Koniec kampanii, wszyscy wiedzą kogo na kogo „postawić” w niedzielę. Wszyscy? Nie wiem jak przemówić do elektoratu Pawła Kukiza, bo jest dla mnie niezrozumiały, ale wiem co powiedzieć tradycyjnemu elektoratowi SLD. Proszę o przeczytanie tego trochę długiego tekstu, jest to przemówienie Jerzego Szmajdzińskiego, wygłoszone w sejmie w 2007 roku. Gwoli przypomnienia co nam grozi jeśli wygra Andrzej Duda, a za nim Prawo i Sprawiedliwość:
Panie i panowie posłowie,
od pierwszych dni rządów Prawa i Sprawiedliwości możemy obserwować niebywałą pogardę dla prawa i sprawiedliwości, dla cywilizowanych norm politycznych, dla zasad publicznego współżycia. Od wielu miesięcy mamy do czynienia z nieustającymi skandalami politycznymi. Żyjemy w permanentnym kryzysie, co chwila podsycanym nowymi sensacjami. Polska jest systematycznie zatruwana – inwigilacje, potajemne nagrywanie się członków rządu, podsłuchy i prześwietlanie dziennikarzy, prowokacje, fala wzajemnych oskarżeń, insynuacje, nieustające pyskówki, awantury, wyzwiska i przecieki, które stały się już rutyną. Przecieki to zresztą jedna ze specjalizacji, one są straszne, bo to broń straszna, to broń, która szkaluje, która insynuuje i która oskarża. Oskarża w zdecydowanej większości tych, którzy są dzisiaj w opozycji. Oskarża nawet osobę, która już nie żyje, bo to dotyczy Barbary Blidy. Czasami oskarża i dotyka niektórych przedstawicieli rządu. W tej sprawie wypowiedział się marszałek Ludwik Dorn. Zacytuję fragment z listu Ludwika Dorna do premiera: „Obaj dobrze znamy mechanizmy polityczne, które prowadzą do publikacji tego typu artykułów. Tak, to szaleńcza broń, to broń, która jest w rękach tych, którzy mają pełną kontrolę i w dyspozycji wszystkie te służby, które mają akta tajne, mniej tajne, akta ze śledztw, akta z innych, w inny sposób uzyskane”. Wszystko to prostytuuje życie publiczne, wszystko to, co prostytuuje życie polityczne, co łamie charaktery, niszczy sumienia jeśli służy podtrzymaniu tego rządu, było przez ten rząd akceptowane i stosowane.
Panie i panowie posłowie,
Prawa i Sprawiedliwości oraz koalicjantom pamiętamy, że jednak byli koalicjanci i gorliwi pomocnicy Roman Giertych i Samoobrona, otóż im wszystkim wystarczyły niespełna dwa lata by skompromitować siebie i wprowadzić Polskę w polityczne tarapaty. Gdybyśmy z tych niespełna dwóch lat rządów PiS wyjęli wszystkie afery, awantury i oskarżenia, którymi te lata się charakteryzują, i którymi nas nieustannie karmiono, to nie zostałoby nic, oprócz populistycznych ustaw. Dlaczego? Bo cały pomysł braci Kaczyńskich i ich Prawa i Sprawiedliwości na Polskę sprowadza się do utrzymania władzy poprzez walkę z wrogiem. To nic nowego. W historii tak już bywało. Bywały reżymy, dla których wrogiem byli Żydzi, słowiańscy podludzie, kułacy, burżuje, rewizjoniści. Nie bez powodu te kraje i tamte ustroje uchodzą dziś mimo wielu także niesprawiedliwych uproszczeń w ocenach, za symbol zła, a nie za symbole demokracji. Bo demokracja, to nie tylko wolne wybory. To także wolność dla wszystkich obywateli i równość wszystkich obywateli wobec prawa. Wszystkich obywateli, małych i dużych, wierzących i niewierzących, zdolnych, mało zdolnych i zdolnych inaczej, miłośników kotów i wielbicieli myszy, czerwonych i czarnych. PiS