Zadziwiająca jest ta czarna dziura ogólnonarodowej amnezji. Zadziwia również gęstość redakcyjnego sita o efektach porównywalnych z działaniem czarnej dziury czy innego trójkąta bermudzkiego: teksty wylatujące giną bez śladu. Kamfora. No bo pewnie miałkość tematu – tłumaczę sobie – no bo wtórność, bo nic nowego na miarę odkrycia nieznanego lądu, bo być może emocjami podyktowany niepoprawny himilsbachowy język. A że każdy głos w sprawie na wagę złota, że co wypowiadający się to inna perspektywa, inny pryzmat, że siła nas i choć różnymi narzeczami gadamy, to w jednym kierunku przemy, to pryszcz? Choć może to przepustowość Studia niewielka albo… są równi i równiejsi. Pal to licho!
Kukiz odpadł w tym akurat biegu. Pozostał jego elektorat – niebagatelna jedna piąta uprawnionych. Ten zaś w najbliższą niedzielę zasili w różnych proporcjach głównych graczy i ławkę rezerwowych. Artysta zwyciężył bezapelacyjnie za granicą, gdzie wielce bałamutnie podawane ponad 80 proc. frekwencji realnie przekłada się na około dziesięciu procent całej zagranicznej populacji Polonusów, co sprawnie wyliczyli mądrzejsi ode mnie. A co będzie, gdy szołmen utworzy własną partię polityczną, gdyż jedynie to zapewni mu dalszy byt na arenie, i jesienią wystartuje? Wtedy te jego ciasteczka mogą mu zapewnić fuchę koalicjanta. U nas nie będzie jak w Zjednoczonym Królestwie, gdzie po końcowym doliczeniu Cameron nie musiał brać tych nędznych kilku procent Clegga. Starczyło mu swoich, by rządzić samodzielnie. I przy okazji strącić kilka głów. Jak będzie u nas? Do jesieni szmat czasu. Albo jego brak.
Swój następny tekst, który leżakuje od dwóch tygodni stosownie ewoluując, najchętniej zadedykowałbym wyjątkowo aktywnemu komentatorowi Panu Bujakowi, ale nie przewidziałem w nim takiej możliwości. Czynię to niniejszym, pod warunkiem wszakże, że tego tekstu jakiekolwiek piekło nie pochłonie i ukaże się na łamach w odpowiednim dla niego momencie.


