Piosenka pod tym tytułem podobała mi się na tyle, że pamiętam ją do dziś, ale tym razem nie zamierzam się nad nią rozrzewniać.
Wyjaśnienie zapożyczenia tytułu poniżej.
Po miesiącach jak najbardziej uprawnionego oburzenia na sposób sprawowania władzy przez ekipę „dobrej zmiany”, po ulicznych demonstracjach, które jakoś nie zrobiły specjalnego wrażenia na rządzących, po licznych awanturach także na forum międzynarodowym, które jak widać po sondażach zamiast zniechęcać wyborców do PiS przyciągają doń nowych zwolenników, przyszedł już chyba moment, by wszystkim zatroskanym o los Ojczyzny opresjonowanej przez wewnętrznego okupanta zadać proste pytanie: co ty jej możesz dać?
Nie – jeśli nie PiS to kto, ale jeśli nie to co oni – to co?
Hasła państwa prawa i podobne jak widać nie okazały się zbyt nośne (a może tylko zostały źle podane) dla na tyle licznej grupy wyborców, by zakon jarosławistów musiał martwić się o swoje jutro.
Ze strony opozycji, chodzącej w gruncie rzeczy na pasku Kaczyńskiego, bo jedynie reagującej na jego posunięcia i nic poza tym, nie słyszymy żadnej propozycji, która mogłaby zmienić w sposób istotny stan rzeczy, co do którego zgadzamy się, że szkodzi wszystkim, tak krajowi jako całości jak i pojedynczym obywatelom.
Na dodatek ta opozycja okazała się bezpłodna jak muł w sytuacji, gdy potrzebne było działanie rzeczowe i merytoryczne, a nie jedynie protest.
Nie wymyśliła niczego.
Starania o utworzenie tzw. szerokiej koalicji poległy JUŻ po dwóch dniach zachwytu nad samymi sobą.
Kiedy wydawało się, że szeroki front na naszych oczach staje się faktem i wszyscy zjednoczą się pod skrzydłami KOD, partia, w której wielu pokładało swe nadzieje – PO – wyłamała się z ogólnego chóru, ponieważ nowa jakość w postaci wspólnego frontu mogłaby zagrozić pozycji niejednego zawodowego działacza, a to przecież jest dla niego groźniejsze, niż stuletnie rządy partii Kaczyńskiego.
Błąd polegał na tym, że rozmowy o wspólnym froncie rozpoczęto od pogaduszek o przyszłych listach wyborczych, o ich ustalaniu i decydowaniu o miejscach na nich – jednym słowem – od pierdółek drugorzędnych w obecnej sytuacji. Pierdółek, bo tym są te „ustalenia” w sytuacji gdy na wygranie jakichkolwiek wyborów szanse są mniejsze, niż moje w operze i balecie.
Są zaś tak małe, bo zapomniano o jednym „drobiazgu”. O tym mianowicie, że wybory wygrywa się pozyskując głosy wyborców.
Ten „szczegół” umknął uwadze polityków zagubionych w labiryntach rywalizacji wewnątrzpartyjnej, która trwa w najlepsze pomimo niebezpieczeństwa grożącego im z zewnątrz. Przypomina to jelenie spadające ze skały, które nie zwracają uwagi na to co się z nimi dzieje i zawzięcie bodące się rogami przekonane, że zwycięzca ma zagwarantowane przewodnictwo stada.
Zagwarantowane ma zaś jedynie twarde lądowanie, nic więcej.
Gdyby dziś tzw. suweren zapytał: co mi dasz bym na ciebie zagłosował, przeciętny polityczny jeleń stanąłby zdumiony. Może nawet nie zrozumiałby pytania.
Logika partyjna tak daleko już odleciała od rzeczywistości, że nawet bym mu się nie dziwił.
Możemy się zżymać na fakt, że dla większości wyborców istotne cechy demokratycznego państwa prawa są abstrakcją. Nie zmienimy jednak tego, że to jest FAKT. A przytomny człowiek z faktami się liczy.
I tu powraca znów pytanie: co możesz jej – Ojczyźnie pełnej wyborców takich jakimi są – dać, by ktoś zechciał zagłosować na ciebie?
Czy jakakolwiek opozycja jest dziś w stanie najpierw stworzyć jakiś choćby podstawowy rejestr posunięć, które trafią do przekonania wyborcy?
