2016-03-26.

Rembrandt – średniowieczny lichwiarz. Chrześcijańskie prawa zabraniały pożyczania pieniędzy na procent, był to główny powód, dla którego Żydzi zdominowali sektor finansowy i dla którego w miastach, w których działali powstały pierwsze banki.
Antysemityzm jest wyzwiskiem, antysemitów już dawno nie ma, żyjemy w świecie humanistów stających zawsze w obronie słabszego, broniących praw człowieka, walczących o pokój. Co do mnie, czasem nazywam tych humanistów antysemitami, obrońcami odwiecznego zabobonu. Mogę być oczywiście w błędzie, może mi się tylko wydawać, że kierują się prymitywną nienawiścią, oszukując samych siebie i próbując oszukać nas.
Biorąc pod mikroskop współczesnego antysemitę nie bronię Izraela, bronię siebie, bronię mojego rozumienia humanizmu, bronię logiki, bronię racjonalizmu. Pojęcia, które miały służyć obronie humanistycznych wartości, zostały ukradzione i zaprzęgnięte do rydwanu łajdaków. Wcześniej, kiedy nie można było już dłużej oskarżać o zbrodnię bycia demokratą, tyrani przebrali się za demokratów. Zaczęli urządzać oszukańcze wybory, tylko ukradkiem mordować oponentów, terroryzować wyborców i ogłaszać światu, że zdobyli pełne poparcie swojego społeczeństwa. Zaczęli głosić również wolność słowa, nacjonalizując media, pakując dziennikarzy do więzień, czasem decydując się na skrytobójstwo, zaczęli uchwalać piękne konstytucje, tworzyć parlamenty, które jednogłośnie uchwalają prawa, jakich życzą sobie dyktatorzy. Te kraje mają więźniów sumienia, ludzi skazanych (często torturowanych i zabijanych), których jedyną winą było pisanie lub mówienie.
Ponad pół wieku temu powstała piękna organizacja, która miała bronić wyłącznie więźniów sumienia. Tę organizację też ukradziono i broni teraz różnych rzeczy, ale najmniej czasu ma dla więźniów sumienia i wyjątkowo często broni ludzi, którzy walczą o swoje idee zbrojnie i są całkowitym przeciwieństwem więźniów sumienia.
Czy antysemityzm zszedł ze sceny wraz z wyzwoleniem Auschwitz? Możemy powiedzieć, że przestał być modny. Zniknęli dumni antysemici, otwarcie przyznający się do swojego antysemityzmu i twierdzący, że antysemityzm ma podstawy naukowe, że jest filarem racjonalistycznego myślenia, a świat stanie się akceptowalny dopiero po ostatecznej likwidacji całej żydowskiej rasy.
Intelektualne mody są ważne, więc od czasu wyzwolenia nazistowskich obozów zagłady antysemityzmu się nie nosi. Antysemityzm może być bielizną, ale w żadnym przypadku nie należy go uważać za eleganckie wdzianko, w którym można brylować na salonach. Antysemitów nie ma, słowo antysemita stało się wyzwiskiem.
A co z antysyjonizmem? Co z tymi, którzy uważają Izrael za jądro ciemności, którzy zaczynają dzień od pytania: „Czy wolno krytykować Izrael”, a dementowanie ich ewidentnych kłamstw uważają za cenzurę i ograniczanie wolności słowa? Albo co z tymi którzy podziwiają Hezbollah zapowiadający anihilację Izraela i jego ludności, Iran, którego władcy mówią to samo i zaopatrują Hezbollah w środki zagłady? Z co z tymi, którzy rzekomo żyją współczuciem dla Palestyńczyków, ale tylko dla tych, którzy nazywają terroryzm szlachetnym słowem „opór”?
Ciekawy problem, czy i kiedy można powiedzieć, że określenie antysemityzm nie jest wyzwiskiem, kiedy jest rzetelnym opisem postawy ukrywającej odwieczny zabobon Żyda – diabła, Żyda porywającego chrześcijańskie dzieci na macę, Żyda zatruwającego studnie, Żyda winnego zarazy, suszy, powodzi?
No tak, to było wczoraj, dziś mamy Żyda rzekomo mordującego z premedytacją palestyńskie dzieci, Żyda winnego ludobójstwa, budującego obozy koncentracyjne, państwo apartheidu, Żyda zagrażającego pokojowi świata i spiskującego przeciwko nam wszystkim.
W którym momencie owa „krytyka Izraela” okazuje się starym dobrym znajomym, jednym z najstarszych utrwalanym przez religie i pseudoracjonalizm przesądem, usprawiedliwiającym nienawiść, wzywającym do mordowania Żydów i usprawiedliwiającym mordowanie Żydów?