nic tak dobrze nie wychodzi, jak wynajdywanie wrogów. Każdy może nim być – SLD, pielęgniarki, „Gazeta Wyborcza”, albo TVN czy Polsat, Kuroń, Miłosz i Gombrowicz, językoznawca Miodek, publicyści Passent z Toeplitzem, wykształciuchy, ministrowie spraw zagranicznych z wyłączeniem pani Fotygi, Wałęsa, Kwaśniewski i Jaruzelski oczywiście, gej i feministka, Niemcy z Rosją, sędziowie, zakaz kary śmierci. Wrogami są też swoi, którzy postanowili nie prać brudów we własnym gronie i mówić o tych brudach publicznie, a nawet Kazimierz Marcinkiewicz, o którym pan premier Kaczyński niedawno mówił, cytuję – „zrobiliśmy krzywdę panu Marcinkiewiczowi robiąc go premierem. Nie wytrzymał bycia premierem, nie wytrzymał także tego, że tym premierem przestał być. Chociaż przecież otrzymał szansę na zostanie prezydentem Warszawy. Kazimierz Marcinkiewicz znakomicie tańczył na kinderbalach, jeśli chodzi o inne sprawy to było znacznie gorzej”. Z waszych wrogów można by ułożyć wielką encyklopedię patologii politycznej. Byłoby to zresztą jedyne wielkie dzieło, którego w ciągu tych dwóch lat dokonaliście. (oklaski)
Wysoka Izbo,
Prawo i Sprawiedliwość najzupełniej świadomie i planowo buduje państwo autorytarne, partyjne, ideologiczne, fundamentalistyczne, nacjonalistyczne. Autorytarna władza nie znosi autorytetów. Stąd te kamasze, pogardliwe wykształciuchy i Orwellowskie seanse nienawiści obficie wspomagane przez Instytut tak zwanej Pamięci Narodowej. Państwo autorytarne nie znosi niezależnych instytucji prawnych, stąd atak na Trybunał Konstytucyjny, stąd haniebne zachowanie posła Mularczyka. Oczywiście, są prokuratorzy i adwokaci, sędziowie, którzy cieszą się zaufaniem władzy. Ogromna większość musi jednak przeżywać nieustające obelgi i ataki na ich samorządność, niezależność i niezawisłość. Stąd zmiany w prawie, by minister sprawiedliwości mógł ingerować w prace sędziów i sądów, stąd łamanie fundamentalnej, ustrojowej zasady trójpodziału władz i podporządkowywanie władzy sądowniczej władzy wykonawczej, niszczenie zasady domniemania nienawiści z symbolicznym już stwierdzeniem, już (z Sali) nienawiści i niewinności, z symbolicznym – dziękuję bardzo za staranne słuchanie i zgłaszanie poprawek, będą brane pod uwagę – z symbolicznym stwierdzeniem było już nikt nigdy przez tego pana życia pozbawiony nie będzie. Czy inne, jak nie ma dowodów to z pewnością zostały zniszczone i tu następowała demonstracja niszczarki i sposobu niszczenia dokumentów. To jest ciężkie naruszenie podstaw nowoczesnego, demokratycznego państwa. Kuriozalne już nie tylko w skali Europy, grożące długofalowymi konsekwencjami. Autorytarnej władzy przeszkadza niezależna władza ustawodawcza.
Od początku tej kadencji Sejm przeżywa nieustanne konwulsje, nadużywa się prawa, łamie się regulamin, aroganccy partyjni marszałkowie czynią z izby narzędzie partyjnej polityki PiS. Prowokują awantury w Sejmie, by obniżyć jego rangę, by móc krzyczeć, że w parlamencie mamy bałagan, a porządek w rządzie. Marszałek Dorn mówił, że jest likwidatorem tego Sejmu. I rzeczywiście nim jest, chociaż ostatnie dwa dni, to trzeba uczciwie powiedzieć, pokazują, że Ludwik Dorn ma więcej człowieczeństwa w stosunku do posłów, no może z wyłączeniem fotoreporterów, których potraktował, jak zwykle.