Program 500+ i planowana budowa mieszkań choć mocno przypomina nam PRL i niewątpliwie uzależnia ludzi od władzy, jednak do wyborców trafia.
Czym to przelicytować?
Wiele razy na SO i gdzie indziej rozmawialiśmy o takich propozycjach. Szczerze mówiąc, nie wychodziło nam to najlepiej. Konkretów było mało, prawie wcale, bo my też daliśmy się nieco otumanić walce kogutów uważając je zupełnie bezpodstawnie za byki klasy krajowej i w tej walce widząc sens polityki.
Coś tam jednak w tych naszych dyskusjach pobrzmiewało. Gdyby sobie przypomnieć co, może zebrałby się jaki taki pakiet.
Czy wystarczająco atrakcyjny dla wyborcy? Osobiście trochę wątpię, ale z drugiej strony – próbować trzeba.
Jednego czego jestem pewien to tego, że potrzebny jest nie program naprawiania szkód po PiS, a program wstrząsowy, zmieniający wiele, bardzo wiele także w stosunku do tego co było przed objęciem władzy przez barbarzyńców.
I jeśli ktoś się waha i zaczyna kalkulować (a czy to się da? a czy nam się to opłaca?) to lepiej żeby w ogóle się za to nie zabierał. Dziś opozycji nie wystarczą programy kosmetyczne.
Dziś – paradoksalnie – jest najlepszy moment, by postawić na ostrzu noża tematy unikane, wstydliwie przemilczywane, dając wyborcy gwarancję ich załatwienia i to z jego korzyścią.
To ostatnie należy podkreślać stale i wciąż, aż do znudzenia.
Michał Leszczyński wielokrotnie podnosił np. problem stosunków między państwem a Kościołem.
Co stoi na przeszkodzie (oprócz wrodzonego tchórzostwa) by postawić sprawę jasno i radykalnie – pełny, zgodny z Konstytucją rozdział Kościoła od państwa ze wszelkimi tego konsekwencjami.
Wycofanie nauczania religii ze szkół (oszczędności w setkach milionów – to trafia do wyobraźni), uregulowanie spraw majątkowych Kościoła itd. Przypomnę, że przed wojną katolicka w deklaracjach Polska potrafiła np. wprowadzić limit posiadanej przez Kościół ziemi.
Znajdzie się dziś taki odważny? Nie? No to o czym tu gadać?
Dofinansowywanie Kościoła w ramach ochrony zabytków – pełna zgoda, ale pod warunkiem dostępności do nich ludzi spoza KK. Dziś jest tak, że wiele bibliotek (jasnogórska) i archiwów kościelnych jest zamkniętych przed badaczami świeckimi, a pieniądze i tak tam idą.
Zniesienie PIT. To jest coś co trafiłoby do wyobraźni każdego, jako że przynajmniej połowa rodaków ma alergię na urzędowe papierki, a problemy występujące przy zdarzających się pomyłkach są na tyle uciążliwe, ze niemal wszyscy odetchnęliby z ulgą.
Wprawdzie tu, na SO ktoś mówił, że „nie jest to takie proste”, ale jakoś zapomniał wyjaśnić dlaczego. Nie bo nie. A jednak – jeśli nie – to prosiłbym o wyjaśnienie dlaczego PIT jest tak niezbędny. A warto to sobie wyjaśnić, bo to hasło może być bardziej chwytliwe niż wiele, wiele innych.
Senat jako izba samorządowa, co proponowałem już niejeden raz ma większy sens, niż to czym jest obecnie. Konieczna jest do tego zmiana Konstytucji (bądź poprawka do niej)? No, a dlaczegóżby nie?
Ten kształt senatu ma jedną wadę – uwalnia go całkowicie spod kurateli bossów partyjnych, wątpliwe więc by zechcieli ten pomysł poprzeć. Tak jak i zakaz startu w wyborach samorządowych członków jakichkolwiek partii politycznych.
Obywatele jednak może daliby się przekonać, że w ten sposób zwiększy się ich realny wpływ na stanowienia prawa i tym samym na politykę państwa. Poczucie braku tego wpływu jest jednym z powodów kiepskiej frekwencji wyborczej w Polsce, to nie ulega wątpliwości.
