27.02.2026

Zdanie odrębne
Trudno afirmatywnie zdefiniować chorobę, kiedy się nie jest lekarzem… Zwykły śmiertelnik opisuje ją przez negację – jako brak zdrowia, kondycji, sił; ból fizyczny, psychiczny, zaburzenie naturalnego dobrostanu organizmu, który ulega czasowej bądź nieodwracalnej degradacji. Kiedy choroba dotyka większą liczbę populacji, mamy do czynienia z epidemią albo plagą. Biblia w Księdze Wyjścia (7–12) mówi o dziesięciu takich nieszczęściach, które Jahwe zesłał na faraona, by go zmusić do wypuszczenia Żydów z Egiptu. Były wśród nich: zamiana wody w krew, inwazja żab, gadów, szarańczy, pomór bydła, wrzody, grad, ciemności, śmierć pierworodnych… Bóg dysponował bogatym arsenałem, jeśli szło o interwencje w sprawy swego narodu, co ma też miejsce w naszych czasach. Z tą różnicą, że kiedyś robił to sam, a teraz poprzez dyplomatów, polityków, a w końcu żołnierzy. Nie będziemy się jednak zajmować starym narodem, lecz znacznie młodszym, o genealogii pogańsko-słowiańskiej, który wiarę w Boga Izraela (i jego syna) przyjął niewiele ponad tysiąc lat temu…
Plagi Jahwe szły z góry! Nieszczęścia, jakie dotykają Polaków, biorą się z nich samych, z ich charakteru, fizycznej i psychicznej natury, zaszłości historycznych, wiary w Boga itp. Są to atrybuty człowieka zamieszkującego nizinę środkowo-europejską, który jest przemieszczany co jakiś czas – to na Wschód, to na Zachód… W związku z tym słowa piętnastoletniego autora groteski Król Ubu: „w Polsce, czyli nigdzie” mają swe historyczne, geograficzne i, co gorsze – polityczne uzasadnienie.
Pierwsza polska plaga to nietrzeźwość. Nie chodzi jednak o alkoholizm czy pijaństwo, lecz o stan psychofizyczny organizmu, który oznacza nie tylko ‘zawartość alkoholu w wydychanym powietrzu’, lecz zaburzony kontakt z rzeczywistością, jej nieadekwatny odbiór, albo zupełne z nią zerwanie. Kiedyś środkiem ułatwiającym wejście w taki stan była wódka, dziś są to narkotyki, substancje psychotropowe, używki, preparaty chemiczne, produkowane i rozprowadzane nielegalnie. Coraz częściej jednak ustępują one produktom ‘metafizycznym’ – wytworom języka i wyobraźni. Najważniejsze z nich to słowo i przekaz – obecne w radiu i telewizji, a przede wszystkim w mediach społecznościowych. Presja, jaką wywierają na człowieka – od kołyski po grób, od dziecka po starca – powoduje permanentne odklejenie od rzeczywistości.
Nietrzeźwość to stare prasłowiańskie słowo, oznaczające suchość (w gardle), brak wilgoci, niedobór wody – zagrażający zdrowiu i życiu. Tymczasem w Polsce to stan ‘po spożyciu’, czyli wypiciu alkoholu… Dawniej rozpijał nas pan i pleban (każdy za pośrednictwem swego Jankiela). Dziś robi to monopol państwowy, o którego zyski dba prezydent, nie godząc się na podwyżkę akcyzy. Na poziomie ‘meta’ to samo robią amerykańskie bigtechy, zatruwające umysły polskich dzieci i dorosłych. Ambasador największego naszego sojusznika zabiega (u prezydenta), by nie godził się na opodatkowanie tych firm. W obu przypadkach ‘głowa państwa’ wetuje ustawy, które mogłyby ograniczać polską nietrzeźwość. Ale narodem pijanym i manipulowanym łatwiej rządzić, zwłaszcza kiedy mu się wmawia, że najważniejsza jest wolność – w sklepie monopolowym i w sieci mediów, czyli na smartfonie…
Polska nietrzeźwość przypomina reakcję kompulsywną, czyli ‘powtarzane, przymusowe zachowanie albo rytuał, podejmowane w celu zmniejszenia lęku, napięcia lub zapobieżenia wyobrażonej katastrofie’. Jest to nasza odpowiedź na rozmaite fobie i obsesje. Ciągle żyjemy w strachu – ale nie przed wojną na Ukrainie, Rosją, Trumpem, Europą, Unią, LGBT, SAFE – lecz przed samymi sobą…
Druga plaga to złodziejstwo (kolejność jest tu bez znaczenia), która towarzyszy nam od zarania dziejów. Dotyka wszystkie ‘stany’ (za gospodarki folwarcznej), ‘klasy’ (w kapitalizmie) i ‘warstwy’ (gospodarka rynkowa); nie pozbyło się go również społeczeństwo bezklasowe. Można powiedzieć, że Polak kradł zawsze, bo albo nie miał, miał za mało i dokradał, albo z przyzwyczajenia[1]… Z pańskiego lasu, z pól, u bogatszego chłopa, z fabryki, od zaborcy czy okupanta, ze sklepu, szpitala… i Bóg wie skąd. Pamiętam, jak jeden z kolegów w podstawówce podkradał nam z tornistrów drugie śniadania – do czasu, aż go ojciec pobił wiklinowym pędem na oczach całej klasy.
