Stefan Bratkowski: Pierwsi ludzie na Księżycu

rzad2015-12-21.

Dość długi czas żyliśmy kiedyś w gospodarce, mianowanej księżycową, i w odpowiadającym jej ustroju. Dziś wraca to wszystko, by uczynić nas pierwszymi ludźmi na Księżycu. Też nic nie ma być normalnie; fantaści, nie mający pojęcia o gospodarce, będą przebudowywali Polskę, musicie więc Państwo jako pierwsi ludzie na Księżycu uwierzyć, że to może się kiedyś skończy mimo odległości od normalnego świata. Demokracja ma jednak przyszłość.  Mimo wojny, którą jej wypowiedziano. Mimo próby zamachu stanu. 

Kilka miesięcy przed śmiercią Tadeusza (Mazowieckiego), mojego nieodżałowanego przyjaciela, pioniera demokracji, uzgodniliśmy z nim pogląd, ni mniej ni więcej, że demokracja może popełnić samobójstwo. Ja dodałem, że w demokracji ma prawa obywatelskie i głupota, a więc demokracja może z nieodgadnionych przyczyn – umrzeć z głupoty. Mój rozmówca dodał po chwili jednak, że działać podobnie może i szaleństwo, a wyniki są bardzo zbliżone – demokracja sama przez się nie ma instynktu samozachowawczego. Po śmierci Mazowieckiego życie potwierdziło, że to On miał rację.

Musi demokracja znosić i durnych, pozbawionych zdrowego rozsądku obywateli. Nie ma sposobu i na podłość, dopóki ta mieści się granicach prawa. Trudno sobie poradzić i z przeciwnikami demokracji, jeśli potrafią umiejętnie wykorzystać naiwność ludzi nie otrzaskanych z niebezpieczeństwami swobód, gwarantowanych demokracją. Jest bezbronna też, nieporadna wobec zalewu kłamstwa, co mogliśmy sami ostatnio dość długo obserwować. Może liczyć demokracja tylko na przyzwoitość i zdrowy rozsądek obywateli – i to jeżeli osiągną większość w swoim społeczeństwie. Chyba, że i oni tracą zdrowy rozsądek…

Było jasne, że opieramy się obaj na doświadczeniu tak cywilizowanego kraju jak Niemcy 1932 r., które w demokratycznym trybie oddały władzę Hitlerowi. Nasz młodszy przyjaciel, Andrzej Lubowski, opisał w swej książce, co zrobił zwycięski populizm z kwitnącej Argentyny. Populizm nie zna się na niczym poza hasłami, argentyńska demokracja dokonała pokazowego samobójstwa, z bałaganem i nędzą. Nie znam bliżej Węgier Orbana, ale jak słyszałem, Unia Europejska cofnie mu prawdopodobnie kilka miliardów pomocy. W Polsce nadęte, źle wychowane panie demonstracyjnie deptały flagę Unii, populizm odniósł szeroko pojęte zwycięstwo – na niczym, jak to populizm, w rządzeniu się nie znając. Zbałamucił sporo Polaków iście populistycznymi obietnicami, on, wódz, wybitnie inteligentny, który jednak o rządzeniu wiedział najmniej. Breivik, seryjny morderca, miał sygnalizować samym swoim pojawieniem, że po całej Europie odradza się prawica. Ale myli się prawicę z populizmem. Populizm zmyśla, kłamie, oszukuje, naciąga. To nie są tylko chwilowe, powierzchowne wyrzuty na gładkiej skórze demokracji, bo nawet obietnice wyborcze dyktowało populistyczne wyrachowanie… Ta filozofia polityczna, z pozoru tej samej maści i pychy, nie ma nic wspólnego z dawną prawicą. Prawdziwy był konserwatyzm starszych, poważnych panów – majętnych i starających się chronić status quo, odpowiedzialnych za słowa i działania, pilnujących stabilności państwa i przyjętych norm. Dzisiejsze powrotne przyzwolenie w nowej Europie na bandytyzm polityczny i przemoc to ostrzeżenie.