Papież Franciszek i prezydent Barack Obama w dość podobny sposób uznali, że antysyjonizm jest nadal antysemityzmem. Obama w bardzo interesującym wywiadzie dla „The Atlantic”z 21 maja 2015 roku informował, że jest świadom, iż ludzie negujący prawo Izraela do istnienia są antysemitami, ale przekonywał, że nawet antysemici są racjonalni i warto im dać wszystko czego chcą (tak tego nie powiedział, ale wydźwięk jego słów był dość jednoznaczny, szczególnie, że dał natychmiast do zrozumienia, że jeśli do kogoś ma urazę, to nie jest to irański Wielki Przywódca, ani stary terrorysta Abbas, ale utrudniający terrorystom zadanie premier Izraela). Żydzi broniący swojego życia wydają się być obrazą ludzkości.
President Obama: The Middle East Interview
In an interview, the U.S. president ties his legacy to a pact with Tehran, argues ISIS is not winning, warns Saudi Arabia not to pursue a nuclear-weapons program, and anguishes about Israel.
Mniej więcej w tym samym czasie, kiedy Obama półgębkiem uznał, że zapowiadanie wymordowania wszystkich Izraelczyków może być w jakiś sposób antysemityzmem, papież Franciszek w rozmowie z portugalskim dziennikarzem Henrique Cymermanem powiedział wprost „Ktokolwiek nie uznaje żydowskiego narodu i żydowskiego państwa, podpada pod kategorię antysemityzmu.” Niespełna dwa tygodnie wcześniej papież spotkał się z „prezydentem” Abbasem, ale tę opinię zachował na skromniejszą okazję wywiadu dla małoznaczącego dziennikarza z małoznaczącej portugalskiej gazety. Watykan zapowiedział uznanie państwa Palestyna, nie oczekując, by państwo Palestyna zmieniło swoje logo w kształcie mapy Palestyny bez Izraela.
Czy zarówno w przypadku Obamy, jak i papieża mamy do czynienia z antysemitami, którzy zaledwie udają, że porzucili niesławny zabobon?
Pewnie nie jest to takie proste, jednak prezydent Obama przez dwie kadencje swojej prezydentury „zabiega o pokój” starannie wystrzegając się dostrzegania palestyńskiego terroryzmu, ignorując deklaracje i działania Hamasu, deklaracje Iranu, gloryfikowanie terrorystów przez Abbasa, opłacanie przez niego morderców i ich rodzin, podżeganie do nienawiści w prowadzonych na terenie Autonomii Palestyńskiej szkołach ONZ, nie wspominając o działalności instytucji religijnych.
Wspomniany tu wywiad dla „The Atlantic” wart jest uważnego przestudiowania. Deklarowane w tym wywiadzie gwarancje bezpieczeństwa dla Izraela są puste, a solidne poparcie dla tych, którzy otwarcie dążą do ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej, jest udekorowane gołąbkami pokoju i licznymi gałązkami oliwnymi.
Naiwność, czy znak czasu? Czy tę „pokojową politykę” mamy oddzielić od poglądów współpracowników i doradców amerykańskiego prezydenta? Czy ma ona coś wspólnego z duchem panującym w mediach, gdzie Izrael jest traktowany jako jądro ciemności, jako państwo częściej i okrutniej łamiące prawa człowieka niż Iran, Arabia Saudyjska, Rosja, Korea Północna, Pakistan, Turcja, Sudan czy Chiny?
Czy świat uwziął się na Izrael, czy Izrael istotnie jest państwem apartheidu, państwem ludobójczym, państwem dyskryminującym mniejszości religijne i etniczne, kolonialistą i państwem podżegaczem wojennym?
Przegląd rezolucji ONZ nie pozostawia żadnych wątpliwości, nie ma na świecie niczego gorszego od Izraelitów. Odbiorca wiadomości, tych docierających z mediów, ze stempelkiem rzetelności, otrzymuje porcję płaczu po już pomordowanych i dyskretnego żalu, że pozostali jeszcze żyją, chociaż są tacy sami, lub jeszcze gorsi jak ci, co mordowali ich przodków.
Możemy się zastanawiać czy poziom antysemityzmu jest wyższy wśród dziennikarzy, czy w społeczeństwie jako całości, ale jak wiadomo antysemitów nie ma ani w mediach, ani w społeczeństwie. Ciekawe byłyby badania nad niechęcią do Żydów w różnych grupach wiekowych. Dzieci, których poglądy odzwierciedlają nieskrępowaną atmosferę rodzinną, zapewne ujawniłyby najwyższy poziom tego, co tradycyjnie nazywano czystym antysemityzmem. Jednak już w okolicach gimnazjum pojawia się „współczucie”, przekonanie, że należy stanąć w obronie słabszego, wiedza, że najbardziej pokrzywdzeni na świecie są męczeni przez Żydów Palestyńczycy, a Palestyńczycy to Abbas i Hamas (o innych nie słyszeli, a kiedy im się o tych innych Palestyńczykach mówi, budzą się demony gniewu, podejrzenia, że ktoś próbuje ich oszukać, naruszyć święty dogmat). Na kolejnych szczeblach struktury wieku i wykształcenia wyrafinowanie osiąga coraz większą doskonałość i odwieczna niechęć do Żydów zmienia się stopniowo w szczerozłoty humanizm obrońców praw człowieka.
