2015-12-13.
Kandydatka na prezydent(a) nie wspomina Iranu, Hezbollahu, Hamasu, ani faktu, że sam „prezydent” Abbas zupełnie otwarcie wspiera terror, finansując go, przyzwalając na jego propagowanie, urządzając pogrzeby zabitych terrorystów z wojskowymi honorami. Pani Clinton nie wspomina, że kierowana przez Abbasa Autonomia Palestyńska jest również częścią globalnego dżihadu, ani że w dotychczasowych wysiłkach zmierzających do doprowadzenia do pokoju między Palestyńczykami a Izraelem ani prezydent Carter, ani prezydent Clinton (mąż), ani prezydent Bush, ani prezydent Obama na nalegali, by szef Autonomii Palestyńskiej (wcześniej Arafat, obecnie Abbas) jednoznacznie uznał prawo Izraela do istnienia, położył tamę propagandzie nienawiści w szkołach, prasie i meczetach oraz zaprzestał finansowania terroru.
Pani Clinton prowadzi swoją kampanię wyborczą obiecując kontynuację polityki wywierania nacisków wyłącznie na Izrael i walki z terrorem bez zauważania, że ISIS, Iran, Hezbollah, Hamas, Bractwo Muzułmańskie, partia Sprawiedliwości i Rozwoju prezydenta Erdogana, jak również Fatah, to wszystko są elementy tego samego zjawiska – globalnego dżihadu, który we wszystkich swoich odmianach zapowiada walkę z demokracją, ale za pierwszy i najważniejszy krok do tego celu uważa likwidację Izraela. (Doskonałą analizę tego globalnego dżihaduprzedstawił Maajid Nawaz, muzułmanin, były członek islamistycznego ugrupowania, który zmienił poglądy i dziś jest działaczem na rzecz praw człowieka, brytyjskim publicystą i politykiem, próbującym przekonać brytyjski rząd, że pora przestać udawać, iż zwalcza się terroryzm i dalej współpracować z tymi, którzy są nauczycielami i organizatorami terroru.)
Długotrwała walka Zachodu o pokój między Izraelem i Palestyną ograniczona do nacisków na Izrael, żeby przestał się bronić, bez wątpienia wpłynęła na opinię publiczną, utrwalając głębokie przekonanie terrorystów, że w oczach zachodniego świata zabijanie Żydów nie jest terroryzmem, a nawet spotyka się z życzliwością ujawnianą, jeśli nie w inny sposób, to przez stanowcze żądanie, aby była proporcjonalność, to znaczy, by zawsze ginęło tyle samo Żydów ilu ich morderców, w przeciwnym przypadku naruszona zostaje zasada sprawiedliwości.
Szwedzka minister spraw zagranicznych Margot Wallström, przemawiając w szwedzkim parlamencie czwartego grudnia 2015, stwierdziła, że izraelskie reakcje na falę zamachów nożowniczych i samochodowych są „nieproporcjonalne” i wskazują na to, że śmierć zamachowców w trakcie przeprowadzania ataków jest często równoznaczna z „pozaprawnymi egzekucjami”. Krótko mówiąc, minister demokratycznego kraju stwierdziła jednoznacznie, że zbrojne reakcje wobec terrorystów, których jedyną winą jest zabijanie Żydów, jest nielegalne i Szwecja nie będzie tego akceptować.
Trudno się dziwić, że Dżibril Radżoub, jeden z najważniejszych polityków Autonomii Palestyńskiej (zdaniem niektórych analityków drugi po Abbasie), zachęcając młodzież do przeprowadzania zamachów terrorystycznych, powiedział wyraźnie, że jego zdaniem świat zachodni daje na nie przyzwolenie.
Czy mamy tu do czynienia z szaleńcem, który nie tylko prezentuje opinie całkowicie sprzeczne z polityką Autonomii Palestyńskiej i „prezydenta” Abbasa, ale również sprzeczne z poglądami umiarkowanych muzułmanów na całym świecie i absurdalne w świetle postaw polityków zachodnich?
Szwedzka minister spraw zagranicznych nie jest żadnym szczególnym wyjątkiem. Przedstawicielka Departamentu Stanu USA, Jen Psaki,oświadczyłaswego czasu stanowczo, że obrzucanie bombami zapalającymi samochodów, w których siedzą Żydzi, nie jest aktem terrorystycznym.