Po wygraniu wyborów stracił wódz głowę i wrócił na wojenną ścieżkę – zrażając sobie, kogo mógł. Poobrażał świat sędziowski.Totalnie zaatakował, praktycznie – zwymyślał wszystkich pracowników administracji en bloc i zaczął ich wyrzucać. Ma zdemolować administrację. Tak samo – zdegradować dziennikarzy, do wyrzucenia później. Czołowym chirurgom dano nauczkę już wcześniej, bezpodstawnie ich aresztując.Nauczycieli przyprawił o poczucie katastrofy nie przygotowanymi reformami szkolnictwa. Popisywał się i popisuje pewnością siebie i arogancją. Oddał ważny resort wariatowi, kompromitującemu nie tylko rząd, ale i Polskę – parę lat, albo i więcej, pochłonie odrobienie strat, o które ten wariat przyprawił kraj. A jeszcze i straty finansowe. Ten tak szczwany, jak się wydawało, wódz wymusił na dwóch fachowcach, na tyle naiwnych, by z nim współpracować, spłacanie swoich obietnic. Będzie musiał budżet po stronie wydatków dosypać blisko 30 mld zł niezarobionych pieniędzy po 500 zł na dziecko, kilka-kilkanaście mld wydać na obniżenie podatków, na bezpłatne leki dla ludzi po 75, itd. itp., w sumie kilkadziesiąt miliardów na inne cele w sytuacji, gdy z końcem listopada 2015 miał nadwyżkę 10 mld.Tak potraktowany budżet doczeka się za parę miesięcy istnego finansowego trzęsienia ziemi- zwłaszcza po nieuchronnej stracie wsparcia ze strony obrażanej i zrażonej Unii. Dobrze będzie, jeśli rynek odpowie tylko inflacją do 15 – 20 procent.

Początki zauważymy już niedługo. Tak czy inaczej, naród będzie musiał zapłacić. Gdyby można było liczyć na jakieś zapasy honoru w tym rządzie, oczekiwałbym, że nie czekając katastrofy złoży dymisję. Nie można kłamać w nieskończoność, tego najcierpliwszy naród nie wytrzyma. Nie liczy chyba, że wyaresztuje cały Komitet Obrony Demokracji, bo wtedy wyszłoby kilkaset tysięcy, już w obronie Komitetu Obrony Demokracji, a po dalszym tygodniu milion. Mogą też wszyscy, rozeźleni głupkowatymi reakcjami ludzi rządu i bezczelnością kukizów, podjąć powszechny strajk okupacyjny, mogą poderwać naród inne jeszcze wezwania, przy obecnym postępie idiotyzmów jest to w pełni możliwe. Ale co najgorsze, będzie trzeba od zera budować naszą pozycję w NATO, zostaliśmy ośmieszeni na skalę więcej niż kontynentu, straciliśmy, zwłaszcza w USA, opinię partnera poważnego i wiarygodnego. Każdy dzień tego rządu dłużej, to dalsze poważne straty. Możemy wystąpić ze społecznym powództwem przeciw temu rządowi o straty, które ponosimy, finansowe i moralne. Jeżeli oszacować tylko same kontrakty, które nam odpadły, oznaczają one, lekko licząc, straty rzędu 1 mld dziennie. A to skromny szacunek…

Ostrzegałem parę lat temu przed perspektywą faszyzowania w kręgu różnych ugrupowań politycznych. No i mamy, czegośmy chcieli. Proszę mi wybaczyć obraźliwy język, do którego nigdy nie sięgałem, ale zwycięski wódz wojenny, okazało się, nadaje się do rządzenia jak wół do karety. Robi amatora szefem Orlenu, największego dostawcy środków dla budżetu. Myślałem, że się czegoś nauczył. Jest dziś największym obciążeniem swojej części Polski, Polski 13 grudnia. Ale i nas wszystkich. Nie ma się z czego cieszyć. To lekcja, jak rozkładać demokrację.

