Stanisław Obirek: Bar micwa w rodzinie

barmicwa2016-03-09.

[dropcap]J[/dropcap]ak większość Polaków urodzonych po wolnie nigdy nie miałem okazji uczestniczenia w bar micwie czyli jak to definiuje wikipedia – w  „uroczystości żydowskiej, obchodzonej od XIV wieku, podczas której chłopiec żydowski staje się pełnoletni wobec prawa”. Dodać wypada, że dzisiaj coraz częściej spotyka się również żeński odpowiednik tej uroczystości czyli bat micwę, kiedy to dziewczynka wchodzi na równych prawach w świat dorosłych.

Dzięki mojej izraelskiej rodzinie miałem okazję w takiej uroczystości wziąć udział w miniony sabat 4 i 5 lutego w Izraelu. Dokładnie w konserwatywnej synagodze w mieście Hod HaSharon gdzie mieszka mój szwagier Yaron z żoną Simą i synem Gajem, który był bohaterem tej uroczystości.  Polecieliśmy z żoną tylko na bar micwę bo musieliśmy wracać do Warszawy już w poniedziałek. Druga siostra Yarona Ofra przyleciała z synem Benem, rok młodszym od Gaja aż z Sydney.

To było wyjątkowe doświadczenie z wielu powodów. Przede wszystkim z tego oczywistego, to było pierwszy raz! Ale były też inne, mniej oczywiste. To była bar micwa w synagodze konserwatywnej, w której nie ma rabina, co w Izraelu jest raczej wyjątkowe. Dzieje się tak dlatego, że w Izraelu dominuje judaizm ortodoksyjny i ultra ortodoksyjny, zaś konserwatywny i reformowany jest zaledwie tolerowanym marginesem.

Ten brak poparcia ze strony dominującej formacji sprawia, że te formy marginalne nie mają finansowego wsparcia państwowa, więc i o rabina trudniej. W praktyce oznacza to, że całe życie religijne spoczywa w ręku wolontariuszy. Zresztą w tym konkretnym przypadku jest też tak, że synagoga mieści się w budynku szkolnym, który tylko w wydzielonej części w szabat przyjmuje funkcje sakralne. Już w piątek wzięliśmy udział w nabożeństwie szabasowym, zaś główna uroczystość miała miejsce w sobotę od godz. 9.00 do 12.00.

Jednak najważniejsze jest to, że uroczystość miała przebieg niezwykle demokratyczny. Modlitwy były recytowane zarówno przez mężczyzn jak i przez kobiety (co jest nie do pomyślenia w synagogach ortodoksyjnych nie wspominając o ultra ortodoksyjnych). Miało to duże znaczenie w przypadku mojej rodziny, gdyż dziadek Gaja już nie żyje, a oprócz mamy i babci ma też dwie siostry ze strony ojca i dwie siostry ze strony matki. Tak więc dzięki egalitaryzmowi konserwatywnej synagogi wszystkie panie mogły na równi z ojcem aktywnie uczestniczyć w uroczystości.

Podobnie jak w przypadku katolickich uroczystości rodzinnych związanych z pierwszą komunią (choć lepszym odpowiednikiem bar micwy jest chrześcijańskie bierzmowanie) całość zakończyła się w restauracji z udziałem nie tylko najbliższej rodziny ale i przyjaciół. Dla mnie wszystko było nowe, ale najbardziej uderzył mnie fakt, że uroczystość ma charakter indywidualny, tzn. wszystko koncentruje się na jednej osobie. Nie jest to więc przeżycie wspólnotowe, jakie pamiętam z własnego dzieciństwa. Nie polega to też na dokładnym odegraniu scenariusza przygotowanego przez księdza katechetę. Tutaj scenariusz pisze rodzina, choć oczywiście recytowane teksty są te same, już od ponad dwóch tysięcy lat. W długich modlitwach i tekstach Tory zdumiała mnie ich koncentracja na chwale Boga, którego człowiek jest wybranym od zawsze partnerem. Nic o grzechu, nieprawości świata. Czysta afirmacja wielkości Stwórcy i stworzenia.

Pomyślałem sobie, że szkoda, że akurat o tym aspekcie swoich korzeni chrześcijaństwa nie zawsze pamięta.

Stanisław Obirek

Print Friendly, PDF & Email

4 komentarze

  1. Magog 2016-03-10
  2. MarekSza 2016-03-10
  3. Obirek 2016-03-10
  4. Magog 2016-03-11
WP Twitter Auto Publish Powered By : XYZScripts.com