2015-04-12. W Polsce część ludzi żyje najwyraźniej jeszcze w minionych wiekach, lub napatrzyło się na karykaturalne filmy nakręcone na podstawie powieści Mary Shelley pt. Frankenstein. Sądzą więc, że jeśli człowiek „zastępuje Boga”, to tworzy potwory. Przekonani bezkrytycznie do religijnych dogmatów, lekceważą naukę oraz wspaniałe efekty jej odkryć. Odrzucają więc także m. in. doświadczenie tysięcy ludzi, którzy mogą się cieszyć miłością, jaką obdarzają swoje dzieci zrodzone dzięki metodzie in vitro.
Od kliku dni możemy na szczęście być w Polsce już spokojniejsi. Ciemnogród nie będzie rządził naszymi umysłami, naszymi uczuciami, naszą przyszłością. Polska nie cofnie się w rozwoju i dołączy do pozostałych rozwiniętych krajów Unii Europejskiej, w których dawanie ludziom szczęścia w postaci ich potomstwa zostanie uregulowane prawnie. Posłowie nie poddali się bowiem dyktaturze średniowiecznych dogmatów i odrzucili już w pierwszym czytaniu projekt Prawa i Sprawiedliwości, który nie tylko całkowicie zakazywał in vitro, ale zakładał nawet karanie lekarzy wykonujących takie zabiegi karą grzywny lub zakazem wykonywania zawodu.
Pamiętać trzeba, że przed debatą w Sejmie i głosowaniami nad wnioskami o odrzucenie poszczególnych projektów ustaw, mieliśmy tylko jedną alternatywę: albo in vitro w Polsce będzie nadal w funkcjonowało w całkowitej próżni prawnej, albo zostanie uregulowane w najbardziej skuteczny sposób, czyli ustawą. Nie ulega chyba jednak wątpliwości, iż tak ważna sprawa lepiej, jeśli jest ustawowo uregulowania, niż realizowana w sposób niemalże dowolny.
Polska jest ostatnim krajem w Europie, w którym kwestia zapłodnienia in vitro nie została zalegalizowana ustawowo. Przedstawiony przez ministra zdrowia projekt rządowy zagwarantuje więc dostępność tej metody przy jednoczesnym zabezpieczeniu ochrony najważniejszych wartości. Jest dobrym kompromisem między lewicą a prawicą, między zakazem a dowolnością, miedzy smutkiem i płaczem ludzi, którzy nie mogą mieć dzieci, a radością i miłością tych, których potomstwo nadaje im sens życia.
Niestety, przeciwnicy in vitro nadal są głusi na jakiekolwiek racjonale argumenty. W debacie, na sejmowej sali padały liczne zarzuty oraz „retoryczne” a zarazem absurdalne pytania, np. o obywatelstwo dziecka z in vitro, czy prawa zarodka wywożonego z Polski do innego kraju. Inni oburzali się natomiast na to, że z metody in vitro będą mogły korzystać nie tylko pary małżeńskie, czy nawet osoby żyjące w związkach nieformalnych, ale także – o zgrozo – kobiety w związkach tej samej płci. Zdaniem jeszcze innego lidera koalicji przeciwników, rządowy projekt był nie do przyjęcia, ponieważ zarodek jest w nim traktowany nie jako organizm ludzki, lecz jako tkanka, a to jest sprzeczne z przekonaniami tych, którzy uważają się za chrześcijan…
Cóż, radyklani politycy, na czele z przedstawicielami Prawa i Sprawiedliwości, tworzą w społeczeństwie ciągłe podziały, stawiają ludzi za lub przeciw czemuś, szczują jednych przeciw drugim. Fałszywie twierdzą też, że za „fanaberię” in vitro jednych, swoim zdrowiem i życiem będą płacić inni, choćby osoby chore na raka, stwardnienie rozsiane czy pacjenci po zawale. Ten stek kłamstw i bzdur uzupełnia już chyba tylko twierdzenie jednego z księży, że osobę poczętą z in vitro łatwo można rozpoznać po… bruździe na twarzy.
Komentując głosowania nad projektami ustaw o in vitro w Sejmie pani premier Ewa Kopacz powiedziała, że możemy świętować sukces demokracji i wolności. „Każdy z nas korzysta bowiem z wolności i może w swojej wolności, w swoim sumieniu dokonywać wyboru”. Także przywoływani w dyskusjach na temat in vitro chrześcijanie nie są i nie będą przecież zmuszani do korzystania z regulacji, jakimi zajął się Sejm. Może więc ci, którzy są „przeciw”, niech wreszcie przestaną zabraniać życia w szczęściu tym, którzy są „za”.
Adam Szejnfeld
Poseł do Parlamentu Europejskiego
www.szejnfeld.pl
www.kobiecastronazycia.pl

@ autor
Ma pan o tyle racje, ze nie da sie chyba tego zatrzymac. Jestesmy dwa, czy trzy pokolenia od czasow, ktore zlikwiduja najwieksze ku…stwo tego swiata. Dorobilem sie milionow, stworzylem imperium finansowe, a moj syn to idiota. Ta Kowalska natomiast urodzila w garazu, tego s…na co zrobil tego googla. In vitro, modyfikacje genetyczne pozwola zlikwidowac te wybryki natury. Bede mial syna na jakiego mnie stac, finansowo.
„Fałszywie twierdzą też, że za „fanaberię” in vitro jednych, swoim zdrowiem i życiem będą płacić inni, choćby osoby chore na raka, stwardnienie rozsiane czy pacjenci po zawale” Taka mamy sytuacje, nie starcza na wszystko. Gdy trzeba wybierac – leczyc emeryta czy wspomoc narodziny nowego podatnika, wybor jest chyba oczywisty.
