WaszeR Londyński: Pięć lat szampańskiej zabawy3 min czytania

()
londyn2015-05-21.
Tyle tu, w tej szacownej witrynie, pada wielkich i rozsądnych słów podszytych troską, obawą, sympatią, miłością wręcz do Ojczyzny i czym tam jeszcze. Również na swój sposób motywowaną niechęcią, by nie powiedzieć irracjonalną nienawiścią. Ścierają się przeciwstawnymi opiniami pod tekstami komentatorzy. Ale nikt do tej pory nie zająknął się, przynajmniej ja tego zacięcia się nie odebrałem, na temat pewnej analogii. Otóż my przecież w niedalekiej przeszłości przerabialiśmy to, co nam w tej chwili proponuje chora wyobraźnia osobników pewnej opcji niechętnej wszystkiemu co polskie w wydaniu normalnym. Wtedy serwowano nam pięknoduche jureczkowe marianki, których smak niejednego przyprawiał o mdłości. Dziś nam się proponuje w podobnym stylu lecz znacznie więcej: aż pięcioletnie jareczkowe andrzejki! Zdalnie sterowany ubaw po pachy w oparach, światłach pochodni, widmowym korowodzie nie z tego świata. I bogoojczyźnianym pieniu z pętlą antyobywatelskiej codzienności na szyi. Wszyscy mamy tendencję do spietrania się w sytuacjach absurdalnego zagrożenia, niektórzy nawet do narżnięcia w gacie. Nie ma supergierojów. Ale mleko rozlane to, jak mówią tutejsi wyspiarze – rubbish. Trzeba oko w oko stanąć z faktami i uruchomić jakiś program awaryjny. Że co, że go nie ma? Na początek wystarczy ruszyć tyłki 24 maja.

Zadziwiająca jest ta czarna dziura ogólnonarodowej amnezji. Zadziwia również gęstość redakcyjnego sita o efektach porównywalnych z działaniem czarnej dziury czy innego trójkąta bermudzkiego: teksty wylatujące giną bez śladu. Kamfora. No bo pewnie miałkość tematu – tłumaczę sobie – no bo wtórność, bo nic nowego na miarę odkrycia nieznanego lądu, bo być może emocjami podyktowany niepoprawny himilsbachowy język. A że każdy głos w sprawie na wagę złota, że co wypowiadający się to inna perspektywa, inny pryzmat, że siła nas i choć różnymi narzeczami gadamy, to w jednym kierunku przemy, to pryszcz? Choć może to przepustowość Studia niewielka albo… są równi i równiejsi. Pal to licho!

Kukiz odpadł w tym akurat biegu. Pozostał jego elektorat – niebagatelna jedna piąta uprawnionych. Ten zaś w najbliższą niedzielę zasili w różnych proporcjach głównych graczy i ławkę rezerwowych. Artysta zwyciężył bezapelacyjnie za granicą, gdzie wielce bałamutnie podawane ponad 80 proc. frekwencji realnie przekłada się na około dziesięciu procent całej zagranicznej populacji Polonusów, co sprawnie wyliczyli mądrzejsi ode mnie. A co będzie, gdy szołmen utworzy własną partię polityczną, gdyż jedynie to zapewni mu dalszy byt na arenie, i jesienią wystartuje? Wtedy te jego ciasteczka mogą mu zapewnić fuchę koalicjanta. U nas nie będzie jak w Zjednoczonym Królestwie, gdzie po końcowym doliczeniu Cameron nie musiał brać tych nędznych kilku procent Clegga. Starczyło mu swoich, by rządzić samodzielnie. I przy okazji strącić kilka głów. Jak będzie u nas? Do jesieni szmat czasu. Albo jego brak.

Swój następny tekst, który leżakuje od dwóch tygodni stosownie ewoluując, najchętniej zadedykowałbym wyjątkowo aktywnemu komentatorowi Panu Bujakowi, ale nie przewidziałem w nim takiej możliwości. Czynię to niniejszym, pod warunkiem wszakże, że tego tekstu jakiekolwiek piekło nie pochłonie i ukaże się na łamach w odpowiednim dla niego momencie.

WaszeR Londyński
Od redakcji: dot. wytłuszczenia w tekście. Istotnie. Faktem jest, że nie wszystko nadesłane publikujemy i – niestety – nic inaczej nie będzie. Sorry, taki klimat.

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.