25 października 2015 roku wszyscy idziemy do urn wyborczych. Od tego, kogo wybierzemy do Sejmu i Senatu, zależeć będzie ścieżka rozwoju polskiej gospodarki. Nie mamy wielkiego wyboru. Albo wybierzemy partię, która mimo wszystkie swe błędy – utrzymywała gospodarkę Polski przez ostatnie 20 lat na stabilnej ścieżce wzrostu w tempie 4 procent rocznie. Albo wybierzemy partię, która w imię swej misji rozliczania swych wszystkich poprzedników za 25 lat wolnej Polski, zniszczy już istniejące warunki dla dalszego wzrostu gospodarczego. Partia niszczenia dotychczasowego dorobku wszystkich Polaków, będzie „za wszelką cenę” dążyć do spełniania swych obietnic, których spełnić się nie da. Cenę tego eksperymentu zapłacimy my wszyscy.
Należy mieć zawsze w pamięci, że to nie 9 gabinetów rządowych różnych opcji z lat 1995-2015 sprawiło, że gospodarka Polski rozwijała się w tempie najwyższym w Europie 4 procent rocznie – to Polacy swoim wysiłkiem to uczynili. Za ponad miesiąc mamy możliwość sprawdzić, czy Polacy chcą się rozwijać równie szybko i stabilnie, czy też wybiorą wariant zepchnięcia polskiej gospodarki na znacznie wolniejszą ścieżkę wzrostu.
Stoimy przed wyborem dynamik rozwoju o zupełnie odmiennych tempach wzrostu. Możemy, i stać nas na to, żeby wybrać takie ścieżki wzrostu, która pozwoli nam uzyskać poziom dochodów krajów Europy zachodniej jeszcze w tym XXI wieku. Dynamika wzrostu polskiej gospodarki w tempie 3,5 procent rocznie pozwoli na osiągnięcie poziomu europejskiego za 25 lat w 2040 roku, a tempo niższe o 1 procent – 2,5 procent pozwoli uzyskać poziom europejski za 50 lat w 2065 roku. Natomiast należy wiedzieć, że zsunięcie się polskiej gospodarki na ścieżkę wzrostu w wysokości 2 procent rocznie sprawi, że poziomu dochodów mieszkańców zachodniej Europy Polacy nie osiągną nawet za 110 lat w XXII wieku – w 2125 roku.
Partia dążąca „za wszelką cenę” do władzy chce zmienić polską rzeczywistość. Przede wszystkim w imię szczególnie pojmowanej „sprawiedliwości” partia ta chce na banki i hipermarkety nałożyć podatki. Każdy, kto ma minimalne pojęcie o gospodarce wie, że nakładanie podatków na najbogatszych zawsze uderza w najbiedniejszych. Jest oczywiste, że albo ci „bogaci bankierzy” i „wielcy kupcy” przerzucą nałożony podatek na swoich klientów, albo wyjdą z Polski do innych krajów, gdzie podatki będą niższe. A warto wiedzieć, że w hipermarketach to ci najbiedniejsi kupują produkty codziennego użytku, bo tam jest najtaniej. Polacy jak wszyscy obywatele korzystają z usług bankowych, i po opodatkowaniu przychodów bankowych będą za te usługi płacić drożej. Jeżeli usługi bankowe będą droższe, to znaczna część obywateli zwróci się do pozabankowych, firm finansowych, do kiosku z gazetami, na którym wisi reklama „pożyczka 1000 zł na dowód osobisty”, do firm niegwarantujących żadnego bezpieczeństwa swoim klientom, do firm poza wszelką kontrolą. I tak się rodzą piramidy finansowe. Obecnie jest tak, że świat finansowy od Bazylei po Washington chwali Polskę za stworzenie bezpiecznego sytemu finansowego i bankowego. Partia dążąca do władzy w imię wspierania „biednego” – chce to zniszczyć. Zniszczenie zaufania do systemu bankowego oznacza, że Polska w świecie straci swą dotychczasową wiarygodność i będzie bardzo niepewnym partnerem dla zagranicznych inwestorów. A zniszczyć wszystko jest bardzo łatwo – odbudować znacznie trudniej.
