PIRS: Telewizja pokazała (171)7 min czytania

()

telewizja2015-11-14.

Zamach terrorystyczny w Paryżu. Dotychczas takie zamachy miały miejsce na Bliskim Wschodzie i w Afryce, a w tym ostatnim przypadku zajmowały tylko chwilę w mediach. Teraz to się odbyło w sercu Europy. Terror, czyli strach, wiele zmieni. Zmienią się priorytety polityki zagranicznej państw Unii. Wymogi bezpieczeństwa narzucą pewne reguły postępowania w życiu codziennym. Zmieni się nastawienie do mniejszości muzułmańskich obecnych w wielu krajach, a także stosunek do uchodźców.

U nas politycy, którzy wygrali wybory między innymi przez wzbudzanie lęku i obaw przed wyznawcami islamu, mogą wykorzystać sytuację do ograniczenia wolności obywatelskich. Terrorysta islamski jest lepszym argumentem niż tajemniczy układ. Niestety, zarządzanie strachem jest bardzo efektywne.

Dopiero co napisałem (TP 170): – Powołanie nowego rządu niewątpliwie zwiększy religijność w narodzie. Kiedy człowiek pomyśli o możliwym kryzysie wewnętrznym czy zewnętrznym i uświadomi sobie, że czoła stawią mu Macierewicz, Ziobro, Waszczykowski czy Kamiński, to od razu zwraca się do Boga w gorącej modlitwie.

Oj!

* * *

Są kraje, gdzie ludzie o innej kulturze, religii, wyglądzie nie stanowią sensacji ani powodu do lęku. Milo Kurtis opowiadał o odwiedzinach u swojej córki, która mieszka w Londynie. W tym samym miejscu mieszkają chrześcijanie, Żydzi i muzułmanie. Bywa, że ortodoksyjny Żyd spotyka zakwefioną muzułmankę, swoją sąsiadkę. Wszyscy żyją w zgodzie.

Krystyna Starczewska, założycielka szkoły „Bednarskiej”, opowiada w Polityce o decyzji przyjmowania dzieci cudzoziemskich do szkoły:

Zorganizowaliśmy walne zebranie, na którym rodzice mieli zdecydować, czy przyjmować na większą skalę dzieci uchodźców. Sprawa okazała się problematyczna. „Bednarska” miała wysokie miejsce w rankingach. Podniosły się więc głosy, że dzieci uchodźcze z konieczności będą gorzej zdawać egzaminy końcowe i obniżą nasze notowania. Poza tym koszty ich pobytu w szkole w latach 90. obciążałyby z konieczności rodziców polskich uczniów. Nie było wówczas dotacji państwowych na edukację dzieci uchodźców i imigrantów. Po dyskusji, w której część rodziców wyrażała zastrzeżenia do naszego projektu, miało odbyć się głosowanie.

Pomyślałam, że nasz projekt nie przejdzie i nie będzie uchodźców w szkole, trudno. I wtedy wstał jeden z ojców i zwrócił się do pozostałych rodziców z pytaniem: „czy państwo żałowaliby pieniędzy na pomoce szkolne?”. Rodzice odpowiedzieli: „no, skąd”. „A czy państwo chcieliby, żeby nasze dzieci podróżowały i poznawały inne kultury?”. „No, oczywiście”. „To niech państwo pomyślą, że obecność w szkole uchodźców z różnych stron świata będzie czymś w rodzaju pomocy naukowych dla naszych dzieci, dzięki ich obecności poznawać będą inne kultury, uczyć się tolerancji i akceptacji różnorodności”.

Nikt się nie sprzeciwił, to było wspaniałe.

Obecnie w szkole piąta część uczniów to dzieci uchodźców i imigrantów.

* * *

Bardzo trudno jest być prawdziwym chrześcijaninem czy buddystą. Niby zasady są znane (ale czy wszystkim wyznawcom?), lecz ich spełnianie jest niezwykle uciążliwe. Ludziom łatwiej jest gnębić i mordować, nawet współwyznawców, niż stosować zasadę niekrzywdzenia, miłości, wybaczenia. U nas w kraju wielu przyznaje się do katolicyzmu, szczególnie polityków, ale widzimy jak w praktyce rozumieją swoją religię.

Jedną ze wspaniałych osób, które w życiu stosują zasady wiary, jest siostra Małgorzata Chmielewska https://pl.wikipedia.org/wiki/Ma%C5%82gorzata_Chmielewska.

