- Ja nie skazuję ludzi na śmierć – mówi sędzia w angielskiej anegdocie – bo już skazał ich Bóg. Ja tylko wyznaczam termin.
Jeśli mnie ktoś spyta o wyrok historii, to mogę powiedzieć jaki on będzie. Ale terminu ogłoszenia i wykonania nie znam. Było by miło gdyby za cztery lata, lub wcześniej, musiała go opublikować pani Beata Kempa. Teraz jednak bieżąca sytuacja może się zmieniać na różne sposoby. Ludzie przewidują bardzo różne rzeczy i każdy ma rację. Porządkując jako tako ten chaos, możemy wytyczyć dwa bieguny między którymi będzie się wszystko rozgrywać.
Pierwszy. Wejście smoka.
W lekturach Kaczyńskiego znajdował się nie tylko Carl Schmidt z jego sposobem rządzenia przez konflikt, lecz także Niccolo Machiavelli z jego sposobem zdobywania i utrzymywania władzy. Skuteczne jest po zdobyciu władzy – uczył w „Księciu” – szybkie wymordowanie przeciwników i tych, którzy mogą się nimi stać. A gdy już władca wybije kogo miał wybić, zacznie być postrzegany jako dobry i może w miarę spokojnie rządzić.Ten schemat opisany w niewielkim państewku jakim była renesansowa Florencja rozgrywał się w sposób niezamierzony na wielką skalę w dużych państwach i nieraz w ciągu historycznego okresu. Klasyka to Rewolucja Francuska. W kolejnych etapach doszła do apogeum jakim była dyktatura jakobińska z burzeniem wiekowych porządków i terrorem. Po tym wstrząsie zmieniały się formacje polityczne, aż do Restauracji Burbonów, ale instytucje ancien regime’u były tak zdruzgotane, że nie było już do nich powrotu.
Tak było między innymi i w Polsce, gdzie terror i totalitaryzm pierwszego okresu narzuconej władzy mógł zelżeć znacząco po Październiku 1956 roku, kiedy już nie było powrotu do Polski sprzed 1939 roku. A w przełożeniu na humanitarne realia dzisiejszej Europy, przyjmuje się, że nowy rząd, który chce przeprowadzić zasadnicze zmiany, powinien to zrobić w pierwszych sześciu miesiącach. Niejako z zaskoczenia, kiedy jego zwolennicy są w jeszcze w natarciu, a opór nie zdążył się skonsolidować. W ten sposób postąpił rząd Mazowieckiego i Balcerowicza. Dzięki temu nie jesteśmy dziś w sytuacji Rosji, Ukrainy i Białorusi. A te relikty realnego socjalizmu, w postaci państwowych czeboli, które się wówczas ostały, mają się dobrze do dziś, a nawet jeszcze lepiej po ostatnich wyborach.
Może warto, już na spokojnie to wszystko sobie przypomnieć, aby zdać sobie sprawę w jakim kontekście dzieje się to co się dzieje. Jarosław Kaczyński na pewno chce trwale przemeblować Polskę tak szybko jak to mu się uda. I na pewno chce pozostać u władzy dla władzy, ale też i po to by utrwalić te zmiany.
Zastanówmy się kto mu tę władzę dał. Na pewno nie lud pracujący miast i wsi, zniesmaczony ciepłą wodą Platformy, oburzony z powodu śmieciówek, prekariatu, kraju – montowni, supermarketów, braku związków partnerskich – co wmawia mu wszelkiej barwy lewica. Burzyciele III RP, czyli PiS i Kukiz, dostali łącznie 46.5 procent głosów. Partie stojące na gruncie konstytucyjnym; PO, Nowoczesna, PSL, ZL i Razem, zebrały 45 procent. A z tego 11.6 procent głosów, oddanych na obie lewice, poszły jak psu w …lecz przynajmniej Adrian Zandberg ma własna partyjkę, która zasłużenie zeszła do jednego procentu poparcia z 3,9 w wyborach. Ale dotacja z budżetu mu została.
Tak czy inaczej, zabrakło półtora procenta głosów, by sytuacja wyglądała zupełnie inaczej. Zabrakło kilku procent głosów zawsze chwiejnego centrum, by powstała koalicja, pstra, ale większościowa, a PiS, będąc najsilniejszą partią w parlamencie, zmuszony by był do pozostania w opozycji. Pomarzyć…
Jarosław Kaczyński doskonale sobie zdaje sprawę, że tym co robi zraża do siebie ten właśnie centrowy elektorat, który zapewnił mu władzę. Gdyby był zmuszony – zmuszony, powiadam – do trzymania się tego pierwszego bieguna, to po zrobieniu łomotu na wejściu i dokonaniu zamierzonych zmian instytucjonalnych, zmieniłby nieco język i wymienił parę rażących osób. Spróbowałby jeszcze raz oszukiwać, tych którzy na to przystają. W ten sposób może by wygrał wybory roku 2019, lecz niekoniecznie.
Biegun drugi, wg. Hitchcocka
Czyli na początku mamy pożar w burdelu, a potem – jak pouczał mistrz filmowego horroru – akcja się stopniowo ożywia. Co chwila, w coraz mniejszej grupie, powtarzamy; no nie, ale tego to on już nie zrobi. A on to właśnie robi. Na zasadzie; no i co mi zrobicie?W tym wariancie, nie ma on po co odzyskiwać owego chwiejnego, decydującego w wyborach centrum, które oszukał i zraził,. Niewykluczone, że samo doń przyjdzie, gdy zobaczy ów lud pracujący miast i wsi, stający murem za swoim wodzem i dobrodziejem.
Władzę swoją zamierza on uprawiać przy pomocy dwóch podstawowych narzędzi. Pierwsze z nich, stały konflikt, stosuje od lat i jeśli ktoś jeszcze myślał, że będzie inaczej, to po ostatniej niedzieli chyba już przestał. Prezes nie robił wrażenia, że przemawia jako zwycięzca, któremu zależy by na zdobytym terenie, pod jego władzą, był spokój, by poddani widzieli w nim troskliwego ojca ojczyzny, przy którym mogą czuć się bezpiecznie.
Przeważnie taki modus operandi stosują dyktatorzy autorytarni: nie podskakuj, nie mieszaj się do polityki, zostaw ją mnie. Możesz spokojnie robić swoje, a już ja się zatroszczę żeby ci było dobrze. To był styl – jedność moralno-polityczna – Edwarda Gierka, skuteczny dopóki gospodarka to jako tako wytrzymywała. A Kaczyński, tak jak Orban, buduje system autorytarny, lecz sięga po chwyty systemów totalitarnych. W obu jego niedzielnych wystąpieniach nie było „wszystkich” Polaków. Była ogromna ich większość, którą dla PiS stanowi 19 procent elektoratu. To, nota bene, dobra leninowska szkoła; nazwać mniejszościową frakcję bolszewikami, czyli większościowcami.
Totalitaryzm, każdy; religijny, polityczny, plemienny, czy nawet rodzinny nie może funkcjonować bez wroga. Do perfekcji doprowadził to Stalin, z jego teorią – i praktyką! – że w miarę sukcesów nasila się walka klasowa. A przecież Kaczyński tylko co wygrał wybory, ale nie daje się nacieszyć długo oczekiwanym sukcesem, no bo wróg wewnętrzny i zewnętrzny, bo walka dopiero przed nami. A do tego wróg musi być spersonalizowany, żeby można było bać się i nienawidzić konkretnych ludzi. Szatan musi mieć swoich wysłanników. Tak więc, oprócz złowrogiej Brukseli, oprócz jakichś onych, mamy na razie sędziów Trybunału Konstytucyjnego. Za chwilę pojawią się inne nazwiska. Nawet zmarłych, bo będzie to zestaw tych, którym bracia Kaczyńscy jakoś nie dorównali w okresie burzy i naporu.