Kradzież to problem odwieczny, skoro znalazła się wśród dziesięciorga przykazań. Próbowano z nią walczyć środkami prawnymi (obcinanie rąk), politycznymi (deklaracja równości), czy społecznymi (równy podział dóbr). „Więcej wytworzymy, więcej podzielimy!” – wołał Gierek, a kiedy Polacy to kupili, niedługo potem rozpadł się system gospodarki nakazowo-rozdzielczej…
Wydawało się, że przewrót ustrojowy zmieni ten stan rzeczy, tymczasem ludzie pozbawieni pracy i zarobku kradli, bo nie mieli wyjścia. Kiedy likwidowano fabryki i PGR-y, upadł ogromny zakład przetwórstwa drzewnego w Ustianowej (Bieszczady). Z nieczynnej fabryki, której nikt nie pilnował, zostały tylko gołe ściany, z których powyrywano nawet przewody elektryczne… Polska kradzież przeniosła się też poza granice państwa, czego dowodem niemiecki slogan: „Jedź do Polski, twój samochód już na ciebie czeka”. Dawniej słynęliśmy z koniokradów, teraz ze złodziei samochodów…
Po 35 latach żyjemy w kraju, który się rozwija; nie ma bezrobocia, a warunki coraz częściej dyktuje pracobiorca nie pracodawca. Kto chce i może pracować, tudzież organizować pracę innym, przestaje kraść. Jednak kradzież nie znika, tylko zmienia formy i metody; kradną ci, którzy albo nie chcą albo nie umieją pracować, więc idą do polityki… Za rządów PiS – w niespotykanej skali – rozpowszechniła się kradzież urzędnicza, w wykonaniu funkcjonariuszy państwowych rozmaitego szczebla – od premiera i ministra, poprzez dyrektorów do urzędników niższych szczebli. Instytucje i agendy: RARS, Fundusz Sprawiedliwości, Orlen, PZU, fundacje, NGO-sy, stowarzyszenia, zakony świeckie i kościelne – to podmioty najgłośniejszych defraudacji.
W ich cieniu dokonują się kradzieże ciche, zwyczajne, powszechne… Przykład – awaria pompy wodnej w piecu gazowym, dwufunkcyjnym; fachowiec oświadcza, że koszt pompy (Grundfos) to 900 zł. Po wymianie zagląda do smartfona i podnosi cenę do 1100, choć na opakowaniu (jakie po niej zostało) widnieje 700 zł! Usługa to, czy zawoalowana kradzież, którą umożliwiła awaria; tak jak wcześniej przekręty na maseczkach czy generatorach dla Ukrainy… A może to tylko zwykły „narzut handlowy”?
Społeczeństwo katolickie, choć w rzeczywistości pogańskie, nie ma z tym większego problemu… Gdzie jest drugie takie, które wymyśliło slogan: „Wprawdzie kradną, ale się z nami dzielą…”. Nie przynosi on chluby Polakom, ale po reelekcji Trumpa (i elekcji Nawrockiego), wbrew próbom rozliczeń podejmowanych przez rząd, do łask wracają indywidualne formy kradzieży, oszustw i przekrętów, co tylko wzmacnia ‘polską naturę’.
