JS: Plagi polskie11 min czytania

()


27.02.2026

Zdanie odrębne

Trudno afirmatywnie zdefiniować chorobę, kiedy się nie jest lekarzem… Zwykły śmiertelnik opisuje ją przez negację jako brak zdrowia, kondycji, sił; ból fizyczny, psychiczny, zaburzenie naturalnego dobrostanu organizmu, który ulega czasowej bądź nieodwracalnej degradacji. Kiedy choroba dotyka większą liczbę populacji, mamy do czynienia z epidemią albo plagą. Biblia w Księdze Wyjścia (7–12) mówi o dziesięciu takich nieszczęściach, które Jahwe zesłał na faraona, by go zmusić do wypuszczenia Żydów z Egiptu. Były wśród nich: zamiana wody w krew, inwazja żab, gadów, szarańczy, pomór bydła, wrzody, grad, ciemności, śmierć pierworodnych… Bóg dysponował bogatym arsenałem, jeśli szło o interwencje w sprawy swego narodu, co ma też miejsce w naszych czasach. Z tą różnicą, że kiedyś robił to sam, a teraz poprzez dyplomatów, polityków, a w końcu żołnierzy. Nie będziemy się jednak zajmować starym narodem, lecz znacznie młodszym, o genealogii pogańsko-słowiańskiej, który wiarę w Boga Izraela (i jego syna) przyjął niewiele ponad tysiąc lat temu…

Plagi Jahwe szły z góry! Nieszczęścia, jakie dotykają Polaków, biorą się z nich samych, z ich charakteru, fizycznej i psychicznej natury, zaszłości historycznych, wiary w Boga itp. Są to atrybuty człowieka zamieszkującego nizinę środkowo-europejską, który jest przemieszczany co jakiś czas – to na Wschód, to na Zachód… W związku z tym słowa piętnastoletniego autora groteski Król Ubu: „w Polsce, czyli nigdzie” mają swe historyczne, geograficzne i, co gorsze – polityczne uzasadnienie.

Pierwsza polska plaga to nietrzeźwość. Nie chodzi jednak o alkoholizm czy pijaństwo, lecz o stan psychofizyczny organizmu, który oznacza nie tylko ‘zawartość alkoholu w wydychanym powietrzu’, lecz zaburzony kontakt z rzeczywistością, jej nieadekwatny odbiór, albo zupełne z nią zerwanie. Kiedyś środkiem ułatwiającym wejście w taki stan była wódka, dziś są to narkotyki, substancje psychotropowe, używki, preparaty chemiczne, produkowane i rozprowadzane nielegalnie. Coraz częściej jednak ustępują one produktom ‘metafizycznym’ – wytworom języka i wyobraźni. Najważniejsze z nich to słowo i przekaz – obecne w radiu i telewizji, a przede wszystkim w mediach społecznościowych. Presja, jaką wywierają na człowieka – od kołyski po grób, od dziecka po starca – powoduje permanentne odklejenie od rzeczywistości.

Nietrzeźwość to stare prasłowiańskie słowo, oznaczające suchość (w gardle), brak wilgoci, niedobór wody – zagrażający zdrowiu i życiu. Tymczasem w Polsce to stan ‘po spożyciu’, czyli wypiciu alkoholu… Dawniej rozpijał nas pan i pleban (każdy za pośrednictwem swego Jankiela). Dziś robi to monopol państwowy, o którego zyski dba prezydent, nie godząc się na podwyżkę akcyzy. Na poziomie ‘meta’ to samo robią amerykańskie bigtechy, zatruwające umysły polskich dzieci i dorosłych. Ambasador największego naszego sojusznika zabiega (u prezydenta), by nie godził się na opodatkowanie tych firm. W obu przypadkach ‘głowa państwa’ wetuje ustawy, które mogłyby ograniczać polską nietrzeźwość. Ale narodem pijanym i manipulowanym łatwiej rządzić, zwłaszcza kiedy mu się wmawia, że najważniejsza jest wolność – w sklepie monopolowym i w sieci mediów, czyli na smartfonie…