Nowo wybrany prezydent RP obiecał powrócić do ustaw emerytalnych z przed lat, ustaw stanowionych jeszcze w czasach Peerelu, gdzie władza każdemu obiecywała emeryturę w wieku 60 lat dla kobiet i 65 lat dla mężczyzn. Oczywiście Prezydent może wszystko obiecać – nie musi się spowiadać, kto za to zapłaci. Zapłacimy my wszyscy, albo niższą płacą, albo niższą emeryturą, albo – co jest bardziej pewne – i jednym drugim; będą i niższe płace i niższe emerytury. Powrót do starych zasad emerytalnych sprawi, że zwiększy się znacznie liczba faktycznych emerytów, tym samym – o tę samą liczbę zmniejszy się liczba pracujących. Mniejsza liczba pracujących będzie obciążona wyższymi kosztami świadczeń socjalnych, będzie mniej zarabiać i mniej wytwarzać. Na rosnącą liczbę emerytów przypadnie zatem znacznie mniejszy fundusz emerytalny – ich dochody będą niższe, a koszty utrzymania będą rosły. Co łatwo odczytać z poprzedniego akapitu.
Nowo wybrany prezydent powiada, że w Unii Europejskiej będzie on walczył o „interes Polski”. Nie powiedział nam prezydent, czy w interesie Polski jest walczyć z innymi krajami Unii Europejskiej, czy współpracować. Walka z Unią Europejską o „Polski interes” „za wszelką cenę” przyniesie odwrotny skutek od oczekiwanego – nie zwiększy, a pomniejszy możliwości Polski na arenie międzynarodowej, będzie przeciwko „interesom Polski” i zepchnie nas na zupełne peryferie świata rozwiniętego. Nie wiemy, jakiego „interesu Polski” będzie bronił prezydent przed Unią Europejską.
I tak to partia stanowiąca nowe „prawo” w imię swoiście pojmowanej „sprawiedliwości” zepchnie polską gospodarkę na ścieżkę pełzającego wzrostu. Wzrostu minimalnego, z którego efektów w żaden sposób partia aplikująca o władzę nie będzie w stanie spełnić swych obietnic; obietnicy 500 złotych na dziecko, obietnicy podniesienia kwoty wolnej od podatku do 8000 zł, niesienia pomocy i rolnikom „i górnikom, i hutnikom, kolejarzom, marynarzom” – jak przed ponad półwieku temu śpiewano w pieśni musowej.
Nie dajmy zmarnować dorobku Polaków, dorobku osiągniętego wielkim trudem i wysiłkiem przez ostatnie 25 lat, i w imię własnego interesu i interesu Polski jako znaczącego kraju w Europie – nie zmarnujmy naszych głosów na partię, która nie gwarantuje wyższej dynamiki wzrostu polskiej gospodarki. Nie głosujmy na partię, której działania w następnych 4 latach zniszczą wybudowane już fundamenty wzrostu i będą zagrażać nie tylko nam dzisiaj, ale naszym dzieciom i wnukom na wiele dalszych lat.




Jestem w tej komfortowej(?) sytuacji, że nie jestem wyborcą PiSu, ani PO (jestem za to pisowskim trollem).
„Obietnice” PAD są dla mnie śmieszno-straszne.
Nie uważam „zielonej wyspy” za sukces PO, podobnie wysokiego wzrostu gospodarczego w latach 2005-2007 nie uważam za zasługę PiSu. Może ktoś wytłumaczy mi (jak nieukowi), czy to poniżej ma sens?
.
„Podczas dzisiejszej debaty minister pochwalił obniżki podatków i składek rentowych, dzięki którym nie trzeba było wprowadzać pakietu stymulacyjnego.
Niskie podatki i mniejsze składki rentowe sprawiły, że nie trzeba było ratować gospodarki w czasie kryzysu. Dlatego też szef resortu finansów podziękował politykom Prawa i Sprawiedliwości za tę decyzję.