Trzecia plaga to służalczość, serwilizm, albo wasalizm/wasalstwo… Stare ryciny z życia polskiego (Norblin) pokazują, jak chłop stoi przed panem z czapką w rękach, a szlachcic w zamaszystym ukłonie przed magnatem zdejmuje z głowy pierzasty kołpak. Proboszcza całuje się w tłustą rękę, biskupa w pierścień, przed królem trzeba było uklęknąć, a przed prezydentem stać w postawie zasadniczej. Gesty, rytuały, znaki podległości …
Znacznie gorsza jest służalczość dziedziczna, wyssana z mlekiem matki, którą Polak ujawnia – świadomie lub nie – w kontaktach z silniejszym, zwłaszcza cudzoziemcem. Wobec współrodaka zawsze gra pana… Mówią, że to spuścizna zaborów, kiedy dla uczczenia koronacji cara powstała pieśń Boże coś Polskę. Nieco później konserwatyści krakowscy sporządzili słynny adres do cesarza, zaczynający się od słów: Przy Tobie najjaśniejszy Panie stoimy i stać chcemy… W XX wieku na cześć Stalina zmieniliśmy nazwę wielkiego miasta, a do konstytucji potrafiliśmy wpisać przyjaźń ze Związkiem Radzieckim…
Teraz wiatr historii wieje w drugą stronę… Oto nieobliczalny przywódca „wolnego świata” namaszcza nam prezydenta, a potem pilnuje, by został wybrany. Zanim do tego doszło, połowa polskiego sejmu na stojąco, z aplauzem przyjmuje wynik wyborów za oceanem – bez zmieszania, bez poczucia przyzwoitości, żenady… I naród to aprobuje; ba, kupuje! W jednej z witryn sklepowych na Podkarpaciu można było zobaczyć ołtarzyk ku czci Donalda Trumpa! A przecież jest on w stanie sprzedać nas za czapkę (rosyjskich) gruszek, albo kupić za duże (nasze) pieniądze…
Kiedy cytrynowy blondyn uznaje polskich żołnierzy za dekowników, jego protegowany w pałacu mówi, że to nieprawda! A jak ambasador (z kipą na głowie) zrywa „wszelkie kontakty” z naszym marszałkiem sejmu (za odmowę podpisu in blanco) „prawdziwi patrioci”, w imię suwerenności i niezłomnego sojuszu z Ameryką, lżą drugą osobę w państwie, imputując mu rosyjską agenturę[2].
Służalczość na górze, przekłada się w uległość na dole – wobec kierownika w supermarkecie, brygadzisty na budowie czy w fabryce, proboszcza na parafii, wobec posła na antenie telewizyjnej, czy radiowej, urzędnika w magistracie – wszędzie tam, gdzie jeden Polak ma szansę pokazać, że ma władzę nad drugim… Wszak nazwa Słowianin pochodzi do łacińskiego sclavus, czyli niewolnik, a Polacy to Słowianie, więc nie ma się czemu dziwić…
Czwarta nasza plaga to kłótliwość, zastępowana synonimami: pieniactwo, swarliwość, warcholstwo i inne… Nie raz w historii była przyczyną narodowych i politycznych nieszczęść; towarzyszy nam wczoraj i dziś, w kraju i zagranicą… Literatura stara i nowa pełne są opisów polskich kłótni i sporów; dość przypomnieć debaty szlachty z Pamiętników Paska, opisy obyczajów Kitowicza, satyry biskupa Krasickiego[3], sztuki Fredry, epopeję Mickiewicza, gorzkie słowa Norwida, pozytywistów, modernistów. W II Rzeczypospolitej kłótliwość i spory prowadziły do politycznych mordów i skrytobójstw… Nie zmieniła tego wojna ani okupacja, a potem przynależność do bloku państw socjalistycznych oraz ‘odzyskanie niepodległości’ po roku 1989. Wprawdzie staliśmy się: niezależni, samorządni, suwerenni i wolni; nawet przyjęto nas do układu politycznego, który z miejsca uznaliśmy za nieprzyjazny, a teraz otwarcie nam wrogi. Tak samo odnosimy się do najbliższych sąsiadów; w ustach Kaczyńskiego „takie państwo (jak Niemcy) powinno siedzieć w kącie i przepraszać, że żyje”. Czesi, Litwini, Słowacy właściwie mogliby nie istnieć …