Żelazny, ideowy elektorat PiS ma swój oczekiwany triumf i długo będzie go konsumował. Innych prezes w ostatnią niedzielę straszył, lecz podtrzymywał w wierze swoich wyborców. Mają swoje igrzyska, a na chleb mogą poczekać, bo przecież walka trwa, a oni czują się jej uczestnikami. Jednym słowem, mają co chcieli.
Atmosfera walki i zagrożenia ma wielorakie funkcje. Nie ma w niej miejsca na najwyższe szczęście według Diogenesa; rządzić wolnymi ludźmi. Tu do rządzenia potrzebny jest strach. Nie przed wrogiem, bo przecież jesteśmy silni, zwarci, gotowi. Ale każdy powinien sprawdzić; czy to ja nie ulegam pokusie szatana? Czy nie odchylam się od linii partii? Czy nie mam za uszami czegoś co mi teraz zaszkodzi? A czy teraz się czymś nie narażam? Czy dosyć gorliwie okazuję swój zapał i przywiązanie?
W ZSRR – dygresja -koszmarem były „burzliwe oklaski” po wymienieniu Najświętszego Imienia. Trwały i trwały, klaszczący już nie byli w stanie podtrzymywać entuzjazmu, a strach było pierwszemu zaprzestać. Bez strachu jedynie sam Stalin dawał znak ręką, że dosyć. A przewodniczący zgromadzeniu nieraz przerywał, lecz momentalnie dopadał go strach, natychmiast wznosił kolejny okrzyk i znów zaczynano klaskać.
Było, minęło? W otoczeniu Prezesa – strach zawsze był i jest naturalny. Jeszcze się nie zaczęło bać społeczeństwo. Ale od paru tygodni już jest w dygocie cała administracja państwa z panią premier na czele, wszyscy w mediach publicznych, personel kierowniczy spółek skarbu państwa i tytularny Prezydent Rzeczypospolitej Polskiej.
Res sacra miser?
Święta jak święta ta bieda, ale może być poręczna w rządzeniu. I chyba ma być tym drugim narzędziem władzy dla Kaczyńskiego.Już nam przypomniano de Tocqueville’a , który zauważył, że bunty i rewolucje niekoniecznie wybuchają kiedy ludziom jest bardzo źle. Wtedy mało kto ma głowę do polityki i każdy raczej kombinuje jakby tu przeżyć. Buntują się gdy jest poprawa, lecz nie nadąża ona – przeważnie – za rozbudzonymi aspiracjami.
Dyktatorem, który sobie z tego zdawał sprawę i umiejętnie tego unikał był Antonio Salazar, skądinąd profesor ekonomii. Rządził po dyktatorsku Portugalią przez trzydzieści sześć lat, trzymając ją w zastoju i biedzie, ale nie dopuszczając do gwałtownych załamań i dbając by escudo było mocną walutą. Rewolucja Goździków nastąpiła w roku 1974, już po jego śmierci, podczas wyniszczającej wojny o utrzymanie afrykańskich kolonii.
Biedą był rządzony Związek Radziecki i jest Federacja Rosyjska przy Putinie. Warunkiem jest aby gospodarka była częścią państwa – to w ZSRR i krajach tzw. obozu – lecz okazało się, że wystarczy aby państwo dominowało w gospodarce. Żeby się nie powtarzać –Prywatne: Ernest Skalski: Duuuużo czytania, dobrze się czyta – głównie o Rosji, ale nawet w USA dostrzega się elementy etatyzmu, działające na korzyść tych którzy rządzą. Na szczęście jest tam prawdziwa konkurencja w polityce.
Jarosław Kaczyński nie zna się na gospodarce, nie ma do niej głowy. Co innego było dlań ważne. W latach 2005 – 2007 jego rząd prowadził politykę gospodarczą, taką jak wszystkie inne po rządzie Tadeusza Mazowieckiego. Kiedy transformacja była już w swym podstawowym zrębie dokonana, rządy dopasowywały się do sytuacji. Ponieważ była wtedy koniunktura, to rząd PiS luzował śrubę podatkową, PKB osiągało sześć procent rocznie i wszyscy byli zadowoleni.
Teraz już tak nie będzie. Po „góralu” – kto to jeszcze pamięta? – na dziecko, dochody do ośmiu tysięcy wolne od podatku, bezpłatne leki po 75 latach życia, emerytura znowu – 60/65. Najbardziej spektakularne i najmniej skuteczne posunięcia. Minister energetyki zapowiada, że najważniejszym celem górnictwa jest utrzymanie zatrudnienia. Dodatkowe podatki na handel wielkopowierzchniowy, który zapłacą dostawcy i konsumenci i na banki – kosztem kredytobiorców i właścicieli lokat. Oczywiście żadnej prywatyzacji, a w miarę możności polonizacja czego się da. A do tego, największy rząd po roku 1989, dwa nowe województwa z ich aparatem państwowym i samorządowym.
I już zwiększa się deficyt na kończący się rok, znosi się klauzulę ograniczającą wzrost zadłużenia, więc mamy jego nieuchronny wzrost w roku przyszłym. Na giełdzie od tygodni przecena, kapitał ucieka, złoty tanieje. I to dopiero początek. „Naród sobie” , można zacytować maksymę z teatru w Pradze, tu w tym znaczeniu, że naród dostaje beneficja, a za które będzie musiał zapłacić znacznie, znacznie więcej niż teraz mu władza oferuje. Jej nadzieja w tym, że nie będzie gwałtownego załamania, że obsuwa będzie rozłożona w czasie. A jak już będzie bieda, to ludzie mają kombinować jak tu sobie dać radę i głosować na władzę, która daje im na dziecko po 500 złotych, z siłą nabywczą obecnych dwustu czy trzystu i która wypłaca marne emerytury, strasząc, że inna może ich nie wypłacić.
I będą sobie mogli dalej pomstować na publiczną służbę zdrowia bo od przejęcia pieniędzy z likwidowanego NFZ do budżetu nie zrobi się lepsza, a po odmowie finansowania prywatnych usług medycznych nie będzie na nie stać uboższych, którzy zwiększą kolejki w placówkach publicznych.
Już się pojawia – może jeszcze na wyrost – termin „peronizacja”, a zanadrzu jest jeszcze Chavez, który gospodarkę swego kraju rozłożył szybciej niż Peron.