Można opracować podręcznik, jak to się robi. Żeby zainicjować księżycowe przemiany, starczy wyselekcjonować precyzyjnie pola, na których można szczepić kompleksy, zawiść i niechęć – bo da się założyć, że w każdym rodaku jakaś wrażliwa struna zareaguje na bodziec wrogości, uruchomi, możliwie zbiorowo, prywatne poczucie krzywdy. Każda frustracja, każda pretensja, kompleks niższości, choćby i nonsensowny, jest do politycznego zagospodarowania. Ducha agresji łatwo rozpoznać – sam wódz przemawia językiem wojny, podniecał do niej, pobudzał, ogłaszając „zwyciężymy”, jakby ktoś szukał z nim konfliktu. Jego brat nie zginął w katastrofie wyprawy, której kazał lądować we mgle, lecz „poległ”. Wódz nie szuka porozumienia z przeciwnikami. Normalnie go dla pokoju zwycięski wódz wymusza na dogodnych warunkach, zwłaszcza gdy przeciwnicy niewiele mu łącznie ustępują liczebnością. Ten kłamie i obraża ich – w nim samym narasta widać uczucie nienawiści, niekłamane, spontaniczne, a cyniczne. Otwarcie uzasadnia „wojenną” retorykę – wojna jest wojną. Rzeczywistość się nie liczy.

Piszę o tym, co widać gołym okiem i słychać. Oglądaliśmy demonstracje chamstwa na ulicach i w Internecie, nawet z buczeniem podczas pogrzebów na cmentarzach, widzieliśmy transparenty z ordynarnymi, podłymi hasłami, niesione za plecami wodza, słyszeliśmy obelgi przyszłego prezydenta pod adresem ówczesnej pani premier (do odsłuchania). Pozwala to w sensie psychologicznym zrozumieć, skąd tyle namiętności w zbrodniach Breivika czy też w chorych marzeniach Grzegorza Brauna, Brunona Kwietnia i towarzyszy, bądź Jarosława Marka Rymkiewicza, mojego oszalałego, byłego przyjaciela, wybitnego poety. Krzysztofa Czabańskiego nikt nie prowokował na tyle, by stał się z sympatycznego chłopca, którego znałem, cynicznym karierowiczem. To namiętność o napędzie własnym, ale z dość pokalanego poczęcia. Tak dzieli się naród i społeczeństwo, do granic wypowiedzianej wojny domowej, a na pewno do paraliżowania państwa. Nie ma już mowy o wspólnej polityce państwa, podział kraju staje się ideologią. Stoimy wobec wyraźnie rysującej się perspektywy – ustanowienia dwóch ideologicznych narodów. Ten naród, który oglądaliśmy 13 grudnia, już teraz nie znosi narodu 12 grudnia. Państwo 13 grudnia oczekuje szacunku, choć samo odmawiało poszanowania legalnym władzom demokracji, umykało ręki ich przedstawicielom, mówiło o nich tylko źle i napastliwie. Dobrze, jeśli nie obraźliwie.

Oglądaliśmy na ekranie demonstracje nienawiści. Do ostatnich dni było państwo 13 grudnia – co najmniej zadowolone z siebie. Zdobyło Polskę. Nie potrafiło ukryć poczucia triumfu po nocnym, zdyscyplinowanym głosowaniu w sejmie i zamknięciu ust opozycji. Cieszyła się Polska 13 grudnia sympatią i skrywanym poparciem Moskwy, najpotężniejszego sojusznika. Podzielała jego interesy i poglądy na Polskę. Planowała rządzić zawsze.

Teraz kilku byłych niezadowolonych pracowało nad przyjęciem zbawienia od Polski 13 grudnia. Byli przekonani, że Matka Boska jest z nimi. Nie trzeba Jej pamiętać, że była Żydówką, bo w rezerwie musi być antysemityzm, choć trudny, owszem, w kraju bez Żydów. Tyle, że ostatnio Polska 13 grudnia  ugięła się, przestała operować argumentami narodowo-religijnymi, zaczęła powoływać się na impuls demokratyczny. Mam to, wbrew insynuacjom, za sukces mądrości Matki Boskiej. Matka Boska im wybaczy, bo nie lubi nadużywania Jej imienia. Woli cele nieco szlachetniejsze… Co dedykuję i paru naszym biskupom.

