Stefan Bratkowski: Wybór Polski

debata2015-05-18.

Parę lat temu ostrzegałem z tych łamów przed skłonnością pewnego polskiego ugrupowania politycznego do faszyzowania. Mój wysoki przyjaciel uważał, że przesadzam. Dziś zaryzykuję opinię, że stoimy być może u progu innej cywilizacji, a na pewno stoimy wobec wyboru cywilizacji. Choć dla mnie to trochę jak w „Solaris” Lema, ów twórczy ocean, który generuje dowolne fizyczne kształty, jak mu się podoba. Tyle, że bez akcentów humoru, takich, jak w naszym życiu politycznym.

U nas kandyduje aż na prezydenta człowiek jak z Lema, wymyślony, którego nazwiska parę miesięcy temu nikt nie znał. Bez dorobku jakiejkolwiek znanej komukolwiek działalności społecznej, bez życiorysu, bo takiej działalności nie można nikomu wstecz wymyślić. Nie mając się czym chwalić, może tylko źle mówić o innych. Stworzył go z niczego Jarosław Kaczyński, za co należą mu się wyrazy podziwu, bo to się jeszcze nikomu nie udało. Ale to nie dziwne, on sam jest z innej cywilizacji niż my.

Samemu kandydatowi, Andrzejowi Dudzie, należą się słowa uznania za odgrywaną rolę. Inteligentny, wygadany, kłamie jak z nut na wszelkie tematy, o których nie ma pojęcia, jest urodzonym, utalentowanym demagogiem, który już nauczył się, jak bałamucić tłumy, pozostaje wszelako człowiekiem sztucznym, mechanizmem cybernetycznym, ustawionym i  sterowanym przez Kaczyńskiego (ustawionym tylko na za długie przemówienia). Jest w tym jakieś znamię czasu – poczekajmy trochę, a zobaczymy konkurenta złożonego wyłącznie z metalowych i plastykowych elementów, naładowanego elektronicznymi przewodami, w bezprzewodowym kontakcie z otoczeniem i swoim Kaczyńskim, który go może wyłączyć, kiedy za długo mówi.

Jeśli wygra, rządzić będzie Jarosław Kaczyński nie tylko Andrzejem Dudą. Nie po to go stworzył, by oddać mu władzę. W sprzyjającej sytuacji mógłby żywić i większe ambicje. Pan Bóg na razie nie nabrał kompleksów z powodu konkurencji w dziele Tworzenia, czyli w tworzeniu osobników gatunku ludzkiego, jak tylko też zdziwił Go swego czasu Kaczyński, wyręczając Go w naukach z Jasnej Góry. Ale ze wszystkim nawet Pan Bóg  musi się liczyć. Choć ma jednak przed sobą jakieś perspektywy. Ojcowie paulini i sam Kaczyński zakładali, że Wszechmocny nie potrzebuje poczucia humoru. Rzeczywiście, tylko ateista mógł wyobrażać sobie, co będzie, kiedy Pan Bóg zacznie się śmiać razem z wyborcami…

Uczył Montaigne za Makiawelem, że ludy, żyjące w niewoli, pozbywszy się tyrana – z reguły czym prędzej szukają sobie nowego. Kiedy przyglądam się naszej obecnej scenie politycznej, odnoszę wrażenie, że niektórzy moi młodsi koledzy po fachu robią, co mogą, by uzasadnić spostrzeżenie Makiawela. Nikt ich nie zmusza. Jeśli ich kupuje, to nawet nie za takie znów duże pieniądze. Znudził się im po prostu wybrany demokratycznie rząd i rozważny, przyzwoity prezydent. A robienie świństw sprawia im niekłamaną przyjemność.

Przyglądam się im uważnie. Też z pewną, rzekłbym, dozą uznania: razem z ludźmi, którzy grają role polityków z powtarzalnymi dialogami, jak pani Szydło, uformowali skutecznie imponującą cywilizację kłamstwa w żywe oczy, bez zmrużenia powiek. Kłamstwo rozpełzło się zwycięsko po życiu publicznym, umiejętnie zarzuca innym własne grzechy, na dobitek z artystyczną lekkością zawłaszczając obce sobie słowa i zwroty. Próbowało ukraść już nie księżyc, a Pana Boga. Niektórzy biskupi nawet pomagali z uwagi na zasięg oddziaływania Rydzyka. I wszyscy jakby się przyzwyczaili, że tak można.

