Stanisław Obirek: Poprawianie papieża Franciszka

franciszek2016-01-31.

Filip Memches jest wyraźnie zaniepokojony opublikowanym w grudniu nowym dokumentem watykańskim, w którym mowa jest o tym, że Kościół nie tylko rezygnuje z nawracania Żydów, ale się od podobnych praktyk zdecydowanie dystansuje.

Jednak nie poprzestaje na wyrażaniu swoich lęków tylko zwrócił się z prośba o ich rozwianie do eksperta ks. prof. Waldemara Chrostowskiego (Rzeczpospolita 30-31.01.2016). Owoc tej swoistej teologicznej terapii można przeczytać w Plusie Minusie. Jak przypuszczałem, głównym problemem dla księdza profesora jest tłumaczenie:

„Gdy dowiedziałem się o tym dokumencie i poznałem go ze streszczeń, poczułem niemałe zaniepokojenie. Postanowiłem sięgnąć do źródła i przeczytałem wersję angielską. W połowie stycznia na stronie internetowej Konferencji Episkopatu Polski ukazała się wersja polska, ale – niestety – ten przekład pozostawia sporo do życzenia”.

Moim skromnym zdaniem problemem podstawowym jest raczej brak tego tłumaczenie na stronie watykańskiej; jest to tym dziwniejsze, że znalazło się tam nawet tłumaczenie rzeczonego dokumentu na język hebrajski. No więc przywołajmy tekst w wersji angielskiej, która jest przedmiotem uwagi Chrostowskiego:

„In concrete terms this means that the Catholic Church neither conducts nor supports any specific institutional mission work directed towards Jews”.

Jest tu wyraźnie powiedziane, że Kościół ani nie prowadzi, ani nie popiera żadnych specyficznych form instytucjonalnych misji skierowanych do Żydów. Ale podobno szerszy kontekst jest ważny, no to go też przywołajmy:

„While there is a principled rejection of an institutional Jewish mission, Christians are nonetheless called to bear witness to their faith in Jesus Christ also to Jews, although they should do so in a humble and sensitive manner, acknowledging that Jews are bearers of God’s Word, and particularly in view of the great tragedy of the Shoah”.

Inaczej nie wychodzi: Żydów katolik powinien zostawić w spokoju I pozwolić im wierzyć po swojemu.

Jednak z długiej rozmowy wyłania się zgoła inny obraz. Przede wszystkim ks. Chrostowski rozprawia się z „filozofami dialogu” (koniecznie w cudzysłowie):

„Wraca tu dyskusja dotycząca koncepcji dwóch dróg zbawienia, która pojawiła się przed drugą wojną światową w środowiskach żydowskich i została przeniesiona na grunt chrześcijański. Jej rzecznikami byli dwaj „filozofowie dialogu”: Martin Buber i Franz Rosenzweig. Ich stanowisko można streścić tak: chrześcijanie idą do Ojca przez Syna, ale my, Żydzi, nie potrzebujemy iść do Ojca przez Syna, bo zawsze byliśmy i jesteśmy z Ojcem. Chrześcijaństwo byłoby zatem drogą zbawienia dla nie-Żydów, podczas gdy Żydzi zostają przy własnej drodze zbawienia – judaizmie. Ta koncepcja jest chwytliwa i ma zwolenników w Kościele katolickim w Polsce. Takie głosy pojawiają się w kręgach „Kościoła otwartego” i były lansowane na łamach „Tygodnika Powszechnego”, „Gazety Wyborczej”, „Znaku” i „Więzi”. Postulują, by zostawić Żydów w spokoju, bo ich drogę zbawienia stanowi ich religia”.

No właśnie, tak dokładnie mówi dokument watykański, co widzi również red. Memches. Jednak Chrostowski widzi to inaczej. Ale co tak naprawdę myśli, to jednak trudno dociec, bo jego rozumowanie jest dla mnie nazbyt zawiłe. Jedno, co udało mi się zrozumieć: to, że jest przeciw dialogowi.

W sukurs przychodzi mu w tym samym Plusie Minusie red. Tomasz Terlikowski, który już w tytule swych rozważań obwieścił, że „Prawda lepsza od „dialogu ekumenicznego” (również opatrzonego cudzysłowem). Czytam i oczom nie wierzę, że to napisane przez katolickiego publicystę, który urodził się prawie dziesięć lat po zakończeniu Soboru Watykańskiego II, a pisze tak, jakby nigdy o tym przełomowym dla jego Kościoła wydarzeniu nie słyszał. Owszem, w tej niewiedzy wyraźnie upatruje swój tytuł do chwały.

No cóż – widocznie nad Wisłą katolicyzm dla niektórych zatrzymał się na Sylabusie Piusa IX, a że został ogłoszony w 1864 roku i już dawno w Kościele katolickim się zdezaktualizował, to widocznie nie do wszystkich dotarło.

Przypomnę tylko jedną złotą myśl red. Terlikowskiego by nie być posądzonym o stronniczość:

„Dialog od wielu lat nie idzie naprzód, liberalni protestanci coraz bardziej oddalają się od Kościoła (i to mimo kolejnych porozumień i deklaracji), a konserwatyści, z którymi rozmowa byłaby możliwa, nie są nią zainteresowani. I dlatego może lepiej choć część energii, którą poświęcamy na udawanie, że dialog idzie świetnie, zainwestować w ewangelizację i misje, a także w normalne studia teologiczne, które umacniałyby teologów różnych wyznań w ich własnej tożsamości”.

No właśnie: po co zawracać sobie głowę dialogiem. Tymczasem obecny papież Franciszek nic innego nie robi tylko dialoguje i to zarówno z protestantami jak i z prawosławnymi. No ale nie każdy to widzi.

Stanisław Obirek

Print Friendly, PDF & Email

2 komentarze

  1. Poltiser 2016-01-31
  2. Obirek 2016-02-01
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com