Kościoły chrześcijańskie porzuciły tradycyjny chrześcijański antyjudaizm, walczą również z antysemityzmem i podtrzymują swoją starą tradycję humanistycznym antysyjonizmem, broniąc się przed wątpliwościami powtarzanym do znudzenia pytaniem, „czy wolno krytykować Izrael”.
Chwilami można się zastanawiać, czy uczciwy, śledzący prasę czytelnik ma możliwość ucieczki? Ilość informacji o Izraelu, które są wypaczone, tendencyjne, czy wręcz otwarcie kłamliwe, a które są powielane przez media i organizacje cieszące się renomą uczciwości i rzetelności, nie daje zwykłemu czytelnikowi wielkich szans. W miarę upływu lat Holocaust przestaje budzić grozę, a obłąkany przesąd, który był jego ideologicznym fundamentem, ponownie umacnia się w społecznej mentalności. Kolejne roczniki polityków odkrywają zalety dyskretnego odwołania do odwiecznego zabobonu. Wyborcy dobrze reagują na przypomnienie, że jest ktoś winny wszystkich naszych niepowodzeń. Kapłani, artyści i intelektualiści uczą się sztuki unikania zarzutu antysemityzmu i przekazywania dowodów wierności wobec starych irracjonalnych przesądów.
Ciekawe, skąd bierze się siła tej nienawiści? Chrześcijanie i muzułmanie przekonują nas z niewinnymi minami, że przecież antyjudaizm jest starszy niż ich religie, że już starożytni Rzymianie, że Egipcjanie, że Babilończycy, że chrześcijaństwo zaledwie kroczyło bitym traktem wytyczonym przez innych, a muzułmanie zapewniają, że dołączyli do zacnego obyczaju innowierców, chociaż dla nich to nie ma znaczenia, bo przecież sam Allah powiedział, że Żydzi to potomkowie małp i świń, a w dniu Sądu Ostatecznego dobije się tych, którzy jeszcze będą żyli.
Jeszcze ciekawsze wydają się koszty trwającego przez tysiąclecia zabobonu. Bo nienawiść do Żydów kosztuje, jest mordercza dla swoich nosicieli, nie tylko odczłowiecza, nie tylko utrudnia racjonalne myślenie i poszukiwanie skutecznych rozwiązań rzeczywistych problemów, ale za irracjonalne kroki podyktowane nienawiścią przodkom płacą późniejsze generacje.
Ekonomista, profesor Luigi Pascali, z University of Warwick przeprowadził badania nad miastami włoskimi porównując późniejszy rozwój tych, z których w początkach XVI wieku wygnano Żydów z tymi, w których poziom nienawiści był na tyle niższy, że pozwolono im mieszkać i działać dalej. Prześladowania Żydów miały miejsce głównie na południu Włoch i różnice w rozwoju ekonomicznym widzimy do dnia dzisiejszego. Możemy się oczywiście zastanawiać, jak silnie zaważył właśnie ten czynnik. Argumentacja profesora Pascali jest jednak interesująca. Otóż twierdzi on w opublikowanej na łamach The Review of Economics and Statistics pracy, że te różnice spowodowane są opóźnieniem rozwoju systemu kredytowego i że do dnia dzisiejszego miasta, z których w średniowieczu wygnano Żydów, mają słabszy system bankowy, obserwuje się tam brak nawyków i umiejętności korzystania z kredytów. Zdaniem tego uczonego Żydzi, którym nie wolno było posiadać ziemi, dawali rolnikom kredyty pod zbiory, przyczyniając się do gospodarczego rozwoju. Jego rozważania są bardzo interesujące i wpisują się w pewną tradycję badań historyków gospodarki, którzy niejednokrotnie obserwowali, że prześladowania innowierców (w tym oczywiście Żydów) nieodmiennie kończyły się długim zastojem gospodarczym, zahamowaniem procesu urbanizacji i rozwoju handlu, jak również powrotem do gospodarki opartej na pracy przymusowej. Żydów można było wymordować, wygnać lub zamknąć w gettach i pozbawić środków do życia, ale nigdy nie przynosiło to obiecywanego złotego świtu. Żydzi byli na przestrzeni dziejów doskonałym kozłem ofiarnym, ale rabunek ich mienia i rozkosz bezkarnego mordowania nigdzie i nigdy nie prowadziły ani do społecznej sprawiedliwości, ani do społecznego rozwoju.