Dżibril Radżoub wydaje się być bardziej wnikliwym analitykiem niż kandydatka do fotela amerykańskiego prezydenta. Nie jest również odosobniony w swoich poglądach na temat sympatii Zachodu dla terroru skierowanego przeciwko Żydom. Mówili o tym wielokrotnie politycy irańscy i nie tylko oni. Niezwykle ciekawym przypadkiem była wypowiedź ojca terrorysty z San Bernardino Syeda Rizwana Farooka. Pochodzący z pakistańskiej rodziny Syed Rizwan Farook wraz z żoną zamordowali 14 osób i ranili dalszych 17. Terrorysta urodził się już w USA, był wykształcony, należał do klasy średniej, w ostatnich czasach stał się bardzo religijny i (jak podaje prasa amerykańska) zradykalizował się. Oznacza to, że zaopatrzył się w ogromny arsenał broni i materiałów wybuchowych i zaczął przygotowywać się do dalszej działalności religijnej.
Ojciec pobożnego terrorysty to przykład sukcesu i doskonałej integracji muzułmanina w społeczności amerykańskiej. Jak pisał autor artykułu w tabletmag.com, Liel Leibovitz, przyjechał do Stanów Zjednoczonych z Pakistanu w 1973 roku, zdobył tytuł inżyniera, jego najstarszy syn służył w marynarce, zdobył kilka odznaczeń, w tym medal za global War on Terrorism, krótko mówiąc modelowy wzór umiarkowanego muzułmanina i lojalnego obywatela Stanów Zjednoczonych. Po tym jak jego drugi syn okazał się modelowym wzorem religijnie motywowanego terrorysty, Syed Farook senior dał wywiad dla włoskiego dziennika „La Stampa”, w którym mówił o swojej rozpaczy i niedowierzaniu, że jego syn mógł coś takiego zrobić. Powiedział, że jego syn nieustannie przeklinał Izrael i że on starał się go uspokoić.
„Mówiłem mu, że musi mieć cierpliwość- powiedział Farook włoskiemu dziennikarzowi – że za dwa lata Izrael już nie będzie istniał. Geopolityka się zmienia, Chiny, Rosja i Ameryka nie chcą już więcej Żydów. Po co walczyć? Robiliśmy to już i przegraliśmy. Izraela nie należy zwalczać zbrojnie, ale na polu polityki. Ale on mnie nie słuchał, miał obsesję.”
Ta opinia wyrażona zupełnie otwarcie, bez najmniejszych zahamowań, wydaje się być niesłychanie znamienna. Zrozpaczony ojciec terrorysty zakładał, że jest to opinia całkowicie akceptowalna i odzwierciedlająca postawy i zamiary zachodnich polityków. Kiedy Ali Chamenei mówi, że Izraela nie będzie za 25 lat, a Izraelczycy będą martwi, kiedy generałowie irańscy mówią, że Zachód nie będzie bronił Izraela, kiedy palestyński dygnitarz mówi, że Zachód nie przejmuje się nożowniczymi zamachami terrorystycznymi, a szwedzka minister spraw zagranicznych stwierdza, że oni są „w takiej desperacji, że muszą uciekać się do przemocy”, miał do tego solidne podstawy.
Kiedy umiarkowany muzułmanin i lojalny obywatel amerykański mówi o swoim przekonaniu, że świat dziś podziela jego pragnienie, żeby Izrael przestał istnieć, albo rozumie pewne rzeczy lepiej niż pani Clinton lub prezydent Obama, przekonujący nas, iż Abbas jest wiarogodnym partnerem pokojowych rozmów, albo prezydent Obama i pani Clinton oszczędnie posługują się prawdą, a naiwność ojca terrorysty polega tylko na tym, że takich rzeczy nie mówi się otwartym tekstem.
Zdaniem autora artykułu, ten pogląd zrozpaczonego ojca ujawnia ciekawe zjawisko. Wielu ludzi przyjmuje wygodną dychotomię, dzieląc muzułmanów na tych dobrych, umiarkowanych i tych zradykalizowanych z morderczymi (wobec nas) planami. Proponuje on eksperyment myślowy, wyobrażenie sobie umiarkowanego, konserwatywnego chrześcijanina, który tylko proponuje wyłapanie homoseksualistów i wywiezienie ich do Monako, albo umiarkowanego białego Amerykanina, który kulturalnie przekonuje, że nie umiemy sobie poradzić z przestępczością czarnych, ale nie ma się czym martwić, bo prędzej czy później załaduje się ich na okręty i wywiezie z powrotem do Afryki.
