2015-05-06. Wybory prezydenckie, które – przynajmniej dla obozu rządzącego – miały być formalnością, okazują się prawdziwymi wyborami.
Ich wynik jest dzisiaj otwarty, niepewny, nie tylko skala zwycięstwa Bronisława Komorowskiego stoi pod znakiem zapytania, […]
A to jest tylko wstęp do wyborów parlamentarnych. Nie można wykluczyć, że koalicja rządząca PO-PSL się nie utrzyma z powodu osłabienia ludowców lub wręcz straci władzę.
Ale po kolei. Pozycja prezydenta Komorowskiego słabnie z dnia na dzień. Dotychczas pewną pociechą dla Platformy była przewaga prezydenta nad Andrzejem Dudą. […]
Teraz ta „reszta” okazuje się ważna. Co prawda Duda nie może przekroczyć szklanego pułapu PiS (około 30 procent), ale na scenie pojawili się nowi gracze, przede wszystkim Paweł Kukiz, czarny koń tych wyborów (ok. 10 proc. poparcia), i Janusz Korwin-Mikke (ok. 5 proc.).
Do tego należy doliczyć wyborców straconych przez SLD, spodziewane fiasko Magdaleny Ogórek i jej protektora oraz przez PSL – oczekiwana klęska kandydatury Adama Jarubasa. Co zrobią dotychczasowi zwolennicy SLD (ok. 8 proc.) i PSL – oto jest pytanie.
W sumie w I turze głosy mniej więcej 1/3 wyborców jest niepewna, nie jest więc pewny także wynik II tury. […]
Obecne wybory zachwieją także dotychczasowym porządkiem w partiach politycznych. Leszek Miller, podobnie jak cała jego partia, wisi na włosku. Ten rok może oznaczać koniec lewicy w Sejmie.
Nowa lewica, jeśli w ogóle się pojawi, będzie zaczynać prawie od zera – od garstki lewicowych profesorów, m.in. Magdaleny Środy, Jana Hartmana, Jana Sowy, działaczek kobiecych i związkowych, Krytyki Politycznej, kilku skromnych czasopism i szanowanych publicystów.
Jeżeli SLD nie ulegnie likwidacji po wyborach, to tylko pod nowym kierownictwem, ale czyim – oto jest pytanie. Panowie Miller i Palikot okazali się grabarzami lewicy. Nie wiadomo nawet, czy Magdalena Ogórek przyjdzie na pogrzeb.
Fiasko kandydatury Adama Jarubasa może spowodować trzęsienie ziemi w PSL. Waldemar Pawlak i inni nie darują Januszowi Piechocińskiemu. […]
Gorszy niż przewidywano wynik Komorowskiego, nawet jeśli wygra wybory, to zła wiadomość dla Platformy i dla Ewy Kopacz osobiście. Jej przywództwo w partii, i tak już osłabione przez pistolet Cezarego Grabarczyka […], ulegnie pewnej erozji. Ewentualne zwycięstwo prawicy w wyborach i przejście Platformy do opozycji doprowadzi do zmiany kierownictwa w tej partii. […]
No i wreszcie Prawo i Sprawiedliwość. Jeżeli zdoła uformować koalicję rządzącą, to pozycja prezesa Kaczyńskiego jako premiera i lidera partii będzie poza dyskusją. Ale jeżeli PiS po raz kolejny nie zdobędzie władzy, to pojawią się rywale. Dlatego los prezesa Kaczyńskiego będzie w dużym stopniu zależał od Kukiza (co on zrobi po wyborach prezydenckich, czy zechce i zdoła utworzyć własny ruch, który wejdzie do Sejmu) i od Korwin-Mikkego. Kaczyński ma chyba więcej serca dla tego pierwszego, ale tak bardzo pragnie zostać premierem i jest już w takim wieku, że nie może być zbyt wybredny, zwłaszcza że wybredny nigdy nie był […].
W sumie w najbliższą niedzielę chodzi już nie tylko o prezydenta, ale w ogóle o to, w którą stronę skręci Polska.
Daniel Passent
Blog Autora w portalu Polityka.pl
Tamże cały felieton; skróty – redakcja „Studia Opinii”

Zgadzam się z powyższą diagnozą. Ponadto sądzę, że zbliża się przesilenie polityczne, pierwsze oznaki na jesieni w wyborach parlamentarnych z nową formacją polityczną, którą ma szanse zebrać Kukiz. Możliwa będzie koalicja takiej „partii” z PISem. Jeśli Kukiz twardo postawi warunek wprowadzenia JOWów, Kaczyński może się zgodzić.