Przeszkoda numer jeden
Teraz Jarosław Kaczyński gra o wszystko. Zmierza z rozmachem w kierunku tego drugiego bieguna, mając po drodze przeszkody. A jedną z poważnych przeszkód jest on sam. Bardzo poważną, bo może nie brać pod uwagę swych ograniczeń. Choćby tego, że uleganie swoim emocjom nie jest tożsame z racjonalnym postępowaniem.Jeden człowiek nie jest w stanie ogarnąć węzłowych problemów sporego państwa, tkwiącego w splocie europejskich i światowych powiązań. Kaczyński wiele czytał i czyta, sprawnie manipuluje ludźmi, szybko reaguje na rzeczywistość, a raczej na to co z tej rzeczywistości do niego dotrze. To problem wszystkich rządzących. Piłsudski gdy był premierem sporządził notatkę: „Będę pracował tylko z ministrami i tylko w najważniejszych sprawach”. Tak samo funkcjonował gdy był „tylko” Generalnym Inspektorem Sił Zbrojnych. Ale on nie musiał obawiać się zdolności tych, z którymi pracował. A Kaczyński, mając dziś władzę porównywalną z władzą Piłsudskiego po Maju, dobrał sobie – co sam zapowiedział – może nie orłów intelektu, ale lojalnych. O lojalność łatwo w momencie triumfu i dzielenia łupów, ale nie kiedy sytuacja robi się trudna, a robi się trudna zawsze. Z tych ludzi zmontował agregat wzajemnej kontroli, który nigdy nie jest zespołem nastawionym na rozwiązywanie problemów.
Safety first, bo dyktator zawsze się boi i ma powody. Władza skupiona w ręku jednego człowieka, a nie w systemie instytucji, może kusić, bo stosunkowo łatwa jest do przejęcia. I jeszcze łatwiejsza do zmanipulowania. Numer jeden w takim systemie wie to co mu jego ludzie powiedzą. I jeśli nawet kontrolują się nawzajem, to mogą nawzajem donosić na siebie, co jeszcze bardziej szefa przestrasza, ale boją się mówić mu to czego on wolałby nie usłyszeć. Przede wszystkim nie będą go ostrzegać przed jego błędami.
Takim błędem, choćby tylko z punku widzenia jego politycznego interesu, jest likwidacja gimnazjów i odesłanie sześciolatków do przedszkoli. Robi to bez merytorycznego uzasadnienia, tylko dlatego, żeby pozamiatać po Platformie. Dla zwolenników tego posunięcia, poza państwem Elbanowskich, nie jest to priorytetowa sprawa, a dla nauczycieli jest to zagrożenie egzystencjalne. Nie wiadomo czy sto tysięcy z nich straci z tego powodu pracę, ale taka jest o tym opinia. A nauczycielstwo z rodzinami to jest półtora do dwóch milionów potencjalnych wyborców, przeważnie lojalnych wobec każdej władzy, którzy już mają powód aby przestać ufać obecnej.
Rządząc w latach 2005 – 2007, Kaczyński wziął do koalicji Ligę Polskich Rodzin narodowca – wówczas! – Giertycha i – nie bez obrzydzenia – Samoobronę watażki Leppera. Teraz gnoi jak może PSL, któremu nie zdążył jeszcze odebrać całego wiejskiego elektoratu. A przecież PSL niczym mu nie zagraża, zaś dobranie do koalicji jego, nawet niewielkiej, reprezentacji, mogłoby być przeciwwagą dla kapryśnego sojusznika, Kukiza i przydać się gdyby doszło do montowania większości konstytucyjnej. Nie wydaje się, by PSL odrzucił taką ofertę.
Już jest problemem realizacja socjalnych obietnic PiS. Wśród działaczy gospodarczych tej partii są zrozumiale opory. Próbuje się je opóźnić i ograniczyć. „Fakt”, pismo o największym w Polsce nakładzie, już zwraca na to uwagę ludu pracującego. Po wystąpieniu Jarosława Kaczyńskiego, gromiącego tych, którzy nie chcą by dać ludziom, to co było im obiecane, władza chyba będzie musiała się wywiązać z zapowiedzi, szkodząc gospodarce w przyśpieszonym trybie. Być może prezes uważa to za właściwy krok w kierunku zarządzania biedą, ale skutki mogą być inne od zamierzonych.
Pokazując kto tutaj rządzi, Kaczyński na etapie formowania rządu przeczołgał panią premier, nie kryjąc, że wbrew zapowiedziom, rozważa powierzenie tej funkcji profesorowi Glińskiemu. A gdy pani Elżbieta Witek, w imieniu rządu nie wykluczyła opublikowania wyroku Trybunału Konstytucyjnego, zapowiedział publicznie, że publikować go nie należy. Rząd, konstytucyjne i faktyczne centrum decyzyjne władzy wykonawczej, stał się wykonawcą bezpośrednich decyzji szefa partii politycznej.
Prezes jest pamiętliwy. Nie planował dla Andrzeja Dudy prezydentury. A gdy niespodziewanie zdarzył się taki sukces, mógł boleśnie odczuć falę entuzjazmu i uwielbienia dla wybrańca. I zademonstrował swój prymat, kompletując mu personel jego kancelarii, rozmawiając z, bądź co bądź Panem Prezydentem Najjaśniejszej, nocą u siebie w domu. Zaś gdy wszyscy zobaczyli, że zarysowała się możliwość, przyjęcia przez prezydenta przysięgi trzech, wybranych lege artis, sędziów Trybunału Konstytucyjnego, zmusił go do przyjęcia w trybie nagłym, też nocą, przysięgi od mianowańców PiS.
Więc teraz ksiądz-dyrektor Rydzyk pozwolił sobie na publiczny afront wobec Pana Prezydenta, zaraz po żenującym hołdzie z jego strony. Ongiś spostponował żonę prezydenta Lecha Kaczyńskiego, jakby nie było, członka rodziny Jarosława, bez żadnej reakcji z jego strony. A może za cichą aprobatą.
Wygląda na to, że Jarosław Kaczyński uwierzył, że jego triumf już się nigdy nie skończy. Że nie będzie, żadnych trudnych, dramatycznych momentów. Bywają. Ile warte będzie w takim momencie poparcie poniżonego prezydenta, premiera czy Trybunału Konstytucyjnego w nowym składzie, którego prezes się domagał na wiecu?
Jest rosyjskie przysłowie, ostrzegające przed pluciem do studni, z której może trzeba będzie się napić.
Tak się gra jak przeciwnik pozwoli
Ta maksyma Trenera Tysiąclecia, Kazimierza Górskiego obowiązuje nie tylko w futbolu.– Dobry program to każdy sobie ułoży – słyszałem od Krzysztofa Bieleckiego kiedy przestał być premierem – Problem polega na tym, aby z niego piętnaście procent zrealizować.
Ile zrealizuje Kaczyński to się dopiero okaże. Bo przecież niezależnie od własnych ograniczeń, polityk musi pokonywać opór wszelakiej materii. Przede wszystkim tej, którą zarządza.
Z inercją wielkiego aparatu władzy, z jego własnymi interesami oraz interesami konkurujących w nim grup, boryka się każde kierownictwo polityczne. A kiedy dokonuje się w nim jednorazowej wymiany wszystkich, którzy w nim czymkolwiek kierują, jest on zajęty samym sobą. I wszystko musi zaczynać odnowa. Tak więc, ewentualny agresor musi poczekać, bo nowy minister obrony zacznie się dopiero rozglądać za nowym zamówieniem na helikoptery bojowe i system obrony powietrznej.
Zamiana, z grubsza mówiąc, inteligentnych na lojalnych nie sprzyja sprawności aparatu, zwłaszcza gdy potęguje się strach i asekuranctwo właściwe każdej biurokracji. A przy tym na jego lojalność można liczyć tylko do pewnych granic.
Tak czy inaczej każdy układ rządzący zużywa się, męczy się i męczy zarządzanych, co właśnie spotkało Platformę Obywatelską. Zwłaszcza gdy – na co stawia obecny – w dużym stopniu opiera się na wzmożeniu emocjonalnym, które z natury rzeczy nie jest trwałe. Zwłaszcza gdy się nim zarządza odgórnie. A prezes już zapowiedział kolejne masówki.