(Nawiasem mówiąc, ciekawe jak się te teorie mają do historii Polski? Czy nie jest tak, że historia naszego kraju wręcz przeczy tym związkom? Zwycięstwo Kontrreformacji i systemu politycznego opartego na szlachcie folwarcznej, prowadziło do prześladowań innowierców, spowodowało gwałtowne zahamowanie rozwoju miast i oparcie gospodarki na pracy przymusowej chłopów pańszczyźnianych. W dwieście lat po śmierci Zygmunta Augusta Polska zniknęła z mapy Europy. Obecność Żydów niczego tu nie zmieniała, rozwój rynku zablokowany był przez stawkę na pracę niewolniczą. Żydzi przydawali się do obwiniania za niepowodzenia i niedolę zniewolonych. Nic dziwnego, że nienawiść do Żydów obok Kościoła propagowała głównie szlachta i inteligencja pochodzenia szlacheckiego.)
Ta prawidłowość dotycząca związków między religijną tolerancją i rozwojem jest widoczna tak w krajach chrześcijańskich, jak i muzułmańskich. Mamy tu również efekt błędnego koła – im dłuższa i silniejsza tradycja nietolerancji, tym łatwiejszy powrót po przerwie. Mordercze ekscesy mogą budzić jakieś wyrzuty sumienia przynajmniej części społeczeństwa, ale nieodmiennie po kilku dziesiątkach lat powraca pokusa wykorzystania starego zabobonu jako środka uśmierzającego frustracje spowodowane zacofaniem i kulturową impotencją.
W siedemdziesiąt lat po zakończeniu drugiej wojny światowej antysemityzm powrócił z nową mocą ale oczywiście nie chce wychodzić na scenę pod starym szyldem. Gniewa się, obraża za nazwanie go antysemityzmem, jest rozdarty między irytacją, że ktokolwiek zauważa stary zabobon w ich wspaniałym nowym humanizmie i równocześnie gorączkowo poszukuje podbudowujących nienawiść „żydowskich zbrodni”.
Bodaj najdoskonalszym badaczem nowego antysemityzmu jest Tuvia Tenenbom, amerykański Żyd, urodzony w rodzinie niemieckich Żydów w Izraelu, tłusty świński blondyn z niebieskimi oczyma, który bez trudu może się wtopić w tłum w niemieckiej piwiarni. Tenenbom jeździł przez wiele miesięcy po Niemczech, przeprowadzał wywiady i prezentuje dowody.
Antysemitów nie spotkał. Dziewięciu na dziesięciu niemieckich rozmówców ma jednak poglądy antysemickie. Gdyby ich zapytać, czy są antysemitami, zakrzyczeliby rozmówcę pieniąc się z oburzenia i złości, ale kiedy zyska się ich zaufanie, niemal wszyscy powtarzają mantrę o Żydach rządzących światem, o żydowskich pieniądzach, o kontrolowanych przez Żydów bankach, o żydowskich spiskach.
„Niemcy mają obsesję na temat Żydów. Dlaczego znają nazwiska izraelskiego premiera, ministra obrony, ministra spraw zagranicznych, ale nie znają nazwisk własnych ministrów? Dlaczego wiedzą wszystko o Izraelu? Kiedy pytam o Czeczenię, która w końcu jest bliżej niż Izrael, nie mają żadnej odpowiedzi.”
Spałem w pokoju Hitlera jest książką, która opowiada o dzisiejszych niemieckich antysemitach. A co z naszymi? Spotykamy ich w pociągu, w Internecie, w sklepie, czytamy ich artykuły i słuchamy ich zapewnień, jak bardzo nie mają nic wspólnego z antysemityzmem.
Pod wykładem profesora prawa międzynarodowego o podstawach prawnych powstania państwa Izrael, o tym co mówi prawo międzynarodowe w kwestii granic, o nieporozumieniach w kwestii legalności i nielegalności tzw. osiedli, zdenerwowany czytelnik pisze:
„Geobbels by się nie powstydził. Zero wspomnienia o tym że Żydzi zalali ten teren przez 50 lat i mając zaplecze militarno-ekonomicznie , po prostu podbili te tereny, czyniąc tubylców podludźmi. Drogi tylko dla rasy panów (zamykane dla podludzi gdy nadczłowiek jedzie ) , jeden wielki kompleks obozów koncentracyjnych ( jeszcze nie zagłady ) aparthaid.”