Jacek Rostowski przedstawiając, na dzisiejszej debacie podsumowującej dwa lata rządów PO-PSL, stan polskiej gospodarki twierdził, że jest dobrze. Polskie obligacje są rozchwytywane przez inwestorów, do tego rośnie PKB, a bezrobocie idzie w górę znacznie wolniej niż w innych krajacj UE. Głownym celem Jacka Rostowskiego będzie obniżenie deficytu tak, by Polska była najmniej zadłużonym państwem Wspólnoty.”
marzec, 2010
http://gospodarka.dziennik.pl/news/artykuly/113892,rostowski-pis-uratowal-polska-gospodarke.html
Na czym opiera pan założenie, że gospodarki Europy zachodniej będą w nieustannym wzroście ? To jakaś futurologia ? Pan wybaczy, ale ja wolę H.G. Wellsa lub Lema, zdecydowanie. Zna pan takie zjawisko występujące w naturze, gdzie coś nieustannie wzrasta ? Jeżeli tak to proszę mi pokazać, gdzie coś takiego się zrodziło to nawet zgodzę się z tym artykułem. A do tego czasu będę uznawał kluczowy argument z pańskiego artykułu za sprzeczny z prawami fizyki.
@Brentano na szczęście się na tym nie znam, ale tu nie chodzi tyle o „wzrost obiektywny” co porównywalny. To było widać w kryzysie po 2008 roku. Gospodarki niektórych krajów stanęły, a nasza szła 2-3% do przodu. Gdyby nasza szła -2% a inne -4% to też byłby nadganiany dystans.
Jak by nie patrzeć, musimy robić szybciej i więcej.
Ale to tylko zdanie laika.
„Partia dążąca „za wszelką cenę” do władzy chce zmienić polską rzeczywistość. Przede wszystkim w imię szczególnie pojmowanej „sprawiedliwości” partia ta chce na banki i hipermarkety nałożyć podatki. Każdy, kto ma minimalne pojęcie o gospodarce wie, że nakładanie podatków na najbogatszych zawsze uderza w najbiedniejszych” – niestety ale mnóstwo faktów z historii gospodarczej zadaje temu twierdzeniu kłam. Skandynawia jest znanym przykładem, ale choćby i Stany Zjednoczone, które przeżywały ogromny rozkwit w okresie obowiązywania najwyższej stawki podatkowej w wysokości 91 a potem 70 proc.
„Albo wybierzemy partię, która mimo wszystkie swe błędy – utrzymywała gospodarkę Polski przez ostatnie 20 lat na stabilnej ścieżce wzrostu w tempie 4 procent rocznie” – przepraszam, ale czy autor chce powiedzieć, że Platforma rządzi już 20 lat? Jak ten czas leci 🙂
2%, 3%, 4%… to nie ma znaczenia, bo wskaźnik PKB jest jednym wielkim idiotyzmem. Jak jeden wykopie rów warty 100 tys zł, a drugi zakopie ten rów też za 100 tys zł, to… PKB wzrośnie o 200 tys zł.
Pomyślność Polaków zależy od poziomu nauki, technologii, edukacji, kultury. Niestety, w każdej z tych dziedzin wyglądamy kiepsko. Porównajmy Lema i Mrożka z obecnymi pisarzami…
@ Hazelhard,
„Porównajmy Lema i Mrożka z obecnymi pisarzami…”
.
Jacek Dukaj pisze świetnie 🙂
A co do technologi – częściej niż raz na miesiąc pojawia się tu na stronie artykuł o sporych w tej dziedzinie osiągnięciach.
Zabawne to namawianie do głosowania na PO używając argumentu wzrostu PKB, ponieważ PKB rosło najszybciej akurat podczas dwuletnich rządów PIS…. Żadna w tym zasługa PIS, bowiem trafili na szczyt koniunktury. Żadna też zasługa PO, że potem nasz PKB rósł szybciej niż w innych krajach, bo tak jak 8 lat temu zajmowaliśmy obok Rumunii i Bułgarii ostatnie miejsca w UE w kategoriach takich jak jakość stanowionego prawa, system podatkowy, łatwość prowadzenia biznesu, tak i jest do dziś. A własnie za to odpowiada partia rządząca, szczegolnie gdy te rządy trwały 8 lat. Nasz PKB rósł nieco szybciej dzięki pracowitości obywateli wbrew przeszkodom stawianym przez państwo, a więc nie dzięki, lecz mimo działalności polityków. Także dzięki temu, źe startowaliśmy z bardzo niskiego poziomu, kraj po upadku PRL był w gorszym stanie niż Węgry, czy Czechy i Słowacja.