Robią to wszystkie władze niepewne siebie. Chcą jakoś zająć czymś społeczeństwo, zagadać i zagłuszyć jego problemy, podtrzymać coraz bardziej sterowany entuzjazm, wreszcie uspokoić siebie. Być może, mając przed sobą ryczący tłum, sztandary i transparenty, a obok siebie usłużnych klakierów, niektórzy przywódcy poprawiają sobie samopoczucie.
Należę do tej, nielicznej już grupy obywateli, którzy pamiętają jak takie wiece, pochody dzienne i nocne z pochodniami, wszelkie akademie ku czci stawały się męczącą i irytującą rutyną. Ewentualnie okazją do zachowań nie licujących z zamierzoną powagą wydarzenia. I to w czasach nawet bez telewizji, w prawie kompletnej izolacji od normalnego świata. Manifestacje poręczniej wychodzą opozycji, z czego PiS miał możność korzystać i z czego zaczęła korzystać obecna opozycja.
Według danych platformiarnego ratusza, w sobotniej antyrządowej demonstracji brało udział pięćdziesiąt tysięcy ludzi, a w niedzielnej, prorządowej – do dwudziestu tysięcy. Usłużna policja – a wszelkiej policji z reguły bardziej podoba się władza surowa niż liberalna – odwróciła te dane. Jednak ujęcia z góry pokazały wyraźnie, że sobotnia była liczniejsza od tej lojalnościowej, która nie wypełniła nawet całego Placu Trzech Krzyży od pomnika Witosa do rogu Książęcej i Nowego Światu.
Co zresztą nie ma większego znaczenia.
Większe znaczenie ma stosunek Europy do tego co u nas się dzieje. Dopóki jednak nie jesteśmy w Unii płatnikiem netto, władza wszelką negatywna reakcję przedstawia jako swój sukces. Nawet restrykcje, jeśli zaczną Polskę spotykać, będą potwierdzeniem tego, że właśnie wstajemy z kolan, kończymy z polityka białej flagi. A niewykluczone, że władza mocna w pysku na użytek wewnętrzny, będzie jakoś lawirować w Unii – jak Orban – grając przy tym na osłabienie jej spójności. Lepiej nie będzie.
W propisowskiej od dziesięciu lat „Rzeczpospolitej” pojawiają się, spokojne, utrzymane w tonie troski, ale krytyczne materiały o różnych aspektach polityki nowej władzy. W niektórych innych miejsca, dotychczasowi apologeci PiS krytykują teraz jego pomysły na gospodarkę, a nawet zaciekłość prezesa i brak koncyliacyjnej postawy. Prawdopodobnie zwolennicy obecnej władzy, szanujący swoją inteligencję, nie będą się publicznie kompromitować udziałem w hecy smoleńskiej. Być może starsi pamiętają wstyd niektórych zapaleńców po hecy marcowej 1968 roku. A wstyd, jak zauważył Marks, jest uczuciem rewolucyjnym.
Atmosfera w życiu publicznym planowo robi się duszna. Urzędowy patriotyzm w szkołach, publicznych mediach, licznych wydawnictwach, nowe miejsca męczeństwa i pamięci narodowej, nieustanne uroczystości – w tym oczywiście smoleńskie – z asystą wojskową i kościelną… A przy tym dewocyjność coraz liczniejszych przejawów życia publicznego i ostentacyjna, a udawana, pobożność funkcjonariuszy publicznych, nowe miejsca kultu i kolejny wysyp pomników obrzydzających pamięć Jana Pawła II.
Już się kończy finansowanie zabiegów in vitro, a za chwilę i w tej sprawie lekarze zaczną się chować za klauzulę sumienia, żeby się nie narazić. Zakaz aborcji z jakichkolwiek powodów ma być poprzedzany pikietami przed miejscami, gdzie się jeszcze legalnie je wykonuje. Pigułka „dzień po” zapewne zniknie z aptek, w których może być mile widziana klauzula sumienia odnośnie sprzedaży prezerwatyw. Uświadamianie seksualne w szkołach, zdaje się, zostało już zakazane.
W ramach, upupiającej dorosłych ludzi, troski o spokój i moralność, proponuje się zakaz sprzedaży alkoholu po godzinie 22. Starzy meliniarze już zacierają ręce i pewne szkolą narybek. Cieszyć się będą małolaty, których teraz legalni sprzedawcy muszą odganiać od lady. Galerie handlowe – proponuje się już – mają w niedziele pracować krócej. Zamknięcie ich we wszystkie niedziele wydaje się tylko kwestią czasu. W rezultacie tych wszystkich przedsięwzięć młodzież ma się nie bzykać, niedzielni klienci galerii maja zwiększyć frekwencję w kościołach. Naród ogólnie ma mniej pić i więcej się modlić.
Kłaniam się nisko sympatycznym znajomym, którzy od niezbornej i nieefektywnej antypisowskiej koalicji woleli przynajmniej jednoznacznie kompromitujące się panowanie PiS. O to właśnie chodziło?
Z całym szacunkiem panie Jerzy Łukaszewski, kolego z elektronicznych łamów SO, nawiązuję do pana uspokajającego stanowiska po wyborach 25 października. Jeśli pan teraz napiszę, że przesadzam, to będę szczęśliwy gdy się okaże, że to pan miał rację, nie ja. Lecz jeśli mam ją, choćby w części, to nie muszę opisywać jak będą reagować na to co opisuję ludzie, przeważnie młodzi, energiczni, otwarci na świat, o którym prezes ma bardzo mgliste przedstawienie.
Konkluzje? Zostawiam PT Czytelnikom. Ze swego opisu sam nie wyciągam jednoznacznych. Mogę się, co najwyżej odwołać do tytułu tego tekstu.
Ernest Skalski
P.S. Po czymś takim należy się część artystyczna. W jej charakterze przytaczam wiersz Osipa Mandelsztama przypłacony przezeń śmiercią w łagrze. Autora przekładu, przyznaję, nie chce mi się ustalać, za co go serdecznie przepraszam. A dla tych, którzy się przykładali do nauki rosyjskiego w peerelowskiej szkole – oryginał.
Żyjemy tu, nie czując pod stopami ziemi,
Nie słychać i na dziesięć kroków, co szepczemy,
A w półsłówkach, półrozmówkach naszych
Cień górala kremlowskiego straszy.
Palce tłuste jak czerwie, w grubą pięść układa,
Słowo mu z ust pudowym ciężarem upada.
Śmieją się karalusze wąsiska
I cholewa jak słońce rozbłyska.
Wokół niego hałastra cienkoszyich wodzów:
Bawi go tych usłużnych półludzików mozół.
Jeden łka, drugi czka, trzeci skrzeczy,
A on sam szturcha ich i złorzeczy.
I ukaz za ukazem kuje jak podkowę –
Temu w pysk, temu w kark, temu w brzuch, temu w głowę.
Miodem kapie każda nowa śmierć
Na szeroką osetyńską pierś.”
Listopad 1933
Мы живем, под собою не чуя страны,
Наши речи за десять шагов не слышны,
А где хватит на полразговорца,
Там припомнят кремлёвского горца.
Его толстые пальцы, как черви, жирны,
А слова, как пудовые гири, верны,
Тараканьи смеются усища,
И сияют его голенища.
А вокруг него сброд тонкошеих вождей,
Он играет услугами полулюдей.