Państwo autorytarne nie znosi niezależnych mediów, stąd taki a nie inny sposób powołania Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji, całkowite podporządkowanie mediów publicznych i czystki dziennikarskie, jakich w historii tych mediów nie było, zwłaszcza w radiu publicznym, ze słynnymi panami Czabańskim i Targalskim. Autorytarnemu państwu niepotrzebna jest samorządność, ani społeczeństwo obywatelskie. Ono wie lepiej, co obywatelowi potrzeba. Zatrzymany więc został rozwój samorządności, a zwiększony monopol władz centralnych. Nie przekazano na niższe szczeble jakichkolwiek nowych kompetencji. Wzmocniono natomiast administracyjną kontrolę nad samorządami. Barierą przeciwdziałającą ubezwłasnowolnieniu samorządów pozostaje na szczęście prawo i praktyka unijna. Oświata została cofnięta w rozwoju, przede wszystkim programowo. Spór o kanon lektur to nie skutek nieuctwa ministra edukacji, lecz konsekwencja ogólnej koncepcji państwa, która jest wdrażana mimo oporów. Katastrofalne obniżenie poziomu szkolnictwa jest faktem. Branie oświaty i młodzieży za twarz jest etapem brania za twarz całego społeczeństwa.
Narzucenie społeczeństwu woli rządzących ma zastąpić ład społeczny, budowany w drodze konsensusu i dialogu. Porozumienie, partnerstwo, dialog społeczny nie istnieją, zostały zniszczone. Świadomie deprecjonuje się ich symbole z najnowszej historii, które wskazały na zdolność Polaków do budowania pokoju społecznego, jak na przykład Okrągły Stół, i które dawały nam siłę i szacunek społeczności międzynarodowej. Zapowiadana w programie wyborczym PiS nowa umowa społeczna między najważniejszymi grupami społecznymi nigdy nie była tak odległa od realizacji, jak po dwóch latach rządów. Zamiast umowy mamy wciąż nowe podziały, konflikty, próby skłócenia środowisk. Autorytarnej władzy nie są potrzebne umowy społeczne. Życie publiczne regulowane jest poprzez ponure oskarżenia, przez nieustającą, wszechobecną podejrzliwość, która niweluje wszelkie warunki do dialogu. Państwo jednocześnie nabiera coraz bardziej charakteru wyznaniowego. Konstytucja w tym zakresie nie obowiązuje. Konstytucja RP została sprzedana części hierarchów w zamian za polityczne poparcie. Polski rząd znajduje się w cieniu toruńskiego zakonnika.
Jednocześnie jednak państwo zarządzane przez Prawo i Sprawiedliwość i braci Kaczyńskich, tak sprawne w zwalczaniu urojonych wrogów okazuje się zadziwiająco bezradne wobec aktualnych problemów społecznych. Traci zdolność do rozwiązywania tych problemów, przykładem niech będzie sytuacja w służbie zdrowia. Umęczone pielęgniarki, zdesperowani lekarze i coraz bardziej zagrożeni w swych prawach pacjenci, dlaczego tak się dzieje. Premier wie, bo tu cytuję „inni szatani są tam czynni”. Państwo Kaczyńskich jest dokładnie na ich miarę – butne wobec słabych i pokorne wobec mocnych. Silne wobec pielęgniarek, ale kornie chylące głowę przed ojcem Rydzykiem. Jeden telefon biskupa, czy arcybiskupa stawia rząd na baczność. Tak było przecież kiedy mieliśmy sprawę włączenia religii do średniej.