Zapewne słowo „umiarkowany” byłoby ostatnim, które przyszłoby nam do głowy przy opisie takiego człowieka.
„A jednak – pisze Liel Leibovitz – kiedy mowa o umiarkowanych muzułmanach uważamy, że nienawiść do Żydów jest zrozumiała, a nawet akceptowalna.”
Autor opisuje kampanię na rzecz tolerancji wobec muzułmanów, do której zaproszono przedstawicieli organizacji mającej na swojej stronie internetowej koraniczne hasło” „Żydzi to potomkowie małp i świń”. Dodaje, że mający takie poglądy ludzie fetowani są jako umiarkowani muzułmanie i przyjmowani są wszędzie od Białego Domu poczynając, na lokalnych społecznościach kończąc.
Ta mordercza nienawiść kwitowana jest jakimś mamrotaniem o okupacji, Gazie, czy religijnej tradycji. Tymczasem jego zdaniem jest to test, który świadczy o odrzuceniu idei tolerancji, demokracji i pokoju.
Hillary Clinton, czy pani Margot Wallström, nie widzą żadnej przeszkody na drodze Izraela do pokoju z ludźmi deklarującymi chęć ich zgładzenia.
Kiedy kilka dni temu opublikowaliśmy Deklarację Ruchu Reformy Muzułmańskiej, jeden z czytelników nazwał to oszustwem, przekonując, że nie ma umiarkowanych muzułmanów. (Właściwie powinienem się z nim po części zgodzić, ci zwolennicy reform są zdecydowanie radykalni, a nie umiarkowani – odważnie, często z narażeniem życia, domagają się reform nauczania ich religii, tak, aby była ona do pogodzenia z Powszechną Deklaracją Praw Człowieka.)
Czy stosunek do Izraela i Żydów jest tu rzeczywiście jakimś papierkiem lakmusowym, pokazującym gotowość zaakceptowania zasad demokracji i tolerancji? Na to pytanie wydaje się odpowiadać pochodzący z Libanu kanadyjski muzułmanin, Fred Maroun w artykule pod tytułem An Arab voice that the World needs to hear (Głos Araba, który świat powinien usłyszeć).
Maroun zaczyna swój artykuł od ponurego stwierdzenia:
„Dziś jest zbyt mało głosów na rzecz pokoju, które docierają z arabskiego świata. W rzeczywistości ubóstwo tych głosów jest tak tragiczne, że Mahmood Abbas, notoryczny kłamca i promotor terrorystów, jest powszechnie celebrowany przez zachodnie rządy jako nadzieja na pokój. Cóż za kpina.”
Maroun pisze dalej, że potrzebujemy uczciwych arabskich głosów na rzecz pokoju, a nie arabskich głosów ukrywających za pokojową retoryką wściekły antysemityzm.
„Potrzebujemy arabskich głosów, które mówiąc, że opowiadają się za pokojem, opowiadają się również za uznaniem praw Izraela.”
Czy są takie głosy? Fred Maroun odpowiada, że tak i daje przykład Abouda Dandachiego, syryjskiego uchodźcy mieszkającego obecnie w Turcji, jednego z milionów Syryjczyków rozrzuconych dziś po świecie.
Jak pisze Maroun, Dandachi jest niezwykłym uchodźcą, publikuje artykuły, udziela wywiadów, zabiera głos w najbardziej kontrowersyjnej sprawie, mieszkając nadal na Bliskim Wschodzie. Ta „kontrowersyjna” sprawa, to twierdzenie, że nie może być pokoju bez uznania praw Izraela.
![Aboud Dandachi, 38-letni elektronik, autor blogu From Homs to Istanbul, w lutym 2015 opublikował książkę: The Doctor, The Eye Doctor and Me. (Doktor, Lekarz okulista i ja) [Assad studiował medycynę, ma specjalizację w dziedzinie okulistyki. – A.K. ]](http://www.listyznaszegosadu.pl/upload/article/bild/5136/646044/319570108_s.jpg)
Aboud Dandachi, 38-letni elektronik, autor blogu From Homs to Istanbul, w lutym 2015 opublikował książkę:The Doctor, The Eye Doctor and Me. (Doktor, Lekarz okulista i ja) [Assad studiował medycynę, ma specjalizację w dziedzinie okulistyki. – A.K. ]
„Współczesny antysemityzm, w jego nowym przebraniu stanowi realną egzystencjalną groźbę dla społeczności żydowskich […] Wszystko czego trzeba to gangów chłystków z flagami Hamasu i ISIS na ulicach Londynu, Paryża, Kopenhagi, aby stworzyć zagrożenie dla europejskich społeczności żydowskich. Strzelaniny w Paryżu i Danii w 2015 roku nie pojawiły się w próżni, miesiące antysemickiego podżegania stworzyły atmosferę zapraszającą do terrorystycznych ataków.”