Różnica miedzy PIS i PO, jest taka, że PIS ma kilka ryzykownych pomysłów, zaś PO nie ma żadnego pomysłu na rządzenie. Rządy PO to calkowity chaos, bałagan, bylejakość, ich decyzje kadrowe to współczesna wersja Barei (choć może i on nie wymyśliłby takiego premiera i ministra spraw wewnętrznych w czasach wojny na wschodzie i trzeszczącej UE).
@ MaSZ
A mnie się Ewa Kopacz na stanowsiku premiera podoba znacznie bardziej niż Donald Tusk. DT rządził przez zaniechanie. EK już tego komfortu nie miała, zarządzała permanentym kryzysem, gdy zaniedbania zaczęły się kumulować. W dodatku w pierszej kolejności musiała uporac się z partią.
Także aktualny program PO na nową kadencję, już firmowany przez EK wydaje się pozytywny, w odróżnieniu od polityki „ciepłej wody w kranie”, która spowadzała się do zaniechań, powstrzymywania się od działań, byle tylko woda leciała.
.
Pańską ocenę argumentowania za pomocą PKB w pełni podzielam.
Pozdrawiam
Ewa Kopacz jest nieudolna. To ona ciągnie PO w dół. Pokazała na początku roku, że jest słaba. Skapitulowała przed górnikami i lekarzami. Od tamtej pory zaczęło się pasmo porażek. Konkurencja szybko wyczuła z kim ma do czynienia i teraz Kopacz ma permanentny kryzys.
Co do programu PO, to z czego tu się cieszyć?? Kopacz dała sobie narzucić przez PiS samonakręcającą się spiralę rozdawnictwa i jeszcze jest zadowolona, że jej program będzie kosztował nieco mniej mld niż program PiS.
czytelniku, który to premier w Polsce nie uginał się i nie kapitulował przed górnikami? A sytuacja górnictwa to jest coś, co EK odziedziczyła.
Diagnozy, rządowe plany itd. były tworzone już 3-4 lata wcześniej, ale palcem nie kiwnięto, aż się dłużej nie dało ignorowac narastających problemów.
Nie wiem – może i Ewa Kopacz by ignorowała, gdyby mogła. Ale znalazła się w sytuacji, w której trzeba było działać. I działała.
Co do programu PO, który przeze mnie jest traktowany jako kampania wyborcza – moim zdaniem nie jest to wyścig z PiSem na obietnice. Nie jest to „PiS da wam pińcet, to my tysiaka!” Nie jest to reakcja. PO zaproponowała inną filozofię państwa. Zupełnie inną. Przez lata PiS rzucał hasła, a PO reagowała (albo i nie). Tym razem to PO rzuca temat i to PiS będzie musiał się odnieść do tych propozycji. PO narzuca temat. A PiS ma problem, jak tu się odnieść. Tak wielki, że się milczący przez kilka miesięcy prezes uaktywnił i zmienia temat.
.
Pozdrawiam
Tyle tylko, że Ewa Kopacz nic nie zrobiła w sprawie górnictwa. Była szansa, by twardo postawić na swoim i pozamykać nierentowne kopalnie i po raz kolejny została zmarnowana ze strachu (kampania Bronka). Przez jej niezdecydowanie Polacy dalej będą dokładać do górnictwa (studnia bez dna). Premier tak jak jej poprzednicy pięknie zignorowała sprawę odkładając fatalną sytuację finansową górnictwa na później.
Co do programu to jest odwrotnie. To PiS przedstawił swoje „gruszki na wierzbie”, a PO aby nie być gorszą szybko napisała na kolanie swoje propozycje. Nawet Janusz Lewandowski, który przedstawiał pomysły PO sam do końca nie wiedział o czym mówi. Taki to plan przygotowywany od miesięcy.
Przepraszam ale nie dostrzegam żadnej filozofii państwa ze strony PO. Jedno co widzę to to, że PO coraz bardziej upodabnia się do PiS (sprawy ideologiczne pomijam).
