Nie chodzi tu o pigułkę zażywaną dzień po miłosnych igraszkach bez zabezpieczenia, ale o sytuację po ewentualnej wojnie.
W mediach mamy obfitość wypowiedzi o możliwości napaści Rosji na nasz i inne kraje oraz mnóstwo rad jak należy się przygotować do takiej sytuacji, jak się zbroić, czy partnerzy z NATO nam pomogą itd. Oczywiście wojna może się zdarzyć, gdyż w przeszłości wybuchały konflikty, czasem zupełnie przypadkowo, ale moim zdaniem istnieją ważne czynniki które przemawiają przeciwko wybuchowi wojny.
Nie ma już wojen przynoszących profity. Korzyści z wojny widzą tylko walczący w imię wiary czy ideologii; państwa na wojnach tracą.
Żadna z wojen prowadzonych w ostatnich dziesięcioleciach nie przyniosła profitów najeźdźcom, przeciwnie – same straty. Pierwsza i Druga Wojna Światowa przyniosły ogromne zniszczenia, rozpad państw. Co zyskały Stany Zjednoczone prowadząc wojnę w Wietnamie? Popatrzmy na Afganistan – ogromne wydatki i straty najpierw poniesione przez ZSRR, potem przez Amerykę. Irak – ogromne wydatki USA, zarówno związane z wojną jak i późniejszą okupacją. Przykłady można mnożyć.
Zajęcie Krymu odbyło się bez strat, ale – jak oceniają ekonomiści – jego utrzymanie będzie kosztowało Rosję w najbliższych latach około 200 mld dolarów. Podtrzymanie buntu dwóch separatystycznych okręgów na Ukrainie kosztuje wiele, przynosi także straty w ludziach. Co by się stało gdyby Rosja zajęła całą Ukrainę? Ukraina nie ma zasobów finansowych ani bogactw naturalnych wartych takiej operacji. No i jak utrzymać potem zdobyte tereny – to ogromne wydatki. Natomiast taki czyn spotkałby się z reakcją restrykcyjną większości państw i kosztowałby Rosję ogromnie dużo. Podobnie byłoby w przypadku zajęcia innego kraju europejskiego, szczególnie należącego do NATO.
Przypadek Krymu zdarzył się tylko raz. Teraz inne kraje są przygotowane na wojnę hybrydową i nie ma szansy na zdobycie jakiegoś terytorium bez konfliktu zbrojnego. Ale co ważniejsze, zdobycz nie byłaby warta nieuchronnych strat spowodowanych przez reakcję społeczności międzynarodowej, nawet jeśli nie doprowadziłaby do światowego konfliktu zbrojnego.
Inwazja na Irak kosztowała Stany Zjednoczone ogromne pieniądze i bardzo zaszkodziła ich finansom. Rosja nie ma zasobów pozwalających na taką operację. Może straszyć, może nawet wygrać jakąś niewielką wojnę, ale ta wygrana to początek jej nieuchronnego upadku.
PIRS



Pirsie…..
Zadaj sobie pytanie- cui bono, bo chyba zbyt lekko podeszłeś do tematu.
W wojnie toczonej z dala od swego terytorium, na pewno zainteresowane będą
1- banki ją finansujące
2- dostawcy uzbrojenia i wyposażenia
3- producenci broni i ich działy B&R
4- politycy wypływający na fali wzmożenia patriotycznego
=========
To że straci podatnik, czy jacyś chłopcy ze wsi i przedmieść stracą życie, niespecjalnie decydentów interesuje.
Oni sprywatyzują zyski z takiego przedsięwzięcia, uspołecznią straty.
U w każdym wypadku wyjdą na swoje.
Przecież raczej swoich dzieci na wojne nie wyślą…..
Nie mozna wykluczyć, że Rosja kieruje sie inną racjonalnością. W optyce Rosji wojna może być jedynym sposobem krótkotrwałego zaistnienia w roli mocarstwa globalnego. Rosja może liczyć na to, że zdecydowanym atakiem nuklearnym (taktycznym) na jedno z państw NATO spowoduje rozbicie sojuszu – USA nie będą chciały umierać za np. Estonię czy Rumunię. Nieważne czy myslenie takie jest rtacjonalne czy nie – Rosja ma swoje idee fix. Nie modernizuje się więc liczy na korzysci z podbojów. Putin i jego otoczenie przyjmuje, ze skoro dorobili sie gigantycznych fortun w Rosji to jeszcze bardziej obłowią sie na podbojach. Jeśli Rosja nie spróbuje awantury to i tak porażke ma pewną – stąd może im być wszystko jedno czy z awantura czy bez.Jedyne co moze Putina hamowac to ryzyko totalnej konfrontacji nuklearnej, którą Rosja może sromotnie przegrać przez wieloletnie zapóźnienie techniczne.
ej slawek, slawek..
ryzyko totalnej konfrontacji nuklearnej, którą Rosja może sromotnie przegrać przez wieloletnie zapóźnienie techniczne.
……………….
Jakoś tak się składa że ci zapóźnieni leją w d.. tych zaawansowanych technicznie, Wietnam, Afganistan i najprostszy przykład. Debile uzbrojeni w noże plastikowe łomoczą bezkarnie najbardziej rozwinięte technicznie imperium zadając ciosy w WTC i nawet Pentagon..
Majstersztyk, dwa samoloty a rozpieprzone trzy budynki.
Wiadomo, zapóźnieni technicznie..