Polska nietrzeźwość przypomina reakcję kompulsywną, czyli ‘powtarzane, przymusowe zachowanie albo rytuał, podejmowane w celu zmniejszenia lęku, napięcia lub zapobieżenia wyobrażonej katastrofie’. Jest to nasza odpowiedź na rozmaite fobie i obsesje. Ciągle żyjemy w strachu – ale nie przed wojną na Ukrainie, Rosją, Trumpem, Europą, Unią, LGBT, SAFE – lecz przed samymi sobą…

Druga plaga to złodziejstwo (kolejność jest tu bez znaczenia), która towarzyszy nam od zarania dziejów. Dotyka wszystkie ‘stany’ (za gospodarki folwarcznej), ‘klasy’ (w kapitalizmie) i ‘warstwy’ (gospodarka rynkowa); nie pozbyło się go również społeczeństwo bezklasowe. Można powiedzieć, że Polak kradł zawsze, bo albo nie miał, miał za mało i dokradał, albo z przyzwyczajenia[1]… Z pańskiego lasu, z pól, u bogatszego chłopa, z fabryki, od zaborcy czy okupanta, ze sklepu, szpitala… i Bóg wie skąd. Pamiętam, jak jeden z kolegów w podstawówce podkradał nam z tornistrów drugie śniadania – do czasu, aż go ojciec pobił wiklinowym pędem na oczach całej klasy.

Kradzież to problem odwieczny, skoro znalazła się wśród dziesięciorga przykazań. Próbowano z nią walczyć środkami prawnymi (obcinanie rąk), politycznymi (deklaracja równości), czy społecznymi (równy podział dóbr). „Więcej wytworzymy, więcej podzielimy!” – wołał Gierek, a kiedy Polacy to kupili, niedługo potem rozpadł się system gospodarki nakazowo-rozdzielczej…

Wydawało się, że przewrót ustrojowy zmieni ten stan rzeczy, tymczasem ludzie pozbawieni pracy i zarobku kradli, bo nie mieli wyjścia. Kiedy likwidowano fabryki i PGR-y, upadł ogromny zakład przetwórstwa drzewnego w Ustianowej (Bieszczady). Z nieczynnej fabryki, której nikt nie pilnował, zostały tylko gołe ściany, z których powyrywano nawet przewody elektryczne… Polska kradzież przeniosła się też poza granice państwa, czego dowodem niemiecki slogan: „Jedź do Polski, twój samochód już na ciebie czeka”. Dawniej słynęliśmy z koniokradów, teraz ze złodziei samochodów…

Po 35 latach żyjemy w kraju, który się rozwija; nie ma bezrobocia, a warunki coraz częściej dyktuje pracobiorca nie pracodawca. Kto chce i może pracować, tudzież organizować pracę innym, przestaje kraść. Jednak kradzież nie znika, tylko zmienia formy i metody; kradną ci, którzy albo nie chcą albo nie umieją pracować, więc idą do polityki… Za rządów PiS – w niespotykanej skali – rozpowszechniła się kradzież urzędnicza, w wykonaniu funkcjonariuszy państwowych rozmaitego szczebla – od premiera i ministra, poprzez dyrektorów do urzędników niższych szczebli. Instytucje i agendy: RARS, Fundusz Sprawiedliwości, Orlen, PZU, fundacje, NGO-sy, stowarzyszenia, zakony świeckie i kościelne – to podmioty najgłośniejszych defraudacji.

W ich cieniu dokonują się kradzieże ciche, zwyczajne, powszechne… Przykład – awaria pompy wodnej w piecu gazowym, dwufunkcyjnym; fachowiec oświadcza, że koszt pompy (Grundfos) to 900 zł. Po wymianie zagląda do smartfona i podnosi cenę do 1100, choć na opakowaniu (jakie po niej zostało) widnieje 700 zł! Usługa to, czy zawoalowana kradzież, którą umożliwiła awaria; tak jak wcześniej przekręty na maseczkach czy generatorach dla Ukrainy… A może to tylko zwykły „narzut handlowy”?

Społeczeństwo katolickie, choć w rzeczywistości pogańskie, nie ma z tym większego problemu… Gdzie jest drugie takie, które wymyśliło slogan: „Wprawdzie kradną, ale się z nami dzielą…”. Nie przynosi on chluby Polakom, ale po reelekcji Trumpa (i elekcji Nawrockiego), wbrew próbom rozliczeń podejmowanych przez rząd, do łask wracają indywidualne formy kradzieży, oszustw i przekrętów, co tylko wzmacnia ‘polską naturę’.