Кто свистит, кто мяучит, кто хнычет,
Он один лишь бабачит и тычет,
Как подкову, кует за указом указ:
Кому в пах, кому в лоб, кому в бровь, кому в глаз.
Что ни казнь у него - то малина
И широкая грудь осетина.



Piękny tekst.
Jednak z tego co pan pisze wynika, że pan Kaczyński buduje sobie glinianego orła gotowego popękać przy byle okazji. Stąd mój spokój jeśli chodzi o ciąg dalszy. Dziś widzimy polityków PiS jako zwarty szereg, a to tylko zasłona, którą prezesowi póki co udaje się omamiać zgromadzona przed telewizorami publiczność.
Mam podobne zdanie do pana w sprawie przyczyn upadku III RP i jej definitywnego końca tyle, że pan to precyzyjniej opisał. Cały czas mówię, że dziś jest czas na konstruowanie tej Polski, która przyjdzie po upadku kaczyzmu. Nie do końca podoba mi się to co widzę, ale może jestem zbyt nieufny.
A Mandelsztama tłumaczył Barańczak.
http://wyborcza.pl/magazyn/1,149724,19297047,rzadza-pozne-wnuki-lenina.html
Panu Ernestowi dzięki za wnikliwą analizę, a Magog za link. Właśnie jakis czas temu wypowiedziałam się u panów redaktorów na blogach w Polityce, cytujac ks. Tischnera, że mamy oto „homo sovieticus”, co to wyrósł w totalitaryzmie i nie umie się znaleźć w innym ustroju. Raczej się zgadza, chyba nie tylko na oko. Poza tym moim skromnym zdaniem centrum dowodzenia znajduje sie tez w Piernikowie, a może nie „też”. I to jest mocno zastanawiające dla nas, zwykłych ludzi, nie znających rozgrywek zakulisowych. Czy ktos o tym pisze? o tych powiązaniach – po co? dlaczego? za ile? … i duzo innych pytań. Nie sposób odmawiac prezesowi talentu politycznego, ale takie parcie naprzód w wyborach i po wyborach musi byc wsparte czyms więcej aniżeli samymi lojalnymi. Dlaczego p. Rydzyk może publicznie upokarzać prezydenta i nic mu za to nie jest? (podobnie jak z poprzednimi jego komentarzami, a język ma niewybredny). Dlaczego nam się szykuje państwo religijnych fundamentalistów, którzy z Bogiem nie maja zbyt wiele wspólnego? Za jakie grzechy?? Widocznie za jakieś.
Wpisalem komentarz pod tekstem Piotra Rachtana, i czeka na moderacje. Moze powtorze tu głowną mysl. Czy jest indywidualna łącznosc z drugą stroną, a zwłaszcza z posłami PiSu? Taka łącznosc istniała nawet w czasie stanu wojennego. Jesli taka komunikacja ma miejsce, to warto przekazac drugiej stronie pytania „Gdzie bedziesz, gdy twoi wprowadzaja faszyzm? Gdzie bedziesz, gdy Kaczynski kaze strzelac? Z pierwsze poniesiesz odpowiedzialnosc polityczną, a za drugie karną.” Moze warto postawic sprawe grzecznie, ale jasno. Dzis zrobił to Zakowski pisząc o odpowiedzialnosci indywidualnej.
.
To mozna i pewnie nalezy napisac otwartym tekstem w prasie, ale swoja droga warto przekazywac kanałami dyplomatycznymi.
Niedawno pomyślałam, że sytuację opisuje znany wiersz Okudżawy o Czarnym Kocie. Powstał, jak i Mandelsztama, dla opisania tego samego przypadku.
Со двора – подъезд известный
Под названьем „черный ход”.
В том подъезде, как в поместье,
Проживает Черный Кот.
Он в усы усмешку прячет,
Темнота ему – как щит.
Все коты поют и плачут –
Этот Черный Кот молчит.
Он и звука не проронит –
Только ест и только пьет.
Грязный пол когтями тронет
Как по сердцу проскребет.
Он давно мышей не ловит,
Усмехается в усы,
Ловит нас на честном слове,
На кусочке колбасы.
Он не требует, не просит,
Желтый глаз его горит.
Каждый сам ему выносит
И „спасибо” говорит.
Оттого-то, знать, невесел,
Дом, в котором мы живем.
Надо б лампочку повесить…
Денег всё не соберем.
Polskie tłumaczenie jest w Sieci. Tu tylko ostatnia zwrotk:
Stąd też wszyscy przygnębieni,
wszystko w domu – byle jak…
Światło by założyć w sieni…
Ale jakoś chętnych brak.
Na szczęście u nas chętni już są.
[…] Lecz przynajmniej Adrian Zandberg ma własna partyjkę, która zasłużenie zeszła do jednego procentu poparcia z 3,9 w wyborach.
I znowu to samo… Czy Pan Redaktor ma kompleks Zandberga? A może wreszcie doczekam się – jako wyborca partii Razem, który nie żałuje oddanego głosu – argumentacji zamiast złośliwości?
Mam prośbę, do P.T. Autorów i Komentatorów SO, napiszcie proszę, że w kościołach NIE PROWADZONO kampanii wyborczej, że głosy oddane po agitacji z ambon NIE STANOWIĄ procentowo znaczącej dla wyników liczby (vide: wspomniane prze Autora 1,5%), ZAPRZECZCIE, że organa państwa winne się tym zająć, bo liczba była nieznacząca, o zaprzeczenie, że wektor tych kościelnych działań wskazywał tylko jedną partię nie proszę.
.
Jeśli usłyszę to od Was przestaną mnie dręczyć wątpliwości.
Wśród wyborców PiS 95% to ludzie co niedziela chodzący do kościoła. Wśród wyborców innych partii ten procent wynosi prawdopodobnie ok. 20%, bo średnio mamy w Polsce 30% ludzi, którzy chodzą w niedziele do kościoła.
@Federpusz
Przyglądam się partii Razem od samego początku. Zamierzałam na nią głosować. Od lat rośnie prawe skrzydło, a lewe zanika. Jestem ateistką, chciałam tę stronę wzmocnić. Spędziłam długie godziny na dyskusjach na FB i zmieniłam zdanie. Oto powody:
.
1. Partia Razem ma program socjalny adresowany wyłącznie do młodych. Zgodnie z nim zostanie mi zabrane to, na co pracowałam przez całe życie – bo komuś trzeba zabrać, żeby innemu dać. Pracowałam dużo, na dwóch etatach równocześnie, mniej lub bardziej śmieciowych umowach, za najniższą pensję, prowadząc własną działalność.
.
Partia (podobnie jak inne partie) nie widzi katastrofy demograficznej, która zbliża się milowymi krokami. Marsz KOD pokazał rozkład młodzi/starzy w Polsce.
Kto wesprze starych ludzi? Jak na razie owija ich sobie wokół palca PiS. I nikt nie ma programu społecznego adresowanego dla „moherów”. Więc PiS przejmuje prędzej czy później te stare, samotne, nikomu nie potrzebne, wykluczone ze społeczeństwa przez nowoczesną technologię kobiety. A ponieważ będzie ich coraz więcej PiS będzie rósł w siłę, a nie Razem.
.
2. Kwestie ustrojowe państwa, jego świeckość nie pojawiły się w programie wyborczym i jak widać nadal nie są ważne, bo Razem nie było na marszu w sobotę. Nie widać, żeby partia przejęła się sytuacją w Polsce. Będziecie zadowoleni kiedy młodzi ludzie dostaną etat. Będziecie zadowoleni krótko.
