Pamiętam moją pierwszą delegację do Związku Radzieckiego w połowie lat osiemdziesiątych poprzedniego wieku. Na I piętrze hotelu Akademiczeskaya w Moskwie siedziała babuszka i z wiadra chochlą nakładała gościom hotelowym kawior (prawdziwy!) do brudnych miseczek. Pełna miseczka kosztowała mniej więcej równowartość 10 centów, na co nawet ja mogłem sobie bez kłopotu pozwolić. Do tego butelka igristoye za 5 centów i człowiek czuł się jak milioner.
Pierwszego dnia w Instytucie Fizyki Wysokich Davlenij (Ciśnień) w Troicku pod Moskwą zebrało się ze 40 Osób na spotkanie z innostrancem, czyli ze mną. Po wymianie informacji na temat fizyki, przeszliśmy na tematy osobisto-społeczne. W pewnym momencie ktoś mnie spytał, czy byłem już w mauzoleum Lenina. Odparłem, że nie, i że nie zamierzam iść, ale za to znam dobrą historyjkę na ten temat, i walnąłem bez zastanowienia:
„W mauzoleum amerykański turysta pyta:
– Whose body is it?
– No, szto Wy, ne znajete — eta Lenin — odparł przewodnik.
– OK, so whose body is that small one?
– Eta Lenin w djetstwie.” (W dzieciństwie).
W PRL-u dowcip ten opowiadali wszyscy, na czele z członkami partii. Za każdym razem, jak to opowiadałem, odpowiedzią był ryk śmiechu. W Troicku zaległa grobowa cisza. Wszyscy spuścili głowy udając, że nic nie zrozumieli. Zdałem sobie wtedy sprawę, że zrobiłem głupotę, narażając siebie i Słuchaczy na nieprzyjemności.
Po 1989 roku współpraca Polskiej i Rosyjskiej Akademii Nauk się skończyła, i przez 25 lat wolnej Polski ani razu do Rosji nie pojechałem (dla porównania w Niemczech byłem pewnie ze 40 razy). Aż do teraz, bo poprzedni tydzień spędziłem w Sankt Petersburgu uczestnicząc w konferencji Laser Optics i w spotkaniu konsorcjum grantu UE, w którym jednym z partnerów jest niezły sanktpetersburski Instytut im. Ioffego. Pierwsze wrażenia były wybitnie negatywne. Przede wszystkim dlatego, że przed moim hotelem Bristol były dwie dziury w jezdni załatane luźnymi blachami stalowymi. Jak przejeżdżał samochód, to dźwięk był taki, jak przy zderzeniu kilku ciężarówek na raz. Przez całą noc gruzawiki przez te dziury przejeżdżały co dwie minuty. Gdybym spał, to bym się budził, ale nie spałem, bo zasłony były tak cienkie, że w pokoju było widno jak w dzień (białe noce). Próbowałem spać pod czarnym parasolem, wsadzając sobie zatyczki do uszu, ale dopiero po trzech nieprzespanych nocach padłem i godzinkę sobie pospałem.
Wiedziałem, że w Sankt Petersburgu mieszkają nadziani goście, ale liczba samochodów BMW, Porsche, czy Lexus, każdy o wartości powyżej miliona złotych, zrobiła na mnie spore wrażenie. W Monachium czy Brukseli średnia wartość samochodu na ulicy jest znacznie niższa, nie mówiąc już o takich miastach jak Paryż, Rzym, czy Madryt, gdzie królują fiaty czy renówki. Za to obserwacja robiących zakupy w Auchan może prowadzić do przeciwnych wniosków na temat zamożności Rosjan. W Warszawie średnia wartość wyładowanego koszyka jest co najmniej kilka razy większa. W Sankt Petersburgu kupowano głównie kartoszki i cebulę.
Nie byłem prawie 30 lat w Rosji, ale z Rosjanami rozmawiałem przez ten czas wielokrotnie na różnych spotkaniach i konferencjach na całym świecie. To, co mnie zawsze wpieniało, to absolutny brak potępienia przez moich Rozmówców czołowych zbrodniarzy XX wieku — Lenina i Stalina. Często słyszałem wręcz głosy uznania za wielką wygraną w Wojnie Ojczyźnianej (pojęcia „II wojna światowa” się w Rosji nie używa). Dlatego i teraz, kiedy zobaczyłem matrioszki z Leninem i Stalinem obok Putina, Obamy, Merkel, zrobiło mi się lekko niedobrze, bo jakoś laleczek z Hitlerem nie zrobili. Wyobraźmy sobie, co byśmy powiedzieli, gdyby w Monachium sprzedawano pamiątkowe kufle z podobizną Hitlera, czy Goeringa.