Ilustracją słów Wieszcza o rodakach, którzy toczą potępieńcze swary, plwają na siebie i żrą jedni drugich, jest sytuacja w partii Hołowni. Wystartowała jako ‘trzecia droga’ między dwoma zwaśnionymi obozami oraz alternatywa dla brutalności i polaryzacji w życiu publicznym… Nie zaspokoiwszy ambicji swego lidera, dała popis braku przydatności do polityki, dobrego wychowania i elementarnej przyzwoitości… I pomyśleć, że do tej degradacji doprowadził własne ugrupowanie niegdysiejszy aspirant do stanu duchownego…
Piąta (na tym zakończmy!) plaga to naiwność, przypisywana zazwyczaj osobom niedojrzałym, o niewielkim doświadczeniu. Sprowadza się do bezkrytycznej postawy wobec innych, łatwowierności, ufności oraz uproszczonego postrzegania świata. Ich skutkiem jest idealizowanie rzeczywistości oraz ignorowanie zagrożeń. Naiwność jest zazwyczaj oceniana negatywnie; ale nie w Polsce, gdzie obowiązuje przykazanie: Jeśli się nie (…) staniecie jak dzieci, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego. (MT 18,3). Tymczasem dziecięctwo okazywane w życiu ziemskim w niczym nam nie pomaga; traktowani jesteśmy jak naród frajerów, wszak naiwność dorosłych to zwykłe frajerstwo, czyli: brak rozwagi, donkiszoteria, infantylizm, naiwniactwo, nieodpowiedzialność, a więc to, co nas dyskredytuje w oczach świata. Nawet tego, w którym ton nadają Trump (i Nawrocki), wyzwalający w Polakach tego rodzaju ‘atrybuty’ tzn. cechy wyróżniające, „znaki rozpoznawcze”, wrodzone i gruntowane przez wieki…
Awersem frajerstwa są cierpiętnictwo i heroizm, które rekompensują polską niedojrzałość – w wymiarze powszechno-dziejowym oraz indywidualnym. wszak na infantylizmie nie da się zbudować nic innego… Pisali o tym Wyspiański, Gombrowicz, Mrożek i inni. Ale wszystko psu na budę, choć ta jest potrzebna „największemu przyjacielowi człowieka”…
*
Plaga to wyraz pochodzenia łacińskiego. Znaczy, po pierwsze – uderzenie, cios, ranę; po drugie – myśliwską sieć, pajęczynę, a w przenośni matnię. Od wieków żyjemy w czymś takim, jak w kokonie. I jest nam z tym/w tym dobrze… I dobrze nam tak!
- Mój stryj, klejarz najniższej rangi codziennie przynosił ‘z roboty’ pięć kilo węgla, choć miał deputat… ↑
- W roku 1956 W. Gomułka potrafił postawić się władcy rosyjskiego państwa, którego byliśmy wasalem. 70 lat później marszałek Czarzasty w podobny sposób zachowuje się wobec ambasadora USA, dla których jesteśmy równorzędnym(?) partnerem… Czyżby gen patriotyzmu miała tylko lewica? ↑
- Z uporem przypominam (na tych łamach) jego Monachomachię, czyli wojnę mnichów, by nikt nie myślał, że pod płaszczem religii dzieje się coś innego aniżeli w zwykłym życiu. ↑
JS

„W Polsce, czyli nigdzie”? Mrożek dookreślił swego czasu nasze położenie: „Na wschód od zachodu i na zachód od wschodu”. Chyba miał rację, bo nigdzie nie ma „nigdzie”, wszędzie jest jakieś „gdzieś”. Polska wydawała się „nigdzie” obywatelowi Zachodu, ale dla nas to nigdy nie było „nigdzie”: było jednak „na zachód od wschodu”.
Bardzo wnikliwy jest ten nasz polski rachunek sumienia, przeprowadzony przez J. S. Ja bym go jednak „z pewną taką nieśmiałością” odrobinę uściślił: Nie jest tak, że „naród to aprobuje” – aprobuje połowa narodu. To jednak pewna różnica. Ta aprobująca „połowa” – trochę wbrew matematycznej definicji – co prawda jakby ciut większa. Tak by przynajmniej wynikało z ostatnich wyborów. To sporo, fakt. Ale jednak zostaje ta druga połowa. Więc jakieś światełko w tunelu jest. I może nie będzie to, jak się tego obawiał swego czasu Lec, reflektor nadjeżdżającej lokomotywy.