@j.Luk
W dzisiejszych gospodarkach zachodnich tzw. wzrosty są w dużej mierze oparte na przekonaniu, że przyszłe wykształcone i przestrzegające prawa pokolenia (których coraz mniej) będą spłacać pewne długi jakie my na ich poczet, nie pytając nawet o zdanie, dzisiaj nieustannie zaciągamy. Przyszłe wzrosty gospodarcze to przeważnie kredyty, jednakże w perspektywie czasu bardziej prawdopodobne jest umorzenie tych długów (co zostanie przetłumaczone jako kryzys gospodarczy) aniżeli ich uregulowanie.
Ekonomia nie jest nauką choć istnieją pewne prawa ekonomiczne. Autor, gdyby się go zapytać, nie będzie w stanie dokładnie sprecyzować co to właściwie jest ten wzrost gospodarczy i ograniczy się do podania jakiejś tam definicji PKB. A co to jest ten PKB i dlaczego liczyć to tak, a nie inaczej ? Tego autor również nie wyjaśni. Po prostu, to są pobożne życzenia czyli główna słabość ekonomii wyjaśniająca dlaczego nie jest nauką podobną matematyce. Dominująca dzisiaj teoria w ekonomii nastawiona jest na nieustanny wzrost.
Człowiek to bardzo ułomna istota bo nie tyle co łatwo ją oszukać co lubi być oszukiwana. Jak się prześledzi historię to ludzkość nieustannie na różne sposoby broniła się przed prawdą. Dzisiaj akurat dominuje wiara, że będziemy się nieustannie bogacić. No niestety nie będziemy bo raczej sięgnęliśmy obecnie szczytu zasobności materialnej. Przykładowo, naród chiński, który na nas w głównej mierze robi, też chce się bogacić i marzy mu się to bogactwo jakie widzi na zachodzie. Podobnie jest w Indiach, ale przykładowo oni tam mają coraz więcej zdolnych ludzi i wcale nie jest zapisane, że to zawsze oni będą robić na nas, a w każdym bądź razie, że zawsze tak tanio nas to będzie wynosić. Obecnie Europa jest na szczycie piramidy gospodarczej, ale ta pozycja może ulec zmianie. Autor jednakże już zna przyszłość i wie, że nadal będzie u nas rosło jeżeli tylko wybierzemy „właściwą” partię, rzecz jasna.
Natomiast, oczywiście akurat w Polsce nadal istnieje przestrzeń do podniesienia zasobności materialnej z tym, że nie rozumiem co ma do tego wybór między PiS, a PO. Biznes już dosyć dawno temu się w dużym stopniu uniezależnił od polityki i dzisiaj niejednokrotnie to parlamenty są kształtowane przez biznes właśnie, a nie na odwrót.
Przekoanie niektórych dyskutantów, ze wybór PiS jest z punktu widzenia rozwoju gospodarczego Polski korzystny lub neutralny jest zdumiewające. PiS to przede wszsystkim populiści, których idee-fix jest dokonanie zamachu na demokracje liberalną i obsadzenie najpiej JK a potem Dudy na stanowisku naczelnika państwa, czyli współczesnego quasi króla. Na drodze do realizacji tego celu sa w stanie kompletnie rozwalić gospodarke, oraz porządek społeczny nieustannym podsycaniem konfliktów. Żadna gospodarka nie bedzie stanowić przeszkody dla faszyzujących zapędów JK i PiS. Gdyby projekt UE był stabilny zagrożenie PiSem byłoby mniejsze. Jednak kiedy uchodźcy grożą rozbiciem wspólnej Europy groźba demokratury a potem faszystowskiemu kierunkowi PiS jest realna. Warto to wziąć pod uwage abysmy nie obudzili sie z reką w nocniku.
Fajna agitka, już dawałem się zwieść parę razy.
Nie oddam głosu na PiS bo nie, powodów jest wystarczająco dużo.
Nie oddam głosu na PO bo przytuliła niewyksztalciucha Dorna, to wystarczające dla mojego nie.
Nie oddam głosu na lewicę bo jej nie widzę.
Nie oddam głosu na trepa w muszce bo jej codzienne noszenie o niczym nie świadczy. Jest trepem.
Co mi pozostało?
Sól ziemi czarnej, czyli chłopi.
Nie agitują, nie przekonują, nie namawiają po prostu są.
Idę do wyborów i zaznaczę polską do bólu „rodzimą mafię” PSL.
Ostatecznie, kiedyś przodkowie wyszli ze wsi, no nie?