Możemy spodziewać się recydywy doświadczeń z lat 2005-2007, z upodobaniem Jarosława Kaczyńskiego do przemocy. Trzeba pamiętać, co go bawi, choć może nas bawi mniej. Najścia bojówek w kominiarkach na prywatne mieszkania, domy i miejsca pracy ludzi, którzy na pewno sami stawili by się na przesłuchanie do prokuratury. Dla rozgrywki politycznej – napad na mieszkanie o 6.oo rano, strzał w zamek u drzwi. Miał się przerazić pan domu, prawda, że mało sympatyczny, ale nie aż tak groźnie, by go rzucać pod pistoletem twarzą do podłogi. Dla zastraszenia polskiej inteligencji – przy kamerach telewizyjnych skuwano kajdankami najwybitniejszych mistrzów polskiej chirurgii – na oczach milionów widzów tv, by wiadomo było, że dla tej władzy nie ma mocnych. W efekcie mistrz kardiochirurgii nie operował przez wiele miesięcy nikogo. Tak samo znakomity neurochirurg tudzież inny mistrz super-precyzji, chirurgii kręgosłupa. Niewykonane operacje kosztowały życie lub kalectwo paruset ludzi.

Żadnemu z wielkich, tak potraktowanych, niczego potem nie udowodniono. Ale bo też nie o to chodziło. Projekt akcji wobec Barbary Blidy nadzorował sam Kaczyński jako premier, przyznając potem, że „to nie tak miało być”; zginęła Bogu ducha winna kobieta, a nawet nie wiadomo jak, bo zmazano odciski palców na broni, z której padł strzał – zresztą raczej zgoła przypadkowy; kurtka agentki zginęła, śladów prochu na rękawach obu kobiet nie zbadano. Dość, że transplantacje na długo zamarły. Ich politycznym mankamentem jest, że w tych sprawach dość trudno, niestety, o poczucie humoru. Za obrazę wielkich mistrzów chirurgii ówczesny rząd nie przeprosił. Bo w końcu i tak ich łaskawie nie powsadzał do więzienia. A wszystko jest możliwe. Nie ma Ziobry, jest Macierewicz.

Przywołał był Jarosław Kaczyński jako autorytet myśli politycznej – Carla Schmitta. Autorytet może i zabawny, ale niekoniecznie. Temu nauczycielowi hitlerowców, byłemu członkowi NSDAP, hitlerowskiemu radcy stanu od 1933 r., przez 40 lat po wojnie żaden uniwersytet niemiecki nie dał katedry, a jego poglądów nie zrehabilitowano nigdy. Schmitt szukał sensu polityki w konflikcie, wszczynaniu i podtrzymywaniu konfliktów. To się okazało bardzo pouczające. U nas też fackelzugi, marsze z pochodniami, szły z transparentami, które wedle najlepszych narodowo-socjalistycznych wzorów lżyły członków władz państwa. Bez żadnych argumentów poza nienawiścią. Dziś analogiczne bojówki zakłócają z sukcesem spotkania i wiece prezydenta, podnoszą i wrzaski, i dość plugawe transparenty. To się udaje. To tak wciąga, że nawet aktywiści PiS potrafią udawać po to kogoś innego. Wspomniany kandydat udaje kogoś innego jeszcze lepiej.

Pewien dość słynny mistrz propagandy uczył powoływać się na demokrację i korzystać z demokracji, dopóki się nie zdobędzie władzy. Z propagandą niezadowolenia zamiast propagandy zaradności, z jątrzeniem i propagandą konfliktu zamiast współpracy, bez żadnej odpowiedzi na pytanie, co konkretnie zrobić dla jutra i co z czym zrobić, uzyskawszy władzę – to w ujęciu Johna Merrimana, historyka Europy, program typowy dla pewnego rodzaju ugrupowań politycznych. Za cel mają tylko destabilizację, ot, paliwo polityczne, bardzo praktyczne, sprawdzone tak cennymi doświadczeniami walki o władzę Mussoliniego i Hitlera. Nasz wymyślony kandydat nie sprzeciwia się destabilizacji, bo niby dlaczego? Może mu tylko pomóc. Toż sam głosi, że wszystko idzie źle i będzie naprawiał wszystko. I po cóż miałby mówić otwarcie, a uczciwie choćby o swym stosunku do kwestii in vitro czy ustawy antyprzemocowej, bądź o swym stosunku do Unii Europejskiej i do Niemiec? Nie jest pewien, czy sam jakiś stosunek do tego ma.