Obsada stanowisk zgodnie z posiadanymi kompetencjami – kolejna nasza bolączka. Wprawdzie takiej dezynwoltury w tym względzie jak za PiS jeszcze nie oglądaliśmy, ale nie oszukujmy się – robili tak dotąd wszyscy, kwestia tylko skali.
To nie jest takie trudne do opanowania, można wypracować w tym względzie szybko jasne i proste przepisy, problem tylko czy politycy się na to zgodzą? Nie zgodzą się? No to niech wychwalają PiS łaskawie nam rządzący. Nic innego im nie pozostało.
A to jest także temat, z którym łatwo trafić do ludzi.
Nie zabieram głosu w sprawie programów socjalnych bo się na tym nie znam (na finansowaniu), ale jakąś odpowiedź na program 500+ wypadałoby znaleźć. Bez tego nie ma o czym marzyć.
Edukacja. Temat średnio bezpieczny, ale część wyborców można tym przyciągnąć. Sprawdzony przez 200 lat system, że nauczyciel jest urzędnikiem państwowym, a za tym idzie szczególna jego ochrona nie przekona wszystkich zainteresowanych pracą w tej branży, ale temat ruszyć trzeba, bo – szczerze mówiąc – mało gdzie jest tyle patologii ile spowodowała Karta Nauczyciela.
Dlatego jeśli mówić o jej zniesieniu (a bez tego nie mamy co marzyć o poprawie polskiej edukacji) to tylko w kontekście nowego statusu nauczycieli i korzyści z niego płynących. To złagodzi ból i pomoże przekonać przynajmniej część tego środowiska.
Temat dla zbiorowej wyobraźni – likwidacja marnotrawstwa publicznych pieniędzy. Nikt mnie nie przekona, że trzeba utrzymywać taki nowotwór jak NFZ przeżerający nieprawdopodobne sumy na własne utrzymanie w sytuacji gdy brak jest pieniędzy na najprostsze czasem leczenie. Zmiany obiecywał PiS i dobrze byłoby go w tym ubiec tym bardziej, że zachodzi obawa o wymyślenie przezeń czegoś jeszcze głupszego.
Dlaczego dotowany przez budżet ZUS ma 3% na budowę „szklanych domów”? Przecież to jest chore, co widać gołym okiem. 3% od kolosalnych pieniędzy, które tam się przelewają to sumy, z którymi niejeden oddział nie wie co zrobić, a zrobić musi, bo mu „przepadną”. No i wymyśla wydatki takie, że łysemu włosy stają dęba na głowie.
Zmniejszony odpis po pierwsze pozwoli zaoszczędzić sporo grosza, a poza tym wyborcy dość powszechnie nie lubią ZUS więc każdy prztyczek mu zaaplikowany spotka się z niewątpliwym aplauzem szerokiej publiczności.
Takich marnotrawców jest więcej i dobrze byłoby temu tematowi poświęcić nieco czasu i uwagi, bo to jeden z tych, na które można liczyć w walce o serca i umysły obywateli.
Mecenat. Coś kompletnie niezrozumiałego dla przeciętnego polityka, a co jest warunkiem szybszego rozwoju w wielu dziedzinach życia. Nie żadne tam cieniutkie pseudoodpisy od podatku, ale rzeczywiste dla sponsorów kultury, badań naukowych i innych inicjatyw społecznych.
To się musi opłacać mecenasowi, ale to jest też warunek jakościowej zmiany w dziedzinach, które były i są w Polsce niedowartościowane, a które wpływają znacząco na jakość życia, szczególnie jeśli rozumiemy przez nie coś więcej, niż schabowego z kapustą.
Takich pomysłów może być cała masa. Paszport jako jedyny dokument tożsamości. Drobiazg? Nie całkiem, szczególnie gdy co i rusz ktoś nam wymyśla nowe wzory dowodów i to nie wiadomo po co.
Korpus urzędników państwowych, niezależna od polityki prokuratura, reorganizacja pracy sądów w celu przyspieszenia rozpatrywanych spraw (rzecz dotykająca bezpośrednio wielu ludzi), gwarancja nienaruszalności własności prywatnej pod żadnym pretekstem, wymóg publicznego lobbingu (rzecz cenna dla wrażliwych rodaków) itd. itd.
Dlaczego nikt nie chce stworzyć jednego spójnego programu i powiedzieć politykom: bierzecie? Predestynowany do tej roli na dziś byłby np. KOD.