Trzecia plaga to służalczość, serwilizm, albo wasalizm/wasalstwo… Stare ryciny z życia polskiego (Norblin) pokazują, jak chłop stoi przed panem z czapką w rękach, a szlachcic w zamaszystym ukłonie przed magnatem zdejmuje z głowy pierzasty kołpak. Proboszcza całuje się w tłustą rękę, biskupa w pierścień, przed królem trzeba było uklęknąć, a przed prezydentem stać w postawie zasadniczej. Gesty, rytuały, znaki podległości …

Znacznie gorsza jest służalczość dziedziczna, wyssana z mlekiem matki, którą Polak ujawnia – świadomie lub nie – w kontaktach z silniejszym, zwłaszcza cudzoziemcem. Wobec współrodaka zawsze gra pana… Mówią, że to spuścizna zaborów, kiedy dla uczczenia koronacji cara powstała pieśń Boże coś Polskę. Nieco później konserwatyści krakowscy sporządzili słynny adres do cesarza, zaczynający się od słów: Przy Tobie najjaśniejszy Panie stoimy i stać chcemy… W XX wieku na cześć Stalina zmieniliśmy nazwę wielkiego miasta, a do konstytucji potrafiliśmy wpisać przyjaźń ze Związkiem Radzieckim…

Teraz wiatr historii wieje w drugą stronę… Oto nieobliczalny przywódca „wolnego świata” namaszcza nam prezydenta, a potem pilnuje, by został wybrany. Zanim do tego doszło, połowa polskiego sejmu na stojąco, z aplauzem przyjmuje wynik wyborów za oceanem – bez zmieszania, bez poczucia przyzwoitości, żenady… I naród to aprobuje; ba, kupuje! W jednej z witryn sklepowych na Podkarpaciu można było zobaczyć ołtarzyk ku czci Donalda Trumpa! A przecież jest on w stanie sprzedać nas za czapkę (rosyjskich) gruszek, albo kupić za duże (nasze) pieniądze…

Kiedy cytrynowy blondyn uznaje polskich żołnierzy za dekowników, jego protegowany w pałacu mówi, że to nieprawda! A jak ambasador (z kipą na głowie) zrywa „wszelkie kontakty” z naszym marszałkiem sejmu (za odmowę podpisu in blanco) „prawdziwi patrioci”, w imię suwerenności i niezłomnego sojuszu z Ameryką, lżą drugą osobę w państwie, imputując mu rosyjską agenturę[2].

Służalczość na górze, przekłada się w uległość na dole – wobec kierownika w supermarkecie, brygadzisty na budowie czy w fabryce, proboszcza na parafii, wobec posła na antenie telewizyjnej, czy radiowej, urzędnika w magistracie – wszędzie tam, gdzie jeden Polak ma szansę pokazać, że ma władzę nad drugim… Wszak nazwa Słowianin pochodzi do łacińskiego sclavus, czyli niewolnik, a Polacy to Słowianie, więc nie ma się czemu dziwić…

Czwarta nasza plaga to kłótliwość, zastępowana synonimami: pieniactwo, swarliwość, warcholstwo i inne… Nie raz w historii była przyczyną narodowych i politycznych nieszczęść; towarzyszy nam wczoraj i dziś, w kraju i zagranicą… Literatura stara i nowa pełne są opisów polskich kłótni i sporów; dość przypomnieć debaty szlachty z Pamiętników Paska, opisy obyczajów Kitowicza, satyry biskupa Krasickiego[3], sztuki Fredry, epopeję Mickiewicza, gorzkie słowa Norwida, pozytywistów, modernistów. W II Rzeczypospolitej kłótliwość i spory prowadziły do politycznych mordów i skrytobójstw… Nie zmieniła tego wojna ani okupacja, a potem przynależność do bloku państw socjalistycznych oraz ‘odzyskanie niepodległości’ po roku 1989. Wprawdzie staliśmy się: niezależni, samorządni, suwerenni i wolni; nawet przyjęto nas do układu politycznego, który z miejsca uznaliśmy za nieprzyjazny, a teraz otwarcie nam wrogi. Tak samo odnosimy się do najbliższych sąsiadów; w ustach Kaczyńskiego „takie państwo (jak Niemcy) powinno siedzieć w kącie i przepraszać, że żyje”. Czesi, Litwini, Słowacy właściwie mogliby nie istnieć …

