy o nim nie słyszeli. Widać, że się mylę. Przynajmniej jeśli chodzi o katolików w Sandomierzu.
Rzecz o tyle ciekawa, że przed laty widziałem osławione malowidła przez wieki kształtujące obraz Żydów w wyobraźnie sandomierskich katolików. Do dziś żałuję, że nie skorzystałem z usług tamtejszego „przewodnika”, który oferował swoją narrację. Przed kilku laty już mi się nie udało nawet wejść do katedry, bo strzegł jej przed ciekawskimi kościelny „cerber”. Film Ziarno prawdy tylko zaostrzył mój apetyt na sensacje, a tu proszę. Już kolejna konferencja i to współorganizowana przez miejscowego biskupa ze „środowiskami amerykańskimi”. Może jednak coś się zmienia? W każdym razie ciekaw jestem relacji.
Stanisław Obirek


Polecam tez wywiad z prof. Magdą Teter- „How One Town Overcame Its Past” dostępny tu: http://www.yivo.org/blog/index.php/2014/05/30/how-one-town-overcame-its-past-interview-with-magda-teter/ Obszerne informacje nt sandomierskich obrazów, a także ich wpływu na obraz Żydów w świadomości mieszkańców i związanych z tym przesądów, dostępne są na stronie Archiwum Etnograficznego: http://www.archiwumetnograficzne.edu.pl/viewpage.php?page_id=5 Można tu znaleźć godne uwagi publikacje Prof. Joanny Tokarskiej-Bakir, w tym raport z 2006 roku „Sandomierz Blood-Libel Myths”.
Pomimo wrodzonego optymizmu mój nabyty sceptycyzm podpowiada aby przestrzec przed nadmiernymi zachwytami nad zmianami w klerykalnym środowisku Sandomierza. To oczywiście dobrze, że opinie świeckich naukowców są tak wysoko cenione przez lokalnego Ordynariusza, to otwarcie na świat nie zaskakuje u biskupa, który zasmakował włoskiej kuchni, ale zadziwia cokolwiek to kolejne poszukiwanie autorytetów za oceanem, gdy w Polsce mamy naprawdę wielu znakomitych specjalistów. Są pośród nich zarówno świeccy, jak i duchowni profesorowie. Ba, są nawet tacy, którzy w obradach SWII uczestniczyli !
Zaproszenie bpa Cisło ma zaś zapewne stanowić próbę „przytulenia” do sandomierskiej inicjatywy także Szefa właściwego Komitetu KEP i pozostaje tylko mieć nadzieję, że w rezultacie tej obecności to prowincjonalne i elitarne (wstęp za zaproszeniem) wydarzenie nie stanie się w Polsce jedyną kościelną inicjatywą wspominającą Deklarację Nostra Aetate.
A przy okazji warto zauważyć, że wspomniana prof.Teter gościła w Sandomierzu w 2013 roku z okazji prelekcji na lokalnym sympozjum poświęconym „unaukowieniu” obecności niesławnej pamięci obrazu w Katedrze, będącego owocem skrajnej antyjudaistycznej obsesji dawnego sandomierskiego oficjała ks. Żuchowskiego. Zatem albo taka specjalizacja, albo taka potrzeba. Chyba, że jedno drugie razem.
Sprawa jest nie tylko ciekawa, ale i ogromnie skomplikowana. Od lat się jej przyglądam. Byłem świadkiem żarliwego zaangażowania mojego ówczesnego współbrata i niestety przedwcześnie zmarłego jezuity Stanisława Musiała. Pośmiertnie przeżywa swoiste „zmartwychwstanie” dzięki nagrodzie jego imienia. Jednak jest to wydarzenie okolicznościowe i właściwie bez większego znaczenia dla „sprawy”. Tymczasem to, co się dzieje w Sandomierzu zdaje się wpływać na seminarzystów i miejscowego ordynariusza. To prawda, że konferencja robi wrażenie jakby była organizowana prawie w ukryciu przed zainteresowanymi. Sam się o niej dowiedziałem przypadkowo i żałuję, że nie mogę się tam wybrać, ale naprawdę sprawie kibicuję i czekam na relacje tych szczęśliwców, którzy się tam znajdą.