Tego samego dnia chce Polski płynącej własnym nurtem, niezależnie od Unii, i deklaruje, że więcej z Unii wyciągnie. Chyba za dużo tu chętnych do konsoli sterowniczej tego żywego cybernetycznego organizmu.

A wstąpił na scenę polityczną i wszechstronnie niezależny, także od zdrowego rozsądku, piosenkarz. Miły człowiek estrady, jak Duda nie choruje na skromność. Zasadnie buńczuczny, nawet nie wie, jak zdolnym jest politykiem – bez specjalnego przygotowania realizuje, i to bezbłędnie, bardzo faszystowski program. Klasy wręcz Mussoliniego. Program rozbicia państwa. Przykrywa to hasłem jednomandatowych okręgów wyborczych, pracując faktycznie dla Putina, którego rozbijanie państwa polskiego może tylko cieszyć. Jak tu nie napawać się wdziękami paradoksu?

Wspominałem już czołówkę minionej „Warszawskiej Gazety” (z tytułem gramatycznie rosyjskim): przed kolejnym 10 kwietnia czytaliśmy bite ogromnymi literami, niemal przez całą stronę, hasło – „Polacy już czas”. Mieli ci „Polacy” wziąć chyba udział w autokarowym „marszu na Warszawę”, takim, jak tego grubego Włocha marsz na Rzym. Nie wyszło. Po tym haśle następne – „Rewolucja w końcu nadejdzie”, i zapowiedź w podpisanym tekście wewnątrz numeru, że rewolucja, która nadejdzie, „będzie straszna”. Ale nasze ostatnie czasy nie będą gorsze, mamy nowe gadzinówki, nie ustępujące takim zapowiedziom. A Jarosław Rymkiewicz dawno wzywał do wieszania.

Może i „będzie strasznie”. Nawet bez wieszania. Wystarczy oddać im głosy. Ta cywilizacja jest przygotowana do wszelkich rozliczeń i wniosków. Nie ograniczy się do przegłosowania wybuchu na samolocie do Smoleńska. Trzeba zamknąć Tuska, który wpakował do wadliwej maszyny pół polskiej elity władzy i kazał w tej maszynie umieścić fikcyjną bombę, która ciągle od nowa eksploduje. Najwyraźniej to dzięki niej awansował do władz europejskich, co tym trudniej mu wybaczyć.

Pominę sukcesy Biereckiego, te 65 milionów robi wrażenie. Nawet gdyby nie okazało się malwersacją. Tak czy siak, proszę się zastanowić, jakiej to cywilizacji właściwie chcemy.

Co do mnie, w moim wieku już nie zdążę po radziecku obchodzić się bez wrogiej ciepłej wody od Tuska, na domiar nie będąc pewnym, czy jacyś panowie w kominiarkach nie wybiją mi wczesnym rankiem drzwi i nie wywleką z łóżka…

Jeśli masz zdrowe nerwy, drogi wyborco, zastanów się, co wolisz. Pomyśl, jak niewiele od Ciebie się wymaga – głosuje się na jednego zaledwie człowieka, a tu za jednym Dudą cała cywilizacja. Cywilizacja Kaczyńskiego, Dudy i Biereckiego, która wykracza poza moje poczucie humoru. Wyborco, uśmiechnij się – jeśli jeszcze potrafisz.

Stefan Bratkowski

Print Friendly, PDF & Email

26 komentarzy

  1. otoosh 18.05.2015
    • W. Bujak 18.05.2015
  2. MaSZ 18.05.2015
    • spycimir mendoza 18.05.2015
      • bisnetus 18.05.2015
  3. bisnetus 18.05.2015
  4. Therese Kosowski 18.05.2015
  5. hazelhard 18.05.2015
  6. A.P. 18.05.2015
    • Therese Kosowski 18.05.2015
      • A.P. 18.05.2015
        • Therese Kosowski 18.05.2015
  7. A.P. 18.05.2015
    • bisnetus 18.05.2015
  8. dawniej_kuba 18.05.2015
  9. slawek 18.05.2015
  10. j.Luk 19.05.2015
  11. andrzej Pokonos 19.05.2015
  12. narciarz2 19.05.2015
  13. narciarz2 19.05.2015
    • Therese Kosowski 20.05.2015
  14. A.P. 19.05.2015
    • Therese Kosowski 20.05.2015
  15. Magog 20.05.2015