Miotam się pomiędzy chwilami zwątpienia a przekonaniem, że coś trzeba koniecznie zrobić. Pewnie nie ja jeden. Część z nas zajmuje się pracą, domem, ogrodem — w wolnych chwilach siadając do wiadomości, by dowiedzieć się, co od wczoraj wieczór spieprzyła drużyna dobrej zmiany. Część z nas — tak, jak ja — angażuje się w różne inicjatywy, projekty czy organizacje społeczne… by z czasem zorientować się, że w zasadzie nic się nie udało zrobić.
Do teraz byłem przekonany, że żaden abstrakcyjny motyw, niebędący bezpośrednio elementem życia Polaków nie ma szans na wywołanie masowego protestu przeciwko politycznym chuliganom.
Ani Trybunał Konstytucyjny (nie wiadomo, czym się tak do końca zajmują za dużą kasę…), ani Telewizja Narodowa, (kto dziś ogląda telewizję…), ani skok na spółki państwowe (kradli, kradną i będą kradli i jedni i drudzy…) nie poruszają najprostszych ludzi na tyle, by do końca zaangażowali swój czas i energię.
Co innego sprawy obyczajowe lub socjalne. Program 500,+ przedstawiany przez ludzi myślących schematami jako proste wytłumaczenie na sprzedajność części społeczeństwa za pięćset złotych, zadziałał tak jak miał zadziałać. Daje wyniki w postaci słupków poparcia, bo przekłada się bezpośrednio na nasze życie. To żadne prawdy objawione. Tak samo (tylko negatywnie) zareaguje społeczeństwo na bezpośrednie straty wynikające z dobrej zmiany. Pokazał to masowy spontaniczny protest zorganizowany przez dziewuchy dziewuchom na pierwsze kontrolowane przecieki o majstrowaniu przy ustawach antyaborcyjnych.
Dlatego nie staniemy jako Naród w obronie demokracji rozumianej, jako zbiór abstrakcyjnych praw i obowiązków. Dlatego żadna forma protestu w obronie Trybunału Konstytucyjnego, łamania prawa przez Prezydenta czy Premier nie spowodują powstania naszego Majdanu.
Pisze to, aby ludziom zaangażowanym w obronę demokracji, szczególnie tym z gorącymi głowami i brakiem cierpliwości uświadomić, że nie nadszedł jeszcze czas na masowe protesty.
Na masowe protesty jeszcze nie, ale może na masowy ruch w obronie naszej obecności w Unii Europejskiej już tak.
Nie zgadzam się ja — i wiem, że nie zgadza się ogromna rzesza Polaków — na wypchnięcie nas z cywilizacji europejskiej przez małostkowych psujów i nieudaczników.
Nie zgadzam się, by kieszonkowy dyktator nieznający ani życia, ani świata urządzał mi Polskę według własnej PRL-owskiej pamięci tylko, dlatego że wtedy jeszcze świat rozumiał i nadążał za nim
Nie zgadzam się, by byli agenci, prokuratorzy stanu wojennego, donosiciele i kolaboranci władz komunistycznych oraz sowieccy agenci wpływu jawnie dziali na rzecz przeciągnięcia nas na powrót w sowiecką strefę wpływów.
Nie zgadzam się, by moje Państwo tolerowało bezkarność łysych, faszystowskich niedouczonych osiłków w narzucaniu terroru wobec ludzi o innym kolorze skóry lub orientacji.
Nie zgadzam się na odebranie nam bycia Europejczykami i Polakami jednocześnie.
Jacek Parol



I co pan w związku z tym proponuje?
Myślę, że tak źle nie będzie, aby trzeba było zakladać komitety obrony Polski poza jej terytorium, choć apetyty obecnie panującej partii narodowego prezesa są nieograniczone. Moim zdaniem po prostu wyłożą się na kasie i to zapewne szybciej niż nawet my się spodziewamy. Na pewno pomogłaby im w tym groźba przykręcenia dotacji z Unii, co nie jest wykluczone.
Czy to jest pomysł na ruch w obronie polskiej obecności w Unii Europejskiej? Ale „liderzy dobrej” zmiany są notorycznymi kłamcami, cynicznymi hipokrytami i nie przyznają wprost, że chcą Polexitu. Będą wszystko robić, żeby do Polexitu doszło ale są tchórzami i nie będą mieli odwagi wprost tego obwieścić! Będą kluczyć, konfabulować, kręcić motać a przede wszystkim wyśmiewać taki ruch.
Moim zdaniem najlepiej założyć partię polityczną „Lepsza zmiana” i odsunąć „dobrą zmianę” od władzy.
@Sławek
Odbyłem kilka rozmów z politykami Nowoczesnej. Jednym z pytań, jakie zadawałem było takie: „Program 500+ jest dla Polski szkodliwy, ale żeby wygrać wybory trzeba zaproponować 1000+. I co zrobi Nowoczesna?”. Nie dostałem odpowiedzi. Każda uczciwa partia stanie przed takim dylematem…
@ HAZELHARD
To 1000+ jest rozumowaniem błędnym. Gdyby było poprawne na świecie wygrywaliby ludzie, którzy składają obietnice bez pokrycia. Już się okazuje, że oprócz 500+ PiS nie zrealizuje innych populistycznych obietnic. Zwyczajnie nie ma na nie pieniędzy. Co więcej niejaki Morawiecki okazuje coraz bardziej „chciejem”. Składa wiele obietnic a jego „plan” składa się z pobożnych życzeń. Zakończy się kompromitacją na wielu polach. Uważni obserwatorzy od początku widzieli, ze ten z wykształcenia historyk, nie ma za sobą porządnej edukacji ekonomicznej. Bycie prezesem w banku zachodnim jest w istocie sprawowaniem funkcji nadzorcy pracowników, ale co to ma wspólnego z makroekonomią. Chorobliwe ego i ambicje większe od Mont Everestu raczej przeszkadzają dokonaniom realnym. Ale sen JK o cudzie gospodarczym w wykonaniu Morawieckiego jest korzystny, bo skraca perspektywę rządów PiS. Nie będzie cudów, będzie wieloaspektowy blamaż. Już w przyszłym roku zaczną się kłopoty z realizacja 500+. W rezultacie rozdawnictwo PiS skonfliktuje duże grupy społeczne, bo jest niesprawiedliwe nie tylko gospodarczo, ale także społecznie.
*
Wybory w Polsce wygrają ugrupowania, które zaproponują skuteczną odbudowę Polski po zniszczeniach, których dokonuje PiS. Już dziś nad takim programem naprawczym trzeba pracować – musi on naprawiać także zaniedbania po okresie 1989 -2015.