.
3. AZ jest dobrym mówcą (wyszkolonym), dlatego zrobił takie wrażenie. Tylko, że za tym musi iść treść (rzeczy ważne dla wielu Polaków), a jej nie ma.
.
Wkrótce stracimy wszyscy, najpierw wolność, potem dobrobyt. Elektorat partii Razem straci najwięcej, bo moje pokolenie miało te 25 lat wolności, było trudno, ale szło w dobrą stronę, a Was zindoktrynują i złamią. Będziecie klękali pod każdym krzyżem (a będzie ich wiele), modlili się na komendę i raz na miesiąc (10.) wznosili okrzyki Bóg, Honor, Ojczyzna.
.
Zabiorą Wam wszystko co się wiąże z prokreacją (bo to daje władzę), kobiety zagonią do kuchni. Praca, której będzie pod dostatkiem, to opieka nad starymi ludźmi. Zapewne na czarno, bo starych ludzi nie będzie stać na to żeby Wam płacić ZUS. Dostęp do lekarza? Zapomnijcie o komforcie. Ten tylko dla zasłużonych. Firmy, które będą skubane wyniosą się z Polski, a z nimi nowoczesność.
.
Stracicie przyjaciół, zamilkniecie. Życie towarzyskie zdechnie, bo nie będziecie wiedzieli z kim można rozmawiać, a z kim nie, żeby nie stracić pracy. OK są smartfony, jest Internet. Jest popkultura. Właśnie ona sprawi, że nie zauważycie jak Was zniewalają.
Takie mam czarne wizje. Nie tylko ja.
@Federpusz wydaje mi się, że Autorowi nie doskwiera żaden kompleks. Po prostu są sytuacje, w których mimo wszystkich różnic trzeba iść Razem a nie Osobno. Pamięta pan taką scenę z „Polskich dróg” gdy komunista grany przez Frączewskiego jest rozstrzeliwany razem z Krajewskim granym przez Zapasiewicza? No to ta scena jest odpowiedzią na pańskie pytanie.
Każdy z nas ma trochę inne poglądy, ja mam mnóstwo wątpliwości czysto taktycznych choć nie tylko, ale w obliczu wspólnego wroga akcentowanie różnic ponad to co wspólne jest błędem i szkodzi wszystkim. Pan Zandberg popełnił błąd, to się zdarza, ale jeśli będzie w niego brnął dalej, to mu nawet dotacje z budżetu nie pomogą. Zniknie, bo wszyscy zapamiętają jak się zachował w sytuacji prostej i oczywistej. Łatka sojusznika kaczyzmu (bo do tego sprowadza się jego postawa) nie da się tak łatwo odkleić.
@j.Luk
Każdy z nas ma trochę inne poglądy. Tak, i to jest w porządku. Nie w porządku jest natomiast wyzłośliwianie się. Poglądy bym zrozumiał, a takie publicystyczne wrzutki tylko zniechęcają mnie do czytania. Oczywiście mogę po prostu nie czytać…
Łatkę „sojusznika kaczyzmu” przyczepiają Zandbergowi właśnie publicyści, nikt inny. Stanowisko partii Razem jest jasne, publikowane codziennie i akcentowane dodatkowo podczas manifestacji w obronie demokracji, które Razem współorganizuje.
Wie Pan, czemu poparłem Zandberga? Bo jako jeden z nielicznych przewidział, do czego doprowadzi myślenie o Polsce w kategoriach „my – oni”.
@Federpusz sęk w tym, że aby było normalnie przeciwnik też tak musi rozumować. A nie robi tego.
W sytuacji kiedy jest albo my, albo oni takie pięknoduchostwo jest niczym innym jak właśnie poparciem przeciwnika i publicyści nie maja tu nic do rzeczy. Mówiłem to samo o panu Morawieckim w stanie wojennym i widzę to u Zandberga dziś. Przykro mi, prawda nie zawsze jest estetyczna, ale to prawda.
Zgadzając się z przesłaniem chciałbyn jednak poddać w wątpliwośc liczby dotyczące obu manifestacji. Wydaje mi się iż niedzielna była liczniejsza i warto byłoby z tym się zgodzić. Jest to logiczne, gdyż autokary, organizacja, doświadczenie, struktury partyjne itd. tłumaczą te różnice. A jest oczywistym dla mnie że sobotni pochód był nie w sensie liczbowym ważniejszy lecz pokazywał, po raz pierwszy, zjednoczoną opozycję i wspólny cel przed nią stojący. Jest to nowa wartośc i warto się nad nią skupić uznając, iż partyjny spęd PiSu może zebrać więcej ale po miesiącu nowych rządów 20, 25 tysięcy ludzi przeciwko to olbrzymi sukces.
Szanowny Panie Federpusz,
Tylko co we Francji kandydaci republikanów i socjalistów rezygnowali z kandydowania, aby nie dopuścić do władzy niebezpiecznego dla demokracji Frontu N.
A u nas lewicowiec A.Z. musi mieć swoją partię, RAZEM i nie wchodzi w koalicję różnych nurtów lewicy, której zabrakło 0.3 procent, żeby wejść do parlamentu i uniemożliwić Kaczyńskiemu zdobycie pełni władzy politycznej ze wszystkim skutkami.
I pana głos też się do tego przyczynił. Proszę się więc nie dziwić, że się pisze o tej partii tak jak się pisze.
Z całym szacunkiem pani/panie (?) lchlip, ale p. Krzysztof Łoziński oszacował liczebność obu demonstracji, stosując przyjęte metody. Ja napisałem to co widziałem i co mogli zobaczyć wszyscy, a panu się wydaje i wyciąga pa wnioski na podstawie b. luźnych przesłanek. Z tego, że przyjechali autokarami nie wynika, że musiało ich być więcej.
Szanowny Panie Erneście, akurat moi znajomi, z którymi dyskutuję czasem o polityce, nie zagłosowaliby ani na Leszka Millera, ani na Janusza Palikota. Wybraliby raczej absencję wyborczą. Na szczęście powstało nowe ugrupowanie polityczne, na które mogli oddać głos z przekonaniem (zagłosowali za kimś, a nie przeciwko komuś). Nas nie interesuje „demokracja sondażowa”.
Prosiłbym tylko o szacunek dla tych czytelników „Studia Opinii”, którzy popierają partię Razem. Tej prośby chyba nie trzeba dodatkowo argumentować?
Analiza Pana Redaktora jak zwykle świetna. Jeśli dobrze rozumiem konkluzję to brzmi tak – po 26 latach mozolnej budowy zrębów demokracji liberalnej, wyrażanej przez państwo prawa, stajemy przed największym zagrożeniem. Próbą unieważnienia wszystkiego co w Polsce zostało stworzone po 4 czerwca 1989 r. To unieważnienie ma się dokonać (już się dzieje) w oparciu o prawdziwe i fałszywe podziały społeczne, wzbudzane, nagłaśniane i potęgowane od 26 lat przez środowisko polityczne dzisiejszego PiS.
To jednocześnie próba likwidacji społeczeństwa obywatelskiego i zastąpienia go mitomańskim pojęciem „narodu etnicznego”, utożsamianego z tępą, ogłupiałą tłuszczą nacjonalistycznych, ortodoksyjnych kabotynów i bigotów, modlących się o zdrowie bo na rozum za późno, modlących się nie do boga, a do kompletnie zdemoralizowanego kleru, tłuszcza pozwalająca manipulować sobą w sposób dowolny i bezrefleksyjny.