@wiesiek 59, sławek
To wszystko prawda i dlatego wybuchają wojny, szczególnie w dalekich krajach. Ale nawet takie wojny są nieszczęściem nie tylko dla tych którzy przegrali ale też dla zwycięzców. Jeżeli ktoś nie pomyślał o konsekwencjach przed, to na pewno będzie musiał pomyśleć po wygranej wojnie. Putin i otoczenie niczego się nie dorobią na takiej wojnie a na pewno stracą. I nie tylko oni.
PIRS pisze:
2015/04/05 o 08:58
Nie chodzi o to co my sądzimy. Ważne co sądzi Putin a jego sposób myślenia jest bardzo daleki od naszego. Jako wewnetrzny najeźdzca i najkwiększy złodziej w Rosji moze sie utrzymać przy władzy metoda kolejnych podbojów. A czy ktoś go powstrzyma to okaze przyszłość. Jak mawiał Winston Churchill :”zachód ostatecznie podejmie słuszne decyzje ale dopiero po wyczeroaniu wszystkich (nieskutecznych) kroków”. Wtedy moze nas juz nie byc, niestety.
PIRS pisze:
2015/04/05 o 08:58
Porównujesz niekompatybilne systemy.
Putin broni swojej strefy wpływów i strategicznych punktów konfiguracji terenu. Bez rozszerzania strefy wpływów NATO, nie musiałby tego robić.
Poza tym, lobbyści w Rosji nie mają takiego zakresu wpływów, co lobbyści w USA.
========
Konflikt w Syrii, czy Jemenie, to walka Arabii Saudyjskiej i Iranu o to samo- strefę wpływów.
Działania Turcji, równiez wynikają z ich interesów.
Tyle, że w tych scentralizowanych krajach nie decydują lobbyści, tylko przywódcy- o zakresie i formie działań, sojuszach i zwalczaniu poszczególnych grup zbrojnych.
=========
Ilu jest lobbystów Boeinga, Sikorsky Aircraft, Halliburtona, BAE, GM, w Waszyngtonie?
Ich żywiołem jest wojna, to na konfliktach zarabiają krocie…….
Czy istniał konflikt interesów pomiedzy panem Cheney’em jako wiceprezydentem, a panem Cheney’em jako udziałowcem Halliburtona? Firma zarobiła na dostawach wojennych 11 miliardów……zapłacili podatnicy……
===========
Niewiele się zmieniło- na wojnach wygrywają królowie.
Lud za ich zwycięstwa i porażki płaci.
Analogia do gry w szachy jest tu jak najbardziej właściwa, zwłaszcza biorąc pod uwagę to, co napisał w swojej książce pt. „Wielka szachownica” (The Grand Chessboard) jeden z największych propagatorów teorii euroazjatyckiej strategii Mackindera, Zbigniew Brzeziński: „to rzecz wielkiej wagi, by nie pojawił się żaden euroazjatycki rywal, będący w stanie zdominować Eurazję, a w konsekwencji stawić wyzwanie Ameryce”.
W chwili obecnej dług Stanów Zjednoczonych kształtuje się na poziomie 104% PKB (i wciąż rośnie). Nie ma sposobu, tudzież chęci na to, by go zredukować lub zwiększyć PKB. A zatem Stany Zjednoczone są w gruncie rzeczy krajem niewypłacalnym, niewydolnym finansowo, po prostu „bankrutem”. Jedyną rzeczą, która jak na razie chroni przed upadkiem ich gospodarkę jest zależność sytuacji ekonomicznej tak wielu innych państw od pozycji dolara. Czy w obliczu niemalże pewnej utraty panowania nad światem psycho-elity Zachodu sięgną po „nuklearną opcję finansową” a la Enron i pozwolą na upadek dolara w ostatecznej, szaleńczej, daremnej próbie odsunięcia od siebie porażki, tj. czy zburzą doszczętnie domek z kart… by potem „odbudować” go od zera?
=========================
O ile spadłby handel bronią, gdyby nie ciągłe wojny i atmosfera strachu?
32,8% Ukraińców uważa, tzw. operacja antyterrorystyczna powinna być kontynuowana do całkowitego zwycięstwa i odzyskania kontroli nad Donbasem. Jednocześnie 30,6% opowiada się za nadaniem obszarom opanowanym przez separatystów specjalnego statusu w ramach Ukrainy. 17,9% uważa z kolei, że tereny te powinny oddzielić się od kraju.
Niemal połowa Ukraińców (47,9%) popiera zerwanie wszelkich więzi gospodarczych pomiędzy Ukrainą a nieuznawanymi republikami ludowymi – w tym także zaprzestanie dostaw energii, importu węgla – do momentu odzyskania przez Ukrainę jakiejś formy kontroli nad tym obszarem. Przeciwnego zdania jest równo co trzeci obywatel Ukrainy. Taka koncepcja polityczno-gospodarcza jest szczególnie popularna na zachodzie kraju (niemal 75%), a w mniejszym stopniu (niemal 54%) w centrum. Większość mieszkańców Donbasu (niemal 53%) i wschodniej Ukrainy (50,1%) jest jej zdecydowanie przeciwna. Z kolei na południu kraju opinie są mieszane.
Badania przeprowadzono w 1. połowie marca w grupie 2009 osób powyżej 18 roku życia, przy wsparciu szwedzkiego rządu. Badania nie dotyczą Krymu, a także terenów obwodów donieckiego i ługańskiego.
http://www.kresy.pl/wydarzenia,spoleczenstwo?zobacz/ukraincy-sceptyczni-wobec-kontynuowania-tzw-operacji-antyterrorystycznej-w-donbasie-sondaz
==================
Taka jest statystyka wyprana z emocji.