Wspólne pokonanie przeciwnika daje satysfakcję, niech się on podda i zniknie ze sceny politycznej jak oczekiwał wódz. Do takiej wojny przywódcy się znajdą. W swych początkach demokracja zrównuje wszystkich, każdy więc może osiągnąć wszystko. Tak pojawiają się, prawie z spod ziemi, kandydaci na przywódców. Z szeregowego gefrajtra wyrosnąć może porażający tyran, zdolny mordować miliony, z rozpieszczanego chłopczyka – przyszły groźny satrapa, z przysłowiowego nikogo, kogoś, kogo nikt nie znał, w ciągu paru miesięcy robi się głowę państwa. Postać tego rodzaju nie jest pojedynczym fenomenem. Ale nawet jeden może być groźny dla społeczeństwa. Już byli tacy. Podbijali pół Europy. Nie talentami do biznesu… Ale wyjęli im karty z ręki ci z 12 grudnia, którzy przestrzegali przed wrogością wobec Polski 13 grudnia. Im się wydaje, że ciągle jesteśmy jedną Polską.

Uczył Montaigne za Makiawelem, że ludy, żyjące w niewoli, nawykłe więc do niej, pozbywszy się tyrana – czym prędzej szukają sobie nowego. Zjawisko takiej „dobrowolnej niewoli” zafascynowało Montaigne’a. To prawda, można się znudzić demokracją, ba, jak zwrócił uwagę Marcin Król, demokracja bywa nudna. I oby mogła być taka… Modlić się do niej nie trzeba, czasem trzeba za nią umierać. W Rosji za przyzwoitość, wolne słowo i prawa człowieka zginęło już ponad dwieście moich koleżanek i kolegów po fachu. Dla demokracji. Jednak. W Europie trochę tylko mniej wymordował w poczciwej Norwegii Breivik, któremu sąd norweski ściskał dłoń przed rozprawą jakby sądził zwykłego rzezimieszka…

Ludzie tej kategorii nie znają przyjaźni z innymi, sympatii do innych, ducha współżycia z innymi, zrozumienia ich i życzliwości, potrzebują wsparcia ze strony zwolenników, gotowych bić bezbronnego reportera, i w równej mierze potrzebują – wsparcia ze strony ordynarnych awanturników. Czarno ubrani bojówkarze na wiecu wyborczym wodza, operującego innym niż zwykle językiem, wiedzieli, że to jedynie chwilowe. Ich transparenty mówiły to jednoznacznie. Produkcje w stylu Pospieszalskiego, telefony do „Szkła kontaktowego”, takież wpisy „anty-internautów” ukazywały i ukazują różnorodność sił warcholstwa. Gdyby to państwo miało upaść, to nawet upadłe byłoby lepsze dla Polski 13 grudnia niż oddanie władzy. Dotychczasowa większość była „łajdactwem”. Ta większość śmiała się, krzywdząc ambitną wtedy mniejszość samym do niej lekceważącym stosunkiem, swoim poczuciem wyższości. Nawet – swym rozbawieniem. Dlatego poczucie niższości rosło do roli przewodniego sztandaru. Zawiść to niesłychanie twórczy motor polityki. Zwalnia od wstydu i zażenowania… Nikt nie ściga inwektyw, oszczerstw i kalumnii na transparentach, noszonych za plecami wodza. Ani znieważających, rozdawanych publikacji. Nikt nie ścigał autorów podobnych, a jeszcze wulgarniejszych elukubracji w Internecie (ci przynajmniej sami wystawiali sobie świadectwo).