Twierdzenie o.Staszka, że wiadome malowidło Karola de Prevot zakłóca przestrzeń sakralną jest trafne,bo prawdziwe i nie zmienią tego kolejne prelekcje podnajmowanych przez kurię znawców sztuki sakralnej. Okrutne kłamstwo, pomówienie i będąca ich korzeniem i owocem nienawiść, w żaden sposób nie dadzą się pogodzić z wartościami religii miłości.
Zamysł aby przenieść obraz do właściwego muzeum nadal pozostaje najlepszym z możliwych rozwiązaniem albowiem tylko wtedy przerwane zostałoby działanie diabolicznej idei fundatora aby wykorzystać świątynię do utrwalenia jego obsesyjnej nienawiści do Żydów.
A o tym czy „to, co się dzieje w Sandomierzu zdaje się wpływać na seminarzystów i miejscowego ordynariusza” niechaj świadczy następujący, nie wymagający komentarza, cytat z Tygodnika Powszechnego (nr 11/2015 z 15 marca br) będący fragmentem wywiadu z twórcą filmu „Ida” Pawłem Pawlikowskim:
„W Sandomierzu znaleźliśmy idealny do filmu klasztor, w
którym – co więcej – podczas wojny przechowywano żydowskie dziecko. Miły dominikanin – prawdziwy chrześcijanin, od razu poczułem z nim bliskość –
przeczytał scenariusz, spodobało mu się. Ale musiał go pokazać biskupowi. Biskup wniósł weto i nas wywalił. W ostatniej chwili wylądowaliśmy pod Szczebrzeszynem”
Widzę, że „na placu” boju zostało nas niewielu, a właściwie dwóch (chyba, że morgana też się włączy). To wcale nie umniejsza wagi problemu, więc świadom jego wagi pozwalam sobie na komentarz do komentarza Adama Nasławskiego. Ja całkowicie byłem i jestem po stronie o. Staszka. Podobnie jak w przypadku „Czarne jest czarne” (to o antysemityzmie prałata Jankowskiego), oczywiście miał całkowitą rację postulując utworzenie muzeum natysemityzmu (w którym znalazłaby się znaczna część tzw. sztuki chrześcijańskiego, która z lubością odwoływała się do wielkopiątkowej modlitwy za „przewrotnych Żydów”), gdzie rzeczone malowidła stanowiłyby prawdziwy cymes. Czy dojdzie do jego utworzenia nie wiem. Obecna strategia bpa Nitkiewicza, zdaje się podpowiadać, że to jego następcy do tego dojrzą. Niemniej jednak już sam fakt, że o tym piszemy i się nad tym zastanawiamy uznać można za pewien postęp.
Bardzo liczę na kolejny tekst Pana Profesora , który mam nadzieję ukaże się w SO po poznaniu przebiegu i owoców dzisiejszego sympozjum sandomierskiego , a które oby nie sprowadziło się do dysputy nt „Utrum chimera bombinans in vacuo possit secundas intentiones formare”
Również z chęcią przeczytam kolejny artykuł Szanownego Pana Profesora nt tego sympozjum. Oby tylko idea przeniesienia wspominanych malowideł, czy utworzenie
muzeum natysemityzmu nie stały się kroplami w morzu, bo tego mrocznego obrazu Żyda, obecnego w świadomości, z pewnością nie da się tak łatwo zasłonić kotarą. Prof. Tokarska-Bakir, opowiadała w wywiadzie jak jedna z jej studentek wróciła do swego rodzinnego miasteczka i próbowała podzielić się przeżyciami z Sandomierza. Dopiero wtedy dostrzegła, jak silne są pokłady antysemityzmu w jej własnej rodzinie. Moja babcia, która pochodzi z Częstochowy, wielokrotnie opowiadała z nieukrywaną pogardą o tamtejszych Żydach, którzy to, jak mówiła, swoim chleb sprzedawali za 30 gr a Polakom to już za 2 złote. Z rozbawieniem zaś, wspominała jak dzieci z jej kamienicy, w tym mój przyszły dziadek, dla zabawy podpalali chruściane szałasy, w których na podwórzu modlili się Żydzi w czasie Szabatu. A że gaszenie ognia uznać można za prace, której Żydzi powinni się w czasie tego święta wystrzegać, wspomniani sprawcy podpaleń, ochoczo oferowali swoja pomoc w gaszeniu pożaru, za drobną oplata oczywiście. W ten sposób dowiedziałam się jak to mój dziadek zarobił swoje niechlubne pierwsze kieszonkowe. Ale tez odkryłam ze takie usłyszane rodzinne historie zostają w świadomości najdłużej. W mojej zostały na pewno,na szczęście w zupełnie innej postaci niż te głoszone przez babcie, rozpaliły jedynie moja ciekawość do poznawania historii polskich Żydów i zatopiły we mnie na dobre niechęć do wszelkich form nietolerancji. Może więc i negatywny przekaz, może mieć swój pozytywny wydźwięk?