Jedną z przyjemniejszych tradycji spotkań konsorcjów grantów europejskich są wieczorne bankiety organizowane przez gospodarzy. W Sankt Petersburgu mieliśmy kolację na statku pływającym po Newie. Jak wspomniałem wcześniej, byłem straszliwie niewyspany, dlatego rosyjskie wino (bardzo dobre!) szybko podziałało, ale nie byłem wyjątkiem, bo wszyscy inni (także Włosi, Niemcy i Szkoci) dodatkowo pili jeden kieliszek rosyjskiej wódki za drugim. W pewnym momencie przysiadł się do mnie Rosjanin, którego widziałem po raz pierwszy w życiu, i zaproponował: „Pajom?”, czyli „Śpiewamy?”. Nie czekając na moją zgodę zaintonował na cały statek po polsku:
„Deszcze niespokojne potargały sad, a my na tej wojnie ładnych parę lat…”
Okazało się, że wszyscy Rosjanie znają słowa tej piosenki! Śpiewaliśmy na statku na Newie: „My czterej pancerni powrócimy wierni po wiosenny bez”! Zawsze odżegnywałem się od wspólnot religijnych, czy politycznych, a tu, lekko pijany wydzierałem się razem z braćmi Słowianami sławiąc komunistyczną armię. Co najciekawsze, bardzo mi się to podobało! Komunizm komunizmem, ale to nasza (tych znajomych Rosjan i moja) młodość! A piosenka śpiewana przez Edmunda Fettinga bardzo wpadająca w ucho.
Przy okazji jeszcze jedna polityczna ciekawostka. Największym celebrytą Rosji jest oczywiście Wladimir Putin. Jego podobizny są na T-shirtach, na kubkach, długopisach, czy magnesach na lodówki. Na niektórych putinowych koszulkach były napisy, na przykład, „Samyj weżliwyj iz ludiej”, czyli „Nabardziej uprzejmy z ludzi”. Moi znajomi Rosjanie wyjaśnili mi, że to jest dowcip, bo tak Putin określał zielonych ludzików na Ukrainie. Może i dowcip, ale i jakaś forma propagandy w tym jest.
Czy warto pojechać do Sankt Petersburga? Może dla Ermitażu, na który zabrakło mi czasu, bo na zwiedzenie którego potrzeba kilku dni? Może dla zobaczenia pięknych zachodów słońca? Może… Ja jednak drugi raz do Sankt Petersburga pewnie już nigdy nie pojadę, bo Brugia, Gandawa, Ratyzbona, Colmar, czy Annecy, są miasteczkami stworzonymi dla ludzi, a nie dla cara, a kucharze potrafią gotować.
Hazelhard



A jak już będziesz w tych miastach dla ludzi, to nie zapomnij zrobić zakupów.
O ile wiem, to takie wina są tylko we Włoszech, mimo że prawo tego zakazuje. Ale we Włoszech takie rzeczy uchodzą…
Dokładnie tak. No i mają przynajmniej wybór co do swoich idoli 🙂
U nas była już woda mineralna z księdzem Jankowskim i wino.
Co więc się dziwić Rosjanom? 🙂
Ale to w Sankt Petersburgu, a nie w tych miasteczkach stworzonych dla ludzi, jest Teatr Maryjski.
W Sankt Petersburgu teraz budują wielki stadion i autostradę na Mistrzostwa Świata 2018 i dla Zenitha. Z tej okazji zamknięto na kilka lat pół wyspy odcinając mieszkańców od morza. Dlatego nie lubię samodzierżawia…
Ciekawe, leningradczycy pytali czy byleś w mauzoleum Lenina Hazelhardcie?
Mauzoleum jest w Moskwie, może sprawdzali czy nawiedziłeś Moskwę?
Te dwa miasta rywalizowały ze sobą.
„W Sankt Petersburgu kupowano głównie kartoszki i cebulę.”
A może to ich jedyne rodzime produkty w Auchan ? Resztę bojkotują?
Polskie Radio podało że zachód na sankcjach dostał w d.. na miliony dolarów.
Nie podśmiewajcie się z Rosji bo kiedyś nazwała się ZSRR..
To był kawał czasu i historii.
Teraz kombinują z Chinami a Londyn już myśli o juanie jako oficjalnej walucie międzynarodowej.