W razie odpowiedzi odmownej, należy wskazać politykom dowolnie wybrane drzewo, na które mogą spadać.
Wszelkie rozmowy o wspólnych listach wyborczych bez zaakceptowania wspólnego, atrakcyjnego dla wyborcy programu są stratą czasu i energii. Gorzej – są łudzeniem ludzi, że komuś jeszcze na nich zależy.
A ludzie jakoś coraz bardziej sceptyczni i mniej podatni na wzniosłe słowa.
Pytają krótko i konkretnie: no powiedz co nam możesz dać?
Jerzy Łukaszewski



Podczas czytania pierwszych akapitów pytanie mi się nasunęło takie: Czy, zdaniem autora, mamy zaproponować coś atrakcyjniejszego od oferty PiS, czyli ściemę nową, czyli nowy mit? No ale po co? Po to tylko, by zdobyć władzę? Robi to właśnie PiS. Na szczęście w dalszej części tekstu są konkretne propozycje, które mi w większości odpowiadają. Zwłaszcza postulat świeckiego państwa (nie uważam, jak np. Aleksander Hall, że o klęsce PO zadecydowało jej przesunięcie na lewo). Propozycje pana Jerzego mają taki minus, że przekonanie do nich wyborców potrwa dłużej niż jedna kadencja i łatwo do nich przyczepić łatkę liberalizmu (słusznie, co akurat mi się podoba). No i nie zrealizuje ich ruch społeczny, jak KOD. To zadanie dla partii jednak. Ale warto. Jako swoją propozycję dorzuciłbym programowe odżegnanie się od historycznych sporów typu: Piłsudski czy Dmowski, PZPR czy Solidarność, opozycjonista czy tajny współpracownik. Koniec z lustracją naturalnie też.
Podstawowym elementem programu za którym jestem w stanie oddać głos jest świeckie państwo i wszystko co się z tym hasłem wiąże. To jest niezbędny warunek kroku następnego – liberalnej demokracji. Za tym w kolejności idzie reforma edukacji. Programowa oczywiście. Przesuwanie szkół i klas nie ma żadnego sensu. Bez tych fundamentów żadne drobne reformy nic nie pomogą.
Nie mam jednak złudzeń, na taki program w dającej się przewidzieć przyszłości nie ma w Polsce żadnych szans.
Z tego co słychać KOD zapowiadał dyskusję o tym co proponuje Autor. Wiele postulatów zgłaszanych na SO i pierwszych miesiącach KOD na jego stronach Facebookowych jest podobnych lub analogicznych. Do propozycji, które zgłosił Autor dodałbym:
– powołanie Urzędu Ochrony Konstytucji jako służby specjalnej podległej wyłącznie Trybunałowi Konstytucyjnemu, z uprawnieniami do wkraczania w w działalność Sejmu, Senatu, i wszelkich innych władz w Polsce w przypadku zagrożenia łamania lub naruszania Konstytucji, łącznie z prawem naruszania immunitetu parlamentarzystów, pod kontrolą sadów.
– prawną konieczność wielowymiarowej demokracji wewnętrznej , w każdej legalnie działającej partii politycznej,
– materialną odpowiedzialność urzędników za skutki ich decyzji,
– debiurokratyzację gospodarki na styku z aparatem państwowym,
– zmiana modelu edukacji dzieci i młodzieży w kierunku budowy kapitału społecznego, czyli narzecz umiejętności współpracy zespołowej i budowania zaufania,
– permanentna oświata dla dorosłych dotyczących standardów demokratycznych.
Ja też wciąż słyszę o dyskusjach. Szczegóły zresztą panowie potraficie wyartykułować lepiej ode mnie. Tym razem jednak chodzi mi o postawienie sprawy przed politykami jasno, wyraźnie i bez niedomówień: zrobisz to? I tylko na podstawie odpowiedzi mogę podjąć decyzję o głosowaniu.
Polecam art. p. Jacka Parola. Też mam już dość jako wyborca całego tego ble ble ble i „wyższych konieczności”.
Nie widzę w sejmie żadnej sensownej opozycji mogącej (i chcącej) naprawdę coś zmienić. Gdzie mam jej szukać?
