Krzysztof Mroziewicz: Non grata

andrejew2015-09-26.

Przedstawiciel nadzwyczajny i pełnomocny głowy państwa rosyjskiego w Polsce,  ekscelencja ambasador Siergiej Andriejew, w rozmowie z jedną ze stacji telewizyjnych kraju akredytacji powiedział coś, co kwalifikuje się do uznania go za personę non grata. Oświadczył m.in., że współodpowiedzialność za rozpętanie II wojny światowej spoczywa na Polsce.

Wybryk Andriejewa jest sprzeczny nie tylko z polskim, ale także sowieckim rozumieniem historii, którą Federacja Rosyjska przejęła w spadku po ZSRR i niczego w niej nie zmieniła. Według podręczników rosyjskich II wojna światowa wybuchła w dniu zdradzieckiej napaści Niemiec hitlerowskich na Związek Radziecki.

Zdrada Hitlera polegała na tym, że napadł na sojusznika, który pozwolił mu zbroić się na swoim terytorium. I że pogwałcił traktat Ribbentrop – Mołotow.

Zdaniem Andriejewa wypowiedzianym implicite, Polska powalona przez wojska niemieckie i zaatakowana od Wschodu przez Armię Czerwoną jest współwinna ataku Hitlera na Związek Sowiecki. Wina Polski polegała na tym, że w ogóle istniała. Historiografia sowiecka nie nazywa „operacji” z 17 września 1939 roku atakiem wojennym, a zaledwie prewencyjnym odsunięciem swoich granic z hitlerowskim sojusznikiem na Zachód, na tereny będące do niedawna – zdaniem Moskwy – zachodnimi rubieżami cesarstwa rosyjskiego.

Pretekstem do tej niesłychanej w stosunkach dwustronnych arogancji był akt demontażu pomnika generała Czerniachowskiego w Pieniężnie. Uhonorowano pomnikiem dowódcę, który wyzwalał Polaków od  Niemców, ale jednocześnie mordował żołnierzy polskiego państwa podziemnego. Ambasador Andriejew wysyczał groźbę: „sprawy pomnika nie zapomnimy nigdy”.

O ile nam wiadomo, ambasador RP w Moskwie nie dostał instrukcji, aby skomentować fakt ustanowienia święta armii rosyjskiej w rocznicę „przepędzenia” Polaków z Kremla, a trzeba przypomnieć, że w dyplomacji nic się nie dzieje inaczej jak on the reciprocity basis.

Walka na pomniki i prowokacje jest najgorszym sposobem uprawiania polityki zagranicznej. Ambasador Andriejew uważa, że zajmuje w Warszawie taką samą pozycję, jak ambasador Aristow w czasach PRL.

Jego słowa można interpretować jako chęć bycia usuniętym z Polski, co skutkowałoby  natychmiastowym usunięciem polskiej pani ambasador z Moskwy i sprowadzenia stosunków dwustronnych na najniższy od 70 lat poziom. One zresztą, zdaniem Andriejewa „już tam są”. Dzieje się to na dwa dni przed nieuchronnym spotkaniem prezydentów Obamy i Putina w Nowym Jorku, gdzie tematem rozmów będzie m.in. Syria. Putin wraca do gry na Bliskim Wschodzie, z czym ma związek kryzys imigracyjny w Europie, a słowa Andriejewa dowodzą, że Rosja, korzystając z awantury na Ukrainie,  ma zamiar wrócić do gry także na zachodnich rubieżach Cesarstwa Rosyjskiego. W tej sytuacji dyplomacja polska narażona na skutki turbulencji wyborczych musi zachować szczególnie staranny profesjonalizm.

Krzysztof Mroziewicz

były ambasador RP w mocarstwie tak samo ważnym w polityce światowej,  jak Rosja

Print Friendly, PDF & Email

10 komentarzy

  1. andrzej Pokonos 2015-09-26
  2. BM 2015-09-26
  3. andrzej Pokonos 2015-09-26
  4. MaSZ 2015-09-26
  5. A.P. 2015-09-26
  6. narciarz2 2015-09-26
  7. Jacek Arkuszewski 2015-09-27
  8. reporter 2015-09-27
  9. slawek 2015-09-27
  10. W. Bujak 2015-09-28
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com