Oczywiście ten czytelnik nie osiąga wyżyn muzułmańskiego antyjudaizmu, w którym można się nie obawiać wyśmiania twierdząc publicznie, że Żydzi wycinają Palestyńczykom organy, którymi potem handlują na międzynarodowych rynkach, że preparują nawozy, żeby Arabowie byli bezpłodni, że wysyłają rekiny, żeby atakowały turystów, albo (jedna z najnowszych historii), że zasłanianie twarzy przez kobiety to stary żydowski obyczaj, który nie ma nic wspólnego z islamem i został przeniesiony z judaizmu. Czasem tych naszych broniących praw człowieka humanistów kusi zapożyczony z krajów muzułmańskich pomysł, że Islamskie Państwo to produkt izraelskiego wywiadu, albo że atak na WWT przeprowadzili Izraelici.
Jak każdy autor z ciekawością obserwuję reakcje na moją książkę. Przygotowujący się do matury uczeń liceum pisze:
Otworzył mi Pan oczy w kwestii rozmiarów kłamstw rozpowszechnianych nt. konfliktu arabsko-izraelskiego. Tzn. już wcześniej zdawałem sobie sprawę z tego, że sposób, w jaki relacjonowany jest owy konflikt w prasie zachodniej głównego nurtu, nie zasługuje na miano rzetelności; jednak nadal zdumiały mnie liczby podane w kontekście omyłek „New York
Times”, albo rezolucji ONZ potępiających Izrael i inne państwa.
Z drugiego krańca Polski równie młoda czytelniczka wyraża żal, że ta książka to rzeczywistość, a nie Science Fiction. Związany z Frondą bloger napisał recenzję pod tytułem Izrael bez winy. On jest innego zdanie, jest przekonany, że to jednak jest Science Fiction.
Autor tej recenzji nie zniża się do szczegółów, do faktów. Powtarza za Günterem Grassem pytanie, „czy wolno krytykować Izrael”. (Na to pytanie jest odpowiedź w mojej książce – kłamstwo to nie krytyka, to utrwalanie odczłowieczającego zabobonu. Nie należy tego robić w imię ukochanego Kościoła, nie należy tego robić w imię nienawiści do Ameryki, kapitalizmu, kolonializmu, udając, że broni się praw człowieka.) On nie odpowiada na pytanie, czy Izrael rzeczywiście jest państwem apartheidu, czy Gaza rzeczywiście jest obozem koncentracyjnym, czy Izrael rzeczywiście prowadzi czystkę etniczną. Twierdzi, że przecież Izrael musi być winny, chociaż nie kryje swojej równie rasistowskiej niechęci do Arabów. Antysemitą jednak nie jest, skądże znowu. Po prostu nie zniżając się do konkretu informuje:
„Jeśli humanizm ten znaczy dla autora Wszystkich win Izraela prawo do mordowania dzieci nienarodzonych (zwane czasem aborcją), jeśli na okładce książki rekomendacji udziela Stanisław Obirek, natomiast autorytetami dla autora są Julian Tuwim (bynajmniej nie w dziedzinie poezji) i Tadeusz Kotarbiński, to nie mam więcej pytań.”
Cóż, o problemach aborcji akurat w tej książce nie piszę (pisałem o tym w książce W grzechu poczęci – wiara i seks we współczesnym świecie), w tej zatrzymałem się przy analizach krytyk Izraela, apelując do czytelników zaledwie o sprawdzanie faktów (również tych podawanych przeze mnie, bo przecież mogę się mylić).
Wyrafinowany, wolny od antysemityzmu antyisraelski humanizm nie wyraża zgody na sprawdzanie. Poszukuje wszędzie win Izraela, tak potrzebnych do podtrzymania tradycji. Inny autor, zapewniający mnie, że nie jest antysemitą reaguje gniewem na stwierdzenie, że konflikt palestyńsko-arabski bez pomocy świata zapewne by już wygasł. Miałem na myśli utworzenie specjalnej agencji ONZ – UNRWA, która od dziesiątków lat podtrzymuje problem palestyńskich uchodźców, miałem na myśli zmuszenie Izraela do prowadzenia rozmów pokojowych z Arafatem i uznania organizacji terrorystycznej mającej na celu likwidację Izraela za partnera pokojowego, miałem na myśli to, że jedyny prawdziwy postęp na drodze do pokoju w konflikcie izraelsko-arabskim to zawarte za plecami Amerykanów traktaty z Egiptem i z Jordanią, miałem na myśli wiele innych spraw zasługujących na dyskusję. Nie będący antysemitą obrońca praw człowieka nie zamierzał jednak pytać, co miałem na myśli. odpowiedział krótko i treściwie:
„Bez zainteresowania świata Izrael po prostu by wyrżnął Palestyńczyków i tyle.”
Skąd to przekonanie? Z pewnością nie ma ono nic wspólnego z antysemityzmem, nie należy tego również wiązać z jakimiś uprzedzeniami, ze starym jak świat zabobonem, żyjemy przecież w nowym wspaniałym racjonalnym świecie, w którym żadnych antysemitów już nie ma.
