2016-04-06. Dopóki dla „naszego” kretyna będziemy bardziej pobłażliwi od „ich” kretyna; dopóki nie zrozumiemy, że ten „nasz” kretyn szkodzi nam bardziej od ich najwybitniejszego stratega; dopóki istnienia „ich” Pawłowiczówny nie będziemy uważali za usprawiedliwienie istnienia jakiejś „naszej” idiotki – dopóty nie będziemy mieli z nimi szans. Cios, zadany absolutnie czystą ręką jest bolesny i skuteczny. Zadany brudną – łatwo odparować. (Zastępca)
1 min czytania
06.04.2016
3

Ciekawe, czy autor ma na myśli idiotyczną ustawkę w kościołach i potem skandalicznie, beznadziejnie głupi występ w tvn24 tej z czerwonym serduszkiem na głowie?
Ciepło, ciepło…
Cave me, Domine, ab amico, ab inimico vero me ipse cavebo, nawet jeśli przyjaciółka ma czewone serduszko na główce, a przed nią bieży baranek, a nad nią lata motylek…. A propos baranka i w ogóle baranków i owieczek: nie sprzyjam durnocie, ale uczciwie przyznaję, nie raz trawiło mnie, czy wierny może JAKKOLWIEK zareagować, gdy z ambony leją się trudne do wytrzymania już androny, potwarze, agitacje polityczne etc. Nie wiem, czy jest prawdą, że w kościołach Europy Zachodniej (rzymskich? protestanckich?) wierni mogą krytycznie przerwać kazanie, a nawet podjąć polemikę. Nawet gdyby byłą to prawda nie miałbym pewności, czy to dobre roziązanie. Ale nie wiem też, jak to się dzieje, że z tych 98% (czy okolicy) nikt nigdy i w żaden sposób nie reaguje. Czy oznacza to, że z ambony można powiedzieć absolutnie bezkranie absolutnie wszystko? Dochodzę do wniosku, że tak. I nie dlatego, że obecni się z tym zgdzają, rozumieją i przyjmują. Moim skromnym dlatego, że wielu z obecnych obchodzi to tyle, co zeszłoroczne zbiory manioku w Zairze. Nurtuje mnie, co by się stało, gdyby w dzień odczytywania sławetnego listu w kościołach pojawiła się BARDZO zauważalnie mniejsza liczba wiernych. Albo wpływy z tacy byłyby BARDZO zauważalnie zmniejszone. Na to się chyba jednak w najbliższej przyszłości nie zanosi, choć patrząc na Irlandię….