Oprócz KOD nie ma na razie żadnej innej płaszczyzny gdzie można by „przepytać polityków” i z miejsca banować za wykrętne odpowiedzi.
chodzi mi o postawienie sprawy przed politykami jasno
.
Przykro mi to powiedzieć, ale to jest nierealistyczny idealizm. To jakby oczekiwać od niezbyt lotnego studenta, żeby samodzielnie napisał pracę naukową. No niby cud się może zdarzyć. Ale praktyka mówi, ze takie cuda się nie zdarzają.
.
Można błagać, można prosić, ale osobnicy rozmiaru obecnych czołowych polskich polityków raczej się nie zdobędą na samodzielne rozwiązanie skomplikowanego problemu „co robić w trudnej sytuacji”. Moim zdaniem odpowiedz jest dość prosta. Trzeba jasno stawiać sprawy, bo niewiele więcej pozostało do zrobienia. Po pierwsze warto wreszcie jasno powiedzieć, ze szef PiSu to wariat. (Dowody widoczne gołym okiem: facet od lat boi się wyjść z domu bez zbrojnej obstawy Nie ma żadnych zainteresowań, nie prowadzi życia osobistego. Jedyne, co robi, to obsesyjnie knuje.) Taki człowiek z bronią w reku jest niebezpieczny dla otoczenia. Nie ma co się bawić w grzeczności i tego nie mówić, bo i tak niedługo po szczycie NATO zaczną się aresztowania. Można oczywiście dać się aresztować grzecznie i kulturalnie, nie używając „takich argumentów”, ale grzeczność niewiele zmieni. Równie dobrze można ją powiesić na kołku.
.
Druga sprawa to oczywiście przyznanie się do bycia kombinatorem i kunktatorem. Debilizm polegał na chronieniu bandytów przed odpowiedzialnością. Warto by wyjaśnić przed własnym aresztowaniem, dlaczego tak się stało? Dlaczego Tusk i Kopacz nie pofatygowali się na głosowania? Dlaczego nie rozliczono śmierci Blidy? Jest ostatnia chwila, żeby to zrobić odrobinę wiarygodnie. Te same wyjaśnienia składane po aresztowaniu będą wyglądały jak nieudolna obrona.
.
Ja myślę, ze idą czasy wiezień, pobić, nieznanych sprawców, i długoletnich wyroków za nic. Za jakiś czas pojawia się nowi bohaterowie i cala zabawa zacznie się od początku.
W stabilnym PRL stale przedstawiano jakieś postulaty, aż pokazało się wyjaśnienie , co to są te postulaty.
Postulaty to są marzenia które spełnione zostaną po stu latach.
Panie Jerzy, tekst ze wszech miar słuszny ale mam obawy czy kogokolwiek dalej niż SO zainteresuje.
Człowiek to taka istota która chce aby otoczenie coś dla niego zrobiło.
Ludzie są jak dzieci wymagające stałej troski. Jeśli mają papu, zabawki i mało obowiązków to są szczęśliwi.
Nie każdy może być ojcem narodu i nie każdy chce.
Każdy chce mieć opiekuńczego ojca, ten w niebiesiech jest najdoskonalszy, mylę się?
J.Luku. – obejrzyj sobie piramidę Abrahama Maslowa. Myślę, że w niej jest schowany klucz do sukcesu politycznego jaki odniósł PiS. Jeśli ktoś piętnuje społeczną nieodpowiedzialność ludzi, którzy glosowali na PiS – to znaczy, że czym prędzej powinien puknąć się w łepetynę czymś ciężkim. Dla ilustracji – proponuję prześledzić dzietność Polek w Zjednoczonym Królestwie i wyciągnąć wnioski.
Nasi politycy „prodemokratyczni” już się tak wyindywidualizowali z rozentuzjazmowanego tłumu – że przenieśli się na planetę miejsc na listach i nominacji partyjnych. I tak na prawdę mają Nas w dooopie. I mam nadzieję, że tam zostaną – z naszym i swoim pożytkiem.
Zapewniam Cię, J.Luku, że KOD zmierza na tę samą planetę – popatrz na zdjęcia z manifestacji i dokładnie się przypatrz mowie ciała Pana Kijowskiego. Oraz Jego otoczeniu. Jeżeli szef KOD’u deklaruje niechęć do przedterminowych wyborów to tym samym przyklepuje zgodę na to wszystko, co robi z tym kraikiem PREZES WSZYSTKICH PREZESÓW. Przed nami
lata Smuty.