Rzymskie Prawo Dwunastu Tablic karało zniewagę czy zelżenie innego Rzymianina jako jedno z przestępstw najgroźniejszych dla porządku publicznego. To można było wyczytać i u św. Augustyna, Rzymianina. Ale tu porządek publiczny nikogo nie obchodzi. Ojcowie paulini, którzy gościli wodza jako wice-Boga, zakładają, że Pan Bóg też nie ma poczucia humoru. Bo tylko ateista może wyobrażać sobie, co będzie, kiedy Pan Bóg zacznie się śmiać…

Przywołał był wódz autorytet Carla Schmitta, nauczyciela hitlerowców, byłego członka NSDAP. Polityka nie polegała dlań na współpracy, lecz na wrogości i ciągłej walce. Władza miała decydować o tym, co obowiązuje; „interes państwa jest czymś więcej niż związanie normą” – tak uzasadniał Carl Schmitt swój „decyzjonizm”. Praktyka dowiodła wyższości bezpośredniego przymusu. Co więcej, Schmitt odrzucał władzę obliczalną i przewidywalną dla obywatela, który by chciał wiedzieć, czego się po niej spodziewać. Polscy naśladowcy jako opozycja propagowali niezadowolenie, zamiast zaradności – jątrzenie i Fackelzugi, bojowe marsze z pochodniami, wedle najlepszych wzorów hitlerowskich, z transparentami, które lżyły ówczesnych członków władz państwa. Wódz się ich nie wypierał… Występy szumowin w święta narodowe, wybryki, nacjonalistyczne bądź rasistowskie, wyczyny kiboli, awantury „narodowców”, ataki na ludzi o czarnej skórze, na domniemanych semitów, Romów, próby maltretowania dziennikarzy itp. Żadnego konkretu, nic o tym, co zrobić chce Polska 13 grudnia po objęciu władzy. Same ogólniki. Typowe dla dawnych, organizujących się ruchów faszystowskich. Nie trzeba przypominać, komu dały władzę demokratyczne wybory niemieckie w 1933 r. i komu nie tak dawno w Austrii. Ale też u nas w trybie demokratycznym objęli teraz władzę ludzie niechętni demokracji, rozwijający otwartą obstrukcję wobec Unii Europejskiej, obojętni zatem wobec interesu Polski, lubujący się w popisach siły – jak te wobec elity chirurgów. Ale każde Wielkie Zło – ma swoje zlekceważone (bądź przespane i niedostrzegane) początki… „Narodowe” głosowania sejmowe w nocy, dla atrakcji psychologicznej, atak na placówkę NATO, też nocą, dały już nam wizję przyszłości z ich władzą – bo po co takie przedstawienia? Nigdy nie pisałem takich uwag, jak poniższe – ale popisy tak humorystycznych postaci jak Macierewicz i Ziobro, kabotyna jak Piotrowicz, postaci, których przed nami ukrywano, po co to? Tracąc akceptację i popularność w miesiąc od objęcia władzy?

Wyłożył wódz jak obalić ustrój naszej demokracji. „Raport o stanie państwa” (cudzy tytuł, nie pierwszy taki), jego swoisty „Mein kampf”, przewiduje utworzenie centralnego w kraju ośrodka myśli politycznej, wedle ideałów paru byłych wodzów. Nawet myśl polityczna ma być scentralizowana. Ideologię „mocnego państwa” proklamował wódz, samotny stary kawaler, broniący rodziny (powstrzymam się od złośliwości). O paradoksie,  to głównie  inteligentne, niemieckie panie ulegały dziwnej sile przyciągania – przed 1933 r. To głównie panie z niemieckich środowisk inteligenckich pierwsze, jak Leni Riefenstahl, ulegały czarowi „mocy państwa” – i siły wewnętrznej wodza, choć nie specjalnej urody. Wedle jednak nie tak dawnych badań prof. Wnuka-Lipińskiego co czwarty Polak zgodziłby się na „mocne państwo”. Nie znając jego ceny. Ostatnie wybory potwierdziły to, co odkrył Wnuk-Lipiński.