Państwo Kaczyńskich potrafi w kilka chwil odnaleźć każdą teczkę, ale nie potrafi przeprowadzić przetargu na kawałek autostrady czy stadion w Warszawie. Opóźnienia w przygotowaniu Euro 2012 grożą skandalem i kompromitacją. Gdy te mistrzostwa zostaną nam odebrane, co nie jest niemożliwe, to świat nie będzie się śmiał z Kaczyńskich tylko z Polski.
Rządy Prawa i Sprawiedliwości choć krótkie, zmasakrowały pozycję Polski na arenie międzynarodowej. A mieliśmy być, według wyborczej zapowiedzi, jednym z najbardziej znaczących krajów naszego kontynentu, opozycji niemożliwej do zakwestionowania przez nikogo. No i stało się, nigdy dotąd nie pisano o Polsce tyle, co obecnie. I nigdy dotąd nie pisano o Polsce tak źle. Nigdy z polskich władz nie szydzono, a dziś jest to nagminne, dotyczy to Europy, Ameryki a nawet Chin. Pojawiają się opinie, że Polska pod rządami Kaczyńskich zaczyna zagrażać Unii Europejskiej, czy to jest ta zapowiedziana ochrona interesu narodowego? Zamiast utrwalania i rozwoju partnerskich stosunków z sąsiadami, mamy fatalne pogorszenie stosunków z Niemcami, jeszcze gorsze niż dotąd z Rosją, ze wszystkich stron mamy coraz więcej niechęci i irytacji zachowaniem polskich władz. Mamy do czynienia z nieustanną kompromitacją ministra spraw zagranicznych. Czystka w MSZ pozbawiła ten resort fachowców. Zostali głównie ideolodzy i współcześni kapciowi, liczne placówki pozostają nieobsadzone. To się teraz nazywa, według pana premiera, twarda polityka zagraniczna. Jej efektem jest ożywianie upiorów przeszłości, a nie posiadanie żadnych koncepcji dotyczących przyszłości. Polityka PiS czyni z Polski oblężoną twierdzę. Prowadzi do izolacji, do osamotnienia. Ta nierozumna i szkodliwa polityka przysparza Polsce niechęci i wrogości. Rozumiem, czujecie się silni, bo macie w rządzie hetmana Gosiewskiego, ale na litość boską, bez przesady, nawet Kmicic nie walczył ze wszystkimi. A jeśli już, to kończcie waszmościowie, wstydu oszczędźcie.
Wysoki Sejmie,
teraz już wiemy, co jest czarne, a co jest białe i żadne krzyki i płacze nas nie przekonają, że jest inaczej. Ten typ polityki jest nie do pogodzenia, ani z polskimi aspiracjami, ani ze standardami europejskimi, ani z chęcią życia w warunkach pokoju społecznego i przyjaznych stosunkach ze światem. Ta archaiczna polityka czyniąca z Polski dziwowisko jest coraz częściej źródłem zaniepokojenia. W skali wewnętrznej prowadzi do państwa opresyjnego, wrogiego obywatelom, od demokracji zdegradowanej, do aktu wyborczego. Bez względu na dalszy rozwój wypadków bankructwo polityczne jest faktem. Podobnie, jak bankructwo moralne Prawa i sprawiedliwości i pani poseł Szczypińska, żebyśmy wiedzieli o kim mówimy, bez złudzeń proszę pani, narkotykowy diler w pałacu prezydenckim, polityczna korupcja w Sejmie, korupcja w Ministerstwie Sportu, panie Suski, seksafera, skandaliczna akcja CBA, dramatyczna śmierć Barbary Blidy, kłamstwa ministra sprawiedliwości próbującego pomniejszyć swoją moralną odpowiedzialność za tę śmierć. To tylko niektóre powody, które pozwalają nam mówić, że z odnowy moralnej zostały tylko żarty i wstyd. (oklaski)
Idea IV Rzeczpospolitej, państwa prawa i sprawiedliwości, została przez jej autorów zdruzgotana. Nie ma i nigdy miało nie być trzech milionów mieszkań i setek kilometrów autostrad czy taniego państwa. Dystans między nami a Europą powiększa się, bo Europa ucieka nam z prędkością pociągu Paryż – Londyn, nasz ekspres nie dość, że z Krakowa do Warszawy jedzie, panie pośle, o godzinę dłużej, to jeszcze zatrzymuje się we Włoszczowej, bo Gosiewski potrzebował zrobić sobie trasę.