Lata stawiania piramidy potrzeb na głowie – zaowocowały bUlem tejże.
Pozdrawiam
Ze wszystkimi się zgadzam, ale – co w takim razie dalej? Dlaczego milcząca większość w ogóle ma chodzić do wyborów? Dlaczego dziwimy się słabej frekwencji?
KOD został tu przywołany jako przykład, bo on na razie jest obywatelski, a niczego innego nie widać.
Ergo: czy nie trzeba będzie czekać na nowe inicjatywy polityczne i czy one w ogóle są możliwe?
Jeśli nie to ja ogłaszam niepodległość mojej wyspy na rzece Kaczej przy ujściu do Bałtyku.
HHEEHEHEHEHEH – J.Luku – jak uczy historia okresem największej prosperity dla zwykłych ludzi zamieszkujących obszar między Odrą a Bugiem + Kresy……. – był okres rozbiorowy. Trzeba było obcych władców, żeby ogromna rzesza pańszczyźnianych niewolników zyskała podmiotowość. To ja też poproszę o tradycyjne włączenie Gdańska do Zachodu. Nie mam nic przeciwko imigrantom, część pieniędzy zarabiam w euro, szprecham i inglezam w stopniu wystarczającym….. – co mi tam. Mogę zostać poddanym Frau Merkel. Postulowałbym jednak wydzielić jakiś obszar na Księstwo Kacze gdzie mogliby zamieszkać Prawdziwi Polacy z Prezesem na czele. Oczywista – broń bobrze na Twojej wyspie. Jako polak (z małej litery) i przedstawiciel gorszego sortu genetycznego – aż tak Ci źle nie życzę…..:-) Każdy polak powinien dostać swój statystyczny kawałek Ojczyzny…i zagłosować nogami…….Chyba tylko takie głosowanie ma jeszcze sens w tym kaczym pierdzidołku….:-)
Pozdrawiam
Jestem przekonana, że po tym, jak Polską rozchwiał PIS, bardzo istotne dla elektoratu będzie uszczelnienie mechanizmów demokracji. Bałagan w państwie, niepokój i straty w gospodarce, rosnące poczucie niesprawiedliwości w dystrybucji dóbr i poniżenia przez „władzę” będą sprzyjać poważniejszemu niż dawniej patrzeniu obywateli na politykę. Moim zdaniem najistotniejsze są:
1. Samoograniczenie polityków. Duże apanaże, ulgi, immunitety – to wszystko oddziela polityków od zwykłych ludzi, to sprawia że obie strony uważają posłowanie za „żłób” a posłowie niesłusznie są „nietykalni”. Również środki przekazywane przez państwo partiom politycznym powinny być skromniejsze. Popularność w dobie telewizji i internetu budować można pracą w parlamencie lub we własnych środowiskach, nie jest konieczne wyrzucanie publicznych pieniędzy na kampanijne gadżety.
2. Wspomożenie mechanizmów stanowienia dobrego prawa. Szereg projektów ustaw nadaje się obecnie wyłącznie do kosza, powinno się zwiększyć rolę zespołów ekspertów w pracy nad projektami ustaw i w ich opiniowaniu, zanim trafią pod obrady Sejmu.
3. Wspomożenie władzy wykonawczej: szereg decyzji gospodarczych domaga się dogłębnej dyskusji (bezpartyjnych) profesjonalistów, których zespoły powinny mieć większą rangę. Oddawanie decyzji w ręce ministrów-polityków często nie mających żadnej wiedzy kierunkowej, to dramatyczny i kosztowny błąd.
4. Ochrona porządku prawnego – „zamrożenie” aktualnego brzmienia Konstytucji RP i ukonstytuowania Trybunału Konstytucyjnego na 2 kadencje – w celu uspokojenia dyskusji, i doprowadzenia do tego, by ewentualne zmiany podejmowano z rozmysłem i większym doświadczeniem.
5. Ochrona demokracji
– wyposażenie TK w instrumenty badania i orzekania o zachowaniu bądź złamaniu zasad demokracji.
– przywrócenie równości wszystkich podmiotów wobec prawa, a w szczególności uchylenie wszystkich aktów prawnych nadających szczególne prawa i przywileje kościołom i związkom wyznaniowym. Pełny rozdział kościoła od państwa.