Ale fundamentalna zmiana za 4 lata, nowe pokolenie polityków (niekoniecznie wiekowo, ale stażem), możliwe że JOWy a tym samym fundamentalna zmiana charakteru partii politycznych, niezależnie od tego czy dwie główne będą dalej nazywały się PO i PIS czy jeszcze śmieszniej. JOWy mogłyby istotnie zacementować system dwupartyjny, ale bez wątpienia nie byłyby to partie wodzowskie ze zwyczajami będącymi kpiną z systemu demokratycznego reprezentującego wyborców takimi jak „dyscyplina głosowania w parlamencie”. Może JOWy z dopuszczeniem statusu posła i członka samorządu (np. prezydenta miasta itd.)? Może partie dostające dotacje wg. decyzji płatnika podatku na PITcie? Ale to kwestie na inną dyskusję.
JOWy. Czy pan wie co trzeba zrobić by je wprowadzić (nie mówiąc już o sensowności takiego rozwiązania)? Zmienić Konstytucję. A kto to niby zrobi? PiS? Będzie miał taką liczbę posłów i senatorów? Chyba we śnie.
Po co więc bić pianę? Matematyki się nie zagada.
Poza tym Kukiza widzi pan tak, jak dotychczasowych „wodzów”. Ale on ma innych wyborców. Oni nie zaakceptują żadnego flirtu z „systemem” w końcu na jego negacji oparli swój, nazwijmy to na wyrost – program. Jakiekolwiek zbliżenie Kukiza do którejś z „systemowych” partii to jego samobójstwo polityczne. I koniec marzeń o „rewolucji”.
Powyższy scenariusz z mojej notatki to political fiction, ale przed nami gorące polityczne miesiące i wiele może się wydarzyć. W tym konstytucyjna suma głosów w parlamencie PISu do spólki z „partią Kukiza”.
Kukiz może dogadać się z Kaczorem, tego jestem pewien.
Jeśli nie będzie owej rewolucji systemowej, czeka nas kilka lat gnicia polskiej polityki, a potem, „welcome to Greece”, oni są tam dokąd my zmierzamy. Nieefektywne państwo, rosnące rozdawnictwo pieniędzy i głupiejąca klasa polityczna. Trend jest jednoznaczny.
To powtórzę: Kukiz może się dogadać (teoretycznie) z Kaczorem, ale jego wyborcy z wyborcami Kaczora już nie.
Przecież PiS to najbardziej zabetonowana partia „systemowa”, z jakimi Kukiz ponoć walczy. To ona blokowała możliwość jakichkolwiek zmian od JOWów począwszy. Kaczor owszem, przygarnie każde g*** , które stworzy mu możliwość objęcia władzy, ale przecież wiemy czym to się dla g** kończy. Kukiz chyba też wie.
Co do końcowej konkluzji to się z panem zgadzam, ale na razie mamy chętnych, by „rozp**ć ten system”. Do budowy lepszego już mniej ochotników, a i planów budowlanych jakoś nie widać. Tak więc wierzę w gorące miesiące, w gorące następne 4 lata, ale w nic poza tym.
„Prezydent z mocy konstytucji nie podpisuje budżetu, nie ma prawa go wetować. Jeżeli kandydaci tego nie wiedzą i opowiadają bajki, jakby kandydowali na premiera, to jest to element kompromitacji politycznej…”
Prezydent Polski Bronislaw Komorowski
Art. 224.
1. Prezydent Rzeczypospolitej podpisuje w ciągu 7 dni ustawę budżetową albo ustawę o prowizorium budżetowym przedstawioną przez Marszałka Sejmu. Do ustawy budżetowej i ustawy o prowizorium budżetowym nie stosuje się przepisu art. 122 ust. 5.
2. W przypadku zwrócenia się Prezydenta Rzeczypospolitej do Trybunału Konstytucyjnego w sprawie zgodności z Konstytucją ustawy budżetowej albo ustawy o prowizorium budżetowym przed jej podpisaniem, Trybunał orzeka w tej sprawie nie później niż w ciągu 2 miesięcy od dnia złożenia wniosku w Trybunale.
Jan Hartman ubolewał (a SO przedrukowało) nad znajomością ustawy zasadniczej u kandydatów.
A w ogóle – to straszne jątrzenie to jest.
A ja, spokojnie czekam na niedzielę wyborczą..
@ BM
Chyba nie zrozumial pan mojego komentarza. Zgadzam sie z Mogog. Bronislaw Komorowski wygra te wybory. Chyba to panu nie przeszkadza.