A do dziś, w Częstochowie, znajduje się pomnik Ofiar Getta upamiętniający wywóz Żydów do obozu zagłady w Treblince. Od czasu do czasu zostaje on demolowany przez miejscowych obrońców „czystości polskiego narodu”. Mimo to, swoja obecnością nie pozwala zapomnieć o tych tragicznych losach żydowskiej społeczności. Oby i sandomierskie obrazy, właśnie przez swoja kontrowersyjność, nie pozwalały zapomnieć, a stały się płomykiem rozpalającym do dalszego dialogu.
Wysłałem info z gazetki biskupiej, ale gdzieś pofrunęła cyberprzestrzeń. Jak porozmawiam z uczestnikami to może jeszcze coś napiszę. Ale najważniejsze by te okropne bazgroły znikły. Nie tracę nadziei, że tak się stanie.
A Pani wspomnienia z dzieciństwa sądzę, że poniekąd typowe. Mnie mój własny ojciec opowiadał jakie to „żarty” sobie z „Żydków” robili. Już wtedy czułem zażenowanie, ale nie byłem w stanie na te opowiastki zareagować. Być może dlatego tak się zbliżyłem do Żydów i w ogóle tematów polsko-żydowskich. To bardzo ciekawy motyw i ważne pytanie czy: „negatywny przekaz, może mieć swój pozytywny wydźwięk?” W teologii to się nazywało felix culpa…
Na razie na „Sandomierskim Gościem” podaję, co się tam wydarzyło (to jak rozumiem wersja oficjalna). Jak się dowiem czegoś mniej oficjalnie to nie omieszkam się odezwać. Oto sprawozdanie biskupiego organu:
„W swoim wystąpieniu prof. Magda Teter z Wesleyan University w USA podkreślała zmiany, jakich dokonała soborowa deklaracja w rozumieniu wzajemnych stosunków chrześcijan i Żydów.- Ta deklaracja, jako dokument soborowy zmieniała polemikę w dialog, stworzyła wzajemną otwartość z obydwu stron na złożoność historii wzajemnych relacji. Przed deklaracją te historie były pisane osobno, a momenty połączenia uważane były z reguły za kontrowersyjne. Deklaracja to zmieniła i mamy wiele ciekawych prac, które pogłębiają nasze wzajemne rozumienie. Myślę, że nadal potrzeba nam więcej rozmów, badań naukowych i otwartości na skomplikowane stosunki, aby zrozumieć, że historia nie jest tylko czarna albo biała, lecz że ma różne odcienie a nawet i kolory. Takie spotkania pozwalają nam razem kroczyć drogą dialogu, rozumienia i otwartości – podkreślała Magda Teter. W kolejnym wystąpieniu bp Mieczysław Cisło, przewodniczący Komitetu Konferencji Episkopatu Polski ds. Dialogu z Judaizmem, zreferował starania Kościoła katolickiego oraz środowisk żydowskich w służbie wzajemnego dialogu. Podkreślał, że soborowa deklaracja pobudziła obie strony do wzajemnego zbliżenia oraz promowania kultury pokoju, dialogu, sprawiedliwości.Profesor John Connelly z University of California at Berkeley w swoim wystąpieniu mówił o przełomowym charakterze deklaracji “Nostra aetate”. – Dziś nie zdajemy sobie w pełni sprawy jak wielkie znaczenie miała opublikowana pięćdziesiąt lat temu deklaracja. Dała ona podstawy teologiczne do dialogu między chrześcijanami a Żydami. Deklaracja mówi o trwałości przymierza Boga z Izraelem, podkreśla, że ono nigdy nie zostało ono zerwane. Jednoznacznie potępia wszelkie prześladowania, które w ciągu wieków kierowano przeciw Żydom – wskazywał John Connelly.