Jako kraj stoimy przed najważniejszym egzaminem – czy zdołamy obronić wartości i rozwiązania demokratycznej Konstytucji RP z 1997 r ?
* * *
Taki sposób widzenia świata, charakterystyczny dla JK i wynikający z niego projekt polityczny wywrócenia porządku konstytucyjnego w Polsce. odpowiada temu, co m.in. Jurgen Habermas nazywa „ekstensywną filozofią władzy”. Opiera sie ona o założenie, iż zasoby władzy w układzie społecznym są zamknięte i skończone. Jeżeli zatem łączny zasób wynosi 100% to zawłaszczenie np. 70% władzy przez jedną grupę pozostawia wszystkim innym grupom łącznie 30% władzy. Jeżeli zatem JK zabierze np. 90% władzy społeczeństwu to tym samym społeczeństwo będzie miało tylko 10% władzy. Taki sposób postrzegania władzy był charakterystyczny i prawdziwy jako zasada rzeczywistości do końca lat 60-tych XX w. Po tym okresie istota rozwoju społeczeństw i państw stopniowo przesuwa się w kierunku „intensywnej filozofii władzy”. Przyspieszenie tego procesu obserwujemy wraz z rozwojem masowej komunikacji elektronicznej symbolizowanej przez rozwój mediów elektronicznych, telefonii komórkowej oraz Internetu.
„Intensywna filozofia władzy” opiera się o założenie, iż zasoby władzy w układzie społecznym nie są ani skończone, ani zamknięte, a tym co nieustannie poszerza tę przestrzeń są kompetencje ludzkie. Stąd nowe obszary kompetencji wynikające z m.in. z rozwoju NGosÓw, z globalizacji, nowych technologii, zrzeszania się państw m.in. w NATO czy UE poszerzają zasoby władzy. Setki tysięcy i miliony obywateli codziennie poszerzają zasoby władzy w układzie społecznym. Siła tych „bezsilnych” polega m.in. na zdolności do zablokowania ACTA, zgromadzenia przez KOD w ciągu 3 tygodni od powstania ruchu ponad 50-tysięcznej demonstracji w Warszawie, ruch Wikileaks czy akcje organizacji proekologicznych, ochrony zwierząt, etc.
Reasumując, w państwach rozwiniętych wszelkie próby powrotu do „ekstensywnej filozofii władzy” skazane są na niepowodzenie jako nieadekwatne do rzeczywistości. A próba zignorowania rzeczywistości zwykle kończy się porażką.
*
Scenariusz w którym rządy PiSu skończą się porażką, jeżeli nie zmieni on swojej filozofii władzy, jest nieuchronny. Nie wiemy tylko jak szybko to nastąpi, oraz jak wysoką cenę przyjdzie nam zapłacić za szaleństwo JK. Członkowie partii PiS mają tylko jedną szansę uniknięcia losu AWS czy Unii Wolności. Jak najszybsza wymiana JK na przywództwo umiarkowane i racjonalne, najlepiej kolektywne. Inaczej wielu z nich może grozić odpowiedzialność karna za działalność o charakterze faszystowskim, działalność łamiącą podstawowe zasady Konstytucji RP.
http://news.yahoo.com/polands-former-leaders-criticize-government-amid-conflict-110124047.html
Marek Borowski 2015-12-15: Strategia wobec demokratury
http://wyborcza.pl/2029020,75968,19345398,strategia-wobec-demokratury.html
Już po Trybunale.
Wg nowej ustawy o TK, która będzie lada chwila uchwalona:
” Art.2
Jeżeli postępowanie wszczęte przed wejściem w życie ustawy nie jest prowadzone przez skład sędziów określony w tej ustawie, postępowanie wszczyna się na nowo.”
*
Skąd brano wzory postępowania?
http://www.obserwatorkonstytucyjny.pl/trybunal/jak-w-latach-1933-38-likwidowano-austriacki-trybunal-konstytucyjny/
Ta ustawa to w ogóle jakiś dziwny twór. Zamiast aktu normatywnego mamy publicystyczny bełkot. Kto to pisał?
Nie bardzo rozumiem, dlaczego nie uchwalic ustawy o mianowaniu Jarosława Kaczyńskiego Chrystusem Królem.
.
Jesli idzie o Zandberga, to mi sie przypomina, ze w USA kampanię Ralpha Nadera finansowali republikanie. Nie miał szans zostac prezydentem, ale odbierał głosy demokratom.
Jeżeli wynik postępowania nie jest po mysli Prezesa, postępowanie wszczyna się na nowo.
.
Swoją drogą nie bardzo rozumiem psychologię sytuacji w Polsce. Wychodzi starszy pan z mikrofonem gdzies pod płot, mowi paranoiczne brednie, po czym media, dziennikarze, i politycy to komentują. Dlaczego nikt nie mowi publicznie „paranoik”? Dlaczego ten facet jest słuchany, a nie odwozony do Tworek? Przeciez gdyby jakis sąsiad mowił o innych sąsiadach „gestapowcy”, to albo by dostał po ryju, albo by mu powiedziano „zamknij się wariacie”, albo by wezwano karetkę, gdyby sie upierał.
.
Dlaczego barany posłusznie idą do rzeznika? Rzeznik nie zamierza uszanowac fizycznej nienaruszalnosci baranow i wcale tego nie ukrywa. Dlaczego barany przestrzegają reguł ruchu drogowego w drodze do rzeznika?
@ narciarz2 Nie można obwołać „Jarosława Kaczyńskiego Chrystusem Królem” bo trzeba by go było ukrzyżować. A gdyby tak nie zmartwychwstał?
@slawek ja bym się bardziej obawiał gdyby jednak zmartwychwstał 🙂
@j.Luk Po ukrzyżowaniu – jak mawiają górale podhalańscy – ni mo prawa!
Żeby przywieźć 50 tysięcy ludzi autokarami trzeba by było ok. 1000 autokarów, a było ich zaledwie kilkadziesiąt.
Konstytucja RP Art.194.
1.Trybunał Konstytucyjny składa się z 15 sędziów, wybieranych indywidualnie przez Sejm na 9 lat spośród osób wyróżniających się wiedzą prawniczą. Ponowny wybór do składu Trybunału jest niedopuszczalny.
Nie można ustawą zmieniać Konstytucji. Będzie to z mocy prawa nieważne. Nie wiem jak sobie PS z tym poradzi i dlaczego nikt o tym nie mówi.
@Ernest Skalski a kto ma mówić o tej porze? Ustawa niedawno się pokazała, nawet posłowie krzyczeli, że nie wiedzą nad czym obradować.
Zwrócił pan uwagę na te „wyjaśnienia i interpretacje” w tekście? Nie widziałem czegoś podobnego jeszcze w żadnej.A PiS poradzi sobie najzwyczajniej w świecie. Będzie uznawał tylko swoją ustawę i co mu pan zrobi?
Do czasu. Oni już zaczynają nerwowe ruchy, szybciej niż myślałem.
Oni już zaczynają nerwowe ruchy
Z ciekawosci, jakie nerwowe ruchy? Mi sie wydaje, ze na razie szarzuja przed siebie z nastawionymi rogami (p. Piotrowski i p. Morawiecki w roli rogow). Ja nie widze nerwowosci. A Pan widzi?