Homo sovieticus przetrwał. Taka edukacja rodziła i rodzi tylko pretensje, roszczenia i żądania. Postaw gospodarzy – nie. „Ministrowie“ byłej opozycji mogliby reklamować swoje programy, konkurencyjne wobec rządowych. Nie reklamowali. Z dziesiątkami za to gazet – wojny. Podobno im taką wojnę wypowiedziano. Wódz zdobywał zatem Polskę, jak mógł i może, obsadza i będzie obsadzał swoimi ludźmi nie tylko CBA. Także – wojsko, policję, służby specjalne, IPN, NBP, by rządzić i historią, i budżetem. Dodajmy sądy, szkoły, gazety i budownictwo. Wszystko ma zostać przebudowane. O zdrowym rozsądku ludzi, obdarzonych bronią bez potrzeby, dobrze świadczy, że nikt z nich nie postrzelił w przystępie irytacji ani żony, ani teściowej, ani ukochanej, jak to zrobił Pistorius. Wódz sam popisywał się kiedyś umiejętnością posługiwania się pistoletem. Pokona go dopiero własna próżność, pycha i łatwość podejmowania ryzykownych decyzji, tak idiotycznych, jak nieprzygotowana reforma szkolnictwa. Cóż, dość łatwo ulega się pokusie zarządzania przyszłością, całkiem bezbronną. Przeszłość może mówić sama za siebie, przyszłość milczy.

Możemy na czas nieuchronnej degrengolady zapamiętać jako naród i społeczeństwo dumę z naszego największego w historii sukcesu politycznego. Cud gospodarczy tu się właśnie zdarzył – Polska, jedyna w Europie, oparła się kryzysowi. Nie szukaliśmy zemsty, nie wybijaliśmy szyb, a z KC partii zrobiliśmy giełdę. Wszyscy zarabiamy więcej, nawet ci o najniższych dochodach, mamy stabilny pieniądz. Teraz jeszcze pomagała nam Unia Europejska  swoim „planem Marshalla”. Zapewniliśmy minionej klasie panującej „miękkie lądowanie” – by odradzanego państwa nie rozwaliła sabotażem. W gospodarce rynkowej ta klasa potem dawała sobie radę lepiej niż my – opozycja nie uczyła biznesu… Robiliśmy coś innego, o czym informuję spóźnionych na barykady. To nauka dla wszystkich. Tak sobie radzi demokracja.

Propaganda nieobecności obywatelskiej oczyściła drogę autorytaryzmowi. Znam jednak paru ludzi z PiS, którym niemiła jest świadomość, że ktoś skojarzy ich z niemieckimi wczesnymi latami trzydziestymi. Jeden z nich powiedział Krysi Jagiełło i mnie: „nie chciałbym doczekać chwili, gdy ktoś będzie rozważał na moim przykładzie jak wykorzystać niemieckie doświadczenie denazyfikacji”. Być może zaś i najpopularniejsze media polskie poczują się odpowiedzialne za demokrację. I zajmą się możliwie powszechną edukacją demokratyczną.

To istotne, bo stoimy przed wyborem cywilizacji. Kto ulega pozorom realizmu, może się opamiętać już bez demokracji – na Księżycu. Przyjrzawszy się wojnie, którą toczą przeciw demokracji i cywilizacji siły spoza nich.

Stefan Bratkowski

Print Friendly, PDF & Email

16 komentarzy

  1. PIRS 2015-12-21
  2. hazelhard 2015-12-21
  3. wejszyc 2015-12-21
  4. A. Goryński 2015-12-21
  5. otoosh 2015-12-22
  6. narciarz2 2015-12-22
  7. narciarz2 2015-12-22
  8. hazelhard 2015-12-22
  9. hazelhard 2015-12-22
  10. Stary outsider 2015-12-22
  11. PIRS 2015-12-22
  12. narciarz2 2015-12-22
    • wejszyc 2015-12-23
  13. andrzej Pokonos 2015-12-23
  14. narciarz2 2015-12-24
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com