Dziwne są losy Polski. Historia być może oceni, że przywróciło nam wolność i demokrację dwóch agentów: Jeden rzekomy – drugi rzeczywisty.
Jeśli jakakolwiek woda leje się na propagandowy młyn Prawa i Sprawiedliwości przypadkiem; jeżeli dzieje się to pod wpływem jakiegoś zdarzenia, ulokowanego – na pierwszy rzut oka – poza jego strukturami, zawsze wtedy jestem gotów postawić garść piasku przeciwko garści diamentów, że o żadnym przypadku nie ma mowy.
W listopadzie 1989 Lech Wałęsa rozpoczął swoje przemówienie w Kongresie Stanów Zjednoczonych od zacytowania pierwszych słów preambuły amerykańskiej konstytucji – „My Naród”
16 grudnia 2015 r., w czasie gdańskich obchodów 45 lecia masakry robotników Stoczni Gdańskiej .- Lech Wałęsa powiedział: „Dojście do wolności naprawdę nas drogo kosztowało. I krew popłynęła, i straty wielkie. Dlatego jesteśmy zobowiązani szanować tę wolność, a przy takich rocznicach wspominać tych, co zapłacili tę cenę. I przypominać, aby to się już nie powtórzyło…Jeśli się nie opamiętamy, jeśli nie zrozumiemy, że trójpodział władzy jest niezbędny, będę musiał jeszcze raz stanąć na czele i poprowadzić ten bój”
12 lutego 2016 r. na stronach internetowych KOD i na Facebooku ukazało się wezwanie do wzięcia udziału w manifestacji pod hasłem MY NARÓD.
16 lutego IPN prokurator Instytutu Pamięci Narodowej w asyście funkcjonariuszy policji, podjął w miejscu zamieszkania wdowy po Czesławie Kiszczaku czynności mające na celu zabezpieczenie dokumentów podlegających przekazaniu do Instytutu Pamięci Narodowej.
Potem zaczęła się wściekła nagonka.
Junktim pomiędzy pierwszymi słowami, jakie padły z ust Lecha Wałesy w amerykańskim Kongresie ponad 26 lat temu, a hasłem marszu Komitetu Obrony Demokracji jest oczywiste.
PiS musiała zrobić wszystko, aby splugawić ikonę Solidarności wcześniej. Na wypadek gdyby Lech Wałesa się na tym marszu pojawił. I zrobiła. Nie licząc się zupełnie uczuciami Polaków, przelaną przez nich krwią, życiem za więziennymi kratami. Kalając nasz wizerunek w świecie i poniżając WIELKIEGO POLAKA.
Życie jest jednak pełne paradoksów. Bo oto wieczorem 21 lutego człowiek, który w PiS owskiej hierarchii lokuje się poniżej „najgorszego sortu Polaków”, były oficer Służby Bezpieczeństwa – „prowadzący” Wałesę, DAŁ ŚWIADECTWO SWOJEJ PRAWDZIE. Na kilkanaście godzin przed tym, gdy zgodnie z zapowiedziami z IPN miała się wylać prawda PiSu. Zatruć nasze umysły i podzielić jeszcze głębiej. Opluć ikonę „Solidarności”
IPN natychmiast zasugerował, że były oficer SB – być może cierpi na starczą demencję.
Nikogo to nie dziwi. Nawet gdyby Jan Paweł II wstał z grobu i zaświadczył – PiS się nie wycofa. Nie ma wyboru. Z tej drogi nie może już zawrócić. Dokumenty zostały opublikowane.
Dziwne są losy Polski. Niewykluczone, że historią oceni, iż przywróciło nam wolność demokrację dwóch agentów: Jeden rzekomy – drugi rzeczywisty. Pytanie tylko, czy wcześniej koło historii nie zawróci i nie cofnie nas do sierpnia 1980 r. Jeśli zawróci, być może nadal będą wśród nas przekonani, że Lech Wałęsą był tajnym agentem – i pewni, że nie był. Natomiast wszyscy – jak jeden mąż – będziemy wtedy PRZEKONANI kto był zdrajcą narodu. Wtedy – może wreszcie – będziemy zdolni znowu razem powiedzieć „MY NARÓD”.
I zacząć wszystko od początku…
Janusz Kotarski



„wieczorem 21 lutego człowiek, który w PiS owskiej hierarchii lokuje się poniżej „najgorszego sortu Polaków”, były oficer Służby Bezpieczeństwa – „prowadzący” Wałesę, DAŁ ŚWIADECTWO SWOJEJ PRAWDZIE.”
.
Poprosze o odnosnik. Gdzie to sie zdarzylo, kto to byl, i gdzie jest opublikowane?
I ja proszę o bliższe informacje. Co prawda śledzę sprawę uważnie, ale jednak z zagranicy, więc na pewno niejedno do mnie nie dociera.