Ten syryjski uchodźca pisze z gniewem o hipokryzji ludzi ignorujących niezliczone zbrodnie popełniane przez Arabów przeciwko Palestyńczykom i udających, że obchodzą ich Palestyńczycy. Pisze, że jako Syryjczyk, nie ma nic prócz pogardy dla solidaryzujących się z Gazą i całkowicie obojętnych na zbrodnie ISIS, czy syryjskiego rządu masakrujących Palestyńczyków w Jarmuk pod Damaszkiem.
Prezentując długą listę artykułów i wywiadów tego arabskiego dysydenta, Fred Maroun pisze, że czasem słyszymy pytanie, gdzie są muzułmanie, którzy nie popierają terroryzmu i ilu z nich gotowych jest również protestować wobec terroryzmu przeciw mieszkańcom Izraela. Jak wielu odważa się robić to otwarcie, narażając się na zemstę, tych, którzy żyją z podsycania tej nienawiści?
Aboud Dandachi jest jednym z tych nielicznych i pora odwrócić pytanie – kto słyszy jego głos? Kto jest gotów wzmocnić ten głos, przekazując go dalej, przyznając, że to jest prawdziwy głos na rzecz pokoju, a nie krętactwa „prezydenta” Abbasa.
To, że tego i innych podobnych głosów nie usłyszy ani prezydent Obama, ani kandydatka do fotela prezydenta USA, Hillary Clinton, wydaje się dziś zrozumiałe, to pytanie jest raczej skierowane do dziennikarzy, do uczestników niezliczonych dyskusji o pokoju, do walczących z islamofobią przez zamykanie oczu nie tylko na prawdę o źródłach terroru, ale i głuchych na głosy tych muzułmanów, którzy je widzą i o nich krzyczą z narażeniem swojego życia, licząc na to, że ich wreszcie usłyszymy.
Andrzej Koraszewski
P.S. W kierowanej przez „prezydenta” Abbasa Autonomii Palestyńskiej dzieci wychowuje się w ten sposób:
A co na to odpowiadają amerykańscy i europejscy politycy i dziennikarze?
– No to co?


Kiedy jeszcze w czasach PRL porywano na świecie samoloty, w naszej telewizji i w mediach wychwalano porywaczy, nazywając ich bojownikami którzy walczą o swoje prawa. Napisałem wówczas do szefa telewizji, aby zaprzestano takiego wychwalania, bo wkrótce może się zdarzyć, że będą porywane także polskie samoloty, jako że nie chodzi tu o żadną ideologię. Przyznał mi rację (a wkrótce zaczęto porywać także polskie samoloty).
Napady terrorystyczne w Europie będą miały miejsce, bo trudno się przed nimi zabezpieczyć. Może wtedy cyniczni politycy i dziennikarze przestaną winić za wszystko Żydów. Chociaż to wątpliwe, bo teraz jednym tchem proponują zdecydowane środki przeciw islamskim terrorystom, a cząsto w ogóle przeciw muzułmanom, i jednocześnie pouczają Izrael że źle robi odgradzając się murem od strzelających terrorystów palestyńskich bądź reagując na ostrzeliwania swego terytorium rakietami.
Gdyby dobry Bóg nieco inaczej rozmieścił złoża ropy naftowej to wrogowie Izraela byliby wszędzie w pogardzie.
Utożsamianie islamskich terrorystów z mułzumanami w ogóle to w UE domena prawicowych ruchów populistycznych typu UKIP, FN itp., a nie partii głównego nurtu. U nas i dalej na wschodzie to już domena partii rządzącej. Chętnie zobaczę kto Pana zdaniem obwinia Żydów za zamachy terrorystyczne w Europie, czy też za, jak był Pan uprzejmy napisać, „wszystko”. Mam dziwne przeczucie, że będą to ci sami prawicowi populiści, którzy utożsamiają wszystkich mułzumanów z islamskim terroryzmem.