6. Ochrona trójpodziału władzy – uchylenie wszystkich decyzji Sejmu RP oraz rozporządzeń ministerialnych burzących porządek prawny wypracowany w trakcie minionych 26,5 lat po transformacji ustrojowej. Prokuratura niezależna od polityków! Niezawisłe sądownictwo!!!
7. Senat powinien pełnić istotną rolę i skupiać ludzi doświadczonych (senex!) a nie trzydziestolatków jak to się obecnie zdarza, ludzi ci nie powinni startować w barwach jakichkolwiek partii, ani też być przez partie wspierani. Jest to miejsce dla osób z dorobkiem, znanych w swoich środowiskach, cieszących się szczególną estymą.
8. W wyborach samorządowych nie powinno być list partyjnych.
9. Urzędnicy państwowi i samorządowi powinni być wyłaniani w drodze konkursów, z wymaganiem wysokich kwalifikacji. Powinna się wykształcić wyspecjalizowana kadra urzędnicza wolna od lęku przed politycznymi naciskami i roszadami.
10. Konieczna jest reforma szkolnictwa: programy powinny być nastawione na rzetelną wiedzę z obszaru nauki (nie religii!!!), współpracę, umiejętności interpersonalne, umiejętności przydatne we współczesnym świecie.
No i nareszcie mamy Nowy Wspaniały Program którym pokonamy PIS w wyborach !
Zaczęło się nawet fajnie czyli od wprowadzenia panstwa jednoznacznie świeckiego, czyli zerwania Konkordatu ale potem autor pojechał nawet nie po bandzie, ale po odwrotnej stronie rollercoastera.
Po pierwsze, zaproponował zniesienie PIT ( chociaż nie zaproponował aby najpierw wypróbowac to np na IRS w USA lub na szczurach. Dziwne jednak że nie zaproponował likwidacji CIT i VAT, akcyzy i ceł oraz podatku od nieruchomosci i uzytkowania wieczystego ?
Po drugie , zaproponował likwidacje NFZ ( chociaż zapomniał zaproponować płatnika który zapłaci nam za lekarza, pielegniarkę, rezonans magnetyczny, i zaawansowane leki na nowotwory oraz hospicja)
Po trzecie zapropnował likwidację funduszu 3 % na inwestycje ZUS i tu popełnił bład. Najlepiej przeciez w ogóle zlikwidowac ZUS i emerytury, renty i inne bismarkowskie idiotyzmy. Przeciez każdy obywatel moze sobie odłozyć fortune na starośc i przenieśc sie do Kalkutty, a jak tego nie zrobi to sam sobie winien . Może także jak już będzie zdychał, pojechac jako uchodzca do jakiegos zamożnego kraju w Unii, który fundnie mu zasiłek socjalny , nieprawdaż ?
Ja osobiście chciałbym dodac do tych wspaniałych superultraliberalnych pomysłow, projekt całkowitej likwidacji ograniczen szybkosci samochodów i motocykli na autostradach drogach i ulicach, Zastanawiam sie jednak czy nie nalezy zlikwidowac także swiateł na skrzyżowaniach i zasady ruchu prawostronnego oraz Kodeksu Drogowego.
Myśle że wystarczy to obiecac suwerenowi i mamy zwycięstwo w nowych wyborach z większościa konstytucyjna.
Problem w polskiej polityce i pewnie szerzej w życiu publicznym jest zapewne taki, ze obecna klasa polityczna i managerska (te dwie się przekrywają) traktuje politykę i zarządzanie jako grę interesów. Prawdziwa dobra zmiana mogłaby polegać na tym, ze klasy zarządzające zaczną spostrzegać swoją rolę jako służbę. Oczywiście służbę nie za darmo, ale jednak służbę. Wydaje mi się, ze popularność Biedronia bierze się właśnie stąd, ze on tak definiuje swoją rolę.
.
Czy prawdopodobna jest zmiana wizji i zmiana paradygmatu wśród obecnych polityków? Jak na razie niewiele wydaje się na to wskazywać. Jak na razie KOD i politycy wydaja się przekonywać potencjalnych wyborców, ze ich interes jest różny od interesu prezesa. Jak na razie takie przekonywanie nie działa.
.