Podsumowując wspólne spotkanie bp Krzysztof Nitkiewicz podkreślił ważność soborowego dokumentu w zrozumieniu wspólnych korzeni wiary i historii oraz w odkryciu nowych przestrzeni wzajemnych relacji. – Przez prawie dwa tysiące lat relacje chrześcijańsko-żydowskie charakteryzowało podkreślania odrębności jednej religii od drugiej. Chrześcijańscy apologeci kładli nacisk na powstanie nowego Izraela, nowego Ludu Bożego, który zajął miejsce Żydów. Rewolucyjny, przełomowy charakter deklaracji „Nostra aetate” polegał na tym, że wyznaczyła ona Kościołowi nowy kierunek w relacjach z Żydami: zobaczmy co nas łączmy, zauważmy, że Nowy Testament jest zakorzeniony w Starym. Mamy wspólne korzenie. Bóg Abrahama, Izaaka i Jakuba jest również naszym Bogiem. Mamy prawo nazywać się Ludem Bożym, uznając jednak, że Żydzi pozostają w dalszym ciągu Ludem Bożym Starego Przymierza. To już trzecie spotkanie w Sandomierzu, które wpisuje się w wzajemny dialog. I myślę, że podobnie jak poprzednie przyniesie również wspaniałe owoce – mówił bp K Nitkiewicz”.
Po przeczytaniu cytowanych powyżej fragmentów można by spodziewać się, że wiatr zmian pojawił się w Sandomierzu, dzięki zmyślnej inicjacji Gospodarza oczywiście, a on sam niesie światło prawdy w ciemne dotąd sale lokalnego seminarium. Według tej relacji diecezja kwitnie i promienieje dając przykład innym jak należy wcielać w życie posoborowe wskazania. Sąsiedzi nie wpadli na pomysł aby zaprosić amerykańskich wykładowców, którzy znacznie lepiej od polskich rozpoznają genialność deklaracji NE.
To nic, że w seminarium na 50 wykładowców jest w tym roku 40 kleryków. To nic, że na sympozjum nie pojawił się ani jeden proboszcz – bo najważniejsze, ze się odbyło i teraz spokojnie mozna czekać na owoce.
To nic, ze od 50 lat nie zmieniono absolutnie nic w programie nauczania seminarium. To nic, że ani jeden proboszcz ani słowem nie wspomniał swoim owieczkom o treści deklaracji, jej znaczeniu i wynikającej z niej nauce. No bo w sumie po co? Wystarczy zrobić sympozjum, wysłuchać paru referatów, polecić publikację stosownej relacji w organie prasowym i już obchody jubileuszu 50 lecia mamy z głowy. No, wprawdzie koszty sprowadzenia i pobytu zagranicznych lektorów były – ale gdy kazdy proboszcz da po stówce z tego co na tacę uzbiera – to w sumie się opłaci.
Aż prosi się przywołać także tutaj wielce wymowny przypadek niedawnego listu z apelem : http://www.rp.pl/artykul/1171632.html?print=tak&p=0
Konia z rzędem temu kto ustali w ilu kościołach w Polsce odczytano ten list ! A dwa będą należały się temu kto odpowie na jakże pasujące tu pytanie z internetu:
czym różnią się 'autentyczne działania pozorne’ od 'działań pozornie autentycznych’, a ponadto jak odróżnić 'działania autentycznie pozorne’ od 'działań niepozornie nieautentycznych’ ?
Spotkałem się z Johnem Connelly, znam jego znakomitą książkę „Od nieprzyjaciela do brata. Rewolucja w katolickim nauczaniu na temat Żydów 1933-1965”. Przekazał mi też książkę Magdy Teter „Grzesznicy pod sądem. Żydzi i świętokradztwo po Reformacji”. Przeczytam. Trudno mi się wypowiadać na temat gospodarza sobotniej konferencji bo go nie znam. Nie wiem też czy on chciałbym mnie poznać. Pewnie łatwiej mu się rozmawia z akademikami amerykańskimi niż z miejscowymi.
Tak więc pewnie na tym zakończę moje pisanie na ten temat.