Bardzo ciekawe jest spostrzeżenie J.S., że „gen patriotyzmu” ma przypuszczalnie tylko lewica. Bywało z tym różnie (Marchlewski et consortes), ale generalnie chyba tak jest. Nawet służalczość PZPR w czasach peerelowskich była zjawiskiem niejednoznacznym: „jest ONR-u spadkobiercą Partia”, pisał Wieszcz i miał sporo racji. Służalczość prawicy bierze się chyba z wychowania religijnego, które z samej swojej natury premiuje konformizm i uległość, bo wiara to zawsze posłuszeństwo jakiemuś autorytetowi.
Inne społeczeństwa też mają swoje wady lecz lepiej sobie z nimi radzą (przynajmniej niektóre). Kiedy przyłapano na kłamstwie niedawnego brytyjskiego premiera, podał się do dymisji. Tak postępują posiadacze zdolności honorowej. Nasz były, z uwagi na wciąż wydłużający się nos nazwany Pinokiem wciąż zachowuje doskonałe samopoczucie. Nie dostrzega dziesiątek ujawnionych z jego czasów afer i skandali; chętnie powróciłby na stanowisko. Inni z tego towarzystwa postępują podobnie. Nie zważają na kolejne śledztwa, obciążające zeznania sprawców, godziny nagrań dokumentujących haniebne postępowanie czy nawet na dowód w postaci pisma ostrzegawczego pochodzącego od samego wodza ich partii! Nie dostrzegają w swoich szeregach złodziei, kombinatorów, „załatwiaczy”. Dla nich są to ludzie zaradni!(czyt. niezbędni). W tych sferach pojęcie zdolności honorowej nie jest znane. W cywilizowanym świecie od takich osób znajomi, przyjaciele, odwracają się, nie podają na powitanie ręki (nie tylko księciu A.). Niestety w innych stronach tacy osobnicy wciąż trafiają na wyborcze listy…
Myślę jednakże, że mimo bardzo prawdziwej i przygnębiającej treści felietonu nie wolno zapominać, że wokół każdego z nas nie brakuje ludzi przyzwoitych, mądrych, pełnych dobrej woli i empatii. To dzięki takim osobom nie ginie nadzieja, że opisana wyżej rzeczywistość nie jest wieczna, że i na nią przyjdzie kres!
Ktoś kiedyś powiedział: 'contra spem speramus’, czyli – 'wbrew nadziei żywimy nadzieję’… Jednakowoż plagi polskie nie mijają i nikt z nas ich nie zdejmuje… Zaś „bardzo prawdziwa i przygnębiająca treść felietonu” to tylko 'zdanie odrębne’. I nic poza tym…
Trudna sprawa z ta Polska. Zawsze bliższe były mi diagnozy wspomnianych Wyspiański, Gombrowicz, Mrożek i dodałbym Miłosza, który sam padł ofiara pieniactwa innego poety wybitnego, którego tłumaczył i promował. Jednak dzisiaj takowych brak. Gdy Olga Tokarczuk spróbowała wskazać na pęknięcia w naszej „heroicznej i cierpiętnicze” historii o mało nie przepłaciła tego życiem i musiała myśleć o ochronie przed „obrońcami honoru ojczyzny”. Tak tego kraju nie da się obronić skoro my sami zdradzamy wyraźne tendencje samobójcze wybierając takich a nie innych polityków i przywódców. Wpływ katolicyzmu na ten stan rzeczy nie do przecenienia.
Sugestywny, erudycyjny esej JS diagnozuje wielowiekowe polskie „plagi” pokazując ich historyczne korzenie i współczesne mutacje. Autor ma rację, że bez odważnej autorefleksji trudno budować dojrzałą wspólnotę polityczną, a polskie doświadczenie PRL, transformacji i obecnych napięć geopolitycznych sprzyja utrwalaniu patologicznych nawyków społecznych.