Ilustracją słów Wieszcza o rodakach, którzy toczą potępieńcze swary, plwają na siebie i żrą jedni drugich, jest sytuacja w partii Hołowni. Wystartowała jako ‘trzecia droga’ między dwoma zwaśnionymi obozami oraz alternatywa dla brutalności i polaryzacji w życiu publicznym… Nie zaspokoiwszy ambicji swego lidera, dała popis braku przydatności do polityki, dobrego wychowania i elementarnej przyzwoitości… I pomyśleć, że do tej degradacji doprowadził własne ugrupowanie niegdysiejszy aspirant do stanu duchownego…

Piąta (na tym zakończmy!) plaga to naiwność, przypisywana zazwyczaj osobom niedojrzałym, o niewielkim doświadczeniu. Sprowadza się do bezkrytycznej postawy wobec innych, łatwowierności, ufności oraz uproszczonego postrzegania świata. Ich skutkiem jest idealizowanie rzeczywistości oraz ignorowanie zagrożeń. Naiwność jest zazwyczaj oceniana negatywnie; ale nie w Polsce, gdzie obowiązuje przykazanie: Jeśli się nie (…) staniecie jak dzieci, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego. (MT 18,3). Tymczasem dziecięctwo okazywane w życiu ziemskim w niczym nam nie pomaga; traktowani jesteśmy jak naród frajerów, wszak naiwność dorosłych to zwykłe frajerstwo, czyli: brak rozwagi, donkiszoteria, infantylizm, naiwniactwo, nieodpowiedzialność, a więc to, co nas dyskredytuje w oczach świata. Nawet tego, w którym ton nadają Trump (i Nawrocki), wyzwalający w Polakach tego rodzaju ‘atrybuty’ tzn. cechy wyróżniające, „znaki rozpoznawcze”, wrodzone i gruntowane przez wieki…

Awersem frajerstwa są cierpiętnictwo i heroizm, które rekompensują polską niedojrzałość – w wymiarze powszechno-dziejowym oraz indywidualnym. wszak na infantylizmie nie da się zbudować nic innego… Pisali o tym Wyspiański, Gombrowicz, Mrożek i inni. Ale wszystko psu na budę, choć ta jest potrzebna „największemu przyjacielowi człowieka”…

*

Plaga to wyraz pochodzenia łacińskiego. Znaczy, po pierwsze – uderzenie, cios, ranę; po drugie – myśliwską sieć, pajęczynę, a w przenośni matnię. Od wieków żyjemy w czymś takim, jak w kokonie. I jest nam z tym/w tym dobrze… I dobrze nam tak!

  1. Mój stryj, klejarz najniższej rangi codziennie przynosił ‘z roboty’ pięć kilo węgla, choć miał deputat…
  2. W roku 1956 W. Gomułka potrafił postawić się władcy rosyjskiego państwa, którego byliśmy wasalem. 70 lat później marszałek Czarzasty w podobny sposób zachowuje się wobec ambasadora USA, dla których jesteśmy równorzędnym(?) partnerem… Czyżby gen patriotyzmu miała tylko lewica?
  3. Z uporem przypominam (na tych łamach) jego Monachomachię, czyli wojnę mnichów, by nikt nie myślał, że pod płaszczem religii dzieje się coś innego aniżeli w zwykłym życiu.

JS

How useful was this post?

Click on a star to rate it!

Average rating / 5. Vote count:

No votes so far! Be the first to rate this post.

12 komentarzy

  1. Tadeusz Zatorski 28.02.2026
  2. Makary 28.02.2026
    • Senex 28.02.2026
  3. Stanislaw Obirek 28.02.2026
  4. slawek 28.02.2026
  5. Simban 01.03.2026
  6. HK 01.03.2026
    • Bungo 01.03.2026
  7. Andrzej 01.03.2026
  8. Piotr Bartula 01.03.2026
  9. Sonia 09.03.2026
  10. Izydor 14.03.2026