Wyborcy nie wierzą politykom. Wyborcy poszli za PiSem nie dlatego, ze PiS im służy, ale dlatego, ze PiS im płaci. Potrzeba kogoś, kto będzie służył i w ten sposób zdobędzie wiarygodność. To dość długa droga. To nie jest droga na skróty.
.
Jak zwykle w Polsce, droga na skróty do władzy będzie prowadzić przez więzienie. To jest marnotrawny sposób tworzenia elit. Tak się zmienia władzę w Afryce, a nie w Europie. Ale cóż, polskie społeczeństwo mentalnie należy do Trzeciego Świata. Wiec będzie stosować takie metody wyłaniania elit, skoro nie nauczyło się metod bardziej cywilizowanych.
Kazdy dobry biznesman działający w cywilizowanym kraju wie, ze klucz do zyskownego biznesu zaczyna się od pytania „komu mogę służyć i w jaki sposób?” Biznesy, które służą same sobie, upadają. Politycy powinni zadawać sobie podobne pytania.
.
Oczywiście można podać przykłady biznesów, które działają głównie na swoje potrzeby. Często są to mafie. Mafia nie służy, mafia wymusza. Aczkolwiek czasami mafia służy zamiast policji albo sadów, jeśli takowych nie ma albo są skorumpowane. Tak bywa w Ameryce Łacińskiej. Wygląda na to, ze w Polsce klasa polityczna tak właśnie definiuje swoją rolę. Polska klasa polityczna dba o własny interes na co dzień, i stara się dokonać oszustwa raz na cztery lata. Wygląda na to, ze ten model się wyczerpał. A w każdym razie doznał poważnego uszczerbku, którego przegrani politycy jak na razie nie zauważyli. Paradoks polega na tym, ze wygrana strona to jeszcze gorsza mafia. Wyborcy jak na razie tego nie przyjmują do wiadomości. Pytanie, czy kiedykolwiek przyjmą, skoro nie mają innych wzorów.
A co by się stało gdyby wprowadzić realnie zamordyzm oświecony..
vide Singapur.
O, trutnie mu się nie podobają.
Mnie też. Ale trudno z trutniami. Dużo ich. I jak spróbować wygnać, zjednoczą się. I okaże się, że te różne skróty, tak stare jak i nowocześniejsze, to jeden zwarty rój z jakimiś poupychanymi po kątach pszczółkami i razem zbiorą się i zażądlą ludzi. No bo przecież nie mają wyboru. Miodek albo śmierć.
Prawdziwym ratunkiem dla Kraju jest Wielka Rotacja. Odmiana gry w Muzykalne Krzesło. Wszystkie grupy trutni (od SLD do KRK, bez wyjątku) dnia 31 grudnia obowiązkowo zmieniają przynależność. Nie będzie więc bratobójczej walki, bo każdy truteń będzie miał gwarancję do pozostania przy miodku, nie będzie męki ze zmianą idei, bo i tak te wszystkie ideologie to czysta fikcja, a będzie trochę zamieszania na górze, więc kto wie, może i zwykli ludzie coś tu uszczkną. No proszę pomyśleć: abp Głódź nauczy się na pamięć przemówień Leszka Millera a posłanka Pawłowicz będzie domagać się obcinania 75% pensji prezesów. Wszystko zostanie jak jest, ale przynajmniej cyrk będzie miał nowy i śmieszniejszy program.
Zdobywanie popularności jest łatwe. Nowoczesne narzędzia pozwalają sondować na bieżąco nastroje społeczne w odniesieniu do wybranych zagadnień. Wystarczy śledzić trendy, aby stać się skutecznym populistą. Do tego sprawny zespół propagandzistów i wygrana w kieszeni. Jedyna trudność wiąże się z odbiciem w lustrze – jak je znieść, gdy już się zwycięży…
@kolarz nie do końca odczytał pan tak jak napisałem, ale niech będzie 🙂
Proponowałem nieco obciąć te 3% bo (i to jest fakt) ZUS ma z nimi problem. Serio. TRZEBA to wydać, a oni nie zawsze mają na co.
Po drugie to nie tylko moje propozycje, zebrałem to co się na SO ukazywało.
No i co? Okazuje się, że nie mamy z czym iść do ludzi. Wypadałoby więc pogodzić się z rzeczywistością, nieprawdaż? Nie? A dlaczego? Jakieś propozycje?