Art. 49. § 1. W razie naruszenia powagi, spokoju lub porządku czynności sądowych albo ubliżenia sądowi, innemu organowi państwowemu lub osobom biorącym udział w sprawie, sąd może ukarać winnego karą porządkową grzywny w wysokości do 10 000 złotych lub karą pozbawienia wolności do czternastu dni; osobie pozbawionej wolności, w tym także tymczasowo aresztowanej, można wymierzyć karę przewidzianą w przepisach o wykonywaniu kary pozbawienia wolności albo w przepisach o wykonywaniu tymczasowego aresztowania.
Po drugie, istotniejsze, w tej samej uchwale Sąd Najwyższy stwierdził, że skoro art 49 USP odnosi się do „policji sesyjnej” to znaczy może być stosowany tylko doraźnie, ergo tylko do osób obecnych podczas czynności sądowych. Znaczy się doraźnie można karać tylko tych, którzy zarzucą sędziemu rozwiązłość tudzież sprzedajność na sali rozpraw, a i to tylko dopóki sędzia nie zakończy posiedzenia. Jak już sędzia powie, że odracza rozprawę można nie obawiając się aresztowania za obrazę sądu, zwymyślać go, pomówić, rzucić w niego tortem czy co tam się nam zamarzy. A jeszcze lepiej zaczaić się na niego na korytarzu sądowym i czekać aż wyjdzie z sali, bo to już na pewno nie będzie ani w miejscu czynności sądowej ani w jej trakcie, i tam urządzić mu trzy minuty nienawiści z udziałem wsparcia moralnego, chóru oburzonych, transparentów i zaproszonych mediów.
Czy to oznacza, że sędziemu pozostaje jedynie oddalić się z tego miejsca z godnością, według zasady że chamskie usta nie ranią szlachetnych uszu? No cóż, niby nie, bo przecież jak raczył wskazać Sąd Najwyższy w przywołanej uchwale takie zachowania winny być ścigane karnie. Problem w tym, że żeby kogoś za coś ukarać to nie wystarczy złożyć zawiadomienie do prokuratury, że ktoś postąpił niewłaściwie, musi jeszcze istnieć przepis, na podstawie którego będzie można go za to ukarać. A z takowym przepisem jest niestety problem, bo pasujący tutaj art. 226 kk przewiduje wprawdzie karę za znieważenie funkcjonariusza publicznego, ale ponownie tylko za znieważenie „podczas i w związku z pełnieniem obowiązków służbowych”. A sędzia na korytarzu przed salą nie pełni obowiązków, a przynajmniej kwestia ta nie jest na tyle oczywista by dało się obronić tezę o dopuszczalności karania. Wszak przepis karny musi być jasny, a niejasności interpretować należy na korzyść oskarżonego.
Cóż zatem zostaje? No cóż, taki pomówiony czy znieważony sędzia może domagać się ukarania sprawcy powołując się na przepisy art 212 kk lub 216 kk . Tyle tylko, że te czyny ścigane są z oskarżenia prywatnego, więc dotknięty na honorze sędzia musiałby we własnym zakresie dochodzić sprawiedliwości, poświęcając na to własny czas, siły i środki. Poza tym przepis ten nie chroni powagi władzy sądowniczej, a poczucie własnej wartości danego obywatela wykonującego zawód sędziego. Trudno więc je nazwać przepisami penalizującymi niewłaściwe odnoszenie się wobec sądu i sędziego. A nie o to przecież chodzi by sędzia urażony na honorze mógł dochodzić satysfakcji, ale o to, by w skutek różnych chamskich wybryków nie doznawała uszczerbku powaga władzy sądowniczej. Powaga, która jest dobrem na tyle cennym, że nawet Konwencja o ochronie Praw Człowieka i Podstawowych Wolności dopuszcza ograniczenie prawa do swobody wypowiedzi, jeżeli jest to konieczne dla jej zachowania.
Na koniec napisać trzeba tyle, że niestety, wbrew temu co wydawało się niektórym dziennikarzom sędzia, choćby był prezesem sądu nie bardzo ma jak zareagować, gdy zostanie zwymyślany na korytarzu sądowym przez kogoś, komu nie spodobało się jego orzeczenie. Nie może nałożyć kary porządkowej, zgłaszanie zawiadomienia do prokuratury nie ma sensu, zaś jako prywatny człowiek ma zapewne znacznie ciekawsze rzeczy do robienia niż sądzenie się z jakimś indywiduum, które ewidentnie zapomniało gdzie się znajduje. Jedyne co mu pozostaje to pamiętać, że chamstwu w życiu należy się przeciwstawiać siłom i godnościom osobistom. I z godnością się oddalić z miejsca zdarzenia.



za PRLu zakaz szczekania obowiązywał wszędzie wyjątkiem było szczekanie na wskazany obiekt.
To nie podobało się masom i jednym z podstawowych żądań było zezwolenie na szczekanie, bez ograniczeń.
Dziś szczekać wolno kiedy się chce i jak się chce, trzeba się z tym faktem zwyczajnie pogodzić.
Albo..
Wszystko jasne…
A Macierewicz i Chazan nie byli funkcjonariuszami…