Piotr Stokłosa: Gra w bierki6 min czytania

()

1_maja_PRL2016-07-03.

Zamieszanie z Trybunałem Konstytucyjnym nauczyło obecną władzę jednego – zbyt gwałtowne działania wzbudza reakcję społeczeństwa. Przystępując do demontażu Trybunału PiS był przekonany, że opozycja będzie zszokowana przegranymi wyborami i, posługując się analogią czytelną dla większości Polaków, zanim się ustawi w obronie, uda się jej strzelić kolejną bramkę. Taktyka ta okazała się błędna – opozycja rzeczywiście przez pewien czas przecierała tylko oczy ze zdumienia, lecz nadspodziewanie szybko społeczeństwo zorganizowało się samo w postaci ruchu KOD.

Po siedmiu miesiącach sprawowania władzy PiS jest mądrzejszy o wspomniane doświadczenie i kolejne kroki wykonuje już z prędkością wskazówki minutowej, a nie sekundowej. Bo przecież patrząc na sekundnik gołym okiem dostrzegamy zmianę, czyli upływu czasu. Natomiast obserwując wskazówkę minutową możemy ulec wrażeniu, że stoi ona w miejscu. Ocena zmiany jest możliwa tylko poprzez porównanie dwóch stanów oddzielonych dłuższym okresem. Wtedy różnica staje się wyraźna i jednoznaczna. Ale dostrzeżenie tego wymaga pewnego zaangażowania, któremu przeciwstawia się mechanizm wyparcia – co z tego, że wskazówka się przesunęła, przecież widać, że jest nieruchoma. A może tylko mi się wydaje, że była kiedyś na innej pozycji? Wszak nic się nie zmieniło.

Taka taktyka rozrzedzania z pewnością będzie skuteczna również wobec protestów KOD-u. W przypadku stopniowego i systematycznego wprowadzania mało widocznych zmian trudno mobilizować społeczeństwo do kolejnych demonstracji – na przykład przeciwko rozbiciu pojedynczej instytucji, przeciwko zwolnieniu pojedynczej osoby, przeciwko niewielkiemu ograniczeniu wolności.

Mechanizm pełzającej zmiany zachodzi obecnie we wszystkich instytucjach podległych władzy państwowej. Nieustannie czytamy i słyszymy o dymisjach i przesunięciach w prokuraturach, o naciskach wywieranych na władzę sądowniczą, o zmianach w spółkach skarbu państwa. Większość społeczeństwa nie dostrzega tego powolnego ruchu, bo zwykle mało mamy do czynienia z tymi organami. Chyba, że na przykład są to media publiczne, takie jak Program Trzeci Polskiego Radia, który od lat ma miliony wiernych słuchaczy. Oni zauważają, że ni stąd ni zowąd odchodzi jakiś redaktor, jakaś audycja zmienia godziny nadawania a potem znika, w jej miejsce pojawia się nowy program i nowy redaktor.

Niby dalej możemy słuchać Manna, Strzyczkowskiego i Niedźwieckiego. Niby dalej „Salon polityczny” prowadzi redaktor Michniewicz. Wskazówka minutowa pełznie jednak równie niezauważalnie, jak nieubłaganie. Stopniowo zaczniemy więc przyzwyczajać się do nowych głosów, nowych sposobów formułowania myśli, do zmniejszającej się dawki autoironii i do zwiększonego dozowania postaw patriotyczno-historycznych.

Powolna, pełzająca zmiana zawiera w swojej taktyce jeszcze jeden element, który nazwałbym grą w bierki. Kto zna, od razu domyśli się o co chodzi – podnosimy ze stołu kolejne patyczki starając się nie poruszyć innych, bo to oznaczałoby konieczność oddania ruchu przeciwnikowi a w niekorzystnym scenariuszu – nawet przegraną. Zaczyna się więc od najłatwiejszych patyczków, leżących gdzieś z boku i oddalonych od pozostałych. Potem pojedynczo i delikatnie zdejmuje się te leżące na wierzchu. Najtrudniejsze zostawiamy na koniec. Odwrotna taktyka, polegająca na wyciąganiu najtrudniejszych bierek z dna stosu w celu szybkiego zwycięstwa (rozwiązania problemu) jest nieskuteczna, ponieważ powoduje poruszenie (wzburzenie) pozostałych elementów.