A może my Lewica i Demokraci za dużo chcemy?
Owszem, chcemy państwa solidarnego, bo uważamy, że państwo i obywatele mają wzajemne obowiązki. Ale nie chcemy państwa policyjnego. Chcemy państwa obywatelskiego, a nie państwa prokuratorskiego. Czekaliśmy z milicją obywatelską, panie Suski, jest pan związany i pańscy koledzy – czekaliśmy na to. Czekaliśmy, jak to zapisano w programie PiS, państwo chrześcijańskiej miłości bliźniego, tak miało być, a znaleźliśmy się w państwie, w którym nienawiść, pogarda, podejrzliwość, ograniczanie praw obywatelskich, inwektywy rzucane z najwyższych trybun do hołoty stały się codziennością.
Chcemy państwa respektującego Konstytucję, oddzielonego od Kościoła, w którym biskupi, czy arcybiskupi nie będą grozić ministrom. Chcemy państwa równości kobiet i mężczyzn, chcemy uczynić z Polski jednego z liderów dalszej integracji europejskiej, tej zarówno gospodarczej, jak i politycznej. Polska musi odzyskać wizerunek kraju przewidywalnego, przyjaznego i zdolnego do współdziałania z innymi państwami, a zwłaszcza z sąsiadami.
Chcemy dialogu społecznego i poszanowania opinii publicznej, a nie jej lekceważenia, tak jakby choćby w przypadku polskiej obecności w Iraku, czy tarczy antyrakietowej. Chcemy państwa, w którym nepotyzm jest przypadkiem, a nie wzajemną usługą polityków i partii koalicyjnej, według zasady, ja tobie, a ty mnie. Chcemy państwa sprawnych sądów i nieuchronnych kar dla przestępców, ale nie chcemy państwa, w którym wyroki wydaje minister sprawiedliwości na konferencjach prasowych. Chcemy państwa walczącego skutecznie z korupcją, ale nie państwa, które prowokuje afer korupcyjne i samo łamie prawo. Tak zwany układ, sztandarowe zawołanie braci Kaczyńskich, okazał się tym, czym od początku był – mitem, kiedy okazało się, że go nie ma to go stworzono i to pod swoim patronatem i teraz się go rozbija. Idea walki z korupcją w wyniku rządów Prawa i Sprawiedliwości uległa erozji i kompromitacji. I tę ideę bowiem PiS zniszczyło, czyniąc z niej od samego początku narzędzie bezwzględnej walki politycznej. Kiedy władza urządza pokazówki, a planuje je w gabinecie premiera i ministra sprawiedliwości to oznacza, że jej intencje są polityczne i odmienne od deklarowanych. A przecież nie może rozwijać takie instrumenty, jak jawność, przejrzystość, profilaktykę i prezencję, współpracę z organizacjami pozarządowymi a nie tylko stale zaostrzaną represję. Ponadto, chcemy wyjaśnić wszystkie okoliczności śmierci Barbary Blidy.(…)



„Nie wiem jak przemówić do elektoratu Pawła Kukiza, bo jest dla mnie niezrozumiały…”
Przynajmniej uczciwe postawienie sprawy.
Co zaś do mądrego przemówienia p. Szmajdzińskiego, to chciałbym zauważyć, że tamtej lewicy już nie ma. Jedni nie żyją, inni odeszli, innych wyszczuto…
Został Joński jako aniołek nagrobny polskiej lewicy.
Ta Joński? O mon Dieu! To mi się przypomniał mój (prastary) projekt nagrobka dla Czajkowskiego, z amorkiem, co mu obciąga fleta, spod nagrobnej płyty.