Od pewnego czasu zza świętych obrazów wyłazi coraz więcej pluskiew…
Ja byłem przeciwny normowaniu in-vitro w Polsce, mimo iż jestem jak najbardziej za in-vitro.
Uzasadnienie:
1. In-vitro jest już w Polsce stosowane od 28 lat (1987) i nie było z tego powodu istotnych problemów, a sprawy sporne mogły być rozstrzygane jak w każdej innej nie unormowanej sprawie na zasadach ogólnie obowiązujących przepisów.
(Odczuć osób nie uczestniczących bezpośrednio w in-vitro nie uznaję za jakikolwiek problem).
2. Nie odczuwam manii potrzeby normowania wszystkiego szczegółowo, bo najczęściej jak państwo coś unormuje to bardzo często popsuje, a zawsze powoduje to inne dodatkowe skutki. Tu nie widziałem zagrożeń, więc nie było powodu normowania. Nacisk UE jest jakimś argumentem, ale słabym, bo UE jest przeregulowana i należało dalej przeciągać temat.
3. Cena za zabieg in-vitro bez komplikacji zaczyna się już od 5 tys. zł (może teraz trochę wyższa), więc nie stanowi to jakiejś niemożliwej do uzbierania kwoty dla przeciętnej rodziny chcącej usilnie mieć dziecko.
4. Zabieg in-vitro jest czynnością dosyć rynkową, bo nie jest zabiegiem ratującym życie i zdrowie, gdzie pacjent jest w stosunku do lekarza na pozycji bezbronnej. Cena więc trzymana jest przez rynek w ryzach.
Jeśli ta usługa w miarę dobrze wypełnia wymagane cechy dla modelowej usługi rynkowej, to dlaczego nie zostawić jej jako rynkową. Odwrotny przechył w wielu podobnych przypadkach będzie nas coraz bardziej zbliżał do rozwiązań nieefektywnych i coraz bardziej niewydolnego państwa.
5. Unormowanie i dotowanie spowoduje wzrost ceny z powodu:
a) konieczności spełnienia wydumanych niepotrzebnych procedur, tak jakby obecne stosowane dobrowolnie przez kliniki były złe (28 lat stosowania tego nie potwierdza).
b) wysysania ile się da państwowych (społecznych) pieniędzy przez prywatne i państwowe kliniki (bo dotacje).
c) zmniejszenia ilości zabiegów wykonywanych dla par z całej Europy, gdzie unormowano, a pary te akurat nie spełniają norm i przyjeżdżają z tego powodu do Polski oraz z powodu niższych u nas cen (teraz wzrosną).
6. Pary co nie spełnią norm na zabieg —> kierunek Ukraina. Pary co nie spełnią norm na dotację lub za długo będą czekać (tak, tak, kolejki) —> Ukraina, bo różnica cen będzie wyższa niż obecnie ze względu na wzrost cen u nas.
7. Oprócz zmniejszenia budżetu NFZ czy innych funduszy społecznych na dotacje na zabiegi o podniesionych cenach,
stracimy dodatkowo 200 mln Euro przychodu (mój sufitowy szacunek, może ktoś sprawdzi) z usług dla par z całej Europy, które do tej pory masowo do nas przyjeżdżały.
8. Większy strumień dzieci z in-vitro z nieznacznie większą ilością wad genetycznych znanych lub jeszcze przez nas nieznanych mogących ujawnić się w następnych pokoleniach na większą skalę, mimo rozwijających się badań prenatalnych i doświadczenia laboranta wybierającego najzdrowszego plemnika do wstrzyknięcia w jajeczko, mimo że nadal nie wiemy dlaczego jajeczko w naturalnych warunkach dopuszcza do siebie tego a nie innego plemnika (choć też czasami się myli).
Zwiększy to dodatkowo koszty publicznej służby zdrowia.
Obecnie już są większe koszty porodów po in-vitro ze względu na większą ilość dużo droższych w obsłudze ciąż mnogich.
Cieszę się z tego, że odważnie zdobywamy wiedzę o przyrodzie, ale trochę pokory i ostrożności nie zawadzi.
Przykładem np. DDT i inne kiksy.
Do tej pory poszerzający się strumień dzieci z in-vitro idący w parze z poszerzającą się wiedzą i sprawniejszym wykrywaniem wad genetycznych tanimi metodami, moderowany był ceną i prywatną opłatą. Teraz ten strumień skokowo się powiększy bez skoku jakości wiedzy i metod.
Punkt 8 napisałem na podstawie opinii dwóch specjalistów, którzy dość dobrze swoje opinie uargumentowali.
Problem w tym, że jeden był biznesowo związany z in-vitro i on zagrożeń nie widzi, a problemy minimalizuje, a drugi związany z położnictwem zagrożonym i może zagrożenia wyolbrzymia.
9. Może jeszcze ktoś coś dopisze ?
@Michał
Nie wiem czy jest pan ateista, ale napisal pan najbardziej ateistyczny tekst jaki czytalem na tej stronie. Ten tekst nie oburza, nie rodzi gniewnej reakcji. Wielu z panem sie nie zgodzi, ale odpowiadajac beda zmuszeni przyjac pana dystans do sprawy i spokojnie wyliczac swoje argumenty. Jezeli udziela sie pan rowniez na innych stronach, prosze o link. Chetnia przeczytam pana komentarze.