P.S. Tragiczny zamach na lotnisku w Bruseli ma również swoje nie-antysemickie akcenty. Wyrazy wspóczucia dla ofiar terroryzmu płyną ze wszystkich krajów świata, interesujący incydent odnotowała telewizja belkijska – na miejscu zamachu ludzie palą świece, kładą flagi swoich państw. Na filmie kobieta w hidżabie niszczy flagę izraelską, ale nikt, albsolutnie nikt, z ogromnego tłumu ludzi nie reaguje.
Andrzej Koraszewski

Proszę Pana – jest coraz lepiej. W Polsce jest coraz mniej antysemitów, chociaż pojawili się za to „judeosceptycy”). I ileż to razy słyszałem życzliwą ocenę różnych Żydów: – To Żyd, ale bardzo porządny człowiek.
Na Izrael od dawna nie napadają terroryści tylko bojownicy (podobnie to bojownicy czeczeńscy a nie terroryści porwali swego czasu dwie Polki, które przywiozły pomoc humanitarną dla Czeczenów, ale przecież już po paru tygodniach wypuścili je – i to bez okupu).
Ciekawe że nikt z krytyków Żydów i Izraela nie powołuje się na jakieś badania genetyczne – toż to byłoby dopiero osiągnięcie medyczne gdyby wreszcie udało się zlokalizować ten gen wredności.
Z większością stawianych przez Pana tez trudno się nie zgodzić.
Jednak chyba lepiej byłoby porozdzielać pewne obszary dla czytelności tematu. Np. antysemityzm, przepraszam za wyrażenie, intelektualny od tego, który występuje w bieżącej polityce, bo najczęściej nie mają one ze sobą nic wspólnego, choć owszem – wzajem czerpią ze swoich zasobów.
Polityka to bieżący najczęściej interes i od wyobraźni ją prowadzących zależy stopień wykorzystania tkwiących w umysłach ludzkich uprzedzeń.
Ma pan rację, mają ją także ci, którzy widzą antysemityzm już w starożytności, ale dla rzetelności badawczej wypadałoby napomknąć o jego źródłach. Żydzi w drugiej fazie budowy swego państwa i religii – „fazie mojżeszowej” stanowili pewien problem, bo byli rzeczywiście wyjątkowi. Nie jest przecież przypadkiem, że Rzymianie, którzy ochoczo wstawiali cudzych bogów (swoich tak naprawdę nie mieli) do panteonu, Żydów ledwie tolerowali i to za spore pieniądze. W odróżnieniu od abrahamowego, monoteizm mojżeszowy odrzucał możliwość istnienia innych bóstw, a więc i oddawania im czci, to zaś Rzymianie traktowali jako przejaw nielojalności wobec państwa.
Kiedy Nabonid przemyśliwał nad reformą religii babilońskiej (wcale mu się nie dziwię, mieć ponad 3 tysiące bóstw do obsłużenia to prawdziwy dramat) spotykał się z rabinami i wysłuchiwał ich propozycji, a nawet ponoć się ku nim skłaniał. Warstwa kapłańska, zagrożona w swych żywotnych interesach odpłaciła mu zdradą na rzecz Persów, co warto pamiętać kiedy się mówi o roli religii w państwie, także i dziś.
Itd.itd.
Co zaś do współczesności to pomija Pan jeszcze jedno zjawisko. Antysemityzm w wielu środowiskach już przestał być obciążeniem. Coraz więcej młodych ludzi ani się go nie wstydzi, ani nie uważa nazwania ich antysemitami za piętnujące. Ich liczba rośnie.
Zwracałem kilka razy uwagę na jedną z przyczyn tego zjawiska. Jedną, nie jedyną.
Otóż na temat antysemityzmu i jego historii nie ma właściwie rzetelnej dyskusji. Jest wojna. Albo my ich albo oni nas. A wojna prowadzi zawsze do wynaturzeń, do wypaczeń, nigdy nie osiąga się zwycięstwa prawdy przez wojnę. Taka jej uroda.
Mam zwyczaj zawsze najpierw szukać winy po swojej stronie, potem dopiero u przeciwnika, ale ta stara metoda, wpojona mi w dzieciństwie właściwie dziś już nie funkcjonuje.
Walczący z antysemityzmem też popełniają czasem tak szkolne błędy, że odnoszą skutek odwrotny od zamierzonego.
Prosty przykład: pokazuje pan film. „Kobieta niszczy flagę”. Zapewniam Pana, że 80% ludzi nie zobaczy tam tego. Ja też nie widzę. Widzę kobietę, która składa w kosteczkę flagę Izraela i chowa ją pod flagę, którą sama przyniosła. Fil nie jest na tyle czytelny by stanowczo twierdzić, że niszczy.