Warto jednak równocześnie podkreślić, że ten sam naród, uwiązany w „matni plag”, potrafił wielokrotnie wznieść się ponad własne słabości: odbudować państwo po rozbiorach, przeprowadzić pokojową rewolucję „Solidarności”, a po 1989 r. dokonać szybkiej modernizacji gospodarczej i instytucjonalnej, włączając się trwale w zachodnie struktury polityczne i gospodarcze. To dzięki pracowitości, przedsiębiorczości i zdolności do oddolnej samoorganizacji Polacy wykorzystali szansę integracji europejskiej, stając się dziś jednym z najszybciej rozwijających się państw regionu – mimo wszystkich opisanych w tekście przywar i błędów własnych elit.
Może zatem martwimy się na wyrost ? Może ucieczka ok. 50% wyborców od wiedzy, rozumu, racjonalności i szacunku dla inaczej myślących da się jakoś obrócić na korzyść przyszłości naszej ojczyzny ? Może potrzebni są tacy szkodnicy jak dzisiejsza patoprawica abyśmy wiedzieli jakie plagi nas dołują ? Może trzeba doświadczyć nędzy umysłowej i politycznej głupoty PiS, KOnfy, Brauna i Batyra abyśmy w swojej masie ockneli się z chocholego tańca? To tylko niektóre pytania, które nasuwają sie po lekturze tego eseju.
A gdyby tak przeprowadzić wykład z grubsza pokrywający się z treścią powyższego tekstu na jednej godzinie lekcyjnej w każdej klasie maturalnej lub ostatniej klasie cyklu edukacyjnego, w każdej szkole? I powtarzać to co roku. Efekt lustra bywa silnie trzeźwiący.
Polska, jako naród, nie jest odosobniona w tych wszystkich plagach. Inne narody też je mają, plus kilka innych.
Ale „inne narody” próbują przepracować swoje plagi, a nasz się nie kwapi… Dobrze mu np. z głupotą (por. Dzieje głupoty w Polsce, Bocheńskiego), a jeszcze lepiej z 'ofiarą historii’ i żołnierzem, który najpierw walczy za 'waszą wolność’, a dopiero potem za swoją. Warto czasem przeglądnąć się w zwierciadle, nawet kiedy jest ono krzywe…
„Zdania odrębne” Autora powinny być obowiązkową lekturą w szkołach średnich! A na marginesie: tylko w Polsce mogło się urodzić przysłowie „Pokorne cielę ssie dwie matki”…
Bartula
Aneks do tekstu JS.
Trzeźwość po polsku. Niedawno mieliśmy do czynienia z rządem praktykującym służalcze tańce zawierzenia i dziękczynne przed ojcem/dyrektorem/kapłanem. „Rydzyk Dance” pląsały osoby trzeźwe, z wyższym wykształceniem…Trampowi klaskały w Sejmie osoby na ogół trzeźwe… Miałem kolegę, który chodził do kościoła z kochanką, gdy żona gotowała niedzielny rosół. Uważał się za obrońcę wiary katolickiej przed nihilistami i bezbożnikami. Nie pił!…Na zjeździe partii PIS, kilku profesorów filozofów ubolewało nad niskim przyrostem naturalnym, w świecie zdominowanym przez gender, etc. Mówiono o modzie na psiecko. Mówcy był trzeźwi. Najgłośniej klaskał „kocio-dzietny” dr Jarosław Kaczyński. Był trzeźwy… Trudno się dziwić, że dzieci nie chcą się rodzić w świecie trzeźwych bałwanów, które nigdy nie topnieją.
Komentatorzy unikają słowa 'plaga’, tymczasem w ubiegłym roku policja zatrzymała sto tysięcy pijanych polskich kierowców. A ile nie zatrzymała?
Jest taki stary wiersz Ludwika Jerzego Kerna – stale, do bólu aktualny:
Hoże dziewczę płacze, konik nóżką grzebie,
Polacy od wieków twardzi są. Dla siebie.
Francuz Francuzowi funduje ślimaka,
a Polak najchętniej podgryza Polaka.
Hiszpanowi Hiszpan gra na tamburynie,
a Polak podkłada Polakowi świnię.
Włoch tak kocha Włocha jak pawica pawia,
a Polak Polaka do wiatru wystawia.
Anglikowi Anglik robi przyjemności,
Polak Polakowi przykrości zazdrości.
Konik nóżką grzebie, płacze dziewczę hoże,
Polak do Polaka – z pyskiem albo z nożem.
Rzadko Polakowi Polak dobrze zrobi,
to już takie nasze narodowe hobby.
A tak by się chciało wstawić do czytanki,
że Polak i Polak to są dwa bratanki.