Ten cały Brexit to nie szaleństwo lecz zwykłe wyrachowanie, nie chcą być dłużej w drugiej lidze decyzyjnej.
Przyjaciel jedzie do Petersburga w sobotę, będą zdjęcia i relacja.
Jestem ciekaw czy będzie zbieżna, poproszę go o uwagę…
Ja nie ukrywam, Rosjan ceniłem i dalej cenię..
https://www.youtube.com/watch?v=C8OBqd_6ri0
komentarz pod;
MrTrex19591 rok temu
Polak śpiewa piosenkę, której autorem jest Czech a bohaterem Rosjanin. Kwintesencja panslawizmu.
Magogu, czytaj ze zrozumieniem. Na początku jest o mojej wizycie sprzed 30 lat w Moskwie…
Magogu, czytaj ze zrozumieniem. Na początku jest o mojej wizycie sprzed 30 lat w Moskwie…
……………
Nie chcę być złośliwy, ale użyłem słowa „leningradczycy” , właśnie z dawnej epoki..
Zakładam że to wina wina…
Magogu, przeczytaj jeszcze raz od początku- na początku piszę o wizycie w Moskwie wiele lat temu i dowcip o Leninie tam został opowiedziany. 🙂
w Stanach nauczyłem się dwóch rzeczy, polskiego antysemityzmu i szacunku Amerykanów do Rosjan, nie pisze tego dlatego żebym podejrzewał Cię o antyrosyjską tendencyjność jednak komentarze wskazują mi na to, że mamy jakby jakąś taką narodową łatwość klasyfikacji.. . Szkoda Petersburga, który mógłby być już dawno dynamicznym miastem współczesnej Europy. Chociaż kiedy ja w Petersburgu byłem kilka lat temu widziałem na ulicach trochę ładnych knajp, lepszych sklepów i w sumie dość dużo remontowanych miejsc, ale napewno mogłoby być lepiej. Do Ermitażu warto, Rosja tam normalnieje i tej bolszewickiej jakby mniej.
PS. Japończycy też chyba znają Czterech Pancernych a już na pewno Kapitana Klossa i Chopina, carkość Petersburga jest trochę problematyczna (pojęcia nie mam dlaczego lotnisko w Moskwie tak nazwali)
Moi $0.02. Tak tworzą się mity. Przeczytałam pana raport po powrocie z konferencji naukowej w St. Petersburgu, potocznie nazywanym Piterom albo St.Pitem. Przestraszyłam się i natychmiast zadzwoniłam do przyjacuł w St.Pitie, o Moskwie sama wiem, ale jak i co kupić w sklepach w Petersburgu nie mam pojęcia. Natomiast wiem, że będąc na konferencjach w różnych krajach i miastach, zawsze miałam za mało czasu, aby zobaczyć miasto, a tym bardziej aby pójść do sklepu. Podobnie tak samo nie miał pan czasu na obserwacje życia codziennego w Petersburgu. Kiedy przyjechałam na wakacje do Moskwy i mieszkałam u przyjaciół na Leninskim Prospekcie, w pobliżu był supermarket Aszan, gdzie kupowałam jogurt i ser biały. Wielkość sklepu, podobnego bardziej do hangaru, i rozmiar wozów wypełnionych produktami, wywożonych ze sklepu, zdziwił mnie – czy rodzina może tyle zjeść? Według moich znajomych (głównie inteligencji naukowej i z humanistyki, bo z oligarchami ze znałam się) sankcje zmieniły trochę asortyment zakupów, ale do tylko ziemniaków i cebuli jeszcze nie doszło, w przeciwnym razie już byłyby bunty. Podobno trafił pan do jakiegoś wyspecjalizowanego sklepu. Po dwudziestu latach sytego życia ludzi przyzwyczaili się do dobrobytu, skarżąc się głównie, że jakiś ser albo coś co lubią zniknęło z rynku – sankcji. To wszystko. St. Petersburg jest piękny, wiadomo, wspaniałe muzea, teatr Mariński i wiele różnych bardzo dobrych teatrów, sal koncertowych i jeszcze nie wszyscy dobrzy ludzie wyjechali. Ale być biednym jest teraz trudniej niż w przeszłości, bo wciąż jeszcze żyje pokolenie, wychowane na utopijnych i fałszywych ideach równości ogólnej w socjalizmie. Młodzi ludzie już wiedzą: chcesz dobrze żyć, musisz pracować. „Choczesz żyć, umiej wertetsja”, – mówią, …