Oczywiście – jej intencje są czytelne i zgodne z tym o czym Pan pisze, ale ten drobiażdżek potrafi (proszę mi wierzyć) odwrócić całą sprawę. „O, znowu oszukują, kłamią…itd.” I – punkt dla nich.
Kiedyś opisywałem zbiór ilustracji antysemickich pewnej pani z USA. Wśród nich ze zdumieniem zobaczyłem kilka, których w żadnym przypadku nikt normalny za antysemickie by nie uznał. Co jest antysemickiego w tym, że Żyd – kupiec bławatny – stoi za straganem, a obok piękna dziewczyna cieszy się, bo narzeczony kupił jej fartuszek? Co jest antysemickiego w obrazku przechadzających się Żydów w uzdrowisku w obecnych Mariańskich Łaźniach?
Co jest antysemickiego w ilustracji, na której w szeregu rekrutów mustrowanych przez kaprala jest dwóch chłopaków wyglądających na Żydów (na ogólną liczbę kilkunastu)?
Przecież skoro Żydzi byli częścią tych społeczeństw, to normalne jest, że występują na obrazkach rodzajowych. Na żadnym ze wspomnianych nie było stawiania Żyda w pozycji uwłaczającej, ot – był bo był. Tak jak inni.
A jednak ta pani uznała je za antysemickie. Długo szukałem klucza do jej sposobu myślenia i nie znalazłem. Chętnie przyjąłbym pomoc w tym względzie.
Proszę mi wierzyć, że takie „przegięcia” odnoszą tylko jeden skutek. „Żydzi przesadzają z tym antysemityzmem” – to najłagodniejsza reakcja. Ale od niej się zaczyna kierunek myślenia, który diabli wiedzą dokąd młodego człowieka doprowadzi.
I jeszcze jedna rzecz. Izrael to kraj niewielki, Żydzi to naród niezbyt liczny. Dla mniej myślącego człowieka może rzeczywiście pachnieć „tajemnicą” dlaczego tak nieliczny naród reprezentowany jest tak licznie w instytucjach budzących taka zwykłą ludzką zawiść. Nie pofatyguje się przecież ktoś taki z poczytaniem i zrozumieniem, że jest to wynik warunków życia i sytuacji, które stworzyła społeczność nieżydowska. Tak jest zawsze i to nie tylko w stosunku do Żydów. Całe społeczności ludzkie, ich rola i sposób życia są najczęściej wynikiem zbiegu tych okoliczności, których nie stworzyli sami, ale ich otoczenie. Z Żydami jest podobnie. Wskazał pan co sprawiło, że zajęli się np. finansami. Nie tylko to. Pisałem kiedyś o prawnym usytuowaniu Żydów w Polsce w okresie ich imigracji nad Wisłę, usytuowaniu pomyślanym jako przywilej. To naszym książętom zależało, bytu przyjeżdżali. Uprawnienia kahałów, ich podległość bezpośrednio pod księcia, nie zmieniana przez wieki z czasem zmieniła się w przekleństwo, bo otoczenie prawne się zmieniało, a ta sytuacja nie. Efektem była lojalność Żydów wobec władcy, jaki by nie był, nawet obcy, a nie wobec współobywateli Polaków. Ale to przecież wina (jeśli w ogóle mówić o tym w kategorii winy) naszego sejmu, że nikt nie reformował sytuacji prawnej Żydów , mimo że wszystko inne dookoła się zmieniało i z czasem następował rozziew interesów tych dwóch grup ludzi. To naprawdę jest łatwe do wypunktowania, nie żadna tam wielka zagadka.
Antysemityzm wciąż czeka na poważną dyskusję na swój temat. Czy się doczeka? Ja już nie wierzę.
@j.Luk – Mój ojciec (żyd) pokazał mi kiedyś we Wiedniu, w szkole, którą ukończył, tablicę pamiątkową. Tam byli absolwenci tej szkółki – nobliści. Też żydzi. Nie znam jednak żadnego żydowskiego noblisty ze wschodniego sztetla. Jakiś malarz, albo inny skrzypek na dachu, ale Wiedeń, to był wtedy taki nasz europejski Nowy Jork i tam mogło wylęgnąć się wszystko. Bo taki „melting pot”, jest jak mityczna pierwotna „zupka”, w której poczęło się życie.
.
@j.Luk – Twoje komentarze lubię, nie żeby wszystko było po mojej myśli, ale zawsze się czegoś dowiaduję, A JESZCZE NIE WSZYSTKO ZARAZ ZAPOMINAM. Jak w tej chwili o caps locku, bo czytałem coś na boku.
.
Te głupoty żydowskie, co je studiuję z równym zajęciem jak ichnie mądrości, są jednak czasem zabawne. Jak np. ten facio w Telawiwie, co mu z przed nosa ucieka autobus, i on za odjeżdżającym wrzeszczy : antysemitaaa!
