Przedstawiciel nadzwyczajny i pełnomocny głowy państwa rosyjskiego w Polsce, ekscelencja ambasador Siergiej Andriejew, w rozmowie z jedną ze stacji telewizyjnych kraju akredytacji powiedział coś, co kwalifikuje się do uznania go za personę non grata. Oświadczył m.in., że współodpowiedzialność za rozpętanie II wojny światowej spoczywa na Polsce.
Wybryk Andriejewa jest sprzeczny nie tylko z polskim, ale także sowieckim rozumieniem historii, którą Federacja Rosyjska przejęła w spadku po ZSRR i niczego w niej nie zmieniła. Według podręczników rosyjskich II wojna światowa wybuchła w dniu zdradzieckiej napaści Niemiec hitlerowskich na Związek Radziecki.
Zdrada Hitlera polegała na tym, że napadł na sojusznika, który pozwolił mu zbroić się na swoim terytorium. I że pogwałcił traktat Ribbentrop – Mołotow.
Zdaniem Andriejewa wypowiedzianym implicite, Polska powalona przez wojska niemieckie i zaatakowana od Wschodu przez Armię Czerwoną jest współwinna ataku Hitlera na Związek Sowiecki. Wina Polski polegała na tym, że w ogóle istniała. Historiografia sowiecka nie nazywa „operacji” z 17 września 1939 roku atakiem wojennym, a zaledwie prewencyjnym odsunięciem swoich granic z hitlerowskim sojusznikiem na Zachód, na tereny będące do niedawna – zdaniem Moskwy – zachodnimi rubieżami cesarstwa rosyjskiego.
Pretekstem do tej niesłychanej w stosunkach dwustronnych arogancji był akt demontażu pomnika generała Czerniachowskiego w Pieniężnie. Uhonorowano pomnikiem dowódcę, który wyzwalał Polaków od Niemców, ale jednocześnie mordował żołnierzy polskiego państwa podziemnego. Ambasador Andriejew wysyczał groźbę: „sprawy pomnika nie zapomnimy nigdy”.
O ile nam wiadomo, ambasador RP w Moskwie nie dostał instrukcji, aby skomentować fakt ustanowienia święta armii rosyjskiej w rocznicę „przepędzenia” Polaków z Kremla, a trzeba przypomnieć, że w dyplomacji nic się nie dzieje inaczej jak on the reciprocity basis.
Walka na pomniki i prowokacje jest najgorszym sposobem uprawiania polityki zagranicznej. Ambasador Andriejew uważa, że zajmuje w Warszawie taką samą pozycję, jak ambasador Aristow w czasach PRL.
Jego słowa można interpretować jako chęć bycia usuniętym z Polski, co skutkowałoby natychmiastowym usunięciem polskiej pani ambasador z Moskwy i sprowadzenia stosunków dwustronnych na najniższy od 70 lat poziom. One zresztą, zdaniem Andriejewa „już tam są”. Dzieje się to na dwa dni przed nieuchronnym spotkaniem prezydentów Obamy i Putina w Nowym Jorku, gdzie tematem rozmów będzie m.in. Syria. Putin wraca do gry na Bliskim Wschodzie, z czym ma związek kryzys imigracyjny w Europie, a słowa Andriejewa dowodzą, że Rosja, korzystając z awantury na Ukrainie, ma zamiar wrócić do gry także na zachodnich rubieżach Cesarstwa Rosyjskiego. W tej sytuacji dyplomacja polska narażona na skutki turbulencji wyborczych musi zachować szczególnie staranny profesjonalizm.
Krzysztof Mroziewicz
były ambasador RP w mocarstwie tak samo ważnym w polityce światowej, jak Rosja



To co Pan proponuje jako rozwiązanie w tym momencie. Zaczął Pan od persona non grata, skończył dwuznacznie. Czy Polska dyplomacja ma stracić swojego ambasadora w Moskwie, czy wybryk rosyjskiego attache pozostanie bezkarny? Wzywanie na dywanik przecież nic tu nie zmieni.
Myślę, że Krzysztofowi chodziło o samo ujawnienie machinacji. Jest oczywista, więc jej nie ulegnijmy. Przemilczmy tę bzdurną i wrogą wypowiedź – i nie dajmy Moskwie pretekstu do pozbycia się niewygodnego polskiego dyplomaty. A my – wiemy w czym rzecz…
Chyba to jedyne wyjście. Odpowiedź premier Kopacz właśnie prezentowana w mediach idzie w tym kierunku.
Wypowiedź rosyjskiego ambasadora była skandaliczna, porównywalna do próby argumentowania o winie Żydów za Zagładę. Polska polityka zagraniczna istotnie musi być profesjonalna, ale jednocześnie powinnismy usuwać wszelkie sowieckie pomniki i nie przejmować się rosyjskimi lamentami. Oni i tak znajdą powody do dowodzenia, że Polska jest dla nich krajem nieprzyjaznym. Przygotowują się to wytłumaczenia obywatelom, że ich biednienie na skutek pogłębiającego się kryzysu gospodarczego nie jest spowodowane przez Kreml, lecz przez wrogów Rosji, którymi są otoczeni.
I po co to wszystko? W czyim interesie?
Ten problem wojenki na słowa narastał od jakiegoś czasu. To było już w czasie obchodów rocznicy wyzwolenia Aschwitz.
Co do pomników, to jest umowa z Rosją w którym każdy pomnik jest policzony i to w sprawie umowy trzeba rozmawiać.
A w Syrii zaczyna być ciasno, bo płynie chiński okręt.
http://www.infowars.com/arab-news-source-reports-china-went-warship-to-syria/
jednocześnie powinnismy usuwać wszelkie sowieckie pomniki
.
Sa wazniejsze sprawy od głosnego usuwania pomnikow. Usuwanie rosyjskich pomnikow to idiotyzm. Jesli juz, to nalezy je po cichu remontowac w jakims wygodnym momencie. Remont moze byc staranny i długotrwaly. Mozna takie faktyczne usuniecie zrobic inteligentniej niz w drodze awantury.
.
Oczywiscie, nie ma nic wazniejszego dla polskiej zakutej pały od pochylenia swoich husarskich skrzydeł do przodu i atakowania przeciwnika. Jesli nie mozna wprost, to chociaz na postumencie. Trudno jest Polakow za to chwalic, a jeszcze trudniej szanowac.
Całkowita racja, niezbędne wydaje się natychmiastowe wydalenie Andriejewa za obrazę państwa i narodu polskiego. Tego nie można tolerować!
Profesjonalizm, dobrej próby, nic więcej.
ZAmiast wydalać ambasadora powinno si e grzecznie acz stanowczo przedstawić jak było naprawdę i jak ten dyplomata mija się z prawdą.To mądrzejsze rozwiązanie.
@ slawek
Obraza pan przedstawiciela swiatowego mocarstwa. Taki glupi to on nie jest.