Z sieci’
Quote;
Psychopatyczne cechy pozwalają nie tylko na sprawne zarządzanie wizerunkiem, lecz także manipulowanie z nieprawdopodobną biegłością współpracownikami i zwierzchnikami, umożliwiając prowadzenie pasożytniczego i przeciwproduktywnego stylu życia. Manipulacja zapewnia uzyskanie określonych korzyści (awansu, władzy, zysku itp.), ale również dostarcza ekscytacji wynikającej z samego prowadzenia gry i kontrolowania innych. Psychopata w żadnej mierze nie dba przy tym o szkody, jakie ponoszą inni. Emocjonalny chłód, brak empatii i poczucia winy sprawiają, że psychopaci w sposób bezwzględny eksploatują swoje ofiary, przy czym atak dotyczyć może nie tylko osób słabych, ale również tych o silnej pozycji i osobowości — stanowiących wyzwanie dla żądnego ekscytacji psychopaty. Co uderzające, niektóre z wyeksploatowanych i porzuconych ofiar pragną powrotu psychopaty, tęsknią za minioną relacją i nie przyjmują, że w istocie ona nigdy nie istniała.
……………..
Temat nie jest nowy, z tym problemem borykają się wszystkie społeczeństwa.
Jarosław Groth
Zakład Psychologii Zdrowia i Psychologii Klinicznej
Instytut Psychologii UAM, Poznań
Magazyn Polskiej Akademii Nauk ACADEMIA
nr 1 (25) 2011
https://pracownia4.wordpress.com/2012/08/30/psychopaci-w-garniturach/
Wygląda na to, że prezes pisu (Nie widzę powodu, by używać dużych liter, a tym bardziej pełnej nazwy partii robiącej pośmiewisko zarówno z prawa, jak i sprawiedliwości. Fonetyczny akronim aż nadto.) znów schował się za plecami swego chłopca na posyłki.
Pozwolił wydrukować wyrok TK, ale nie pozwala przyjąć ślubowania od trzech sędziów.
Całe odium spada na prezydenta, ale ten zdaje się zatracił instynkt samozachowawczy i bezgranicznie ufa bossowi, że ten obroni go przed Trybunałem Stanu.
Chwilowo pewnie – tak. Ale za to, co robi będąc prezydentem, odpowie nawet jako były prezydent.
Swoją drogą żałosne jest to mataczenie z uzasadnianiem powodów odmowy odebrania ślubowania od trójki sędziów.
Jakie mogą być kolejne łajdactwa? Na przykład: pełzające zmiany Konstytucji.
Często słyszę, nawet od ogólnie szanowanych komentatorów(-ek), że pis łącznie z ugrupowaniem Kukiz’IQ15 nie zgromadzi większości kwalifikowanej, więc to nam nie grozi.
Nie wgryzałem się w tę sprawę, ale Konstytucja nie wymaga do przyjęcia przez sejm ustawy zmieniającej Konstytucję RP 2/3 głosów ustawowej liczby posłów (czyli 307, jak dla uchwały o skróceniu kadencji Sejmu RP).
Wymaga 2/3 głosów w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby posłów. W skrajnym przypadku, w obecności 231 posłów wystarczą 154 pisowskie głosy „za”.
A nawet w ostateczności wystarczy 235 posłów pisu w obecności 352 posłów na sali.
To się da zmanipulować!
Nawet jeśli zbyt grubymi nićmi szyte byłoby niewpuszczenie na głosowanie 229 posłów (a 81 posłów pisu chyba wystarczyłoby do zablokowania wszystkich wejść do gmachu sejmu; baby głosują, chłopy u drzwi. Pamiętajmy, że pisowski marszałek Kuchciński nie ogłasza planu posiedzeń, a o głosowaniach „swoich” zawiadamia esemesami), zawsze mogą posłużyć się precedensem upadku rządu spowodowanego sraczką ministra podczas głosowania wotum zaufania dla jego rządu.
Znając pisowskie poczucie praworządności i poszanowanie procedur, można by się spodziewać głosowania pierwszej ustawy ingerującej w Konstytucję tuż po wyborach przewodniczącego Platformy Obywatelskiej (piszę pełną nazwę, bo kto dziś jeszcze pamięta, co to jest PO?).
A w czasie tej imprezy nastąpi masowe zatrucie posłów PO salmonellą. Na wszelki wypadek wymagające hospitalizacji.
A jednak JK się cofnął. Wydrukowali werdykt TK z 3 grudnia. Naturalnie nowelizacja ustawy o TK, tzw. „naprawcza” jest kolejną wrzutką PiS w kierunku paraliżu TK. Środowiska opozycyjne zyskały kolejną okazję do zademonstrowania sprzeciwu wobec zamachu na konstytucję. PiS stracił pierwszeństwo w sondażach poparcia na rzecz Nowoczesnej. Dalszy ciąg konfliktu wokół TK spowoduje dalszy spadek poparcia PiSu.
Paniusia Szydło kompromituje i deprecjonuje urząd premiera RP – byłoby dobrze gdyby najpierw wyrzuciła Klempę a potem sama podała się do dymisji.
Wyslane do: Marszalek Sejmu i kilka komisji, a takze niektorzy poslowie PO. Poslowie PiSu tez otrzymaja, gdy sie zdrzemne.
——————-
Temat listu do Sejmu: Prośba o chwilę namysłu.
Data: 15 grudnia 2015.
Szanowna Pani Posłanko, Szanowny Panie Pośle:
Nie zamierzam Pani / Pana przekonywać do żadnych racji. Jednak zwracam się do Pani / Pana z prośbą o chwilę namysłu nad obecną sytuacją w Sejmie i w kraju. Po raptem kilku tygodniach działalności udało się Wam doprowadzić do protestów i demonstracji w kraju oraz do zawirowań w Europie na temat Polski. Spada wartość warszawskiej giełdy. Polska przestała być stabilnym terytorium dla inwestorów. To może unicestwić Wasze obietnice socjalne, dzięki ktorym wygraliście wybory.
Pojawia się pytanie, co będzie dalej. Biorąc pod uwagę tempo Waszych działań można się obawiać, ze niedługo może dojść do „wydarzeń” podobnych do tych z roku 1970. Jeśli tak się stanie, to spadnie na Was odpowiedzialność polityczna, moralna, a takze karna. Po rewolucji często przychodzą długoletnie wyroki dla przegranych. Nie macie całkowitej pewnosci, ze to Wy będziecie zwycięzcami.
Bezprawie rodzi bezprawie. Skoro dziś unicestwiacie prawo, to w razie katastrofy nie będziecie mieli się za co schować. Unicestwiając praworządność wobec innych, nie możecie liczyć na praworządność wobec siebie. Swoimi działaniami narażacie kraj i Europę na destabilizację, zas społeczeństwo na groźbę przemocy. Ponieważ sami jesteście częścią społeczeństwa, nie możecie wykluczyć, ze ta przemoc nie dosięgnie Was samych. Dlatego uprzejmie Was proszę, abyście zatrzymali się na tej drodze nie z powodów politycznych, i nawet nie moralnych, tylko we własnym interesie. Nie należy wsiadać do autobusu z zepsutymi hamulcami. A jeżeli ktoś jest w pędzącym autobusie, to nie powinien psuć hamulców, bo sam może zginąć w katastrofie.
Uprzejmie pozdrawiam i proszę o chwilę namysłu.
Z poważaniem,
Wojtek Skulski, fizyk
Sporo dokumentow w jednym miejscu.
http://www.polityka.pl/tygodnikpolityka/kraj/reakcjenarzadypis