„Starzy” redaktorzy Trójkowi są takimi trudnymi bierkami. Dziś jeszcze nikt nie ma odwagi ruszyć Mana czy Niedźwiedzkiego, bo to mogłoby spowodować masowe protesty innych bierek, które w obliczu wyraźnego zagrożenia byłyby bardziej skłonne do desperackiego działania. Jeżeli jednak eliminuje się przeciwników pojedynczo, wciąż można się łudzić, że „to już ostatni, bo od paru dni nikogo nie zwolnili”, że „może już się nasycili i dadzą wreszcie spokój”, „przecież zawsze byłem obiektywny i nie promowałem poglądów żadnej strony”, „no ileż można”. Te same procesy myślowe i mechanizmy wyparcia działają dzisiaj na pewno w urzędach i państwowych spółkach. Niestety dla zainteresowanych, ich nadzieje są raczej płonne. Na potwierdzenie warto zacytować niemieckiego pastora Martina Niemöllera (1892-1984), który swoje bycie bierką opisał następująco:

Kiedy przyszli po komunistów, milczałem,
nie byłem komunistą.
Kiedy zamknęli socjaldemokratów, milczałem,
nie byłem socjaldemokratą.
Kiedy przyszli po związkowców, nie protestowałem,
nie byłem związkowcem.
Kiedy przyszli po Żydów, milczałem,
nie byłem Żydem.
Kiedy przyszli po mnie, nie było już nikogo,
kto mógłby zaprotestować.

Zawsze w takim momencie jak dziś musimy sobie przypominać, że systemy totalitarne nie powstają z dnia na dzień. Zwykle na zagarnięcie pełni władzy potrzebują co najmniej kilku lat. Hitler został kanclerzem w 1933 roku, ale „noc kryształowa” miała miejsce dopiero w 1938. Komuniści wraz z wojskiem sowieckim wkroczyli do Polski w 1944, ale wybory do Sejmu Ustawodawczego sfałszowali dopiero 1947 roku, zaś stalinizm osiągnął kulminację na początku lat pięćdziesiątych. Takie same procesy zachodziły w Czechach po 1968 roku. W „Nieznośnej lekkości bytu” Kundera pisze: „W pierwszych latach po inwazji rosyjskiej nie można jeszcze było mówić o istnieniu terroru, (…) Rosjanie musieli znaleźć sobie wśród Czechów nowych ludzi i dopchać ich do władzy.”

Te kilka lat różnicy to był właśnie okres, w którym nowa władza sprawdza, na ile może sobie pozwolić, i wyciągając ze stosu kolejne bierki niezauważalnie przesuwa do przodu wskazówkę zegara. Aż wreszcie dochodzi do momentu, gdy nie zważając na reguły gry jednym zamachem dłoni strąca ze stołu pozostałą resztkę.

Zachowując proporcje (wszak nie ulegliśmy najazdowi, a jedynie z woli narodu zmieniliśmy władzę) warto zauważyć, że zachodzące obecnie procesy są bardzo podobne do mechanizmów z powyższych przykładów. Pytanie tylko, czy jako społeczeństwo zachowamy się na podobieństwo tych, nomen omen, biernych bierek, czy poprzez solidarny opór zdołamy zminimalizować straty i jak najwięcej uratować z demokracji i wolności?

A co się stanie, jeżeli jednak poddamy się złudzeniu nienaruszalności z takim trudem zdobytych praw? Jeżeli uwierzymy w kierunek „dobrej zmiany”, i zaczniemy uważać, że oni przecież chcą dobrze dla Polski, że chcą jak najlepiej dla naszego narodu, że mają jakąś wizję?

Otóż z czasem zacznie pojawiać się coraz więcej odczuwalnych i wymiernych dowodów, że przyjęte koncepcje gospodarcze, polityczne i społeczne były błędne. Jednak ich zwolennicy nie będą mieli odwagi tego przyznać, bo takie przyznanie równałoby się bluźnierstwu. Dlatego zaczną coraz bardziej radykalizować swoje działania i szukać winnych własnych niepowodzeń, oczywiście po stronie „wrogiego elementu rewizjonistycznego”. Historia potoczy się według wielokrotnie sprawdzonego scenariusza, który wspomniany już Kundera zapowiada następująco: „Ktoś, kto sobie wyobraża, że reżymy komunistyczne w Europie Środkowej są wyłącznie dziełem zbrodniarzy, nie zdaje sobie sprawy z podstawowej prawdy: zbrodnicze reżymy zostały stworzone nie przez zbrodniarzy, ale przez entuzjastów, przekonanych, że odkryli jedyną drogę prowadzącą do raju”.

Piotr Stokłosa

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.