.
Aha, jeszcze do Autora:
słowa coraz częściej tracą swe, jeszcze wczoraj uznawane znaczenie. Należy do nich, m. in. czasownik „krytykować”. Obecnie oznacza on obrzucanie kłamstwem, najchętniej bardzo śmierdzącym. Może będziemy musieli wylansować jakieś nowe słowo, oznaczające normalną krytykę?
@J.Łuk – Uprzedzenia wobec Żydów wałkowane są w setkach, jeśli nie w tysiącach książek. Jak powiadała moja znajoma, gdyby ich już nie było wielbilibyśmy ich, ale nie możemy ścierpieć, że nadal są. Żydzi opisali starożytną barbarię lepiej niż inni, bo pisali, a nie kuli w kamieniu (ale przez to łatwiej ją kojarzyć z nimi niż z innymi, chociaż była dość powszechna), byli dziwaczni, bo byli listonoszami między cywilizacjami (nie z wyboru, a jako ludzie mieszkający w korytarzu i wywożeni na roboty do miejsc, gdzie się coś działo), wyprodukowali ten piekielny monoteizm, ale nikogo nie chcieli nawracać. Świadomie i z premedytacją podsycany antyjudaizm to dopiero chrześcijaństwo. Gdzieś od trzeciego wieku antyjudaizm staje się instrumentem politycznym, ważnym narzędziem integracji wspólnoty religijnej. Czy warto cofać się wcześniej? To zależy co się pisze i co kogo interesuje. Zjawisko ciekawe, możemy się cofać daleko, jako że wyjście z Afryki to już był pierwszy krok przez tamte tereny.
Historyczne osobliwości, które zadecydowały o nieustającym odróżnianiu się, są fascynujące, ale powraca jako czynnik szczególnie ważny powszechna oświata. Weźmy przedwojenne polskie miasteczko, wszyscy żydowscy chłopcy czytają i piszą (często w dwóch lub trzech językach) , a wokół morze analfabetyzmu, to wiek XX, a przecież podobnie (a raczej gorzej) było w XV i wcześniej. Ludzie książki są potrzebni, ale muszą irytować, ludzie finansów niezbywalni, ale kto kocha ludzi finansów. Jeśli dodać do tego kilka innych czynników plus grę polityczną, możemy powiedzieć, że sprawa jest zrozumiała. Równocześnie irracjonalizm antagonizmu bijący w oczy. Jego szkodliwość również.
Osobny problem to walka z tymi uprzedzeniami. To działka władców, ministerstw oświaty. Publicysta jest zaledwie obserwatorem. Może przekonać kilka osób. Czy pokazanie filmu jest kontrproduktywne? To zależy, co się produkuje. W tym konkretnym przypadku ja osobiście widzę bardzo wyraźnie, darcie na strzępy (prawdopodobnie papierowej) flagi. Kto powiedział, że wszyscy muszą widzieć to samo? Fakt, kobieta stoi tyłem, widzimy ruchy rąk. Nie w tym rzecz, spory o to, kiedy mamy do czynienia z demonstracją nienawiści (dyskryminacją) do chwili wpakowania komuś kuli w głowę, czy noża w brzuch, są bardzo interesujące, ale nieodmiennie narażone na dość dowolne interpretacje (a jak wiadomo i zamachy bywają przedmiotem odważnych interpretacji). Problem pozostaje, czyli czy jesteśmy świadkami ponownego rozbudzenia upiora, czy nie? Mam wrażenie, że tu akurat się zgadzamy.
@koraszewski oczywiście, że się zgodzimy. Upiór się budzi, a morze analfabetyzmu, o którym pan pisze, znów występuje z brzegów i zalewa nasze łąki.
Przykład z flagą dałem po to, by pokazać możliwości „odwracania kota ogonem”, na co trzeba być uczulonym i samemu najpierw poszukać ew. punktów do zaczepki, łatwiej wtedy się wojuje.
Przeczytałem recenzję blogera, któremu nie podoba się moja rekomendacja (tzn. fakt, że ja rekomenduję). Odnotowuję jedno zdanie: „Zrozumiałym jest fakt, że radykalizacja islamskiego przekazu polityczno-religijnego jest głównym punktem zapalnym, widocznym również w Europie pośród tak zwanych uchodźców, będących w dużej mierze jednak religijnymi misjonarzami”. To tak jakby kolejne fale polskich emigrantów poczynając od XIX wieku postrzegać jako katolickich misjonarzy.
Wartość poznawcza takich „recenzji” jest żadna i nie warto się nimi przejmować bo ich autorzy traktują rzeczywistość (również książki) jako pretekst do rozwijania własnych fantazji.