Rzetelność Pańskiej relacji nt. wypowiedzi p.Clinton przypomina mi standardy wSieci: „znajomy bloger coś napisał bez podawania źródeł i świetnie pasuje to do naszego obrazu globalnego spisku przeciwko naszym ulubieńcom, więc zrobimy z tego artykuł”. Chętnie przeczytał bym co takiego faktycznie powiedziała p.Clinton co tak oburzyło Pana i Pana kolegę z World Israel News.
Co do reszty wpisu: pańskie żywiołowe poparcie dla nacjonalistycznego populisty Netaniahu kontrastuje w moich oczach z pańskim żywiołowym sprzeciwem wobec nacjonalistycznego populisty Kaczyńskiego. W moich oczach obydwaj wszelkimi dostępnymi, czystymi i nieczystymi środkami walczą z rzekomym globalnym spiskiem wymierzonym w ich wybrane, uciemiężone i nieskalane najmniejszym nawet przestępstwem narody. Skutki też są podobne: wojna, na szczęście o różnym natężeniu, z sąsiadami i obrażenie na cały nierozumiejący i dążący rzekomo do ich zguby świat.
Wydaje się Pan jednak życzyć Izraelowi polityki przed którą ostrzega Pan w Polsce. Jak godzi Pan te dwa przeciwieństwa?
Obawiam się, że pana wiedza, panie tuciu, o „nacjonalistycznym” Netanjahu jest tycia, by nie powiedzieć tyciusieńka. Jak Pan się czego dowie, to proszę napisać. Chwilowo wypowiada się pan jak Piekarski na mękach, o rzeczach, które najwyraźniej pana nie interesują i posiada pan opinie wyłącznie na podstawie braku znajomości faktów. Wszystko się panu popieprzyło, tak chciałbym, żeby Polska była tak demokratyczna jak Izrael, a Kaczyński zmierza do tego, żeby była tak „demokratyczna” jak Autonomia Palestyńska.
Pan AK w formie, „Obawiam się, że pana wiedza, panie tuciu, o „nacjonalistycznym” Netanjahu jest tycia, by nie powiedzieć tyciusieńka. Jak Pan się czego dowie, to proszę napisać.”
Pomogę panu AK.
https://youtu.be/NSErQFWJC9o
@Magog: nawet zakładając, że film nie jest zupełnym fake’m (rozumiem, że Izraelczyk może nakręcić taki film wskutek wkurzenia na bogoojczyźnianą propagandą) jest to tzn. film z tezą, czyli dyskretnie przemilczający niewygodne fakty. Te niewygodne fakty to autentyczny antysemityzm o którego istnieniu można się przekonać czytając choćby komentarze na YouTubie (8 z 21 wpisów umieszczonych przez 3 z 14 komentujących), albo napisy „Jude raus” na ulicach polskich miast (na szczęście coraz rzadziej). Gdyby autor pokazał choćby to drugie zjawisko, udowodniłby dokładnie przeciwną tezę do tego co starał sie chyba udowodnić i nie musiałby nawet pytać o nic miejscowych. Do tego można dorzucić istniejący w Polsce wyścig na martyrologię, odmowę uznania przez część społeczeństwa nawet dobrze udokumentowanych win własnego narodu (nie tylko wobec Żydów), powalające poglądy części naszego społeczeństwa na rzekomą zdrowotność ustroju faszystowskiego lub na rzekomą winę Żydów za nastąpienie Holokaustu, itd.. Jeśli research wykonany w USA i Rosji oraz prezentacja poglądów osób występujących w filmie jest podobnej jakości, a nic nie wskazuje że jest z tym lepiej, to szczerze współczuję ludziom formułującym tylko na tej podstawie swój pogląd na sprawę.
Nie wiem co Magog chciał napisać, bo najwyraźniej ze wstydu przed samym sobą pisze tak enigmatycznie, że nic z tego nie wynika. (Gomułkę aktyw partyjny musiał zachęcać okrzykami „Wiesław śmiało”) Mogę Magoga zapewnić, że jego próba komunikacji ze światem się nie powiodła, czyli jak był niezrozumiały, tak pozostaje niezrozumiały, jak się Magog nauczy artykułować adekwatnie do percepcji swoich myśli, zapraszam ponownie.