Oto fragment jej bloga:

Marzy mi się Polska fundamentalnie katolicka. Zgłupiałam? Może.

Polska, w której każdy człowiek będzie traktowany z szacunkiem przez innych „każdych człowieków”. Bo tego uczy katechizm. Polska, w której wspólne dobro jest dzielone uczciwie. W której dzieci, starzy, chorzy i niepełnosprawni mają pierwszeństwo. Polska, w której oszustwo jest grzechem i wytykane palcami, a cwaniactwo jest be. Polska, w której okrzyk „chcemy więcej” ma nową treść: „Chcemy dać z siebie więcej”.

Polska, w której obcy nie jest obcy, a wszyscy się do siebie uśmiechają (nawet kierowcy), bo nikt się nikogo nie boi.

W której pracowitość i zdolności są szanowane, krzywdy się przebacza, a skrzywdzonemu naprawia. W której posuwamy się na ławce, żeby zrobić miejsce przybyszowi i odziewamy nagiego i karmimy głodnego, nie pytając wprzód o rasę czy wyznanie lub jego brak. Bo to człowiek, Chrystus cierpiący. Polska, w której pogarda jest wstydem, a nienawiść i agresja wysłana na Marsa, bo Księżyc za blisko. Władza jest służbą, a rządzeni władzę wspierają w decyzjach i z szacunkiem krytykują, kiedy błąd popełni. No i władza słucha.

Tak uczy Kościół Katolicki, czyli powszechny. Ot, mój prywatny fundamentalizm. A w wersji dla niewierzących – Polska ludzi przyzwoitych.

* * *

Rzadko zdarza się żeby politycy realizowali to co głoszą w swoich programach.

Kiedy w Hiszpanii zwyciężyli socjaliści i zaczęli realizować to co zapowiadali, wszyscy byli zdumieni.

Bolszewicy, którzy siebie nazywali komunistami (Marks by się zdumiał), głosili, że raz zdobytej władzy nie oddadzą, a „sztandar rewolucji” poniosą na cały świat. Tak też robili, choć nikt ich z początku nie traktował poważnie.

Hitler (był niewątpliwie patriotą, choć rozumiał to pojęcie dość osobliwie), ogłosił swoje plany w książce „Mein Kampf”, a gdy doszedł do władzy – realizował wszystko co zamierzył.

Oczywiście, nie każdemu politykowi czy partii udaje się zrealizować swoje zamiary. Faktem jednak jest, że ludziom trudno uwierzyć w skrajne plany, pocieszają się że to tylko było takie gadanie żeby zdobyć władzę, a potem jakoś się wszystko ułoży po staremu. Lepiej jednak spodziewać się że ktoś, kto zapowiada że weźmie nas za mordę, że wprowadzi zmiany które umożliwią mu praktyczne ograniczenie demokracji i zapewnią praktyczną nieusuwalność od władzy, że ten ktoś mówi szczerze. Szczególnie, jeśli w przeszłości próbował realizować swoje zamiary, potem nigdy się z nich nie wycofał, a ponownie zdobytą władzę sprawują ludzie, którzy już w przeszłości wsławili się łamaniem bądź naginaniem prawa. Pocieszanie się, że może się czegoś nauczyli, że złagodnieli, to oszukiwanie siebie. Gdyby miała miejsce ewolucja poglądów, ci ludzie nie znaleźliby się u władzy, mogli ich zastąpić inni, nieskompromitowani. To nie jest czas „gołębi”, a wyglądają oni na „gołębie” tylko na tle ”jastrzębi”.

Pozostaje pociecha pesymisty: mogą się zdarzyć tylko miłe rozczarowania.

* * *

Telewizja zaprezentowała nam wyjątkowy czyn kierowcy autobusu, którego nazwała bohaterem. Bohaterstwo kierowcy polegało na tym, że widząc na jezdni jeża zatrzymał się i przeniósł go w bezpieczne miejsce.

Czy słowa jeszcze coś znaczą?

* * *

Tylko 27 posłów nie dodało do przysięgi („Ślubuję”) słów „Tak mi dopomóż Bóg”. Jedną z tych posłanek była Urszula Pasławska z PSL. – Jestem osobą głęboko wierzącą, ale uważam, że nie można mieszać Pana Boga do polityki, do spraw Sejmu; trzymam się tej zasady od wielu lat – powiedziała posłanka.

PIRS

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

4 komentarze

  1. PIRS 14.11.2015
  2. j.Luk 14.11.2015
    • A. Goryński 15.11.2015